var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

(Nie)doceniony Filip Jagiełło. „Jestem w stanie sobie wyobrazić, że pójdzie drogą Piątka”

Autor: Krystian Juźwiak
2019-02-10 11:30:13

– Jest takie powiedzenie: pokaż mi, jaką masz szóstkę, a powiem ci, jaki masz zespół – mówi Robert Podoliński. Zagłębie Lubin ma bardzo dobrą szóstkę, ósemkę i dziesiątkę. Ma, i to w jednej osobie, ale tylko przez chwilę. Filip Jagiełło zdecydował, że zostanie na Dolnym Śląsku jeszcze tylko przez pół roku. Gumny, Szymański, Jóźwiak, Żurkowski, Frankowski, a nawet Wieteska i Loska. Było kilka głośniejszych nazwisk, które wcześniej wysyłaliśmy za granicę.

Jak na ten moment z wyżej wymienionej siódemki na transfer zdecydowali się Szymon Żurkowski (ACF Fiorentina) i Przemysław Frankowski (Chicago Fire). Definitywnie Ekstraklasę opuścił tylko skrzydłowy Jagiellonii. Żurkowski, podobnie jak Jagiełło, zdecydował się na półroczne wypożyczenie do klubu oddającego. Okienko transferowe wciąż trwa, więc niewykluczone, że Szymański, Jóźwiak czy Gumny (Robert, syn Jacka) zmienią barwy. Jednak jeszcze przed startem ligi w kręgach piłkarzy z metką „młody, zdolny” potrafiliśmy wymienić większych faworytów do wyjazdu aniżeli Filip Jagiełło.

Filip i Fabryka Futbolu

Ostatnio na głowy Szymona Pacanowskiego, Przemysława Erdmana i Tomasza Magdziarza spływają same pochwały. Tym razem nie będzie inaczej. To oni stoją za najdroższym transferem w historii Ekstraklasy (Jan Bednarek, Lech Poznań > Southampton, 6 mln €) i najdroższym transferem Polaka w historii (Krzysztof Piątek, Genoa CFC > AC Milan, 40 mln €). W stajni „Fabryki Futbolu” są jeszcze tacy piłkarze jak Karol Linetty, Bartosz Bereszyński czy Tomasz Kędziora.

Lista jest długa. Oprócz zawodników, którzy mają już ugruntowaną pozycję są ci, którzy niedługo mogą sporo namieszać. Pierwszy przykład z brzegu: Tymoteusz Klupś. Drugi: Kacper Kostorz. Kolejny: Jakub Moder.

Filip Jagiełło jest taką zawiesiną. Niby jeszcze „młody, zdolny” (choć wiadomo, że w Polsce „młody, zdolny” to ma i 24 lata), a z drugiej strony, to już chłopak ze sporym doświadczeniem. Na szczeblu seniorskim rozegrał 84 spotkania, z czego 70 w Ekstraklasie. Biorąc pod uwagę wszystkie kategorie wiekowe ma koncie 41 występów w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Zadebiutował w Ekstraklasie sześć lat temu. 15 grudnia 2013 roku wyszedł w pierwszym składzie "Miedziowych" na mecz z Ruchem Chorzów. W 34. minucie dostał „wędkę”. –  Ludzie mi mówią: Lenczyk zrobił ci krzywdę. Jaką krzywdę? Zagrałem pół godziny w pierwszym meczu w Ekstraklasie, czy wyszło mi to na złe? Uważam, że nie – tłumaczył na Weszło.

Jak na razie jego transfer nie zbliżył się do standardów narzuconych ostatnio przez „Fabrykę Futbolu”. Jagiełło przeszedł do Genoi za 1,2 miliona €. Jak na razie. Wciąż ma 21 lat. Piątek wyjeżdżając do Włoch był o dwa lata starszy.

Kolumb, Piątek i Jagiełło

Stolica Ligurii jest miastem-symbolem. Około 25 października 1451 roku w domu przy Porta dell’Olivella na świat przyszedł Cristoforo Colombo, u nas znany pod spolszczonym nazwiskiem jako Krzysztof Kolumb. Syn drobnego tkacza zaciągnął się do pracy w handlu i w 1475 po raz pierwszy odbił od genueńskiego portu. Wtedy celem podróży była mała, grecka wyspa Chiosa. Sam nie spodziewał się, że za niespełna dwadzieścia lat dokona czegoś tak spektakularnego jak odkrycie Nowego Świata.

Inny Krzysztof, Krzysztof Piątek, 526 lat po Kolumbie wyruszył z tego samego miasta w swoją podróż. To nie był ten sam port, choć budynki takie jak Palazzo San Giorgio czy Porta Siberia zdają się mówić co innego. Polak wyruszył z portu lotniczego. Jego podróż była krótsza, bo leciał do oddalonego o zaledwie 200 kilometrów Mediolanu. Piątek Ameryki nie odkryje, prochu na nowo też nie wymyśli, ale tak jak Genoa stała się miastem–symbolem, tak i Piątek ma do tego duże predyspozycje.

