var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: @CN_10 Instagram

Valencia w drodze po trofeum na stulecie klubu. Pozostały puchary i oczekiwanie na kolejny sezon

Autor: Krystian Porębski
2019-03-02 16:30:58

Marcelino i jego ekipa w lidze spisują się niezwykle stabilnie – choć nie do końca tak, jakby chcieli. Remis goni remis, a punktów na koncie jest zdecydowanie mniej niż w poprzednim sezonie. Nie zmienia to jednak faktu, że na stulecie klubu Valencia ma niepowtarzalną okazję, aby ustrzelić jakieś trofeum.

Sukces i huśtawka nastrojów – tradycyjny walencki zestaw. Najpierw dreszczowiec z Getafe, kiedy przed doliczonym czasem gry wydawało się, że nic nie pomoże Valencii awansować do kolejnej fazy. Przebłysk geniuszu kilku zawodników, w tym młodziutkiego Kangina Lee, ogrom emocji i napięcia między zespołami, a ostatecznie wielki ból i cierpienie doprowadzające do półfinału.

I tu nie było najłatwiej. Podopieczni Marcelino przegrywali na wyjeździe 0:2. Męczyli się niemiłosiernie, aż wreszcie... Betis magicznie oklapł. Naprawdę trudno wytłumaczyć co stało się z zespołem prowadzonym przez Setiena, ale nagle Valencia była ekipą dominującą, która mogła przesądzić losy dwumeczu już w tym spotkaniu. W rewanżu choć Betis miał swoje szanse, zespół gospodarzy dominował i kontrolował sytuację.

 

 

Zarówno po awansie do ćwierćfinału, jak i półfinału nastała ogromna euforia. Zawodnicy świętowali wygrane z Betisem i Getafe jakby trofeum już do nich należało. Może to się wydawać dziwne i było komentowane przez wielu ekspertów, a także... przez Pablo Machina. W obecnym niezwykle trudnym sezonie to naprawdę ogromna ulga i coś, co może zbudować młode pokolenie zawodników, przed którymi jeszcze największe sukcesy w karierze. Żeby nie było jednak tak różowo, zaczniemy od problemów jakie trapią zespół z Mestalla.

Przygotowania przed najgorszym

Kiedy Peter Lim przejmował Valencię po latach poszukiwania inwestora, obiecywał m.in. że na stulecie klubu wreszcie zostanie ukończona budowa Nuevo Mestalla. Sytuacja absolutnie wyjątkowa i zarazem absurdalna. Zespół ze stolicy Lewantu od września 2007 roku dysponuje dwoma stadionami – starą i cały czas odnawianą Mestallą oraz nowym obiektem, będącym w budowie od prawie 12 lat.

Jakiś czas temu Singapurczyk musiał jednak zrewidować swoje plany. Choć dziś raczej niewielu wątpi w jego dobre intencje, to rzeczywistość boleśnie zweryfikowała plany. FFP, chwiejna forma drużyny, lepsze i gorsze decyzje transferowe, to wszystko sprowadza się do tego, że klub mimo w miarę stabilnej pozycji finansowej, nie jest też na tyle dobrze sytuowany, aby szastać pieniędzmi na prawo i lewo.

Zwłaszcza przez widmo zakazu transferowego. Już wiele klubów w Hiszpanii na tym ucierpiało, a ostatnio futbolowe władze dobrały się również do Chelsea. W lokalnych mediach spekuluje się, że ostatnie wzmocnienia klubu z Mestalla są spowodowane ewentualnym banem. Za co? Valencia może się obawiać o karę za FFP lub nieprawidłowości przy transferach nieletnich, jak w przypadku klubu z Londynu. Co prawda sprawa Nietoperzy ciągnie się w tej kwestii już od bardzo dawna i wydawało się, że nic złego klubowi już nie grozi, może się jednak okazać, że po latach śledztwa światowe władze znajdą jednak coś, do czego mogą się przyczepić.



