var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Krystyna Pączkowska slaskwroclaw.pl

Vitezslav Lavicka dla 2x45: Chcę doprowadzić do tego, by Śląsk grał o zdecydowanie wyższe cele. Klub ma ku temu potencjał

Autor: rozmawiał Piotr Potępa
2019-02-09 09:29:13

- Lubię wyzwania. Uważam, że Śląsk ma potencjał na to, żeby grać o zdecydowanie wyższe cele i chcę do tego doprowadzić. Miałem ofertę z Zagłębia Lubin, było też kilka rozmów ze Spartą Praga, ale w tej chwili zdecydowałem się na Śląsk i chcę być jego częścią oraz odnosić z nim sukcesy - mówi w rozmowie z nami Vitezslav Lavicka. Czeski szkoleniowiec Śląska opowiedział nam m.in. o tym, dlaczego wybrał akurat Wrocław, z jakiego powodu został sprowadzony Lubambo Musonda, co sądzi o Michale Bartkowiaku oraz dlaczego zamknął ostatnie sparingi przed ligą. Dowiedzieliśmy się też, co trener Lavicka myśli o zasadzie obowiązkowej gry młodzieżowca w przyszłym sezonie Ekstraklasy. Zapraszamy!

Piotr Potępa (2x45.info): - Na początek najważniejsze pytanie. Do meczu zostały cztery dni (rozmowa odbyła się 5.02 - przyp. PP). Jesteście gotowi?
Vitezslav Lavicka: - Jesteśmy już prawie gotowi, cały czas pracujemy.

- Pogoda w Turcji nie pomagała.
- To był problem wszystkich drużyn, które tam były. My jednak skupialiśmy się na tym, żeby przygotować się najlepiej jak potrafimy, pomimo trudnych warunków. Wierzę, że pierwsze efekty tych przygotowań zobaczymy już w ten weekend.

- Jakie ma pan spostrzeżenia po tym obozie? Co już zostało poprawione, a nad czym ciągle musicie pracować?
- Te zgrupowania w Turcji i w Szklarskiej Porębie były ważne, bo byliśmy wszyscy razem i mogliśmy się poznać. Podczas pierwszego obozu skupiliśmy się na przygotowaniu fizycznym. W Belek ćwiczyliśmy zagadnienia taktyczne. Wykonaliśmy ogrom pracy, ale nadal są rzeczy, nad którymi musimy intensywnie pracować, żebyśmy mogli stawać się coraz lepsi.

- Pracowaliście nad stałymi fragmentami gry w defensywie? W poprzedniej rundzie Śląsk miał z tym sporo problemów.
- Zgadza się, był z tym problem. Analizowaliśmy to z kolegami ze sztabu i szukaliśmy rozwiązań. Trenowaliśmy nie tylko defensywne, ale i ofensywne stałe fragmenty gry. Najważniejsze jest ustawienie i przede wszystkim odpowiedzialne zachowanie każdego zawodnika na boisku podczas tych stałych fragmentów.

- Co pan zrobił Mateuszowi Radeckiemu? Wygląda na to, że to będzie bardzo wartościowy zawodnik w pana układance. Niektórzy kibice są w szoku widząc, jak poszedł w górę, odkąd pan się pojawił.
- Mateusz bardzo ciężko pracował w trakcie przygotowań. Zgadzam się, że „Radzio” jest wartościowym zawodnikiem. Jest piekielnie silny. Do tego dochodzi fakt, że przydaje się nie tylko w grze obronnej. W ataku też potrafi być niebezpieczny. Potrafi bardzo mocno uderzyć z dystansu. No i jest oczywiście niebezpieczny w powietrzu. Na pewno przyniesie kibicom sporo radości.

- O to samo chciałbym teraz zapytać w kwestii Farshada. W ostatnich trzech meczach strzelił trzy bramki. Mam wrażenie, że w poprzedniej rundzie nie pokazał nam całego swojego potencjału. Zmienił mu pan pozycję czy dał mu inne zadania na boisku?
- Odbyłem indywidualną rozmowę z każdym piłkarzem. Przedstawiłem mu swoje oczekiwania wobec niego i powiedziałem, jaką widzę dla niego rolę w zespole. Szybko to załapał. To jest bardzo inteligentny zawodnik. Jest graczem ofensywnym, ale w mojej filozofii cała drużyna atakuje i cała drużyna mocno pracuje w defensywie po stracie piłki. Był efektywny i wykazywał się inteligencją przy strzelanych golach.

