var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Własne

Junco: W Wiśle nie było pieniędzy na długopisy i paliwo. Bośniacki skrzydłowy blisko Górnika. Wdowiak: Czekałem na taką jesień

Autor: zebrał Marcin Łopienski
2019-01-21 11:30:01

W poniedziałkowej prasie naprawdę jest co poczytać. Na początku tego tygodnia wyjątkowo obrodziło w kilka ciekawych wywiadów. Polecamy rozmowy z Mateuszem Wdowiakiem, Manuelem Junco, Krystianem Bielikiem i
Laszą Dwalim. Wybraliśmy 26 materiałów z pięciu źródeł.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Wdowiak: Czekałem na taką jesień

„Michał Trela: Jesienią ofensywa Cracovii zależała w dużej mierze od pana. Biorąc pod uwagę, że jako nastolatek miał pan świetne wejście do ekstraklasy, trzeba zapytać: dlaczego dopiero teraz?

Mateusz Wdowiak: Zawiesiłem sobie wysoko poprzeczkę. Ludzie oczekiwali potem ode mnie, że szybko dojdę do miejsca, w którym jestem dopiero teraz. Może ja też za bardzo tak do tego podszedłem. Oczekiwałem, że od razu będę regularnie grać. Może powinienem był mieć więcej pokory. To chyba może być przestroga dla młodych graczy. Gdy komuś wychodzi dobry trening, trzeba mówić, by pokazał to na meczu. Jeśli pokaże na meczu, niech udowodni drugi-trzeci raz. Niech rozegra dobrą rundę, sezon. Nie można zadowalać się tym, co jest na ten moment, bo można odpłynąć, a powrót na właściwe tory trochę zajmuje. Po dobrym początku, potem nie wszystko szło po mojej myśli. Często wchodziłem z ławki, mam sporo występów w ekstraklasie, ale regularności mi brakowało. Udało mi się dopiero na tym etapie.

W szatni Cracovii jest pan w wieku przejściowym. Macie trochę doświadczonych graczy i wielu nastolatków, dopiero wchodzących do dorosłej piłki. Z polskich 22-23 latków jesteście jednak tylko pan i Michał Helik. Stara się pan już coś przekazywać młodszym kolegom na swoim przykładzie?

Mateusz Wdowiak: Odczuwam, że już nie jestem młodym talentem, wchodzącym do pierwszego zespołu, bo mam już swoje lata. To taki wiek, że trzeba brać odpowiedzialność za drużynę. Oczywiście, są w szatni bardziej doświadczeni zawodnicy, którzy mają jeszcze większy wpływ na szatnię, ale jest też wielu zawodników młodszych ode mnie. Staram się być dla nich kimś, kogo mogą naśladować. Biorę za to odpowiedzialność. Z autopsji wiem, że gdy sam wchodziłem do szatni pierwszej drużyny, najbliżej mi było do graczy 22-24-letnich, czyli trochę starszych ode mnie, którzy już jednak zaczynali grać. Ich podpatrywałem najbardziej i miałem z nimi najlepszy kontakt, bo różnica wieku nie była aż tak duża”.

Więcej TUTAJ

***

„Dwali: Chcę grać o mistrzostwo”

„Jakub Radomski: Kilka dni temu odszedł pan z Pogoni Szczecin do klubu z Budapesztu. Skąd taka decyzja? Liga węgierska nie należy do specjalnie silnych.

Lasza Dwali: Długo zastanawiałem się, co robić. Na pewno nie powiedziałbym, że liga węgierska jest mocniejsza od polskiej ekstraklasy. Występowałem w Pogoni, która z każdym tygodniem prezentowała się lepiej i być może zakwalifikuje się w tym sezonie do europejskich pucharów, ale Ferencvaros oferuje dużą szansę na zdobycie mistrzostwa kraju. To było decydujące. Myślę, że wykonałem krok do przodu w mojej karierze.

Miał pan oferty z innych państw?

