var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Mączyński: Nie pozwolę, by przebieraniec z Portugalii mnie obrażał! Szałachowski: Rodzina myślała, że zwariowałem

Autor: zebrał Marcin Łopienski
2019-03-01 11:34:48

Piątkową prasę ponowne zdominował Ricardo Sa Pinto, o którym w głośnym wywiadzie wypowiedział się Krzysztof Mączyński. Poza tym są również ciekawe rozmowy z Sebastianem Szałachowskim i Mateuszem Możdżeniem. Wybraliśmy 23 materiały z czterech źródeł.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Mączyński: Nie szanuję przebierańców”

„ANTONI BUGAJSKI: Dlaczego zachowywał się pan w Legii toksycznie i zatruwał życie innym?

KRZYSZTOF MĄCZYŃSKI (piłkarz Śląska, a wcześniej Legii, w której trener Sa Pinto zesłał go we wrześniu do rezerw): Bardzo poważne oskarżenie. Nie wiem, czemu Ricardo Sa Pinto rzuca je pod moim adresem. W wywiadzie, którego w zeszłym tygodniu udzielił „Przeglądowi Sportowemu”, mówi wiele dziwnych i nieprawdziwych rzeczy. Byłem tak oburzony tym, co przeczytałem, że zadzwoniłem do służb prasowych Legii z pytaniem, czy ten wywiad był autoryzowany przez klub. Z tego, co wiem, autoryzował go osobiście Sa Pinto.

Od stycznia jest już pan w Śląsku Wrocław. Były trener miał powody, by pana tak zaatakować?

Nie chciałem już mówić czegokolwiek na jego temat, ale w tym momencie zostałem sprowokowany. Mogłem wiele powiedzieć, jednak uszanowałem prośbę trenera, bym nie komentował decyzji o przesunięciu do drugiej drużyny we wrześniu ubiegłego roku. W sytuacji, w której w ostatnim wywiadzie ten pan mnie bezpardonowo zaatakował, nie mam wyjścia, muszę zareagować i otworzyć wielu ludziom oczy, jakim naprawdę człowiekiem jest Sa Pinto. Będę się bronił, bo zbyt długo i ciężko pracowałem na swoje nazwisko. Nie pozwolę, by przebieraniec z Portugalii obrażał mnie i w konsekwencji moją rodzinę”.

Więcej TUTAJ

***

„Szałachowski: Nawet rodzina myślała, że zwariowałem”

„IZA KOPROWIAK: Jak wygląda pana życie?

SEBASTIAN SZAŁACHOWSKI: W wieku 30 lat zakończyłem karierę. Ludzie myśleli, że zwariowałem, nawet najbliżsi. Przecież byłem zdrowy, mogłem grać.

A zwariował pan?

Podjąłem tę decyzję świadomie. Czułem w sercu, że muszę tak postąpić. 

Co to znaczy?

To złożona sprawa. Byłem na spotkaniu modlitewnym u ojca Daniela Galusa w Częstochowie. To pustelnik. Poczułem wtedy taki pokój, powołanie. Jakby Pan Bóg zaczął mówić do mojego serca, że czas na zmianę. 

To przeświadczenie przyszło tak nagle?

Przez ostatnie pół roku gry w Łęcznej należałem do wspólnoty w Lublinie. Pomagałem ojcu Radomirowi Kryńskiemu w egzorcyzmach, musiałem zdecydować, czy wybrać posługę miłosierdzia, czy zostać przy piłce nożnej. Toczyłem wewnętrzną walkę. Trudno było to pogodzić, bo egzorcyzmy są wyczerpujące, trwają kilka godzin. Pan Bóg dał mi natchnienie, do serca przychodziły mi jego zapewnienia, abym Mu zaufał. W tym ostatnim okresie miałem też konflikt z trenerem Górnika Jurim Szatałowem...”.

Więcej TUTAJ

***

„Cabrera: Probierz zna klucz do naszych zwycięstw”

„MICHAŁ TRELA: Kibice Cracovii uruchomili w mediach społecznościowych akcję, która ma na celu zachęcenie pana, by został pan w klubie na kolejny sezon. Pan zarzekał się, że w czerwcu wraca do Extremadury, by pracować z Rodrim, trenerem, z którym przed laty się pan poznał. W lutym go jednak zwolniono. Fani Pasów mogą więc mieć nadzieję? 

