var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Maciej Urban cksport.pl

9 lat czekania na wygraną i wreszcie jest – kielczanie górą w Gdyni. Arka - Korona 1:2

Autor: Mariusz Bielski
2019-02-10 18:12:12

Czy jesteśmy zdziwieni dzisiejszym zwycięstwem Korony? Tak, ale głównie przez pryzmat historyczny, ponieważ ostatniego zwycięstwa kielczan z Arką nie pamiętają nawet najstarsze scyzoryki. Nie wygrali z nią meczu wyjazdowego od 2010 roku! A tu proszę, ekipa Gino Lettieriego zapomniawszy o jakichkolwiek kompleksach zgarnęła kolejne trzy oczka.

Mimo tego, że to Arka grała u siebie, podopieczni Zbigniewa Smółki nie mieli wiele do powiedzenia w kwestii tworzenia scenariusza tego spotkania w pierwszej części meczu. Inicjatywa była w dużej mierze po stronie Korony, nawet w momencie, kiedy ta nieco się cofnęła, pozwalając gospodarzom na częstsze przebywanie przy piłce. Nic to jednak gdynianom nie dawało, kreatywności nie mieli dziś za grosz. Nawet Janota rozgrywał nietypowy dla siebie mecz, ponieważ najbardziej przydatne zagrania notował w defensywie, chociaż taka czarna robota to nie jest jego ulubione zajęcie.

Właściwie tylko Zarandia jakkolwiek szarpał i chyba powinien mieć gola na koncie. Raz jego krycie kompletnie odpuścił Gardawski, Gruzin miał mnóstwo miejsca i czasu, lecz po przyjęciu piłki trafił nią prosto… w Gardawskiego, pilnującego linii bramkowej. Poza tym jednak facet miał dziś przerąbane najpierw z Niemcem, a potem z Kosakiewiczem, uważnie go pilnując.

Z ofensywnej czwórki Arki najgorszy był jednak Banaszewski. 23-letni debiutant czuł się totalnie zagubiony w kieszeni Bartosza Rymaniaka. A jakby tego było mało, sprokurował jeszcze rzut karny, przytulając się zbyt natarczywie do Olivera Petraka. Chwilę później Kovacević zamienił jedenastkę na gola.

Pierwsze trafienie dla kielczan też wynikło ze stałego fragmentu. Wcześniej bowiem Steinborsa pokonał Brown Forbes – strzałem głową po dośrodkowaniu Pucki z rożnego. Deja z Helstrupem ponoć nadal szukają Kostarykanina we własnym polu karnym, próbując nadrobić to jak bardzo go wówczas zignorowali. Wiadomo, Fobres jesienią nie zaimponował nam praktycznie niczym, ale to chyba jeszcze nie powód, by kompletnie go olewać. A jeszcze ze dwa razy napastnik zakręcił swoimi oponentami.

Generalnie jednak trudno było o odpowiedni rytm w tym starciu, ponieważ obie ekipy faulowały się zawzięcie. I nie to że piłkarze byli wobec siebie agresywni. Wręcz przeciwnie, te ich przewinienia często miały podłoże taktyczne, albo wynikały ze spóźnionych reakcji. Tak czy siak – kiepsko się to oglądało przez pierwsze 45 minut, ponieważ średnio co 2 minuty sędzia musiał dyktować rzut wolny. A doliczmy jeszcze inne stałe fragmenty…

Dziwiło natomiast już to, jak bardzo Koroniarze odpuścili chęć dominacji w drugiej części meczu. Zerkamy w statystyki a tam między innymi blisko 70% posiadania piłki przed gdynian! Okej dwubramkowe prowadzenie jest faktycznie komfortowe, lecz ten nagły skrajny minimalizm na pewno nie podobał się Gino Lettieriemu.

Takie coś zwyczajnie oznacza proszenie się o kłopoty i one w końcu przyszły, nawet pomimo tego, iż Arka na ogół nie kreowała sobie groźnych sytuacji. I nagle z prawej strony nadbiegł Adam Deja po czym uderzył tak źle, że aż wyszła mu z tego genialna centra po ziemi do Siemaszki. A ten w typowy dla siebie sposób tylko dostawił nogę gdzie trzeba.

Obrońcy Korony byli w tej sytuacji kompletnie pogubieni, na co chyba wpływ miały wcześniejsze decyzje Gino Lettieriego. Chwilę wcześniej na boisko za Cebulę wszedł Malarczyk, a Niemiec w międzyczasie energicznie wydawał polecenia dla niego, Gnjaticia oraz Kovacevicia, których żaden z nich nie skumał. Mamy prawo podejrzewać, że od tamtej chwili marzyli już tylko o jak najszybszym zakończeniu tego spotkania i zawinięciu trzech punktów. Zwłaszcza, że jakiś idiota z trybun nieco później poczęstował ich petardą hukową.

Lettieri na pewno spadł kamień z serca, kiedy po serii jego energicznych protestów co do ilości doliczonego czasu (5 minut) Paweł Raczkowski w końcu zagwizdał po raz ostatni. Jego drużyna właśnie wspięła się na 4. miejsce w tabeli, wyprzedzając tym samym Lecha, Pogoń i Piasta. To pokazuje jak wiele roboty czeka jeszcze trenerów wyżej wymienionych drużyn, aczkolwiek samego Niemca z Kielc także. Pomimo zgarnięcia 3 punktów nie było to idealne spotkanie w wykonaniu jego podopiecznych. Niech to czasem nie uśpi jego czujności.

Arka Gdynia - Korona Kielce 1:2 (0:2)
0:1 – Brown Forbes 28’ asysta Pucko
0:2 – Kovacević 45+4' karny, asysta Petrak
1:2 – Siemaszko 74’, asysta Deja

Arka: Steinbors (2,5) – Zbozień (2), Marić (2), Helstrup (1,5), Marciniak (2,5) – Deja (2), Nalepa (2,5) (65’ Siemaszko - 2,5) – Zarandia (1,5), Janota (2), Banaszewski (1) (Aankour 65’ - 1,5) – Jankowski (1,5)

Korona: Miśkiewicz (2) – Rymaniak (2,5), Kovacević (3,5), Gnjatić (3), Gardawski (3) (43’ Kosakiewicz - 2,5) – Żubrowski (2,5), Petrak (2) – Pucko (2,5), Cebula (2) (Malarczyk 71’ - 2), Jukić (1,5) – Brown (3) (Górski 84’ bez oceny)

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Nota od 2x45.info: 5

Żółte kartki: Deja, Zbozień, Janota - Żubrowski
Widzów: 6111
Piłkarz meczu: Adnan Kovacević


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się