var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Jose Kante odchodzi z Legii już po pół roku. Zagra nie w Turcji, a w Hiszpanii

Autor: Bartosz Adamski
2019-01-31 20:32:34

Jose Kante okazał się raczej transferowym niewypałem, ale... w sumie czy po Gwinejczyku należało sobie wiele obiecywać? Gdy przychodził do Legii Warszawa pisaliśmy, że to bardziej uzupełnienie niż realne wzmocnienie składu. W sumie wystąpił w 25 meczach, strzelił 5 goli i generalnie raczej nikogo nie zachwycił. Teraz odchodzi z Polski i zagra nie w tureckim MKE Ankaragucu, a w drugoligowym hiszpańskim Gimnasticu Tarragona.

Nie byliśmy nigdy wielkimi zwolennikami Josego Kante. Widać było, że jest dobrze wyszkolony technicznie, odpowiednio porusza się po boisku, ale w czołowej piątce najlepszych napastników w Ekstraklasie nigdy byśmy go nie wymienili. Dlatego trochę zaskoczył nas jego transfer latem do Legii Warszawa, która kompletowała skład pod kątem gry w fazie grupowej europejskich pucharów. Fakt faktem, że Kante dwa sezony w Wiśle Płock miał całkiem niezłe, bo strzelił kolejno dziesięć i dziewięć goli, ale zbyt często zdarzały się mu jednak przestoje. Najczęściej trafiał seriami, w kilku meczach z rzędu, a potem miewał tygodnie bez gola.

Jasne było, że w Legii tak wielkiego kredytu zaufania nie dostanie. Sytuacja było zerojedynkowa - albo będzie strzelał i będzie grał, albo nie będzie strzelał i usiądzie na ławce. W tym sezonie w barwach warszawskiego zespołu do siatki trafił tylko 5 razy w 25 meczach, ostatni raz na listę strzelców wpisując się jeszcze w wakacje, w starciu z F91 Dudelange, po którym mistrzowie Polski odpadli z eliminacji do Ligi Europy.

Potem, mimo że sześciokrotnie wychodził na boisko od pierwszej minuty, zablokował się. W końcu na początku listopada trener Ricardo Sa Pinto zaczął go systematycznie odstawiać od składu i jasne stało się, że Gwinejczyk zimą najpewniej będzie musiał poszukać sobie nowego klubu.

Po Kante zgłaszała się Arka Gdynia, próbowała go sprowadzić również Korona Kielce, ale 28-letni napastnik od razu zapowiedział, że chce odejść z Polski. Długo jego przyszłość nie była jasna, aż w ostatnich dniach coraz częściej pojawiały się informacje o jego przejściu do MKE Ankaragucu. Mało tego, w ostatni dzień okna transferowego miał nawet pojawić się w Turcji na badaniach medycznych. Do tego jednak nie doszło, bo klub z Ankary zdecydował się pozyskać Devera Orgilla oraz... Zaura Sadajewa, o czym poinformował na Twitterze Piotr Wołosik.

 

 

 

Ostatecznie Gwinejczyk wylądował zatem w Hiszpanii. Został wypożyczony na pół roku do Gimnasticu Tarragona, który w Segunda Division zajmuje ostatnie, 22. miejsce w tabeli. Legia nie poinformowała czy w kontrakcie zawarta jest klauzula wykupu, ale na pozostanie Gwinejczyka w Tarragonie raczej byśmy nie liczyli, bo jedną nogą ten klub jest już w trzeciej lidze. Bardziej prawdopodobne jest to, że przez te pół roku wpadnie w oko innemu zespołowi, który zdecyduje się zapłacić zapewne niewygórowaną stawkę za jego pozyskanie.

Wygląda na to, że Kante w Warszawie jest już skreślony i nikt na jego powrót nie liczy. Dzięki swojemu odejściu robi zresztą miejsce dla nowego napastnika, który zapewne pojawi się w zespole prowadzonym przez Ricardo Sa Pinto w lutym, gdy pojawią się okazję na rynku, ponieważ zamknięte będą już okna transferowe w mocniejszych ligach. Portugalski szkoleniowiec mówi bowiem otwarcie, że chce wysokiego, silnego snajpera. Prezes Dariusz Mioduski zapewne mu go sprezentuje. Strzelamy w ciemno, że będzie to kolejny rodak Sa Pinto.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się