AIRAM CABRERA: Muszę wrócić, bo mam tam jeszcze dwa lata kontraktu. To, czy zostanę, nie zależy ode mnie. Chciałbym, bo czuję się tu doceniany. Dobrze mi się pracuje z trenerem Michałem Probierzem, który daje mi dużo pewności oraz szansę regularnej gry. Czuję, że w ekstraklasie mogę pokazać to, co mam najlepszego, bo w Koronie też grałem dobrze. Ostatnio kolega powiedział mi: „Airam, może to jest liga dla ciebie? Zawsze, gdy tam jesteś, grasz bardzo dobrze, więc w takim razie musisz tam zostać”. Zgodziłem się z nim. Ale to, czy zostanę, jest pytaniem do Cracovii. To ona musi wykonać pierwszy krok. Wtedy możemy rozmawiać. W tym momencie nikt nic nie mówi o wykupywaniu mnie. 

I to wychodzi znakomicie. Mecz z Jagiellonią (1:0) powinien pan był skończyć z czterema asystami. 

Starałem się jak najlepiej podawać, ale niestety koledzy tym razem nie skorzystali z tego. W całym sezonie mam jedną asystę, a powinienem mieć z siedem. Problem jest w tym, że ludzie w Polsce mocno patrzą na liczby. Na koniec sezonu wchodzą na InStat i widzą, że Airam ma pięć goli i jedną asystę. Dochodzą więc do wniosku, że gram kiepski sezon”. 

Więcej TUTAJ

***

„Możdżeń: Zagłębie się utrzyma”

„Łukasz Grabowski: Nie boi się pan, że drugi raz w pana CV będzie można wpisać spadek?

Mateusz Możdżeń: Wierzę, że się utrzymamy.

Nie mógł pan zostać w Kielcach i nie ryzykować spadku?

Wtedy pewnie dużo bym nie pograł.

Gino Lettieri powiedział panu, że nie będzie dla pana miejsca w Koronie?

Tak. Po jednym z treningów pod koniec rundy rozmawiałem chwilę z trenerem i usłyszałem, że o ile teraz nie ma dla niego znaczenia długość mojego kontraktu, to wiosną już będzie to dla niego ważne.

Jak pan zareagował?

Nie była to przyjemna rozmowa, bo myślę, że mógłbym pomóc. Z drugiej strony fajnie, że trener powiedział wprost jaka jest moja sytuacja. Cenię takie podejście”.

Więcej TUTAJ

***

„Gumny ma dostać powołanie do kadry”

„Robert Gumny wrócił na boisko i Lech Poznań po raz pierwszy wygrał na wiosnę. 20-latek wreszcie jest zdrowy. Rozdział kontuzji chce zamknąć na dobre. Przed nim być może przełomowe półrocze. W marcu ma dostać powołanie do reprezentacji Polski, w czerwcu zagrać z młodzieżówką na mistrzostwach Europy, a latem pobić transferowy rekord ekstraklasy. Polak najprawdopodobniej wyjedzie do Anglii, Niemiec lub Włoch. Jest wyceniany na ok. 8 milionów euro. – Jeśli wszystkie klocki będą stały na swoim miejscu, jestem gotowy – mówi „PS” prawy obrońca”.

Więcej TUTAJ

***

„Lechia znowu budowlana. Stokowiec odmienił drużynę”

„Nie ma wątpliwości, że dziś lider z Gdańska, który nad drugą Legią ma już siedem punktów przewagi, to jego autorska drużyna. W poprzednim sezonie szkoleniowiec jeszcze gasił pożar, bo musiał zadbać o utrzymanie. Latem na spokojniejszym już morzu zaczął porządkować i układać drużynę po swojemu. Jako trener nie boi się zderzyć z piłkarzami, kompromis to dla niego zakazane słowo. Stylem pracy przypomina Michała Probierza – u niego bezwzględnie musi być tak, jak on chce. Tych, którzy się nie podporządkują, wyrzuca z drużyny. Przekonał się o tym Marco Paixão, a po kilku miesiącach Sławomir Peszko. Trwało przeciąganie liny, bo reprezentant Polski jest w świetnych relacjach z prezesem klubu. Ale nawet i wstawiennictwo Mandziary niewiele dało. Stokowiec trwał przy swoim i stale trzymał palec w górze, wskazując Peszce wyjściowe drzwi”.

