var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Twitter Lille

Młoda drużyna bez kompleksów. W kilkanaście miesięcy od walki o utrzymanie po wicemistrzostwo Francji?

Autor: Paweł Łopienski
2019-02-03 18:00:50

W poprzednim sezonie Lille OSC walczyło do ostatniej kolejki o zajęcie siedemnastego miejsca, które pozwoliłoby uniknąć baraży o utrzymanie w Ligue 1. W obecnych rozgrywkach drużyna prowadzona przez Christophe'a Galtiera odnotowała chyba największy progres spośród wszystkich ekip w najlepszych europejskich ligach i jest pierwsza w wyścigu o wicemistrzostwo Francji.

"Jak spadniecie, to zginiecie"

10 marca 2018 roku. Lille, które zajmuje dziewiętnastą pozycję i traci kilka punktów do innych drużyn, w rywalizacji w 29. kolejce dzieli się punktami z Montpellier Herault. Kibice są źli, w trakcie spotkania przez dobrych kilka minut "zachęcali" swoich piłkarzy śpiewami "jeśli spadniecie, to zginiecie". To jednak nie wszystko. Po zakończonym meczu osoby zgromadzone na stadionie, bo trudno ich nazwać kibicami, wbiegli na boisko i próbowali zaatakować piłkarzy. Coś nie do pomyślenia, nie do przyjęcia, co nie powinno się nigdy zdarzyć.

 

 

Możemy się tylko domyślać, jak ta sytuacja miała wpływ na nastawienie piłkarzy, ale ci, dzięki trzem wygranym w końcówce sezonu, zapewnili sobie utrzymanie i ostatecznie zajęli siedemnastą lokatę, dając upragnione utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wszyscy w Lille odetchnęli, bo nie tak wyobrażali sobie ostatnie dwanaście miesięcy, tym bardziej, że przed rozpoczęciem sezonu do klubu przyszedł Marcelo Bielsa. Z Argentyńczykiem przy ławce trenerskiej klub miał wskoczyć na zdecydowanie wyższy poziom i wynikami nawiązać do sezonu 2010/2011, gdy sensacyjnie został mistrzem Francji.

Nowy właściciel LOSC, Gerard Lopez, wraz z jego przejęciem zapowiadał projekt "Lille Unlimited", dzięki którym klub miał stać się jednym z bardziej wizjonerskich w całej Francji. Model klubu miał opierać się na sprowadzaniu młodych za stosunkowo niewielkie pieniądze i późniejszej ich sprzedaży z dużym zyskiem. Luksemburczyk ogłaszał wtedy rozpoczęcie kolejnej ery w historii drużyny. Bielsie podporządkowano wtedy wszystko w klubie, dano mu wolną rękę, a ten momentalnie wprowadził swoje porządki – pozbył się niepotrzebnych zawodników i sprowadził swoich. Pozbył się takich nazwisk jak kapitana LOSC, Rio Mavubę czy bramkarza Vincenta Enyeamę, którego na stałe przesunięto do rezerw. Specjalnie dla trenera zainstalowano biurko na trybunie w ośrodku Lille. Większość osób szybko jednak zmieniła zdanie o nowym trenerze i zaczęła twierdzić, że stawiając na Bielsę i dając mu tyle swobody klub popełnił błąd, który o mało nie doprowadził do spadku z ligi. Poprzedni prezydent Lille, Michel Seydoux, mówił wprost, że to właśnie Argentyńczyk zniszczył LOSC.

Na ratunek Galtier

Z Bielsą pożegnano się zdecydowanie szybciej niż myślano, nie wspominając o relacjach władz klubu z trenerem, które były po prostu fatalne. Obie strony jeszcze przez kilka następnych miesięcy dochodzili swoich racji w sądzie, gdy w ramach odszkodowania "El Loco" domagał się kilkunastu milionów euro. Sprawę jednak wygrał klub. Na stanowisko szkoleniowca pierwszej drużyny postanowiono zatrudnić Christophe'a Galtiera, który od 2009 do 2017 w swojej pierwszej pracy trenerskiej prowadził AS Saint-Etienne. Poprzednio radził sobie jako asystent Alaina Perrina w takich klubach jak Al-Ain, Portsmouth, Sochaux, Olympique Lyon czy właśnie w zespole "Zielonych". W Lille wszyscy witali go z wielkimi nadziejami, choć sytuację miał nie do pozazdroszczenia, w której nie było czasu ani miejsca na błędy.

