var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: FC Barca Twitter

Barcelona ponownie wygrywa w El Clasico. W lidze już tylko sami sobie mogą pokrzyżować plany

Autor: Krystian Porębski
2019-03-02 23:15:05

Po ostatnim starciu Barcelony z Realem w Copa del Rey faworyt ligowego Klasyku był jasny. Wielkie mecze rządzą się jednak swoimi prawami i w tym swoich szans mogli upatrywać Królewscy. W ostatecznym rozrachunku jednak nie zdołali zagrozić największym rywalom i ten sezon ligowy mogą już spisać na straty.

Na początku był chaos. A potem... w zasadzie nic się nie zmieniło. Jeżeli ktokolwiek spodziewał się poukładanej gry, składnych ataków po jednej i drugiej stronie, niezwykłego tempa akcji, to niestety mógł się bardzo zawieść. El Clasico było spotkaniem zaskakująco chaotycznym, rwanym i bez polotu. Lepsza okazała się Barcelona, ale również i Katalończycy nie dali popisu pięknej gry. Wygrali dzięki solidności, wypracowanej za kadencji Ernesto Valverde i za to zdecydowanie można ich pochwalić.


Barcelona po raz pierwszy od 87 lat ma lepszy bilans w El Clasico od Realu Madryt. Sobotnia wygrana była 86. w historii pojedynków obu zespołów.

Nie pochwalimy za to zawodników obu drużyn za częste zachowania, których można było zwyczajnie uniknąć. Delikatnie rzecz biorąc, piłkarzy momentami ponosiła fantazja. Nie brakowało wymiany uprzejmości, sprawdzania wytrzymałości nosa na uderzenia, podstawiania nogi i innej gry zupełnie nie na miejscu. Widać to było głównie w końcówce spotkania, kiedy sędzia mógł w zasadzie nie wyjmować gwizdka z ust. Za wjazd „sankami” Marco Asensio mógłby spokojnie wylecieć z boiska, a to tylko jedna z sytuacji, które miały miejsce w tym meczu.

Klasyk bez fajerwerków

Jeżeli mielibyśmy wskazać coś, czego najbardziej w tym spotkaniu brakowało, to byłaby to kreatywność. To ogromny paradoks, kiedy po obu stronach grają tacy zawodnicy jak Modrić, Kroos czy Messi, Busquets, Rakitić i Arthur... Oba zespoły powinny konstruować akcje jak natchnione, a sytuacje powinny pojawiać się raz po razie. Tak jednak się nie stało, bo piłka nożna to nie matematyka. Gra szła jednym i drugim jak po grudzie i szczególnie w drugiej połowie trudno wskazywać na akcje, które by nas zachwyciły, bądź chociaż mogłyby być wskazane jako przykład świetnej gry piłką.

Tymczasem zamiast tego mieliśmy pokaz bezpośredniej gry i biegania od bramki do bramki. Kontra za kontrę i to niekoniecznie logicznie przeprowadzona. Zespoły próbowały szybkiej gry. Dopiero w ostatnich 20 minutach, Barcelona na chwilę zwolniła tempo i spróbowała gry na posiadanie. Wcześniej dostosowała się do warunków na boisku. Zagrała na warunkach gospodarzy i wyszła na tym całkiem nieźle. Królewscy byli dzisiaj bezzębni.


Rakitić: - Wypijemy piwo, a potem będziemy przygotowywali się na następny tydzień.

Vinicius, czyli mistrz złych decyzji

Ataki Realu, poza pierwszymi minutami meczu, były niesamowicie schematyczne. Szybkie przetransportowanie piłki na połowę Barcelony i poszukiwanie skrzydeł, zwłaszcza Viniciusa. Brazylijczyk tymczasem albo wdawał się w drybling i tracił piłkę, albo kilka razy machnął nogą i nie mając pomysłu na żadne błyskotliwe rozwiązanie akcji, oddawał piłkę do tyłu, do jednego z kolegów.

Oczywiście, wielki talent Canarinhos miał swoje momenty i zanotował kilka efektownych dryblingów, nie przyniosły jednak one zamierzonych efektów. Wielokrotnie piłkarz podejmował złe decyzje – kiedy mógł podawać, strzelał i tak na okrągło. Dodatkowo, kiedy już nawet podjął dobrą decyzję, często brakowało w jego zagraniach dokładności.

Viniciusowi nie można odmówić aktywności. To piłkarz, na którego Królewscy ewidentnie liczyli w tym spotkaniu. Bardzo się jednak przeliczyli. Skrzydłowy tym spotkaniem udowodnił, że na liderowanie takiemu zespołowi, zwłaszcza w takich meczach, jest dla niego jeszcze za wcześnie. Nie pastwiąc się jednak nad nim – inni też nie nadążali. Nic specjalnego nie byli w stanie dać drużynie Benzema czy Modrić, wymowna jest na pewno zmiana w połowie Kroosa, a po wejściu również Asensio nie zaprezentował nic, co mogłoby zagrozić Barcelonie. O postawie Garetha Bale'a nie warto się wypowiadać.

Jednego zawodnika Realu można jednak pochwalić. Niesamowicie aktywny był Reguilon, który miał niespożyte siły. Boczny obrońca był absolutnie wszędzie, podążał w tempo za akcjami ofensywnymi i był na posterunku, kiedy musiał bronić. Co jak co, ale właśnie za wyciągnięcie z rezerw tego piłkarza, Santiago Solariego trzeba pochwalić.

Ligowy game over, nie Real, nie Atleti, a Barcelona może tylko sama sobie zagrozić

Po tym spotkaniu Barcelona odskakuje na 12 punktów Realowi. Królewscy mogą już tylko powalczyć o podium. Sytuacja, w której ekipa z Bernabeu mogłaby jeszcze zagrozić Katalończykom, jest wręcz niewyobrażalna. Ponownie zespół ze stolicy musi skupić się na Lidze Mistrzów. To w ostatnich sezonach wychodzi im najlepiej.

Teoretycznie w nieco lepszej sytuacji jest Atleti. Jeżeli zdoła wygrać z Realem Sociedad, utrzyma dystans siedmiu punktów do Barcelony. Czy jednak podopieczni Cholo są w stanie zagrozić Blaugranie? Los Colchoneros borykają się w tym sezonie z poważnymi problemami z kontuzjami, nie bez wpływu są również zawirowania transferowe dotyczące kilku czołowych zawodników zespołu. Nie jest za wesoło.


Clement Lenglet zaliczył bardzo udany występ w sobotnim El Clasico

Tymczasem Ernesto Valverde wypracował w Barcelonie niesamowitą solidność, niezawodność. Nawet kiedy zespół nie zachwyca – a dzieje się tak stosunkowo często, jak na klub tej klasy i samą Blaugranę, radzi sobie dobrze. Nie sposób wyobrazić sobie sytuacji, w której zespół z Camp Nou traci mistrzostwo na rzecz Atleti czy Realu. Nie w tym sezonie. Nie po poprzednim sezonie, który zakończyli prawie niepokonani. Nie po dwóch El Clasico wygranych w krótkim czasie, być może nie w wielkim stylu, ale z dużym przekonaniem. Real próbował zagrozić Barcelonie, ale po utracie bramki wyglądał jak dziecko, któremu rzezimieszek ukradł lizaka. Podopieczni Solariego choć starali się jak mogli, nie byli w stanie zagrozić o wiele lepszym w tym sezonie zawodnikom z Katalonii. Po tak trudnym miesiącu, zespół Ernesto Valverde nie ma już rywali w lidze. Pokrzyżować plany mogą tylko sami sobie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się