Więcej TUTAJ

***

„Wieteska może skorzystać na dyskwalifikacji Remy’ego”

„Dokładnie złożony studolarowy banknot ma swoje miejsce w portfelu Mateusza Wieteski. To nie tylko amulet, ale także symbol 2018 roku, który był przełomowym w życiu legionisty. Jako zawodnik Górnika Zabrze i klubu z Łazienkowskiej przeżywał skrajne emocje, doświadczenia, którymi mógłby obdarować zasłużonych ligowców. Ich szczyt nastąpił 20 listopada, kiedy Polacy awansowali do młodzieżowych mistrzostw Europy. „Wspomnień nie kupisz. To się nie dzieje. Nie wierzę, że jadę na taki turniej” – tak brzmiały jego pierwsze słowa, gdy zadzwonił do starszego brata Sebastiana. Na pamiątkę pozostał mu w portfelu wspomniany banknot, który otrzymał od trenera kadry Czesława Michniewicza. – Dałem go właśnie Matiemu, bo mam do niego zaufanie. No i wiedziałem, że często będzie powoływany – mówi selekcjoner. Pierwsze założenie było takie, by wydać go w Portugalii, po awansie. Po meczu zmienili zdanie. – Może stanie się tak po mistrzostwach, a może dopiero na olimpiadzie? Na razie to nasz talizman – mówi Michniewicz”.

Więcej TUTAJ

***

„Scepović chce nie tylko zwiedzać świat, ale również strzelać gole”

„Stefan Šćepović miał 14 lat, gdy usłyszał te słowa. Występował w Partizanie, o czym marzył od dziecka. Legendą tego klubu był jego ojciec, Sladjan, w drużynie z Belgradu występował też Marko – brat. Stefan wcześniej przez wiele miesięcy leczył uraz kolana. W międzyczasie zmienił się trener. Pojawił się nowy szkoleniowiec, właśnie autor tych słów. – Nie wierzył we mnie. Musiałem podjąć radykalną decyzję i przeniosłem się do OFK Belgrad. Grałem tam w każdym spotkaniu. Pamiętam, że wiele razy w meczach z Partizanem strzelałem gola lub dwa. Za każdym razem uśmiechałem się do trenera, który mnie skreślił. Musiało mu być głupio – wspomina Šćepović, który zimą został zawodnikiem Jagiellonii Białystok”. 

Więcej TUTAJ

***

„Wiśniewski jest od najmłodszych lat blisko Górnika”

„On na szczęście nie zapomniał. I na głowie też nic nie miał. Specjalnie przyjechał z Ornontowic, gdzie mieszka, do Zabrza, choć piłkarze Górnika dostali od trenera Marcina Brosza dzień wolny. W kawiarni pojawił się nawet przed czasem, więc od razu mogłem się domyślić, że ojca i syna trochę różni. I to się potwierdziło. Wiśniewski senior znany był z wojowniczego charakteru. Nigdy nie unikał konfrontacji, a momentami sam je prowokował. Gdy grał w Wiśle Płock i kibice Nafciarzy byli niezadowoleni z wyników, zawodnik z charakterystyczną łysiną i przekrzywioną szczęką, wyszedł do nich przed bramę stadionu i „zaprosił” do bójki. Młodemu Wiśniewskiemu takie pomysły do głowy nie przychodzą. Nigdy się nie bił („Może ze dwa razy, w podstawówce”) i nigdy nie sprawiał rodzicom problemów. No, prawie nigdy”.

