var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: RealMadrid.com

Koniec sezonu dla Realu Madryt. Po zaskakującej porażce Królewscy grają już tylko o pietruszkę

Autor: Krystian Porębski
2019-03-06 18:00:35

Która gwiazda wzmocni Real Madryt, a kto z niego odejdzie? Kto będzie szkoleniowcem drużyny w następnym sezonie i czy są szanse na powrót Zinedine'a Zidane'a? To główne kwestie poruszane dziś w madryckich i ogólnie hiszpańskich mediach. Królewscy sensacyjnie odpadli z Ajaxem z Ligi Mistrzów, a ich zwycięska seria dobiegła końca.

Tadić show na Bernabeu

Nikt nie spodziewał się holenderskiej inkwizycji. Zespół szkoleniowca Erika ten Haga miał być tylko kolejną przeszkodą w rozgrywkach, w których Real jest co roku jednym z największych faworytów. Trzy zwycięstwa z rzędu, cztery w ostatnich pięciu latach. To niesamowita seria, passa sukcesów, która wreszcie musiała się zakończyć. Nikt chyba się jednak nie spodziewał, że ustąpienie z tronu będzie aż tak wczesne i... spektakularne.

W zespole Realu we wtorkowym spotkaniu nie było widać najlepszych zawodników świata. Nie mogliśmy dostrzec mentalności zwycięzców, woli walki, chłodnej głowy. Drużynie prowadzonej przez Solariego brakowało zdecydowania i agresji, bardzo często byli o krok za rywalem.

A przecież to Ajax ma o wiele mniejsze możliwości. Gra do tego młodszym składem, a po pierwszym spotkaniu to Królewscy byli w o wiele bardziej komfortowej sytuacji. To jednak Holendrzy wyglądali na bardziej zmotywowanych i zorientowanych na wygraną. Od początku wiedzieli o co grają. Mieli jasno nakreślony cel. Wychodzili wysokim pressingiem, odbierali piłki zagubionym zawodnikom ekipy z Madrytu i ruszali błyskawicznie do ataku.

 

 

 

Ajax miał jeszcze coś, poza kolektywem, dynamiką, taktyką, agresją i ogólnie odpowiednim nastawieniem. Miał na boisku prawdziwego lidera. Dusan Tadić pokazał, że jest graczem światowej klasy. To co wyprawiał w pojedynkach z zawodnikami Realu było niesamowite. Wystarczy spojrzeć na zagranie, które zaprezentował przy drugiej bramce dla Ajaxu.

 

 

 

Tymczasem w drużynie Realu nie było kogoś, kto poprowadziłby grę, dał sygnał do ataku, poderwał swoich kolegów z drużyny do lepszej postawy. Cała obrona Realu popełniała błędy. W pomocy Casemiro bardziej pomagał rywalom, niż przeszkadzał, Modrić i Kross niekoniecznie kreowali, a na dodatek również nie przeszkadzali – Niemiec nawet „przysłużył” się przy jednej z bramek dla Ajaxu. Atak również był zupełnie bezbarwny. Mimo 12 wykonanych dryblingów i 20 oddanych strzałów, w zespole Królewskich po raz kolejny brakowało konkretów. A brak konkretów na boisku prowadzi do braku konkretów... w gablocie na trofea.

Koniec złudzeń, sezon stracony

Real Madryt ma już pozamiatane jeżeli chodzi o Ligę Mistrzów, podobnie ma miejsce jeżeli chodzi o Puchar Króla. Teoretycznie mogliby mieć jeszcze coś do powiedzenia w La Liga... ale tylko w przypadku totalnego kataklizmu na Camp Nou. Królewscy tracą do Barcelony już 12 punktów.

„Nigdy nie czułem czegoś takiego, nie wiem jak to wytłumaczyć. W tydzień straciliśmy wszystko, nie możemy szukać wymówek. Rywale byli lepsi i zasługiwali na wygrane. Nigdy nie jest łatwo pogodzić się z dwoma przegranymi z Barceloną. Dzisiaj chcieliśmy wreszcie wygrać i przejść dalej, ale popełniliśmy dwa błędy, a gol na 0:3 był gwoździem do trumny. Nie widzę tego jednak jako końca cyklu. Mamy młody zespół, który nadal może się rozwijać. Ta kampania jest dla nas skończona, musimy się z tym pogodzić, to naprawdę gówniany sezon” - powiedział po meczu Dani Carvajal.

