var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: TT @ManCity

Haniebna seria Arsenalu z ekipami z Top 6, Aguero demoluje Kanonierów

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-02-03 21:00:19

Jak długo jeszcze muszą czekać kibice Arsenalu na wyjazdowe zwycięstwo z ekipami z Top 6? „Kanonierzy” podtrzymali dzisiaj swoją haniebną serię i po raz kolejny doznali bolesnej porażki z drużyną z czołówki – tym razem padło na Manchester City. Podopieczni Pepa Guardioli mimo ostatniej wpadki z Newcastle i tak byli murowanymi faworytami do odniesienia zwycięstwa i całkowicie zasłużenie. „Obywatele” w pewnym stylu pokonali Arsenal 3:1, a hat-trickiem popisał się niezastąpiony Sergio Aguero.

Fatalna passa Arsenalu z drużynami z top 6 zaczęła się już kilka lat temu. „Kanonierzy” już od dawna mieli problemy w meczach z tymi najlepszymi, ale mimo tego potrafili niekiedy wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i w 2012 roku ograć Chelsea na Stamford Bridge 5:3 i dwukrotnie pokonać Tottenham 5:2, a trzy lata później wygrać 3:0 z Manchesterem United i 2:0 z Manchesterem City. Od zwycięstwa na Etihad Stadium zaczęła się jednak koszmarna seria, która była jednocześnie początkiem końca Arsene’a Wengera w Arsenalu.

Francuski menedżer w ostatnich latach pracy na Emirates Stadium całkowicie pogubił się w swojej filozofii i nie potrafił sprawić, by prowadzony przez niego zespół grał na maksimum swoich możliwości. Nic więc dziwnego, że wraz z końcem ostatniego sezonu (najgorszego w XXI wieku) pożegnał się z pracą trenera. Zatrudniony w jego miejsce Unai Emery co prawda pokonał Chelsea i Tottenham na własnym stadionie, ale w dalszym ciągu nie może nic zrobić z wyjazdową serią – „Kanonierzy” przegrali na wyjazdach 2:3 z Chelsea, 1:5 z Liverpoolem, 1:3 z Manchesterem City i zanotowali remis 2:2 z Manchesterem United prowadzonym jeszcze przez Jose Mourinho.

 

 

 

Spójrzmy więc na statystyki Arsenalu w wyjazdowych meczach z Top 6 z ostatnich czterech sezonów: 0 zwycięstw, 6 remisów i 13 porażek. 6 punktów na możliwych 57. Ciekawie prezentuje się również bezpośredni bilans Unaia Emery’ego przeciwko Pepowi Guardioli – dzisiaj miało miejsce dwunaste starcie pomiędzy dwoma menedżerami i Emery doznał w nim swojej ósmej porażki. Guardiola wygrał 8 meczów, 4 zremisował i nie przegrał ani jednego przy bilansie bramkowym 27:8.

Manchester City dzisiaj był po prostu bardziej konsekwentny i wykorzystał braki kadrowe w drużynie Arsenalu. Świadczy o tym fakt, ze wszystkie bramki dla „Obywateli” padły po akcjach lewą stroną – w miejscu, gdzie w zespole „Kanonierów” nieudolnie biegali Alex Iwobi i Stephan Lichtsteiner, którzy nie potrafili upilnować Raheema Sterlinga i zostawili dużo miejsca wbiegającemu Sergio Aguero.

 

 

 

O ile do przerwy gra „Kanonierów” jeszcze nie wyglądała najgorzej, tak w drugiej połowie oglądaliśmy już całkowity pokaz dominacji Manchesteru City w środkowej części boiska i bezradności londyńczyków. Arsenal po raz pierwszy od czterech lat nie oddał strzału na bramkę przez 45 minut meczu, a Pierre-Emerick Aubameyang i Alexandre Lacazette przez całe spotkanie byli osamotnieni, w czym nie pomógł im również wysoki pressing zastosowany przez Pepa Guardiolę.

Menedżer Manchester City w ogóle obrał dość niecodzienną taktykę, bo w wyjściowej jedenastce nie uwzględnił bocznych obrońców ani nawet wahadłowych. Pep Guardiola miał prosty cel: wiedział, że Arsenal nie stanowi żadnego zagrożenia na skrzydłach, więc należało przede wszystkim wyłączyć z gry środkowych pomocników i zostawić mało miejsca napastnikiem. Głęboko grający Fernandinho i Gündogan cały czas byli wspierani przez harującego jak wół Bernardo Silvę, co się opłaciło. Mistrzowie Anglii mogli w spokoju konstruować swoje akcje i narzucić własny styl gry.

„Kanonierzy” po dzisiejszej porażce spadli z czwartego miejsca na szóste, ale w dalszym ciągu mają szanse na zakończenie sezonu w Top 4, mimo że będzie to niezwykle trudne. Nie pomoże im w tym plaga kontuzji w formacji defensywnej, bo bez Hectora Bellerina rywale bardzo łatwo przedostają się w ich pole karne prawą stroną boiska. A Manchester City? Dzisiejszą wygraną wrócił na zwycięską ścieżkę i wywarł presję na Liverpoolu, który już jutro zmierzy się na wyjeździe z West Hamem.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się