 

 

Lille przeżywało swój najgorszy moment od prawie dwóch dekad. Zdobyli najmniej punktów w lidze od 1997 roku, tak nieszczelnej defensywy nie mieli od sezonu 1980/1981. Sytuacji nie poprawiały sprawy finansowe klubu, które zostały postawione przed DNCG, czyli francuską komisją kontrolującą finansową płynność zawodowych klubów. Chodzi o ogromne pożyczki, oscylującymi w granicach 140-160 milionów euro. Problemy na każdym froncie udało się jednak pokonać, mimo że po przyjściu Galtiera drużyna punktowała jeszcze gorzej niż za poprzednika. Dzięki zwycięstwom w końcówce sezonu udało się jednak utrzymać w lidze. Christophe Galtier zerwał z metodami Marcelo Bielsy. Przestał ustawiać zawodników nie na swoich nominalnych pozycjach, nie kombinował aż tak bardzo z taktyką, której dość mieli już sami piłkarze. Po sezonie udało mu się zbalansować kadrę, w której nieład powstał po przybyciu Marcelo Bielsy.

Bardzo pozytywnie należy ocenić letnie okno transferowe w wykonaniu Lille. Jednym z najważniejszych wzmocnień było pozyskanie Jose Fonte, który wprowadził spokój i doświadczenie w obronie, stając się filarem defensywy. Zespół wzmocnili za śmieszne pieniądze skrzydłowi Jonathan Ikone oraz Jonathan Bamba, którzy razem z Nicolasem Pepe stworzyli trio nazwane "BIP", dzięki którym Lille jest tak wysoko w tabeli. Wszystkie ruchy wydawały się logiczne, w przeciwieństwie do tych wykonywanych przed dwunastoma miesiącami.

Lille przed peletonem w wyścigu o wicemistrzostwo

Jeśli mielibyśmy sprawdzić, która drużyna poczyniła największy postęp w porównaniu do poprzedniego sezonu to bez wątpienia będzie to Lille. Tak dobrej postawy w obecnych rozgrywkach nikt się nie spodziewał, a Galtierowi ułożyć zespół udało się zdecydowanie szybciej niż swojemu poprzednikowi. To, co aktualny szkoleniowiec zrobił z "Les Dogues" to lekcja dla wszystkich innych trenerów, oczywiście wliczając w to również Marcelo Bielsę. Ktoś może powiedzieć, że przecież to "El Loco" sprowadził do zespołu Nicolasa Pepe czy Thiago Mendesa, o którego w styczniu pytało Paris Saint-Germain. Racja, ale to Christophe Galtier potrafił do nich dotrzeć i zrobić z nich zawodników, o których biją się najlepsze piłkarskie kluby w Europie. Rekordowym transferem z klubu nadal jest odejście Edena Hazarda do Chelsa za 35 milionów euro. Nie mamy co do tego wątpliwości, że Nicolas Pepe może już latem pobić ten rekord. I to nawet dwukrotnie.

Druga najmłodsza drużyna w lidze dwukrotnie ograła w ostatnich miesiącach Olympique Marsylia, nie miała problemów z ograniem Montpellier Herault czy OGC Nice, z którym wygrała w piątek 4:0. Na odrabianie strat i gonienie Paris Saint-Germain nie ma mowy, jednak celem jest awans do europejskich pucharów. Znamienne jest to, że już po ośmiu kolejkach Lille miało więcej zdobytych punktów niż w połowie poprzedniego sezonu. Klub wyszedł z kryzysu szybciej niż wszyscy by się spodziewali.

Kibice mogli spodziewać się, że w tym sezonie ich drużyna będzie prezentowała się lepiej niż poprzednio. Ale kto mógłby przewidywać, że przez całe rozgrywki będą znajdować się w czubie tabeli, a w lutym będą już niemal jedną nogą w europejskich pucharach? Prawdą jest, że Lille ma również szczęście, że główni pretendenci do drugiego miejsca typowani przed rozpoczęciem sezonu, czyli Olympique Lyon, Olympique Marsylia oraz AS Monaco są dalecy od swojej optymalnej dyspozycji i często gubią punkty z teoretycznie słabszymi przeciwnikami. Ale trzeba również oddać Galtierowi to, że zespół jest jednym z tych, które grają w tym sezonie najlepiej i nie ma przypadku w tym, że zajmuje drugie miejsce. Szkoleniowiec w ostatnich miesiącach udowodnił swój trenerski potencjał i swoją pracą zasłużył na zatrudnienie w jednym z czołowych francuskich klubów.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się