Więcej TUTAJ

***

„Obiecujący początek roku Palcicia”

„Jesienią kibice Wisły Kraków mieli pełne prawo zapomnieć, że Matej Palčič w ogóle figuruje jeszcze w kadrze ich klubu. Słoweniec na boisku pojawił się tylko dwa razy, rozgrywając łącznie dziewięćdziesiąt jeden minut. - To było okropne pół roku - mówi. Problemy zaczęły się jeszcze za czasów trenera Joana Carrillo. – Pod koniec poprzedniego sezonu zerwałem mięsień uda. Wyleczyłem się na początek letnich przygotowań. W pierwszym tygodniu, gdy trenowaliśmy bez trenera, upadłem na bark i musiałem przejść zabieg. Dwa dni przed zatrudnieniem trenera Macieja Stolarczyka wypadłem z treningów na półtora miesiąca. To był najgorszy moment na doznanie urazu. Przyszedł nowy trener, wyrabiał sobie zdanie o zespole, drużyna się docierała, a ja nie mogłem wziąć w tym udziału. Trudno było potem wskoczyć do składu – nie ukrywa”. 

Więcej TUTAJ

***

„Miedź o powtórce z historii”

„W 1992 roku przy Łazienkowskiej drugoligowa wówczas Miedź Legnica zagrała w finale Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze. Ciężko się to oglądało, w zasadzie nie nadawało się do oglądania, ale dla kibiców „Miedzianki” był to najpiękniejszy spektakl. Dawid walczył z Goliatem, no i wygrał ten, który na zdrowy rozsądek wygrać nie miał prawa. Górnik prowadził już w 7. minucie po strzale Piotra Jegora, niby miał mecz kontrolą, a jednak w 82. minucie Dariusz Baziuk huknął lewą nogą niczym biblijny Dawid z procy. Z 18 metrów trafił w samo okienko. 1:1, dogrywka, rzuty karne. Działo się. Tomasz Wałdoch trafił w poprzeczkę, a strzał Ryszarda Krausa obronił Dariusz Płaczkiewicz. Decydujący był gol Artura Wójcika. Miedź zgarnęła trofeum i zagrała dwa fajne mecze z AS Monaco w europejskich pucharach”.

Więcej TUTAJ

***

„Radomski: Przeczyć sobie jak Sa Pinto”

„Legia Warszawa miała trenerów z Chorwacji, którzy nie prowadzili wcześniej seniorskiej drużyny na wysokim poziomie. Teraz ma Portugalczyka, byłego znanego piłkarza, który jako trener w żadnym klubie nie pracował dłużej niż rok. Dziewięć zespołów w siedem lat. Nieźle. W ostatnich dniach wiele osób przekonuje się, że nie mogło w tym być żadnego przypadku. Ciekawi mnie tylko, czy osoby zatrudniające Sa Pinto brały to pod uwagę. Czy zastanawiały się, dlaczego tak szybko żegnał się z kolejnymi klubami, czy zbierały informacje na temat jego osobowości”. 

Więcej TUTAJ

***

„FC Hollywood znowu atakuje”

„Żaden piłkarz nie jest tak dobry jak wszyscy razem (cała drużyna) – cytat z Alfredo di Stefano, wybity czarnymi literami wypełnił całą okładkę środowego wydania dziennika „Marca”. Białą stronę uzupełniło wyłącznie zdjęcie Leo Messiego. Całość zapowiadała rewanżowy mecz Realu Madryt z Barceloną w półfinale Pucharu Króla i była jednocześnie hołdem dla Argentyńczyka, który jest w fenomenalnej formie. Dopiero co popisał się 50. hat trickiem w karierze, a jego trzy gole dały Barcelonie wygraną 4:2 w spotkaniu z Sevillą”.

Więcej TUTAJ

***

„Kto do Ekstraklasy poza Rakowem?”

„Dziesięć punktów przewagi i tylko 13 kolejek do rozegrania. Piłkarze Rakowa Częstochowa są na autostradzie do awansu. Trudno sobie wyobrazić, by wiosną mogli roztrwonić okazały dorobek z pierwszej części sezonu. – Zawodnicy Marka Papszuna wypracowali olbrzymią zaliczkę, ale muszą być czujni. Poprzednia wiosna w ich wykonaniu nie była tak dobra jak jesień. W mojej opinii Raków jest jednak kandydatem numer jeden i tej szansy nie wypuści – mówi Piotr Mandrysz”. 