Co jakiś czas w polskich mediach pojawia się komentarz z cyklu „Gdyby Szymański miał na nazwisko Szymonović, to byłby warto 50 milionów, a nie 5”. A tu proszę targany swoimi problemami, ale wciąż mający wielką markę AC Milan zapłacił za Piątka 40 milionów euro. Czyli Polak może być gwiazdą w skali Europy. Czyli z Ekstraklasy można się wybić bez żmudnego procesu ogrywania się na Zachodzie. Czyli Polacy to nie tylko dobrzy bramkarze.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale chyba wszyscy jak jeden mąż mamy nadzieję, że Piątek narzuci nowe standardy. Podobnie uważa Filip Jagiełło, który tropem nowej gwiazdy Milanu zacumował w porcie Genua. –  Jadę tam, żeby grać, nie żeby ugniatać fotele dla rezerwowych. Jestem przekonany, że przy takim planie na pierwsze półrocze stawię się we Włoszech optymalnie przygotowany. Pojadę tam po swoje – powiedział w rozmowie z Przeglądem Sportowym. –  Wierzę, że Genoa będzie dla mnie przystankiem do jeszcze silniejszej drużyny w przyszłości.

Do tej pory kariera Filipa przebiega wręcz modelowo, a on sam ma głowę na karku. Kilkanaście lat temu chciały go Juventus, Ajax Amsterdam i PSV Eindhoven. –  Juventus kontaktował się z moimi menedżerami, przysłali stamtąd konkretną ofertę. Ale nie wchodziłem w szczegóły, miałem piętnaście lat. Nie chciałem wyjeżdżać. Taki klub robił wrażenie, tylko ja mam zdanie, że aby osiągnąć coś tam, najpierw muszę osiągnąć coś tu. Nie chcę wracać do Polski z podkulonym ogonem. Chociaż „Zielu” zrobił inaczej i jemu się udało.


Kawał czarnej roboty

Nie mamy wybitnych środkowych pomocników. Sam fakt, że Krzysztof Mączyński przez ostatnie lata był podstawowym piłkarzem reprezentacji, nie najlepiej świadczy o tej formacji. Teraz wiele obiecujemy sobie po Szymonie Żurkowskim. Jerzy Brzęczek wierzy w Damiana Szymańskiego. Kibice ciągle mają nadzieję na dobre występy Piotr Zieliński z orłem na piersi. Swego czasu pojawiły się szepty, że może by sprawdzić Jakub Piotrowskiego, a w odwodzie ciągle jest Radosław Murawski.

Filip Jagiełło w kontekście powołania do pierwszej reprezentacji jest wyborem X. Nawet w młodzieżówce są piłkarze tacy jak Szymański czy Kapustka, których zwyczajnie ceni się bardziej. –  Przede wszystkim moim zdaniem każdy z wyżej wymienionych piłkarzy jest innym typem pomocnika. Jeśli na siłę szukać kogoś o podobnych predyspozycjach co Filip, to wskazałbym na Żurkowskiego. Jagiełło tak jak nowy gracz Fiorentiny może zagrać na każdej pozycji w środku pola, a raz czy dwa zdarzyło mu się nawet zagrać na skrzydle. To nie jest tak, że on jest/był w cieniu Żurkowskiego, Kapustki, Piotrowskiego czy Szymańskiego –  on po prostu nie był od nich lepszy – tłumaczy w rozmowie z nami Piotr Janas z „Gazety Wrocławskiej”, który na co dzień zajmuje się Zagłębiem Lubin.

–  Faktycznie mówi się o nim trochę mniej, mniej zwraca się uwagę pod kątem reprezentacji czy właśnie przeprowadzki za granicę, ale dzięki temu mógł się skoncentrować na treningach – powiedziała z kolei Aleksandra Sieczka ze Sport.pl. –  Może to wynika z tego, że Jagielle nie towarzyszą jakieś porażające efekty specjalne. Wykonuje niejednokrotnie kawał czarnej roboty, co często nie przekłada się w sposób bezpośredni na wyniki. A przecież najprościej wyciągnąć liczby i rzucić porównaniem. Możliwe, że jest to również kwestia tej jego "niedookreślonej" pozycji, znalezienia jakiegoś konkretnego punktu odniesienia.

Obok „Figo”

Jagiełło jest już otrzaskanym ligowcem. Debiutował sześć lat temu. Gdy Zagłębie spadło do I ligi, byli tacy, którzy widzieli go w roli kapitana. – Dochodziły do mnie takie sygnały, ale w końcu twarzą klubu nie zostałem, grałem niewiele i z tego nie jestem zadowolony. W mediach pisano, że będę nowym kapitanem Zagłębia, ale tak wcale nie było. Graliśmy pierwszy sparing na zgrupowaniu. Trener wyczytał skład i powiedział, że ja jestem kapitanem. Ale to nic nie znaczyło, graliśmy zwykły sparing. Przed sezonem, jak zawsze, mieliśmy głosowanie całą drużyną i w nim nikt na mnie nie zagłosował - mówił Jagiełło.