Lasza Dwali: Miałem. Chciało mnie kilka klubów z rosyjskiej ekstraklasy. Nie chodzi o te najsilniejsze, raczej o drużyny z dolnej części tabeli, ale działacze tych klubów byli zdeterminowani, by mnie pozyskać. Stwierdziłem jednak, że wolę iść do najlepszego węgierskiego klubu. Po pierwsze, wystąpię w nim prawdopodobnie w europejskich pucharach, a po drugie – z Węgier może być mi łatwiej trafić do zachodniej ligi niż z Rosji. Uważam, że jeżeli grałbym tam w przeciętnym zespole, kluby z Francji, Niemiec czy Hiszpanii raczej by mnie nie zauważyły. A ja chcę się dalej rozwijać”.

Więcej TUTAJ

***

„Bałkański kocioł w Jagiellonii”

„Šćepović, Arsenić, Mitrović, Runje, Savković, Poletanović. Trener Ireneusz Mamrot będzie musiał radzić sobie w szatni z bałkańskim kotłem. Ale z tego towarzystwa jedynie ten pierwszy jest pewną niewiadomą. Pozostałych Mamrot zna doskonale. Sądząc po reakcjach tych, którzy trzymają kciuki za Jagiellonię, runda już mogłaby się zacząć. Przystąpi do niej nowa, wzmocniona, mocno zagraniczna Jaga. No, ale do legii cudzoziemskiej właściwie w każdym klubie ekstraklasy był czas się przyzwyczaić. Taki mamy klimat...”.

Więcej TUTAJ

***

„Wędrowniczek, który nie idzie we właściwym kierunku”

„Ostatni raz wziął udział w oficjalnym meczu 7 sierpnia, gdy jego poprzednia drużyna MOL Vidi mierzyła się z Malmö FF (1:1) w eliminacjach Ligi Mistrzów. Od tej pory Šćepović nie zasiadł nawet na ławce. A przecież wiosną strzelił 6 goli w 14 spotkaniach i przyczynił się do triumfu w lidze węgierskiej. Na dodatek zespół dalej prowadził jego rodak Marko Nikolić. A jednak w nowym sezonie szkoleniowiec odsunął go od drużyny. Nie podano przyczyn tej decyzji. – Stefan nie chciał o tym mówić nawet w domu. Z tego co wiem, poszło o to, że miał jakieś spięcie z innym piłkarzem na treningu, ale to są w piłce normalne rzeczy – mówi nam ojciec zawodnika Sladan.

Od czterech lat jego kariera nie idzie w oczekiwanym kierunku. Nie pomagały mu częste zmiany klubów. Jagiellonia to 14. zespół, z ósmego kraju, w karierze 29-letniego zawodnika. – Gdy nie ma miejsca w składzie, to źle się czuje, więc chce odejść. Wolałbym, aby pograł 4-5 lata w jednym zespole – mówi pan Sladan”.

Więcej TUTAJ

***

„Malarz nie chce kończyć kariery”

„W Legii to znana praktyka, pracuje w niej między innymi Marek Saganowski, jej były napastnik, który wszedł na tę drogę po wygaśnięciu kontraktu. Początkowo zastanawiał się nad kontynuowaniem kariery w innym zespole, ale właściciele przekonali go, by został w klubie, dziś prowadzi drużynę w Centralnej Lidze Juniorów. Z Malarzem historia jest nieco inna, bo jeszcze pół roku ma ważną umowę i wiele razy powtarzał, że dopóki zdrowie go nie powstrzyma, chce grać. Przeszkodą nie okazał się uraz, a trener Ricardo Sa Pinto, który z pierwszego bramkarza zdegradował go najpierw na trzeciego, potem czwartego, a teraz skreślił całkowicie”. 

Więcej TUTAJ

***

„Lech od świtu trenuje w Belek”

„Początek obozu jest zdecydowanie związany z... wodą. Rozruch po przylocie w sobotni wieczór odbył się przy i w hotelowym krytym basenie. Kolejne treningi miały miejsce już na boisku, ale toczyły się częściowo przy padającym deszczu. – To w tym momencie jedyny problem, z jakim się zmagamy. Mimo deszczu boiska są świetnie przygotowane, więc można bez przeszkód pracować – mówił kierownik drużyny, Mariusz Skrzypczak.  

