var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

W przerwie: Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke - “Najlepszy trener na świecie. Wywiad rzeka z Jackiem Gmochem”

Autor: Andrzej Cała
2019-02-10 23:31:20

Dożyliśmy czasów, gdy piłka nie tylko jest obecna praktycznie 24 godziny na dobę w telewizji i internecie, ale możemy też czytać świetne pozycje o jej historii. Można pomiędzy meczami, można w drodze do pracy, można tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Możliwości jest multum. W każdy weekend będziecie mieli okazję przeczytać nasze polecenia. Pewnie częściej będziemy chwalić niż ganić, bo na słabe książki szkoda nam czasu, więc potraktujcie to jako przewodnik po wartościowej lekturze na czas przerwy. Tym razem zapraszam do zapoznania się z pozycją, która wiele miesięcy po premierze wciąż nie daje mi spokoju.

Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke - Najlepszy trener na świecie. Wywiad rzeka z Jackiem Gmochem (Wydawnictwo W.A.B.) - czyli czytadło tyleż fantastyczne, co pozostawiające pytania.

“Byłem i wciąż bywam znerwicowanym osłem, ale historia pokazała, że większość moich pomysłów na prowadzenie drużyny i czytanie gry przeciwnika wyprzedziła epokę”.

To tylko jeden z wielu wartych zapamiętania cytatów z książki wydanej wiosną 2018 roku. Jej głównym bohaterem jest znany chyba każdemu Polakowi trener Jacek Gmoch (ale również były piłkarz, a obecnie ekspert telewizyjny i komentator, kojarzony chociażby z analiz taktycznych z udziałem wielokolorowych mazaków), którego przepytali doskonali wywiadowcy - Arkadiusz Bartosiak i Łukasz Klinke. No a skoro wydania podjęło się W.A.B. można było być pewnym dbałości o redakcję i atrakcyjną oprawę. Czy będzie zatem nadużyciem stwierdzenie, że już na wstępie mieliśmy jak na tacy podany murowany hit?


Tego się nie czyta, to się pochłania

Co istotne, oczekiwania zostały spełnione w stu procentach. Książka jest wydana elegancko, spisana fantastycznie, przez co “Najlepszy trener na świecie. Wywiad rzeka z Jackiem Gmochem” spełnia wszystkie warunki czytadła wprost idealnego, które wciąga bez reszty. Tutaj uwag nie można mieć żadnych.

Problem, który się rodzi w miarę czytania (a bardziej pochłaniania) kolejnych stron, to stosunek do głównego bohatera i jego opowieści. Pan Gmoch wprost przyznaje, że nie wszystko pamięta i za to szacunek - dowodzi to dystansu do siebie. Takiego ludzkiego. Tyle że tego czasem brakuje, gdy wspomina swoje trenerskie osiągnięcia. O tym może trochę później.

Wróćmy do pamiętnika z lat najmłodszych. Bohater przeżył II Wojnę Światową, którą opisuje wstrząsająco. Bardzo mocny fragment książki. Ciekawy jest też ten, gdy wspomina lata już powojenne.

“Wiele dzieciaków umarło, a do końca lat 50. był niski przyrost naturalny, co od razu na wstępie dawało duży handicap. Było nam łatwiej o pracę, łatwiej o kariery. To między innymi dlatego mogłem jednocześnie studiować dziennie na Politechnice Warszawskiej i grać w Legii”.


Wątpliwości nie brakuje

“Zawsze starałem się zrobić wszystko, na co pozwalały mi wiedza i umiejętności. Pracowałem tak, aby wykorzystać to, co akurat potrafiłem”.

Trener jest przekonany, że zrobił wszystko, co tylko mógł, co było w jego mocy, aby wykorzystać swój talent i wizjonerstwo. Tego nie sposób się nawet przyczepić, bo ma przecież do takiej opinii święte prawo. Problem rodzi się, gdy jego wypowiedzi i wspomnienia konfrontuje się z lekturą innych pozycji oraz wywiadami z piłkarzami, których prowadził.

Historia oceni, jak wyglądał rzeczywiście mariaż Pana Gmocha z ówczesnymi władzami i czy rzeczywiście był on tylko taki, aby jak najlepiej mógł wykonywać swoją pracę, czy też pozwalał mu na więcej, eliminując przy tym niejako konkurentów. Nie da się bowiem odmówić bohaterowi książki osiągnięć, stworzenia banku informacji, ogromnej pracy organicznej, którą wykonywał na potrzeby reprezentacji Polski.

Rzecz w tym, że reprezentacja z roku 1978 r. bez wątpienia mogła osiągnąć więcej na argentyńskich mistrzostwach, a wielu zawodników wspomina ten turniej przede wszystkim z racji chaosu w kadrze, dziwnych wyborów trenera i to też są fakty. Trener ewidentnie wówczas się pogubił, nie tylko nie zapanował nad podopiecznymi, ale nawet nad swoimi pomysłami taktycznymi.

Mnie trochę krytycznych refleksji o samym sobie w “Najlepszy trener na świecie. Wywiad rzeka z Jackiem Gmochem” brakuje, ale ani trochę nie zmienia oceny książki jako książki tak po prostu. Czas spędzony z lekturą mija doskonale, anegdoty prost się wylewają z kolejnych stron. Mój ulubiony fragment to ten poświęcony jego pracy w Grecji, gdzie osiągnął wspaniałe sukcesy. Tamtejsza liga nie była wtedy tak ceniona, jak chociażby dwadzieścia pięć lat później, ale w niczym nie umniejsza to jego osiągnięć, a dojście z Panathinaikosem do półfinału Pucharu Europejskich Mistrzów Krajowych w 1985 r. jest swoistą wisienką na torcie. Tak - Jacek Gmoch i Hellada to było małżeństwo perfekcyjne.

Reasumując, jest naprawdę świetnie, ale potrzeba jednak odrobinę krytycznego spojrzenia i dystansu wobec bohatera, aby tę pozycję w pełni odkryć i zrozumieć. Trudno bowiem czasem pozbyć się wrażenia, że Gmoch nie tyle opisuje historię i wspomina, co pisze ją niejako na nowo, pod siebie.

Nasza ocena (1-6): 5


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się