Wszystko przez ostatnie Klasyki. Trudno nie odnieść wrażenia, że trzy mecze rozgrywane w przeciągu miesiąca, miały ogromny wpływ na obecny stan psychiczny zawodników Realu, czuć to w wypowiedziach, piłkarzy, m.in. u Daniego Carvajala.. Do pewnego momentu pod wodzą Solariego wszystko działało okej. Po pierwszym boju z Barceloną pojawiały się nawet opinie, że to Argentyńczyk lepiej przygotował swój zespół niż Valverde... No cóż, dzisiaj chyba ludzie wygłaszający takie tezy, pochowali się do jaskini. Barcelona w krótkim czasie pozbawiła zespół Madrytu szans na krajowy puchar, zakończyła temat mistrzostwa dla Królewskich...

 

 

 

Ci natomiast chwilę później odpadli z najważniejszych rozgrywek, czyli Ligi Mistrzów. Ostatni miesiąc był wobec tego dla fanów Los Blancos niesamowicie bolesny. Mówią zresztą o tym również zawodnicy. Ta sytuacja jest dość symboliczna. Właśnie dziś Real Madryt obchodzi 117. rocznicę założenia.

Rewolucja koniecznością? Kibice i media tęsknią za Zidanem

„Myślę, że ta drużyna powinna nadal wygrywać i potrzebuje w tym celu zmiany. Ekipie potrzebne jest inne podejście, inna metodologia pracy. To nie jest proste zadanie, aby nadal kontynuować zwycięską ścieżkę, myślę, że lepiej dokonać zmiany niż robić coś, co nie ma sensu” - mówił o swoim odejściu Zinedine Zidane. Dziś ponownie powraca temat Francuza. Choć były gwiazdor i trener, który święcił z Królewskimi sukcesy sam mówił, że zmiany są potrzebne, to chyba nikt nie pamięta dziś o tych słowach.

Nie pamiętają o tym ani media, które forsują kandydaturę Zidane'a na zastąpienie Solariego, ani Florentino Perez, który według doniesień hiszpańskich mediów, już kontaktował się ze szkoleniowcem. Czy Josep Pedrerol z Chiringuito przekazując takie informacje faktycznie opiera się na faktach, a nie na swoich przypuszczeniach i może nawet marzeniach? Na odpowiedź będziemy musieli jeszcze poczekać.

 

 

 

Tymczasem Real w żaden sposób nie zrobił tego, o czym mówił Zidane. Zrobiono pierwszy krok – postawiono na Lopeteguiego, który miał wprowadzić zmiany. Szybko z niego zrezygnowano, a jego następcą został Solari, który zamiast faktycznie rozwijać zespół, starał się wrócić do tego, co ekipa prezentowała za kadencji Francuza. To się nie mogło udać, zwłaszcza, że to już nie ten sam Real.

Zespołowi potrzeba odmiany, ale nie tylko na płaszczyźnie szkoleniowej. Solari wyraźnie nie podołał póki co zadaniu prowadzenia wielkiego klubu, ale czy na jego miejscu Zidane zapobiegł by katastrofie? Argentyńczyk był bezgranicznie posłuszny Florentino Perezowi. Nie domagał się transferów, nie odstawiał Benzemy, choć ten niekoniecznie często strzelał, stawiał na takich zawodników jak Bale, a szansę dostał również Vinicius. Co z tego wyszło, wszyscy widzimy.

Real jakiś czas temu obrał bardzo konstruktywną politykę transferową opartą na transferach młodych i zdolnych piłkarzy, którzy mają stanowić o sile klubu. Isco, Asensio, Vallejo, Ceballos, Odriozola, czy ostatnio Vinicius i wielu wielu innych – od pewnego momentu wydawało się, że młodzież na Bernabeu zwożona jest taczkami. Oczywiście, wielu z nich juniorami już nie jest, ale jak pokazuje przykład Ajaxu, w grupie młodych zdolnych potrzebny jest lider. Kozak, który poprowadzi zespół do sukcesu.

Absolutnie nie sugerujemy Realowi transferu Tadicia, ale niewątpliwie od odejścia Cristiano Ronaldo, nadal zespół nie ma człowieka, który potrafiłby wziąć na siebie odpowiedzialność, czy pokierować innymi na boisku. Portugalczyk ewidentnie to potrafił i w poszukiwaniach na rynku transferowym ekipa z Madrytu powinna właśnie poszukać kogoś kto również będzie miał takie cechy. Bo bez względu na to, kto będzie na ławce – czy Lopetegui, Solari, czy nawet Zidane – bez kogoś takiego prowadzenie do kolejnych sukcesów Realu będzie bardzo trudne, a może wręcz niemożliwe.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się