Trudne były zwłaszcza jednostki treningowe podczas krótkiego wypadu do Wronek w ubiegłym tygodniu. Wówczas nogi lechitów były „ciężkie”. W Turcji będą jeszcze mocniejsze 2–3 dni, kiedy odbędą się cztery zajęcia, w tym pierwsze skoro świt, bo o 7 rano (czyli 5 czasu polskiego), ale stopniowo zawodnicy mają już dochodzić do optymalnej dyspozycji, żeby zaprezentować ją 8 lutego podczas pierwszego wiosennego meczu z Zagłębiem Lubin, który też zresztą jest w Belek, dokąd przyleciał dzień przed graczami ze stolicy Wielkopolski”.

 Więcej TUTAJ

***

„W Śląsku bardzo liczą na Musondę”

„W Śląsku mają nadzieję, że pozyskali gracza, który szybko potwierdzi drzemiący w nim potencjał. Musondę kilka miesięcy temu poznali już piłkarze Lecha w dwumeczu kwalifikacji do LE z armeńskim Gandzasarem Kapan. Zanim poznaniacy „rzutem na taśmę” uniknęli dogrywki, Zambijczyk strzelił im pięknego gola i swoimi rajdami na skrzydle napędził sporo strachu. Teraz rolą trenera Vitezslava Lavički jest, by należycie ten afrykański potencjał okiełznać”.

Więcej TUTAJ

***

„We Wrocławiu stawiają na Mąkę”

„Trudniej może mieć, przynajmniej na razie, także odstawiony przez Lavičkę Michał Bartkowiak, który od tego sezonu już nie jest młodzieżowcem. Jedno jest raczej pewne: któryś z nich (prawdopodobnie Pałaszewski) mógłby załapać się do kadry, gdyby klub z Oporowskiej nie pozyskał nowego zawodnika do środka pomocy. Tymczasem w sobotę 2,5-letni kontrakt ze Śląskiem podpisał Krzysztof Mączyński. Wrocławianie, szukając wzmocnień w centrum pola, rozpatrywali wiele kandydatur z zagranicy, ale ostatecznie postawili na zawodnika z Polski i doświadczenie. Mączyński w maju skończy 32 lata”.

Więcej TUTAJ

***

„Stolarczyk buduje Wisłę na nowo”

„W krakowskim klubie muszą coraz mocniej myśleć o jak najlepszym przygotowaniu drużyny do wiosny, bo problemy organizacyjne bardzo się na niej odbiły. Z zespołu odeszło łącznie już siedmiu piłkarzy. W weekend do tego grona dołączył ostatecznie Tibor Halilović. – Z tego co wiem, piłkarz ma inne oferty i nie będzie go z nami na wiosnę – poinformował trener. Ubytki są znaczące, bo jesienią Zdenek Ondrašek, Dawid Kort, Jakub Bartkowski, Jesus Imaz i Martin Koštal byli zawodnikami podstawowego składu, a Zoran Arsenić jednym z pierwszych zmienników. Sportowo wiślacy stracili wiele, co widać po pierwszych zimowych sparingach, w których z problemami ograli III-ligową Wisłę Sandomierz (3:2) i ulegli I-ligowej Garbarni Kraków (2:3). – Trzeba będzie budować od nowa. Takie mamy realia – rozkłada ręce Stolarczyk”. 

Więcej TUTAJ

***

„Kowalczyk nadal pozostanie Portowcem”

„Sebastian Kowalczyk miał dwa lata, żadnych zabawek, tylko piłki. Sąsiad widział pasję chłopca, więc dał mu w prezencie koszulkę miejscowego klubu – Pogoni. Czarną, z niebieskim pasem biegnącym po przekątnej na przedzie i nazwiskiem bramkarza na plecach. Była za duża, dlatego obcięto rękawy, by malec się nie przewracał. Niecałe dwie dekady później Kowalczyk wciąż zakłada strój Portowców, choć już z własnym nazwiskiem i zawodowo. I prawdopodobnie będzie to robił kolejne trzy lata, bo pomocnik podpisał nową umowę z granatowo-bordowymi. Kontrakt ma obowiązywać do grudnia 2022 roku z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy”.