- To może mi też pan zdradzi w jakiej roli widzi go pan w zespole? Skrzydłowy czy „dziesiątka”?
- Jedno z pierwszych pytań, jakie mu zadałem podczas naszej rozmowy dotyczyło jego pozycji na boisku. Zapytałem, gdzie się lepiej czuje. Powiedział, że czuje się dobrze na obu pozycjach, dlatego jest to wartościowy zawodnik.

- W pańskiej opinii jego główna pozycja to?
- Skrzydłowy.

- Dlaczego Maciej Pałaszewski nie poleciał do Turcji razem z całą drużyną?
- Do Belek mogłem zabrać 21 zawodników, w tym trzech bramkarzy. W drużynie jest rywalizacja. Szczególnie, kiedy trwają przygotowania między rundami. Oczywiście rozmawiałem z Maćkiem, kiedy podjąłem decyzję o pozostawieniu go w Polsce. Był zawiedziony, bo widać, że uwielbia to, co robi i chce być w pierwszej drużynie. Nie był szczęśliwy, ale takie jest piłkarskie życie. Po kilku dniach w związku z kontuzją Augusto dołączył do nas. Ciągle jest jednym z nas i cały czas walczy o czas na boisku.

- Drugim zawodnikiem, którego status w drużynie mnie interesuje jest Michał Bartkowiak. Dostawał szanse w sparingach w Polsce, ale do Turcji już nie poleciał. Czego mu zabrakło?
- Tutaj również wraca temat rywalizacji. Mamy ponad 20 zawodników w kadrze i niestety nie mogę wystawić na boisko wszystkich na raz. Z Michałem również rozmawiałem. Wyjaśniłem, co robi dobrze i co musi poprawić. Michał musi popracować nad kwestiami taktycznymi.

- Czyli posiada wysokie umiejętności piłkarskie?
- Zdecydowanie, ale tak jak mówiłem - musi popracować nad taktyką i patrzeć bardziej przez pryzmat drużyny. Jeśli na przykład gra jako skrzydłowy, to nie może biegać po całym boisku. Rozmawiałem z nim. Wyjaśniłem mu czego oczekuję i wierzę, że to zaowocuje. To jest jednak proces i na efekty trzeba trochę poczekać.

- Skoro już rozmawiamy o młodych zawodnikach, to ciekawi mnie pana opinia na temat zasady obowiązkowej gry młodzieżowca, która wejdzie w życie od nowego sezonu.
- To ważne. Myślę, że federacja podjęła dobrą decyzję, która zaowocuje w przyszłości.

- Zastanawiam się tylko, czy to nie spowoduje sytuacji, w której ci młodzi gracze będą grali, bo grać muszą, a nie dlatego, że są dobrzy i na to zapracowali.
- To jest zawsze trudna decyzja czy młody zawodnik jest już gotowy na najwyższy poziom rozgrywkowy, ale przecież on musi zbierać doświadczenie i nabierać jakości. Mamy całą rundę wiosenną, żeby przeanalizować, którzy z młodych zawodników są gotowi na to, żeby w przyszłym sezonie występować w roli tego „obowiązkowego” młodzieżowca. Decyzja PZPN-u jest rozsądna, ale na efekty trzeba poczekać, bo wyselekcjonowanie tych młodych zawodników i przygotowanie ich do występów na najwyższym poziomie to jest długi proces.

- Pracował pan z młodymi czeskimi zawodnikami. Czy widzi pan jakieś różnice między czeskimi a polskimi młodzieżowcami? Na przykład w kwestii podejścia do treningu, mentalności czy wcześniej wspomnianej wiedzy taktycznej.
- Jest jeszcze trochę za wcześnie, żebym mógł się wypowiadać na temat polskich zawodników, ale na pierwszy rzut oka nie ma jakichś większych różnic. Jedni i drudzy cały czas uczą się, jak być profesjonalnymi piłkarzami. Na boisku, ale także poza nim. To jest mój główny cel w pracy z młodzieżą. Pomóc tym chłopakom dojrzeć i zrozumieć, co to znaczy być prawdziwym profesjonalistą. To są główne filary mojej filozofii. Dyscyplina, jedność, szacunek.