Więcej TUTAJ

***

„Katalońska dominacja w Copa del Rey”

„Udało nam się coś niesamowitego. Do czego nie doszło jeszcze ani razu w ponadstuletniej historii Pucharu Króla – przypomniał Gerard Pique po zakończeniu środowego El Clasico. Barcelona zagrała na Santiago Bernabeu słabo, ale wygrała z Realem 3:0. 25 maja zagra w szóstym z rzędu finale Copa del Rey i będzie miała szansę na piąty kolejne podniesienie trofeum. – Przyzwyczajanie się do wygrywania jest całkiem fajne – powiedział zachwycony prezes Katalończyków Josep Maria Bartomeu”. 

Więcej TUTAJ

***

„Suarez ma patent na Real”

„Po serii pięciu meczów z rzędu bez gola kibice domagali się odstawienia Luisa Suareza na ławkę rezerwowych, ale El Pistolero udowodnił, że nie powinno się wątpić w jego klasę. Nie zawodzi w najważniejszych spotkaniach. Przełamał się w weekend w doliczonym czasie gry z Sevillą (4:2), a w środę dwoma golami z Realem Madryt (3:0) wprowadził swój klub do finału Copa del Rey. Przy trzecim też uczestniczył, bo wymusił błąd Raphaëla Varane'a, który kosztował go samobója”.

Więcej TUTAJ

***

„Ozil znów jest w formie”

„Czasami można odnieść wrażenie, że Özil czarować potrafi nie tylko na boisku i nauczył się znikać. Niemiec to jeden z najbardziej nierównych piłkarzy Arsenalu i dobre występy przeplata nieudanymi lub w ogóle nie ma go w meczowej kadrze. Kibice Kanonierów są co do niego podzieleni, a oceny nie ułatwia fakt, że w poprzednim sezonie podpisał nowy kontrakt i zarabia najlepiej w drużynie. Od tego czasu 30-latek nie gra na miarę oczekiwań”.

Więcej TUTAJ

 

„SPORT”

„Plach: Przygotowuję się do karnych”

„Całkiem niedawno przekonywał pan, że rzuty karne to nie jest pana mocna strona. Mecze z Lechem i Arką temu zaprzeczyły, bo popisał się pan dwoma świetnymi interwencjami?

Frantiszek PLACH: – Chyba coś się w tej kwestii zmieniło (śmiech). Cieszę się przede wszystkim, że wygraliśmy oba wspomniane mecze i obronione rzuty karne miały znaczenie. W Gdyni był to kluczowy moment i dobrze, że nie straciliśmy wcześniej gola i drużyna dowiozła to zwycięstwo. Na ten moment liczą się tylko punkty, indywidualne zasługi schodzą na dalszy plan. Staram się przed każdym meczem dobrze przygotować, ale szczęście bramkarzowi zawsze jest w takim momencie też potrzebne.”

Więcej TUTAJ

***

„Niewulis: Czujemy podekscytowanie wiosną”

„Należy pan do grona przesądnych piłkarzy? Bo mówi się, że jak się wygrywa sparingi, to się przegrywa w lidze, a wy tej zimy większość wygrywaliście…

Andrzej NIEWULIS: – Nie jestem przesądny, choć faktycznie kiedyś tak się mówiło o wynikach sparingów i rzeczywiście takie rzeczy bywały. Być może zależało to jednak od podejścia danych piłkarzy i danych drużyn. My podchodzimy do tego inaczej, chcemy zawsze grać swoją piłką i wygrywać każdy mecz, dlatego zwycięstwa tej zimy nas cieszą.

Wracając do przesądów pozostało wam 13 kolejek do końca sezonu. Czuje pan napięcie, niepewność przed startem wiosennego grania?

Andrzej NIEWULIS: – Na pewno stęskniliśmy się za ligą, bo po to pracujemy na treningach, żeby pokazywać swoje umiejętności w meczach. Nie możemy doczekać się wiosny. Towarzyszy nam podekscytowanie i nie liczymy na siebie, tylko po prostu wierzymy w swoje umiejętności. Myślę, że każdy zawodnik woli grać i gdy jesień się skończyła, to oczywiście nie byliśmy z tego powodu zadowoleni, bo złapaliśmy bardzo dobry rytm. Początek rundy jest ważny i pewnie lekka niewiadoma jest także, ale osobiście nie mam żadnych obaw, co do naszej formy.”