Więcej TUTAJ

***

„Szwoch wyjechał na zgrupowanie z Wisłą Płock”

„Nafciarze w sobotę udali się na Cypr, gdzie w Ayia Napie do 31 stycznia będą przygotowywać się do rundy wiosennej. Kibu Vicuna do samolotu zabrał 25 zawodników. W tej grupie dość nieoczekiwanie znalazł się Mateusz Szwoch, który wraca do pełni formy po rekonstrukcji więzadeł krzyżowych, jaką przeszedł we wrześniu”.

Więcej TUTAJ

***

„Dudek: Piątek otworzył drzwi do tych najlepszych”

„Do Serie A Piątek miał wejście smoka. 19 goli w 21 meczach to wynik z kosmosu, tym bardziej jak na pierwsze pół roku w piłce na europejskim poziomie. Jego wartość rosła z kolejki na kolejkę, a teraz otworzyły mu się drzwi do gry na najwyższym poziomie, na największych scenach. Milan nie jest już tym samym klubem, którym był jeszcze kilka lat temu, ale presja San Siro wciąż jest ogromna. Przekonywali się o tym kolejni napastnicy, którzy zawodzili w barwach Rossonerich. Ostatnim był Gonzalo Higuain. Jego przykład pokazuje, że transfer do Mediolanu nie musi być kolejnym krokiem na drodze do piłkarskiego nieba.

Piątek jest na fali wznoszącej i nic nie wskazuje na to, by nagle miał z niej spaść. Wierzę, że Krzysiek będzie w stanie dać Milanowi to, czego ta drużyna potrzebuje i to, czego nie umiał dać jej Higuain czy każdy z jego poprzedników grających w koszulce z numerem „9”. Na tym transferze skorzysta też reprezentacja Polski, bo kolejny zawodnik regularnie grający w wielkim klubie to zawsze jest atut”.

Więcej TUTAJ

***

„Rudzki: Boruc niezatapialny”

„Czekał Boruc 617 dni, niewiarygodnie dużo czasu, w którym po prostu trenował, tak jak wcześniej, dostając okazje gry już tylko w krajowych pucharach. W czerwcu 2017 roku klub z Dean Court kupił za 10 milionów funtów Asmira Begovicia. Nie dość, że dla Boruca to był jasny sygnał: przychodzi golkiper za 10 mln funtów, więc siadasz na ławce, to jeszcze Begović kojarzył mu się z największym koszmarem. To on, grając w barwach Stoke City, pokonał Polaka strzałem z własnego pola karnego. Wykorzystał mocny wiatr i wrzucił naszemu rodakowi piłkę „za kołnierz”.

Begović był i droższy, i młodszy. Nawet kiedy „nie dowoził”, pisząc kolokwialnie, czy kiedy popełniał błędy, a popełniał ich dużo, zdawał się mieć zagwarantowane miejsce między słupkami. Jego pozycja była przez długie miesiące niepodważalna. Bośniak zagrał 60 spotkań z rzędu w podstawowym składzie. Wreszcie jednak cierpliwość Eddiego Howe’a się skończyła”.

Więcej TUTAJ

***

„Włosi zachwyceni kapitalną grą Milika”

„– Napoli, jako klub, wykonało z Arkadiuszem Milikiem ogromną pracę and powrotem do formy. Wiadomo było, że trzeba będzie poczekać na jej efekty, ale dziś Milik wreszcie czuje się w pełni gotowy i silny. Widać to po jego formie – stwierdził Carlo Anceloti, trener ekipy z Kampanii, po niedzielnym starciu z Lazio Rzym (2:1). Włoski szkoleniowiec zachwyca się formą 24-letniego napastnika, który nie może przestać strzelać. Od początku grudnia najdroższy polski zawodnik w historii (kosztował 32 miliony euro) zdobył już osiem bramek w dziewięciu spotkaniach, a w klasyfikacji strzelców Serie A awansował na trzecie miejsce. Milik ma w lidze jedenaście goli, tyle samo co Ciro Immobile, i mniej niż Krzysztof Piątek (13), Duvan Zapata, Fabio Quagiarella i Cristiano Ronaldo (14)”.