- Czas na pytanie o kapitana. Wiemy, że pozostanie nim Marcin Robak. Jednak na jego zastępców wybrał pan Wojciecha Gollę i Krzysztofa Mączyńskiego. Obaj, a szczególnie Mączyński mają bardzo krótki staż w Śląsku. Jakie cechy posiadają ci zawodnicy, że zdecydował się pan powierzyć im te role?
- Są dwa sposoby wyboru kapitana. Głosowanie lub decyzja trenera. W klubach które prowadzę zawsze to ja wybieram kapitana i jego zastępców. Zanim jednak podjąłem tę decyzję najpierw skonsultowałem ją ze sztabem szkoleniowym i przede wszystkim rozmawiałem o tym z zawodnikami. Zdaję sobie sprawę z tego, że w drużynie są inni doświadczeni piłkarze jak Piotrek Celeban, Mario Pawelec czy Łukasz Broź.

- No właśnie, czyli Golla i Mączyński mają większy wpływ na drużynę niż np. Celeban czy Pawelec?
- Takie jest moje odczucie na podstawie zebranych informacji i obserwacji.

- Trenerski instynkt?
- Dokładnie.

- Chciałbym, żeby teraz opowiedział mi pan coś o Lubambo Musondzie. Widziałem go w dwóch meczach. Przeciwko Lechowi Poznań w barwach poprzedniego klubu i niedawno w meczu przeciwko Dinamo Zagrzeb. Wygląda na szybkiego i potrafiącego dryblować. Ma według pana zadatki na gwiazdę Ekstraklasy?
- Dobre pytanie. Ma duży potencjał, ale musi cały czas, krok po kroku podążać swoją ścieżką i dawać z siebie wszystko dla dobra drużyny. Jeśli będzie to robił, stanie się z pewnością jedną z gwiazd ligi. To zawodnik, który potrafi wykonać błyskawiczny ruch za plecy obrońców. Jest sprytny w grze jeden na jeden i nieprzewidywalny w ofensywie - to są właśnie główne powody, dla których ściągnęliśmy go do Wrocławia.

- Teraz czas na zestaw trudnych pytań. Wie pan, że kibice Śląska i Opavy to wielcy przyjaciele?
- Tak, wiem.

- Chcieli obejrzeć ten mecz razem. Wielu kibiców zdenerwowała decyzja o zamknięciu tego meczu dla publiczności. Dlaczego podjął pan taką decyzję?
- To była dla mnie bardzo trudna decyzja. Chciałbym przeprosić fanów, których rozczarowałem. Kibice są bardzo ważną częścią klubu. Znam również fanów Opavy, bo jestem Czechem. Mam dla nich wielki szacunek, ale tutaj mieliśmy ostatnią szansę na zagranie sparingu przed meczem ligowym. To był główny powód, dla którego zdecydowałem się zamknąć mecz dla kibiców. Mam nadzieję, że to zrozumieją i przyjdą nas wspierać w ten weekend na Stadion Wrocław.

- Każdy zastanawiał, się co chcecie ukryć. Trenowaliście jakieś specjalne kombinacje przy stałych fragmentach gry?
- Tak, ale w grę wchodziło też ustawienie zawodników.

- To dlatego nie podaliście też składu?
- Tak. To taka strategia przedmeczowa. Wiemy, że każdy mecz ligowy w rundzie wiosennej będzie ważny, a zaczynamy od Zagłębia Sosnowiec, które w tabeli jest blisko nas. Te wszystkie czynniki spowodowały, że postanowiłem zamknąć mecz. Proszę kibiców, aby spróbowali to zrozumieć.

- Zostawmy teraz na chwilę futbol. Miał pan trochę czasu na zwiedzanie Wrocławia? Ma pan już jakieś swoje ulubione miejsca?
- Widziałem m.in. wrocławski rynek. Jest piękny. Lubię to miasto. Bardzo mi się podoba i ma fantastyczną historię.