 

Wobec tego jeżeli kogoś dziwiły ostatnie lawinowe zakupy zawodników raczej anonimowych do uzupełnienia składu, to odpowiedź jest prosta. Valencia nie ma zbyt wysokiego budżetu, ale musi się zabezpieczyć na wypadek, gdyby decyzja o zakazie faktycznie została podjęta. W tym celu klub podpisał kontrakty, bądź nadal próbuje podpisać umowy m.in. z Jorge Saenzem (obrońca, Tenerife), Manu Vallejo (skrzydłowy Cadiz), Kobą Koindredim (16-letni pomocnik z RC Lens), Jasonem (skrzydłowy, Levante). Już w tym oknie do klubu trafili Sobrino i Roncaglia. Jak się okazało – ten drugi szybko wywalczył miejsce w składzie, mimo tego, że w Celcie grał gorzej niż lepiej i był drugoplanową postacią.

Jakkolwiek nie oceniać rządów Lima, podjęte działania mogą nieco uspokoić kibiców. Valencia wpadła w potężne tarapaty, kiedy włodarze klubu nie myśleli w ogóle o przyszłości, a szastali pieniędzmi na lewo i prawo, co skończyło się wieloma chudymi latami i ma odbicie na kondycji zespołu do dzisiaj. Stopniowe odbudowywanie pozycji wygląda na zdecydowanie rozsądniejszą drogę do sukcesu.

Rywal poza zasięgiem?

To już jedenaście lat, odkąd Valencia sięgnęła po jakiekolwiek trofeum. W sezonie 2007/2008 Nietoperze wygrali w finale Copa del Rey z Getafe i choć za panowania Ronalda Koemana ekipa była w ogromnym kryzysie, nie przeszkodziło to w zdobyciu krajowego pucharu. Reakcje były jednak wtedy zupełnie inne niż obecnie. Zespołowi groził spadek do Segundy, mimo tego, że kadra z Villą, Matą, Silvą czy Joaquinem, powinna pozwalać na walkę o znacznie wyższe cele.

Można stwierdzić, że rywal Blanquinegros w tamtym czasie nie był zbyt wymagający. Jeżeli jednak spojrzymy na drabinkę, zespół z Mestalla zanim w ogóle dotarł do finału, musiał pokonać rywali z najwyższej półki. Kolejno 1/8 z Betisem, ćwierćfinał z Atleti oraz półfinał z Barceloną.

 

 

 

W trakcie starcia z Betisem nie brakowało emocji, po zakończeniu dwumeczu obie strony zachowały jednak klasę.

Dla podopiecznych Marcelino tegoroczny finał, w którym zmierzą się z Barceloną, ma więc wiele wspólnego z tym, który miał miejsce w 2008 roku. Po drodze do finału po bardzo zaciętych bojach pokonali właśnie Getafe i Betis.

Teoretycznie Blaugrana to rywal nie do pokonania. Ekipa Valverde dysponuje znacznie większym potencjałem w ofensywie, gdzie na dodatek zawodników nie trapiły kontuzje w takim stopniu, jak miało to miejsce z zawodnikami z Mestalla. Bask wprowadził zespół na poziom, poniżej którego zespół nie schodzi, jest bardzo regularny i nawet w trudnych chwilach, jest kilku zawodników – a nie tylko Leo Messi – którzy mogą przesądzić o losach meczu.

Jednak Valencia choć nie była zbyt przekonująca w ostatnich spotkaniach przeciwko Barcelonie, była w stanie dwukrotnie zremisować – 1:1 na własnym terenie i 2:2 na Camp Nou. Marcelino nie ma najlepszego bilansu w swojej karierze jeżeli chodzi o Blaugranę – ale przed tym sezonem nigdy nie udało mu się dotrzeć do finału Copa del Rey. Jeśli Nietoperze mają odnieść tu sukces, to niesieni euforią zbudowaną w ćwierćfinale i półfinale tych rozgrywek. Ekipa ewidentnie nastawiła się na puchary i w lidze – choć nie świadczy to najlepiej o zespole – prezentuje się zupełnie inaczej. W kontekście pucharu oznacza to jednak tyle, że powinniśmy być świadkami bardzo ciekawego starcia, a Valencia przynajmniej spróbuje sięgnąć po trofeum na stulecie klubu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się