Więcej TUTAJ

***

„Niegroźna kontuzja Dembele”

„Tym razem diagnoza nie była tak straszna. Jak poinformowała FC Barcelona, Dembele ma tylko skręconą kostkę. Klub nie podał więcej informacji, ale hiszpańskie media donoszą, że jest to skręcenie pierwszego, czyli najłagodniejszego stopnia. Oznacza to, że mistrza świata z Rosji czekała będzie zaledwie dziesięciodniowa przerwa. W konsekwencji 21-latek straci pierwsze starcie z Sevillą w Pucharze Króla oraz mecz z Gironą w LaLiga, ale powinien być do dyspozycji Valverde na rewanżowe starcie z Andaluzyjczykami”.

Więcej TUTAJ

***

„Kryzys Chelsea trwa w najlepsze”

„Chelsea jest w kryzysie. Do drugiej połowy listopada była niepokonana, traciła tylko dwa punkty do ówczesnego lidera – Manchesteru City. Miała drugi najskuteczniejszy atak (27 goli), gorszy tylko od mistrzów Anglii, a lepszy o sześć trafień od obecnie najlepszej ekipy w tabeli – Liverpoolu. Z czasem jednak coś na Stamford Bridge zaczęło się psuć. Ostatnie dziesięć spotkań w Premier League to już bowiem tylko trzynaście goli, a im mniej bramek, tym mniej punktów. Dzisiaj The Blues, aspirujący przed sezonem do zdobycia tytułu, muszą się martwić o miejsce w TOP4. Nad Arsenalem i Manchesterem United, który przecież do niedawna miał najgorszy start w historii, utrzymuje już zaledwie trzy punkty przewagi. O marzeniach o mistrzostwie w zachodnim Londynie już dawno zapomnieli”.

Więcej TUTAJ

 

„SPORT”

„Junco: W Wiśle nie było pieniędzy na długopisy i paliwo

„Mateusz Miga: Śledził pan ostatnie wydarzenia związane z Wisłą?

Manuel Junco: – Oczywiście. Od czerwca cały czas śledzę w prasie wszystko co jest związane z Wisłą, począwszy od ruchów w letnim okienku transferowym, aż do nieudanej sprzedaży klubu. Szczerze mówiąc, czytając o problemach finansowych klubu miałem swoiste odczucie deja vu, ponieważ przychodząc do klubu w październiku 2016 roku zastałem bardzo podobną sytuację do października 2018 roku. Różnice są dwie. W 2016 nie miałem już możliwości na ruchy transferowe i sprzedaż zawodników, którzy mogliby zapewnić przychód Wiśle, bo zostałem zatrudniony, gdy okienko było już zamknięte. Po drugie, drużyna była na ostatnim miejscu w tabeli, wygrała tylko jeden mecz, a za sobą miała siedem porażek z rzędu, przegrywała choćby ze Śląskiem u siebie 1:5. Rozegrano już 25 procent sezonu, a drużyna miała 3 punkty i była ostatnia… Zewsząd słyszałem, że w grudniu 2016 Wisła będzie bankrutem i zniknie.

Klub był w rozsypce po krótkich rządach Jakuba Meresińskiego. Problemów wewnątrz była pewnie cała masa…

Manuel Junco: – Tak. Przychodzę do klubu i na dzień dobry dowiaduję się, że są spore zaległości w płatnościach. Skauci od dłuższego czasu nie mogli obserwować kandydatów do gry w Wiśle, bo w klubie nie było pieniędzy na benzynę. Nie mogli też obserwować ich na wideo, bo licencja Wyscout nie była opłacona przez rok i program był zablokowany. Gdy zapytałem, gdzie są bazy z informacjami o zawodnikach powiedzieli mi że nie mają ich, bo zostały zablokowane w programie Wyscout. Można powiedzieć, że nie było pieniędzy na zakup długopisu. Żartowano, że nasz autobus wyglądał bardziej jak autobus ligi biznesu niż profesjonalnego zespołu. Były firmy zewnętrzne którym nie płacono przez lata, a konta często były zablokowane. Brakowało profesjonalnego sprzętu dla zawodników jak choćby kamizelki GPS. W ośrodku treningowym w Myślenicach był tylko jeden rowerek treningowy! Jakakolwiek osiedlowa siłownia miała więcej rowerków treningowych niż my. Zawodnicy i trenerzy od miesięcy nie dostawali wynagrodzenia i zaczynali składać pisma zrywające umowy. Aby grać z Pogonią, musieliśmy dzień wcześniej zabrać ze szkoły trzech juniorów, bo brakowało zawodników. Przegraliśmy 2:6”.

