var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: milanotoday.it

Spalletti musi przegonić burzę i uchronić swoją budowlę. W nowy rok wszedł okropnie

Autor: Marcin Długosz
2019-02-06 15:00:29

Czasami w piłce tak jest, że wystarczy dosłownie kilka bądź kilkanaście dni, aby atmosfera wokół jakiegoś klubu całkowicie przekształciła się z dobrej w bardzo kiepską. Doskonale wiedzą o tym w Interze Mediolan, gdzie jeszcze do niedawna wszystko zdawało się zmierzać we właściwym kierunku, ale teraz wygląda już zupełnie inaczej. Media poddają pod dyskusję stabilność posady trenera Luciano Spallettiego, a drużyna w nowy rok Serie A weszła okropnie.

Przygoda doświadczonego szkoleniowca po czarno-niebieskiej stronie Mediolanu jest nieco trudna do zdefiniowania. Z jednej strony to taktyk, który doprowadził Nerazzurrich do Ligi Mistrzów po sześciu latach niebytu. Samo to już znacznie wyróżnia go z tłumu poprzedników. Patrząc jednak z kilku innych stron, sytuacja nie wydaje się już tak kolorowa.

W poprzednim sezonie Spalletti był beneficjentem znakomitej pierwszej rundy. Prowadzeni przez niego mediolańczycy od samego początku rozgrywek 2017/2018 punktowali znakomicie, pierwszy mecz przegrywając dopiero w połowie grudnia. Tak kolorowo nie było już jednak w rewanżach – na tyle, że długo dowodzący ligowej stawce zespół do ostatnich chwil drżał o awans do Ligi Mistrzów poprzez uzyskanie 4. miejsca.

A to udało się uczynić rzutem na taśmę. W przedostatniej kolejce Inter przegrał na własnym stadionie 1:2 z pewnym już utrzymania Sassuolo, co zszokowało wszystkich jego kibiców. Wypuścić awans do Champions League na ostatniej prostej? W taki sposób? Z pomocą przyszło jednak Crotone, które dzień później nie dało się pokonać Lazio (było 2:2) i stało się jasne, że wszystko rozstrzygnie się w bezpośrednim spotkaniu ostatniej serii gier na Stadio Olimpico.

Przebieg i rezultat starcia w Rzymie – 3:2 dla Interu – z pewnością doskonale pamiętają nie tylko fani calcio. Tak czy inaczej, Spalletti zrealizował powierzoną mu misję: wprowadzi do Champions League ostatniego dotychczas włoskiego zwycięzcę tych rozgrywek.

Latem mogliśmy się przekonać, jak duży dar przekonywania ma połączenie Mediolan – Liga Mistrzów. Udało się ściągnąć m.in. Keitę Balde czy Sime Vrslaljko, na zasadzie wolnych transferów podpisano umowy z Kwadwo Asamoahem i Stefanem de Vrijem, a kilkadziesiąt milionów euro zainwestowano w Radję Nainggolana.

O przygodach Belga w stolicy Lombardii można byłoby poświęcić dużo osobnego miejsca, niekoniecznie opisując wspaniałe bramki i cudowne akcje tego zawodnika. „Spall” z pewnością liczył, że w osobie tego pomocnika odnajdzie jednego z liderów swojego zespołu, który pozwoli mu wznieść ekipę na wyższy poziom, ale tak się nie stało.

No właśnie, liderów. 9 bramek Mauro Icardiego na obecnym etapie sezonu, gdy na dobre wystartowała już druga runda, jest jak na tego zawodnika rezultatem zatrważająco niskim. Z pewnością i w tym tkwi część problemów, z jakimi borykają się mediolańczycy, bo choć i w poprzednich latach problemów nie brakowało, to niemal zawsze mogli liczyć na swoją gwiazdę, zdobywającą kolejne bramki hurtowo.

Obecny sezon Inter zaczął źle, bo od porażek z Sassuolo i Parmą oraz remisu z Torino mimo prowadzenia 2:0, ale potem ruszył i ustabilizował swoją pozycję w pierwszej trójce. Niewykluczone, że tak będzie i tym razem, bo kadrowo Nerazzurri to przecież jedna z najlepszych drużyn ligi włoskiej. I choć nie jest obecnie zdatna do wytrzymania tempa narzuconego przez Juventus czy nawet Napoli, to – przynajmniej teoretycznie – nie powinna mieć problem z wywalczeniem sobie podium.

Ale problemów teoretycznie nie powinna mieć również w meczu ostatniej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów, gdy wystarczyło pokonać u siebie nie walczące już o nic PSV Eindhoven. To się nie udało, z Holendrami padł remis 1:1 i Włosi odpadli z rozgrywek kosztem Tottenhamu Hotspur. To kolejny kamyczek do ogródka Spallettiego, bardzo poważny, bo choć nikt nie oczekiwał do Interu europejskich cudów, to jednak pożegnanie się z LM w takim stylu boli.

Teraz drużyna Interu przygotowuje się do kolejnych meczów mając świadomość, że po porażkach z Torino i Bologną oraz remisie z Sassuolo, każde kolejne niepowodzenie w najbliższym czasie będzie przyjęte bardzo kiepsko. O swoją posadę nie musi się jednak obawiać Spalletti.

- Parma decydująca dla Spallettiego? Absolutnie nie. Z jednej strony doskonale mamy świadomość trudnego momentu Interu, który wytwarza wiele goryczy dla nas i kibiców, ale z drugiej pozycja trenera jest bardzo solidna – wypowiedział się niedawno dyrektor generalny mediolańczyków, Giuseppe Marotta.

Media żyły natomiast tematem, które same stworzyły i podgrzały, gdy w pobliżu siedziby Nerazzurrich pojawił się bezrobotny obecnie Antonio Conte. – To śmieszne, biuro znajduje się w sercu Mediolanu, gdzie przewija się tysiące osób – stwierdził zapytany o ten fakt Spalletti. I dodał: - To jest obraza dla profesjonalizmu Marotty, w ten sposób działaliby dyletanci bądź dyrektorzy z okręgówki.

I rzeczywiście, trudno oczekiwać, że zmiana na stanowisku szkoleniowca Interu dojdzie do skutku wcześniej niż latem. Choć Inter zaczął 2019 rok naprawdę źle, to jednak ciągle utrzymuje 3. miejsce w lidze i póki co nie musi się martwić, że zabraknie go w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Póki co, bo jednak trzeba dodać, że czarno-niebieska ekipa po części korzysta też z zupełnie nieprzekonywującej postawy rywali – Milanu, Lazio czy Romy.

- Musimy utwardzić to co zbudowaliśmy i z czasem możemy aspirować do wygrywania tytułów. Kibice nie mają cierpliwości, ponieważ drużyna nie wygrywa od dawna, ale nie można przypisywać mi tych win – wyjaśnił Spalletti.

Teraz przed niespełna 60-letni budowniczym zadanie uniknięcia potężnej burzy, która mogłaby nieodwracalnie zniszczyć jego konstrukcję. Szkoleniowiec ma wsparcie zarządu, ale musi uważać – taka postawa jak w styczniu Interowi po prostu nie przystoi.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się