Więcej TUTAJ

***

„Labbadia odejdzie z Wolfsburga przez konflikt”

„Jednak w tym przypadku przynosi to efekty. 53-latek jest chwalony, lecz przedłużenie umowy jednak wcale nie jest to takie oczywiste. Jest to spowodowane tarciami, które zdaniem mediów występują między szkoleniowcem a dyrektorem sportowym, Joergiem Schmadtkem.

W dodatku sam Labbadia ma być świadomy tego, że nic więcej już z Wolfsburgiem nie osiągnie, tym bardziej jeśli do całej tej zabawy dojdą europejskie puchary, w których „Wilki” nie grały już od kilku lat. Nie tak dawno byli to wicemistrzowie Niemiec z szalejącym w drugiej linii Kevinem De Bruyne. Teraz jest to drużyna o zupełnie innej skali i wyraźnie słabszej kadrze.”

Więcej TUTAJ

 

„GAZETA WYBORCZA”

„Wawrzyniak: Teraz będzie tylko lepiej”

„Paweł Czado: Wolałby pan wiosną grać na środku obrony czy jednak po jej lewej stronie?

Jakub Wawrzyniak:  W pierwszej kolejności wolę być na boisku, niż siedzieć na ławce rezerwowych (uśmiech).

Wiadomo. Ale gdyby się okazało, że ma pan wybór?

-  Nie powiem, to decyzja trenera. Myślę, że mając takie doświadczenie [49 meczów w reprezentacji Polski i 249 meczów w ekstraklasie, gra w ligach greckiej i rosyjskiej - przyp. aut.], powinienem sobie radzić na tych pozycjach, na których mnie wystawi. Oczywiście prawie całe życie grałem na lewej obronie, ale tutaj zostałem ściągany z inną opcją. Pojawiły się transfery, które pewnie ustawienia wymusiły. Trener wprowadził korekty i tyle”.

Więcej TUTAJ

 

„SUPER EXPRESS”

„Papszun: Bijemy się o Ekstraklasę”

„Super Express”: - Dziesięć punktów przewagi nad konkurencją zapewnia duży komfort?

Marek Papszun (45 l.): - To duży potencjał, ale cały czas trzeba być czujnym. Rzadko się zdarza, aby na tym etapie rozgrywek mieć taki zapas. Zebraliśmy okazały kapitał, ale jeszcze nie wystarczający, żebyśmy się mogli czuć pewnie. Zostało 13 kolejek i 39 punktów do zdobycia.

- W którym momencie rundy uwierzył pan, że zespół może tak mocno namieszać w pierwszej lidze?

- Od początku na to liczyłem, choć nie mogłem zakładać, że ubieramy tyle punktów. Już pierwszy wygrany mecz z Puszczą pokazał, że jesteśmy w stanie powalczyć o najwyższe cele. Z takim zamiarem przystępowaliśmy do rozgrywek, że chcemy się bić o najwyższe miejsce. W ubiegłym sezonie będąc beniaminkiem pierwszej ligi zajęliśmy siódme miejsce z niewielką stratą do czołówki. Uważałem, że wzmocniliśmy zespół, który będzie silniejszy niż w poprzednich rozgrywkach. Nie spodziewałem się jednak, że aż tak odjedziemy konkurentom”.

Więcej TUTAJ

***

„Szokujące kulisy zamachu na autokar BVB”

„Znany niemiecki dziennikarz Bilda, Pit Gottschalk w swojej najnowszej książce opisał mnóstwo ciekawych anegdot ze świata futbolu. Przeważa oczywiście niemiecka piłka, a w pozycji nie zabrakło opowieści o słynnym meczu Borussii Dortmund i AS Monaco, które zostało rozegrane po zamachu na autokar z piłkarzami klubu z Zagłębia Ruhry. Jak cytuje go n-tv.de, oficjalnie Borussia nie chciała rozegrać tego spotkania zaledwie dzień po ataku. Rano Gonzalo Castro i Marco Reus mieli przekonywać Thomasa Tuchela, że to nie jest dobry pomysł. Niemiecki trener pozostawał nieugięty i naciskał na to, by mecz się odbył. Dlaczego? Jego zdaniem miało to wyzwolić dodatkową energię”.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się