var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: fiorentina.it

Kiedy świat piłki tonie w niedowierzaniu… Minął rok od śmierci Davide Astoriego

Autor: Marcin Długosz
2019-03-06 13:04:14

4 marca 2018 roku ta wiadomość nawiedziła cały świat piłki jak grom z jasnego nieba. Podczas nocy spędzanej przez drużynę Fiorentiny w hotelu w Udine zmarł Davide Astori, 31-letni zaledwie kapitan „Fiołków”. Od tego szokującego wydarzenia upłynął już rok, a podczas ubiegłego weekendu cały świat calcio oddał piłkarzowi hołd.

„Minął rok, a ta tragedia w dalszym ciągu wydaje się tak absurdalna” – napisał na swoim Instagramie kapitan Milanu, Alessio Romagnoli. I trudno się z nim nie zgodzić. Mimo perspektywy czasu, kiedy myślimy o tym, co spotkało Astoriego, wciąż nie możemy odnaleźć właściwych słów i wytłumaczyć sobie, czemu do tego doszło.

31-letni sportowiec, mający pełne zaplecze medyczne, posiadający dostęp do szerokiej gamy badań, leków, lekarzy… Umiera ot tak, we śnie. Przyczyną odejścia reprezentanta Włoch było migotanie komór serca w wyniku kardiomiopatii arytmogennej. Jak wyjaśnią medycy – to cichy zabójca, który nie pozostawia wyjścia. Schorzenie to doprowadziło w ostatnich latach również do śmierci m.in. Piermario Morosiniego z Livorno czy Antonio Puerty z Sevilli.

Pod koniec 2018 roku media zaczęły się rozpisywać o wynikach testów medycznych Astoriego przeprowadzanych latem 2016 i 2017 roku. Ponoć już wtedy wykresy pracy serca nie były idealnie i mogły budzić pewne obawy. Nikt jednak nie przepuszczał, że graczowi należy doradzić odpoczynek od uprawiania sportu czy nawet zakończenie kariery.

Również i w kolejnych miesiącach bez wątpienia będziemy świadkami jeszcze innych doniesień związanych ze śmiercią kapitana Fiorentiny. Ludzie wciąż nie potrafią zaakceptować faktu, że 31-letni sportowiec w sile wieku tak po prostu, w jednej chwili pożegnał się z życiem nie dając wcześniej jakichkolwiek symptomów, że coś takiego może nastąpić.

Od razu po tej tragedii kluby, w których Astori spędził najwięcej czasu – właśnie Fiorentina oraz Cagliari – zastrzegły trykoty z numerem „13”. Dość głośnym echem odbiła się również sprawa z początku sezonu dotycząca… opasek kapitańskich. Lega Serie A wprowadziła bowiem zasadę, na mocy której kapitan każdego klubu miał ograniczyć swoją opaskę do niebieskiego napisu „capitano” na białym tle – bez żadnych udziwnień, z czego znany jest między innymi Papu Gomez z Atalanty Bergamo.

Nie posłuchali jednak tego we Florencji, gdyż kapitan Violi za każdym razem miał na swojej opasce napisane „DA13”, aby upamiętnić zmarłego defensora. Z góry skazane na wizerunkową porażkę władze ligi nie brnęły już w to dalej i pozwoliły do oddawania hołdu zmarłemu również i w ten sposób.

Co ciekawe, początkowy terminarz 26. kolejki Serie A mówił, że mecz Atalanta – Fiorentina odbędzie się w poniedziałek, 4 marca, a więc równy rok po śmierci Astoriego. Z prośbą o zmianę daty wystąpiła jednak Viola, gdyż jej piłkarze nie czuli się na siłach grać w dniu, w którym ich myśli z pewnością były z dala od emocji sportowych i walki o ligowe punkty. Spotkanie odbyło się zatem w niedzielę, 3 marca.

Tak na stadionie w Bergamo, jak i na wszystkich pozostałych dziewięciu, na których odbyły się potyczki w ramach minionej serii gier, pamięć piłkarza została należycie uczczona. W 13. minucie każdego pojedynku, na stadionowym telebimie na 13 sekund wyświetlano fotografię piłkarza, a wszyscy kibice oddawali hołd zmarłemu oklaskami na stojąco. Choć inicjatywa nie zawierała w swym zamyśle wpływu na grę, to za każdym razem kończyło się to wykopaniem piłki w aut i brawami również ze strony obu drużyn.

Niektóre obrazki naprawdę chwytały za serce. W Bergamo rozpłakał się piłkarz Atalanty, Josip Ilicić, znający się z Astorim jeszcze z czasów wspólnych występów w Fiorentinie. Wielkie wrażenie wzbudziła także salwa braw od ponad 60-tysięcznego tłumu zebranego na San Siro. Zmarły kapitan Violi był wychowankiem Milanu…

W poniedziałek, w dniu śmierci „Asto”, mnóstwo postaci ze świata piłki – zwłaszcza tej włoskiej – i klubów zamieściło swoje wspomnienia na portalach społecznościowych. Poniżej publikujemy kilka wybranych.







Cała tragedia i rocznica śmierci Włocha doskonale ukazują nam, jak kruche jest ludzkie życie i jak bardzo niektóre rzeczy są od nas niezależne. Nawet gdy jesteś znanym piłkarzem, reprezentantem swojego kraju i posiadasz wydawać by się mogło wszystko, aby kontrolować swoje zdrowie…

Sam Astori z pewnością będzie żył ciągle – w pamięci naszej, kolegów, trenerów i całego świata futbolu. Dziś patrzymy na jego historię wciąż nie potrafiąc w nią uwierzyć, a jednocześnie możemy się podpisać pod jednym z najogólniejszych i najbardziej prawdziwych powiedzeń.

Nigdy nie wiadomo, co będzie jutro…


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się