- Związaną również z Czechami.
- Zgadza się. To miasto było właśnie jednym z głównych powodów, dla których wybrałem Śląsk. Oczywiście priorytetem były względy sportowe, bo to jest mój zawód i kocham to co robię, ale lubię też żyć w pięknym i przyjemnym do życia mieście, a Wrocław z mojego punktu widzenia jest właśnie takim miastem. Poznałem także bardzo miłych ludzi w klubie. Liczę na to, że nawiążę też dobre relacje z kibicami. Dobrze się tutaj czuję.

- Powiedział pan, że Wrocław jest pięknym miastem. Piękniejszym niż Praga?
- To jest dopiero trudne pytanie.

- Muszę przyznać, że Praga również jest piękna.
- Tak, to jest moje miasto. Urodziłem się w Pilźnie, ale w wieku 20 lat wyjechałem do Pragi, żeby grać dla Sparty i spędziłem tam kawał życia.

- Miałem pytać jak u pana z językiem polskim, ale widzę, że nieźle sobie pan radzi (trener na kilka pytań odpowiedział po polsku - przyp. PP), więc wracamy do futbolu. Jaki jest realny cel Śląska na ten sezon? Walka o uniknięcie spadku? Czy jednak bardziej ambitnie i walka o górną ósemkę?
- Dobre pytanie. Zdajemy sobie sprawę z tego, w jakim miejscu się znajdujemy. Pierwszym krokiem jest uratowanie Ekstraklasy. Ja bardzo lubię grać o najwyższe cele, ale w tej sytuacji będzie to trudne. Musimy się ustabilizować. Musimy pracować najciężej jak potrafimy, żeby zapewnić sobie utrzymanie. To jest główny cel na tę chwilę. Droga jest kręta, ale też długa. Zostało 17 spotkań, więc mamy 17 schodów do pokonania krok po kroku, a po drodze ten główny cel może się zmienić. To jest pierwsza część naszej pracy i wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za realizację celów. Ja jako trener, sztab szkoleniowy, zawodnicy i wszyscy członkowie klubu z kibicami włącznie. Wszyscy musimy sobie pomagać i podnosić Śląsk coraz wyżej.

- Jeśli będziecie wygrywać, to na stadionie zagości więcej kibiców chętnych do pomocy i ciężar stanie się lżejszy.
- Macie piękny stadion. Ja jako Czech mam bardzo pozytywne wspomnienia z tej areny dotyczące Euro 2012.

- Niestety, nie mogę powiedzieć tego samego, a przyczynili się do tego pana rodacy.
- Czescy kibice pokochali Wrocław. Pamiętam, że Polacy i Czesi mieli tutaj bardzo przyjazne stosunki. Uważam, że jesteście bardzo otwartymi i miłymi ludźmi.

- Myśli pan już o przyszłym sezonie? Zapewne kilku zawodników odejdzie, a to oznacza, że trzeba będzie ich kimś zastąpić.
- To będzie już kolejny krok naszej wspólnej drogi. Cały czas rozmawiamy z dyrektorem sportowym i zarządem o planach na przyszłość. Na pewno kilku zawodnikom skończą się kontrakty i odejdą gdzie indziej. Wszystko zależy od ustalenia celu na przyszłość dla drużyny i całego klubu.

- Ma pan jakichś kandydatów pośród zawodników, z którymi współpracował pan w przeszłości?
- Być może mam kilka możliwości w Czechach, ale muszę być rozsądny i dokładnie przeanalizować sytuację. Trzeba najpierw ustabilizować naszą grę i wypracować swój styl. Wolę dopasowywać zawodnika do stylu niż styl do zawodnika. Potencjalne transfery to też robota dla działu skautingu i tutaj bardzo ważna jest bliska współpraca moja jako trenera i skautów.