Więcej TUTAJ

***

„Bośniak z Dinama Zagrzeb może trafić do Górnika Zabrze”

„Kolejny trop w poszukiwaniu solidnych skrzydłowych wiedzie do Chorwacji. Z najlepszego zespołu tego kraju Dinama, do Zabrza ma się przenieść jeden z trójki bośniackich zawodników. Wiele wskazuje na to, że chodzi o Luka Menalo. 22-latek zimą zeszłego roku podpisał pięcioletni kontrakt z Dinamem. Przeszedł tam z NK Siroki Brijeg. Nie potrafi się jednak przebić do pierwszej jedenastki zespołu z Zagrzebia, który świetni radzi sobie w lidze, gdzie prowadzi z dużą przewagą, a także w europejskich pucharach”.

Więcej TUTAJ

***

„Cierpliwość wystawiona na próbę”

„Przypomnijmy: pierwotnie środkowy obrońca miał trafić z Wisły do Piasta 1 stycznia tego roku, bo taki kontrakt początkowo podpisał. Dwa zainteresowane kluby usiadły jednak do rozmów i osiągnięto porozumienie, na mocy którego Byrtek był do dyspozycji sztabu szkoleniowego gliwiczan już jesienią. Po zmianie trenera, jaka dokonała się w Płocku, 27-latek był dopiero czwartą opcją do gry na środku obrony zespołu „Nafciarzy”. Jak można się domyślać, taka sytuacja bardzo nie odpowiadała wychowankowi Podbeskidzia Bielsko-Biała”.

Więcej TUTAJ

***

„Dwa tygodnie pracy piłkarzy Piasta”

„Cztery lata temu Górnik, Piast, Podbeskidzie i Ruch wspólnie wyleciały z Pyrzowic na zgrupowanie do Turcji. Był to pomysł śląskich prezesów, który jednak… nie przetrwał próby czasu. Ba, tylko na tym jedynym wspólnym wyjeździe się zakończyło. Wtedy też ostatni raz zgrupowanie Piasta Gliwice odbyło się w Turcji. Od tamtej pory gliwiczanie upatrzyli sobie Hiszpanię i miejscowość El Albir, położoną niedaleko Alicante. Tak było, ale… czasy się zmieniają i drużyna trenera Waldemara Fornalika po kilku latach przerwy powróciła nad Bosfor”.

Więcej TUTAJ

***

„Podbeskidzie straci kolejnego zawodnika?”

„W sobotniej grze kontrolnej zabrakło Przemysława Płachety, który truchtał wokół boiska. Zawodnik ten jest kuszony przez Raków Częstochowa, więc być może – po sprzedaży Kacpra Kostorza – dojdzie do drugiego transferu gotówkowego Podbeskidzia tej zimy. Z naszych informacji wynika jednak, że 21-letni skrzydłowy wolałby zostać pod Klimczokiem”.

Więcej TUTAJ

 

„GAZETA WYBORCZA”

„Wisła przetrwała najgorsze?”

„Sytuację uspokoiła przede wszystkim pożyczka, której klubowi udzielili Jarosław Królewski, Jakub Błaszczykowski i Tomasz Jażdżyński. Szef firmy Synerise, były kapitan reprezentacji Polski i właściciel agencji digitalowej Veneo pożyczyli Wiśle cztery miliony złotych. W ubiegłym tygodniu pieniądze zostały przelane na konta piłkarzy i trenerów. Nie wszyscy doczekali się spłaty wszystkich zaległości, zawodnicy przyznają, że zgodzili się na ustępstwa. Te pieniądze ugasiły jednak pożar w szatni, piłkarze dostali sygnał, że wyjście klubu na prostą jest możliwe. Przez kilkanaście dni na przełomie grudnia i stycznia, gdy Wisłą targało zamieszanie związane ze zmianą właściciela, większość zawodników myślała już o wyprowadzce. Dziś wszystko wskazuje na to, że skład drużyny Macieja Stolarczyka będzie słabszy niż jesienią, ale nie ma już obaw, że podstawę jedenastki będą tworzyć juniorzy”.