Gdyby nie gorszy okres, to opaska pewnie powędrowałaby do młodego pomocnika. W I lidze Jagiełło zaliczył tylko cztery mecze. Z każdym rokiem robił systematyczny krok naprzód. Dziś jest jednym z dwóch liderów Zagłębia Lubin.

–  Faktem jest, że Filip Jagiełło w meczach Zagłębia był bardziej widoczny, kiedy na boisku nie było Filipa Starzyńskiego i to on był głównym rozgrywającym, bił stałe fragmenty gry i musiał brać na siebie ciężar gry. Grając za "Figo" z reguły jest mniej widoczny, rzadziej podejmuje ryzyko – zauważył Janas. –  Niemniej to jeden z lepiej wyszkolonych technicznie środkowych pomocników młodego pokolenia w Polsce, który od lat uchodził za wielki talent. Jako nastolatek miał nawet ofertę ze szkółki Juventusu, ale wolał zostać w Zagłębiu i tu stawiać kolejne kroki. Ma dobry przegląd pola i odnajduje się zarówno w grze kombinacyjnej, jak i w kontratakach - dodaje dziennikarz "Gazety Wrocławskiej".

Magia liczb

Jagiełło jest piłkarzem wszechstronnym. Może grać jako ofensywny pomocnik, klasyczny środkowy. Nawet bliżej obrony. W reprezentacji U-21 grywał na bokach. Z Wyspami Owczymi na lewej pomocy, z Portugalią na prawej.

Mecze Filipa Jagiełło w kadrze U-21:

–  Jest takie powiedzenie: pokaż mi, jaką masz szóstkę, a powiem ci, jaki masz zespół – mówi dla nas Robert Podoliński. – Dojrzałość taktyczna Filipa imponuje. To nie jest typowe dla piłkarza w tym wieku. Jagiełło nie jest chwalony, bo gra na takiej, a nie innej pozycji. Przypomina mi Szymona Matuszka. Cichy zawodnik, który organizuje grę – kończy ekspert TVP Sport.

Filip bardzo wcześnie wszedł do zespołu i rozwinął się tak, że może grać na kilku pozycjach. To jego duży atut, ale umówmy się, to „dziesiątka”, a nie defensywny pomocnik – twierdzi w rozmowie z 2x45 kolega Jagiełły z boiska, Jakub Tosik. – Co do kwestii taktyki, to we Włoszech będzie miał się od kogo uczyć - dodaje.

W artykule o talentach w Ekstraklasie na rosyjskim portalu „Sports.ru” Jagiełło został przedstawiony jako typowa „zapchajdziura”: „Wykonuje wiele pracy na boisku, niekiedy spełnia też obowiązki kolegów z drużyny, co uniemożliwia skuteczniejsze wykonywanie tych powierzonych jemu samemu” - czytamy.

–  Dla mnie to jest ósemka albo dziesiątka. Dzisiaj każdy pomocnik musi umieć odebrać piłkę, ale Filip lepiej czuje się, grając wyżej – wyjaśnia selekcjoner Czesław Michniewicz, który ustawiał Jagiełłę na kilku pozycjach. – A jeśli chodzi o poukładanie taktyczne, to mam wielu dobrych pod tym względem piłkarzy - uzupełnia.

–  Trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie, jakie zadania realizuje Jagiełło. Kilka lat temu był ustawiany znacznie wyżej, bliżej "10" i tak właściwie dopiero stosunkowo niedawno przejął obowiązki w środkowej strefie. Nie dostał tych zadań "na hurra", na boisku nie trzyma kilku srok za ogon. To wszystko wygląda na efekt konkretnej, mniej lub bardziej zaplanowanej strategii, która została dopasowana do kierunku jego rozwoju – zwraca uwagę Sieczka. –  Tę transformację dość symbolicznie obrazuje grudniowy mecz z Jagiellonią (4:0 dla Zagłębia), kiedy Miedziowi grali bez typowego defensywnego pomocnika (Slisz – Starzyński – Jagiełło), a przejście z obrony do ataku funkcjonowało naprawdę świetnie. I właśnie w tym meczu bardzo istotną rolę odegrał Jagiełło. Wcześniej można było odnieść wrażenie, że "zawsze" będzie potrzebował obok siebie zawodnika bardziej defensywnego, skupionego na pilnowaniu tyłów. Tak, żeby faktycznie mógł się skupić na rozegraniu - mówi dziennikarka Sport.pl.

–  Czy jego wszechstronność jest jego przekleństwem? Nie, to jego atut, który w mojej ocenie miał duże znaczenie w ocenie skautów Genoa CFC, która ostatecznie zdecydowała się po niego sięgnąć. Ogólnie jednak nie jest to jeszcze ten poziom, co choćby wspominany Żurkowski. Nie był powoływany do pierwszej reprezentacji, a nawet w U-21 u selekcjonera Czesława Michniewicza nie jest i nigdy nie był wiodącą postacią – mówił dziennikarz „Gazety Wrocławskiej”. –  Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie, że pójdzie drogą Krzysztofa Piątka, który w Ekstraklasie i młodzieżowych reprezentacjach Polski nigdy postacią przodującą nie był, a gdzie jest dziś, wie każdy kibic w naszym kraju - spuentował Janas.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się