var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Miedziowi tego dnia w Poznaniu byli po prostu mocni. Wygrali jednak po przypadkowych golach. Lech - Zagłębie Lubin 1:2

Autor: Bartosz Adamski
2019-02-08 23:09:09

Na taką Ekstraklasę czekaliśmy! I mówimy to całkiem serio. Z pewnością w piątkowy wieczór się nie nudziliśmy. Obserwowaliśmy naprawdę dobre widowisko, ze zwrotami akcji i dramaturgią. Zagłębie Lubin dominowało od początku, dłużej utrzymywało się przy piłce, a podopieczni Adama Nawałki przełożyli na ligę wyniki ze sparingów. Mimo że Lech Poznań prowadził, ostatecznie przegrał po samobójczym golu w ostatniej minucie.

Musimy przyznać, że przed tym meczem trener Lecha Poznań, Adam Nawałka, zaskoczył pewnie nie tylko nas, ale i kibiców "Kolejorza". W pierwszym składzie upchnął czterech nominalnych środkowych obrońców, ustawiając Rafała Janickiego i Vernona De Marco po bokach obrony. To nie mogło zwiastować nic dobrego. W każdym razie - nie mogło zwiastować gry na zero z tyłu.

I faktycznie Lech gole stracił, ale w sposób groteskowy.

Był tego dnia po prostu słabszym zespołem od Zagłębia Lubin, praktycznie od samego początku. To "Miedziowi" częściej utrzymywali się przy piłce, składniej rozprowadzali akcje. Podopiecznych Bena van Daela cechowała duża wymienność pozycji i poznaniacy nie mogli sobie z nią poradzić. A to pojawił się Sasa Balić w środku pola, a to Bartosz Slisz na skrzydle - zawodnicy z Poznania po prostu gubili w takich przypadkach krycie.

Dużo wiatru na skrzydle robił także Bartłomiej Pawłowski, uwagę obrońców ciągle antycypował Patryk Tuszyński. Ale paradoksalnie najlepsze okazje w pierwszej połowie miał Lech. Dwukrotnie bliski szczęścia był Vernon De Marco, lecz najpierw główkował obok bramki, a potem Konrad Forenc zdołał odbić piłkę. Tuż przed przerwą z kolei Maciej Makuszewski nie zdążył dostawić głowy po wrzutce Argentyńczyka i piłka wyleciała na aut bramkowy.

Zagłębie zaczęło konkretyzować swoje działania w samej końcówce pierwszej odsłony. Na potężny strzał z narożnika pola karnego zdecydował się Pawłowski, ale piłka przeleciała nad bramką. Nie wpadła do niej również w 60. minucie, gdy skrzydłowy z Lubina stanął przed znakomitą szansą. Uderzył w poprzeczkę, a piłka nie przekroczyła linii całym obwodem.

To zemściło się już po chwili. Najpierw Forenc odbił uderzenie Macieja Gajosa, a za kilka minut miał mnóstwo pecha - piłka po strzale Pedro Tiby trafiła go w plecy od słupka i z bliska do siatki futbolówkę dobił Christian Gytkjaer, do tej pory praktycznie niewidoczny. Duńczyk za moment miał też szansę na podwyższenie wyniku, lecz po błędzie 26-letniego bramkarza postanowił od razu uderzać, ale uczynił to w taki sposób, że golkiper zdążył zablokować strzał.

I potem Lech nie poszedł za ciosem. Ostatni kwadrans należał już do Zagłębia. Najpierw po pechowym wybiciu Janickiego na listę strzelców wpisał się Filip Starzyński, a po dziesięciu minutach "Figo" mógł podwyższyć prowadzenie. Sędzia Tomasz Kwiatkowski podyktował rzut karny za faul Darko Jevticia na Bartłomieju Pawłowskim, lecz strzał niezawodnego do tej pory z jedenastu metrów Starzyńskiego w kapitalnym stylu wyjął Jasmin Burić. To nie był kiepski strzał czterokrotnego reprezentanta Polski - to była świetna obrona Bośniaka.

Szczęście koniec końców było jednak przy gościach. W praktycznie ostatniej akcji meczu z rzutu rożnego dośrodkował Starzyński, wprowadzony chwilę wcześniej Maciej Dąbrowski zgrał piłkę, a w sobie tylko znany sposób do siatki skierował ją Nikola Vujadinović. Trzeba było mieć mnóstwo pecha, żeby w tej sytuacji pokusić się o "samobója" i Czarnogórzec go miał.

Tym samym "Kolejorz" po trzech zwycięstwach z rzędu przegrał i już na inaugurację wiosny znacznie skomplikował sobie plany walki o mistrzostwo Polski. A Zagłębie po prostu zagrało w sposób nowoczesny, jakiego w ostatnim czasie w naszej lidze nie widzieliśmy. To naprawdę robiło wrażenie.

Lech Poznań - Zagłębie Lubin 1:2 (0:0)
1:0 - Gytkjaer 66'
1:1 - Starzyński 75'
1:2 - Vujadinović 90+3' sam asysta Dąbrowski

Jak padły bramki:
1:0  - Tiba uderzył mocno sprzed pola karnego, piłka odbiła się od słupka i od pleców Forenca, a z bliska do bramki dobił ją Gytkjaer.
1:1 - Pawłowski dograł wzdłuż bramki, a Janicki wybił nieszczęśliwie, nabijając Starzyńskiego.
1:2 - Starzyński dośrodkował z rzutu rożnego, Dąbrowski zgrał piłkę, a Vujadinović głową skierował ją do własnej bramki.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się