Więcej TUTAJ

***

„Stec: Mądrość podlotka”

„Ponieważ obsesyjnie myślę ostatnio o piekle na ziemi, jakie ludzie zgotowali ludziom wskutek swojej zachłanności, na wieść o wypadzie Leo Messiego z Barcelony do Wenecji najpierw zareagowałem refleksją o pozostawionym przez niego w poniedziałek śladzie węglowym – oto panu sławnemu piłkarzowi zachciało się spędzić chwilę u pewnego dietetyka (wystartował rano, wrócił o 15), więc zasmolił niebo prywatnym odrzutowcem. Nie wiem, ile wyposażone w osiem łóżek, dwie łazienki i kuchnię cholerstwo pali, ale po zatankowaniu do pełna waży 40 ton, a musiało przelecieć blisko dwa tysiące kilometrów. Fiołkami ta eskapada raczej nie pachniała”.

Więcej TUTAJ

***

„Kuczok: Nie zbawią nas już gole Lewandowskiego”

„Zatruto Polskę; nie zbawią nas już rekordy Kubackiego, nie pojednają bramki Lewandowskiego, nawet czarna wstążka w rogu ekranu transmisji sportowych, zamiast łączyć w smutku, dzieli jeszcze bardziej, skoro naganiacze prawego sektora piszą w dniu pogrzebu ofiary mordu o tym, że „mowę nienawiści zastąpi teraz nienawistna mowa miłości”. Dotąd płynęło przez Polskę szambo, teraz dostało się do krwiobiegu, polała się krew i jesteśmy zakażeni. Szczęśliwie liga zimuje, ale próżno mieć nadzieję, że miłośnicy Janusza Walusia zechcieliby potępić gdańską zbrodnię z takim rozmachem, z jakim niedawno grozili szubienicami „ladacznicom” z niezależnych od władzy mediów. Panicznie bałbym się raczej, że od lutego poświęcone przez przeorów sztandary PDW (pozdrowienia do więzienia) wzbogacą się o wyrazy wsparcia dla Stefana W.”

Więcej TUTAJ

 

„SUPER EXPRESS”

„Bielik: Siła kadry młodzieżowej jest jedność na boisku”

„Super Express”: - Wymazałeś z pamięci ubiegły sezon?

Krystian Bielik: - To był najgorszy rok w moim piłkarskim życiu. Zagrałem tylko cztery mecze, a poza tym cały czas byłem kontuzjowany. Najgorsza była monotonia. Wiedziałem co mnie czeka, co będę robił podczas rehabilitacji, jakie powtarzał ćwiczenia. Znałem to na pamięć. Wyobraź sobie, jak się czułem, gdy widziałem uśmiechniętych kolegów, którzy szykowali się na mecz, a ja nie mogłem robić tego, co kocham! Nie wiedziałem co ze sobą począć. Na początku zamknąłem się w sobie. Myślałem tylko o tym, aby jak najszybciej się wyleczyć. Na szczęście miałem przyjaciół z Polski, którzy mnie wspierali. Po treningach jeździłem do nich. Zaprzyjaźniliśmy się, a ich dzieci mówiły do mnie... wujku (śmiech).

- Trudno było po tych perypetiach znaleźć klub, który wziąłby cię na wypożyczenie?

- Byłem o krok od przejścia do tureckiej Kasimpasy. Jednak w ostatniej chwili dostałem telefon z Arsenalu, że kluby nie osiągnęły porozumienia. Nie było nic konkretnego z Championship. Za to Charlton był na mnie zdecydowany. Jestem szczęśliwy, że tu trafiłem. Zostałem w Londynie, nie musiałem nic zmieniać. To było dobre rozwiązanie. Czuję się wyśmienicie. Wszystko mi tu odpowiada. Koledzy traktują mnie z szacunkiem, a takiej atmosfery, jaka tutaj panuje życzyłbym każdemu klubowi”.

Więcej TUTAJ

 

„FAKT”

„Anglia zachwyca się Bednarkiem”

„- Z każdym jego występem coraz mocniej możemy się zastanawiać, jakim cudem Mark Hughes nie widział dla niego miejsca w składzie. Im częściej gra, tym można odnieść wrażenie, że jest lepszy - napisał o Polaku lokalny dziennik "Daily Echo".

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się