var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Michał Pazdan jeszcze wróci do reprezentacji Polski

Autor: Marcin Łopienski
2019-01-29 22:00:14

Michał Pazdan musiał zmienić polską Ekstraklasę na turecką ligę. W MKE Ankaragucu ma odzyskać dobrą formę, może nawet wypromować się do lepszego klubu. No i ma wrócić do reprezentacji Polski, a wierzę, że tak się stanie.

Kilka tygodni temu pisałem o tym, że nie wyobrażam sobie Ekstraklasy bez Michała Kucharczyka. Chciałem, aby „Kuchy” w niej został, nawet jeśli w ostatniej rundzie potykał się o własne nogi i częściej przewracał niż mijał rywali lub zdobywał bramki. Bo skrzydłowy Legii to symbol Ekstraklasy, a według tego co pisał Dan Brown: „Symbole mają różne znaczenie w różnych okolicznościach”. 

Kucharczyk jest nam niezbędny do tego, aby móc jakoś określić naszą ligową piłkę. Mieć możliwość utożsamiania jej z żywym przykładem, a takim na pewno nie będzie Krzysztof Piątek, Sebastian Walukiewicz, Szymon Żurkowski czy Jakub Piotrowski. 

Nie będzie nim również Michał Pazdan, chociaż ostatnie pół roku w wykonaniu 35-krotnego reprezentanta Polski nazwę eufemistycznie – słabym. 31-latek nie tak wyobrażał sobie aktualny sezon w lidze, w której przecież od lata miał nie grać. Obrońca od dwóch lat regularnie sprzedawany do takich drużyn jak Besiktas Stambuł, Real Betis, FC Ingolstadt, Olympiakos Pireus, Newcastle United, Akhisarspor, Getafe czy Girondins Bordeaux (nie wymieniam wszystkich, bo tą telenowelą z udziałem „Ministra obrony narodowej” żyjemy już od finałów EURO 2016), po najważniejszej imprezie jego pokolenia piłkarzy miał w końcu trafić za granicę. I to nie do jakiegoś tam Ankaragucu. 

Życie napisało jednak taki scenariusz, że Polska przerżnęła mundial na rosyjskiej ziemi, a Pazdan stał się w Legii personą non grata. Powiedzenie „jesteś dobry tak jak Twój ostatni mecz” w przypadku byłego defensora Legii miało szczególne znaczenie: on, trzykrotny mistrz Polski i dwukrotny zdobywca Pucharu Polski ze stołecznym klubem, musiał się z nim pożegnać. Jego przykład kolejny już raz potwierdził, że w futbolu zasługi nic nie znaczą. Owszem można za nie zostać odznaczonym przez prezydenta, ale nie takie gwiazdy wylatywały z klubów.

Pazdan, po zaledwie dwóch meczach jesienią w Ekstraklasie (siedmiu, jeśli policzymy wszystkie rozgrywki) mógł przeglądać oferty jedynie tych klubów, które pilnie potrzebowały fachowca i nie przeszkadzał im brak występów byłego reprezentanta Polski. Krótko mówiąc, mogły to być propozycje z klubów trzeciej kategorii. 

Mimo wszystko odejście Pazdana do Ankaragucu jest bardzo dobrym posunięciem byłego obrońcy Jagiellonii Białystok. 31-latek idzie do drużyny na gwałt potrzebującej obrońcy, w dodatku z o wiele lepszej ligi (zarówno pod kątem finansowym jak i poziomu rozgrywek). W Ankarze nie powinien on mieć problemu z grą, a na tle najsłabszej defensywy w lidze może tylko się wybić i trafić jeszcze wyżej (może też pójść z nią na dno, ale zakładam, że chce on jeszcze trochę pograć w poważnej piłce).

Transfer Pazdana odbieram jako wyraźny sygnał o wznowieniu przez niego kariery, a cieszy mnie to podwójnie, bo nie mogłem zdzierżyć, że taki zawodnik nie gra w naszej słabej Ekstraklasie i nie może pomóc kadrze Jerzego Brzęczka. A jak już jesteśmy przy reprezentacji Polski, myślę, że „Pazdek” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się