- Niedługo do Śląska dołączy Mateusz Hołownia. Czy rozpatruje go pan jako zawodnika pierwszej jedenastki? To lewy obrońca, a nie jest tajemnicą, że tam Śląsk ma problem. Augusto ma kontuzję, Cotra jest zawieszony. Zostaje, więc Mariusz Pawelec i ewentualnie Mateusz Cholewiak, który grywał już na lewej obronie.
- Po rozmowach z prezesem i dyrektorem sportowym uznaliśmy, że Mateusz będzie najlepszym rozwiązaniem problemu na lewej obronie. To wciąż młody zawodnik, ale posiada wystarczające umiejętności, żeby pokryć nasze braki. W kwestii Cotry będziemy apelować o skrócenie kary, więc niewykluczone, że Djordje wróci do nas wcześniej niż się spodziewano.

- Hołownia będzie zmiennikiem dla Cholewiaka czy będą równorzędnymi rywalami?
- Rywalizacja zawsze podnosi poziom drużyny, bo zawodnicy muszą dawać z siebie maksimum, żeby zdobyć miejsce w podstawowym składzie. Jeśli dajesz z siebie wszystko na treningach, to podnosisz swoje umiejętności. Hołownia nie przygotowywał się z nami, więc Cholewiak ma lekką przewagę, ale wiem, że Mateusz jest młodym i utalentowanym zawodnikiem z potencjałem na pierwszą jedenastkę, więc jak nadrobi braki, to będą równorzędnymi rywalami.

- Porozmawiajmy teraz o transferach niezrealizowanych. Słyszałem, że Śląsk był zainteresowany szwedzkim snajperem Kerimem Mrbatim. Podobno nie wypaliło, bo nie odpowiadał panu ten napastnik. Co przesądziło o takiej decyzji?
- Mrabti był analizowany przez nasz dział skautingu, ale nie był naszym priorytetem.

- Oglądał pan już mecze polskiej ligi, więc ma pan już na pewno jakąś opinię na jej temat. Może pan porównać ligę polską do ligi australijskiej? Niewiele wiem na temat tej ligi i jestem ciekaw jaki jest jej poziom.
- Australijski futbol cały czas się rozwija. Kiedy tam trafiłem to był piąty lub szósty sezon po reorganizacji i starcie A-League. Ciężko mi porównać te ligi, bo nigdy wcześniej nie trenowałem drużyny z Ekstraklasy. Moje doświadczenia z Australii są bardzo pozytywne. Bardzo wysoki poziom profesjonalizmu. Futbol nie jest sportem numer jeden w Australii. Tam króluje rugby.

- Lubią też chyba pograć w krykieta.
- Tak, to sport numer dwa zaraz po rugby. Australijczycy ogólnie uwielbiają sport. Kochają przychodzić na mecze i dopingować swoje drużyny. Panuje tam bardzo pozytywna atmosfera i mam nadzieję, że podobnie będzie tutaj w Ekstraklasie.

- Jaki styl gry preferuje się w lidze australijskiej?
- Kiedy ja tam byłem, preferowano angielski styl, ale ten sprzed kilkunastu lat.

- Uwielbiam stary, dobry angielski styl.
- Teraz jednak większość drużyn preferuje szybką wymianę podań. Zmiana stylu to też był długotrwały proces. W Australii są jednak inteligentni i dobrze wyszkoleni trenerzy. Wielu z nich przyjechało z Europy i zaszczepiło tam swoją europejską filozofię gry.

- Zanim podpisał pan kontrakt ze Śląskiem było jeszcze zainteresowanie ze strony Zagłębia Lubin i Sparty Praga. Dlaczego Śląsk?
- Lubię wyzwania. Uważam, że Śląsk ma potencjał na to, żeby grać o zdecydowanie wyższe cele i chcę do tego doprowadzić. Miałem ofertę z Zagłębia Lubin, było też kilka rozmów ze Spartą Praga, ale w tej chwili zdecydowałem się na Śląsk i chcę być jego częścią i odnosić z nim sukcesy.

- Pytam o to, bo Zagłębie jest derbowym rywalem Śląska.
- Wiem o tym. Słyszałem, że to wielka rywalizacja. Mam wielki szacunek dla Michała Żewłakowa. Odbyłem z nim kilka rozmów, ale zdecydowałem się na Śląsk, więc powiedziałem mu, że bardzo dziękuję za ofertę i doceniam zainteresowanie, ale wybieram Wrocław.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się