var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Roma Twitter

Koniec rzymskiej misji Di Francesco i Monchiego. Pożar w Romie ma ugasić strażak Ranieri

Autor: Marcin Długosz
2019-03-08 16:30:35

Stało się to, na co zanosiło się od co najmniej kilku dobrych tygodni. Pierwszy (i jedyny?) czołowy klub Serie A dokonał zmiany trenera w trakcie obecnego sezonu – mowa o Romie, która po odpadnięciu z Ligi Mistrzów porażką z Porto pożegnała się z Eusebio Di Francesco. Na taką decyzję włodarzy klubu szkoleniowiec pracował już jednak od dłuższego czasu, choć wszystko i tak pozostawia spore pole do dyskusji. Z klubu odszedł również dyrektor sportowy, Monchi. Teraz ławkę rzymian w roli strażaka przejmie Claudio Ranieri.

Powiedzieć, że Włochw żaden sposób nie zasłużył sobie na wypowiedzenie, stanowiłoby oczywiście kłamstwo. Tylko w ostatnim czasie Roma skompromitowała się w Coppa Italia przegrywając z Fiorentiną 1:7, poniosła derbową klęskę ulegając Lazio 0:3, czy teraz – na domiar złego – po dogrywce dała się wyeliminować Portugalczykom z Champions League.

No właśnie – Liga Mistrzów. Chyba pod tym kątem kibice Giallorossich najlepiej będą wspominali byłego już szkoleniowca swojego klubu. Rimonta w ćwierćfinałowym pojedynku z Barceloną w 2018 roku przeszła do kanonu, a do wywalczenia sobie miejsca w finale ostatecznie zabrakło w starciu z Liverpoolem tylko jednego gola.

I teraz przygoda Di Francesco w Wiecznym Mieście mogłaby jeszcze trwać, gdyby udało się rzymianom zakwalifikować do najlepszej ósemki na Starym Kontynencie. Trzeba jednak powiedzieć, że Włosi zaprezentowali się w Portugalii kiepsko, choć mieli swoje szanse. Najlepszą zmarnował Edin Dżeko, który w dogrywce przy stanie 2:1 nie potrafił pokonać Ikera Casillasa w sytuacji sam na sam.

Roma pod batutą taktyka z Pescary była europejska. Bo gdy zajrzymy do Włoch, to nie wyglądało to już tak, jak za kadencji Luciano Spallettiego. Skończyła się rywalizacja z Napoli o miejsce za plecami Juventusu, nastał kres bycia drużyną, która najdłużej wytrzymuje tempo narzucane przez turyńczyków. Wręcz przeciwnie – trzeba było walczyć, żeby zakwalifikować się do Ligi Mistrzów.

W pierwszym sezonie udało się względnie spokojnie, gdyż Giallorossi finiszowali na 3. miejscu w tabeli. Od początku obecnych rozgrywek sytuacja przybrała już jednak innego obrotu. Szczególnie na początku sezonu rzymianie zanotowali sporo rozczarowujących wyników, jak chociażby porażka 0:2 z Bologną czy remisy 2:2 z Chievo i w takim samym rozmiarze z grającym w dziewiątkę Cagliari.

Ekipa ze stolicy Włoch długo goniła więc czołówkę, co powodowało narastającą frustrację kibiców. W sukurs przychodziła jednak Liga Mistrzów, w której choć oba pojedynki z Realem Madryt zakończyły się porażka do zera (0:2 i 0:3), to udało się wyjść z grupy zostawiając w pokonanym polu Viktorię Pilzno oraz CSKA Moskwa.

Również i w Serie A Roma zaczęła ostatnio punktować solidniej i do będącego w strefie awansu do Champions League Milanu traciła tylko punkt. Dystans zwiększyła jednak porażka w derbach, a po porażce w Portugalii zadecydowano, że projekt ten się wyczerpał.

Trzeba powiedzieć, że Roma przeszła latem ubiegłego roku spory lifting. Dyrektor sportowy, Monchi, ściągnął takich zawodników jak Nicolo Zaniolo, Bryan Cristante, Steven N’Zonzi, Javier Pastore czy Justin Kluivert. Nie wszyscy wypalili jak pierwszy z wymienionych, a niewypałem okazał się zwłaszcza Argentyńczyk, który przyszedł z Paris Saint-Germain ze statusem gwiazdy, a zwyczajnie zawodził.

Do tego doszedł również szereg innych czynników. Jednego z najlepszych golkiperów na świecie, Alissona, zastąpiono co najwyżej niezłym, ale bez szału Robinem Olsenem. Dyrygujący defensywą Kostas Manolas nie był już tym samym graczem, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Również i Aleksandar Kolarov nie gnał po lewej flance jak tuż po transferze na Stadio Olimpico. I tak dalej, i tak dalej…



 

Oczywiście – to wszystko należy do trenera, aby zebrać jednostki w całość i nadać im odpowiedniego formatu. W tym wypadku trzeba jednak wziąć pod uwagę, że spore rewolucje kadrowe zawsze oznaczają ryzyko kłopotów w docieraniu się nowych twarzy, a odpowiedzialność za jakość budowli ponosi również jej konstruktor, a więc dyrektor sportowy.

Z Wiecznym Miastem pożegnał się więc także i Monchi, który na pewno znajdzie sobie nową pracę, ciesząc się jeszcze sporą renomą z czasów działania w Sevilli. Latem ubiegłego roku Hiszpan odgrażał się zresztą, że jeśli przez dwa lata nie wygra niczego, to sam odejdzie. Cóż – w tym sezonie Roma już na pewno nie wzniesie żadnego pucharu.

A co jeszcze przed nią? Wracający do włoskiej piłki w roli strażaka Claudio Ranieri ma postawiony cel zakończenia sezonu w pierwszej czwórce i wywalczenia awansu do Ligi Mistrzów. A o to będzie niezwykle trudno, bo przyjdzie zmierzyć się przede wszystkim z dwoma klubami z Mediolanu oraz naciskającym po derbowym triumfie Lazio.

Inter – nawet jeśli boryka się z niezbyt pozytywnym okresem – wciąż pozostaje bardzo silną personalnie drużyną. Milan gra jak z nut w defensywie i nawet jeśli nie cieszy oczu swoją postawą, to jest przy tym niesamowicie skuteczny. Giallorossim nie będzie łatwo podążać za duetem ze stolicy Lombardii, aczkolwiek w Rzymie uwierzyli, że doraźny efekt nowej miotły tym razem zadziała i przez 12 kolejek uda się wywalczyć co najmniej 4. lokatę.

A co dalej? Pełnych rachunków klub dokona w czerwcu, teraz z pewnością nikt nie wybiega w przyszłość dalej niż do końca maja, kiedy wybrzmi finalny gong Serie A 2018/2019. Sympatycy calcio z pewnością z wielką ciekawością będą obserwowali, czy Ranieri po doświadczeniach we Francji i przede wszystkim w Anglii odnajdzie się z powrotem także i w ojczyźnie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się