var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Operowanie schematem vs rzeczywistość

Autor: Andrzej Cała
2019-03-08 19:30:49

Poniedziałkowy news o tym, że trener Jagiellonii Ireneusz Mamrot może pożegnać się z pracą oraz reakcja futbolowego świata na wyeliminowanie PSG przez Manchester United skłoniły mnie do refleksji na temat tego, jak często w przypływie emocji zapominamy o chłodnym spojrzeniu i jak łatwo operujemy schematami. Często bardzo błędnymi.

Zacznę od wątku białostockiego. Gdy w poniedziałkowy wieczór Łukasz Olkowicz w programie Tomasza Włodarczyka “Magazyn Ekstraklasy” na Onecie poinformował, że posada trenera Mamrota wisi na włosku, byłem jednym z tych, którzy zareagowali niedowierzaniem. Pierwsza myśl była bowiem taka, że skoro Jagiellonia wciąż ma szansę na awans do pucharów zarówno z ligi, jak i Pucharu Polski, to jak śmie w ogóle myśleć o takiej zmianie?

Przez lata przyzwyczailiśmy się (piszę w liczbie mnogiej, ponieważ to reakcja dość powszechna) do traktowania Jagi bardziej jak kopciuszka, który wiele może, za to niespecjalnie cokolwiek musi. Taki ubogi wujek z zapyziałej prowincji, nie za bardzo przystający rangą i ambicjami do Legii, Lecha, Lechii czy nawet Wisły Kraków.

Teraz fakty. Jagiellonia Białystok wróciła do Ekstraklasy w 2007 r. i od tego czasu jest jedną z czterech raptem drużyn, które rozegrały w niej komplet meczów. Udało jej się uchronić przed spadkiem w sezonie rozpoczętym z bagażem dziesięciu ujemnych punktów. Zdobyła wtedy też Puchar i Superpuchar Polski. W ostatnich czterech sezonach aż trzy razy meldowała się na podium.

Jagiellonia dawno temu przestała być ubogim krewnym. Jest opartym o solidne fundamenty klubem z blisko 300-tysięcznego miasta, nowym stadionem (chociaż to akurat w naszej lidze przestało już być jakimś wielkim wyznacznikiem), płacącym solidnie i na czas. Klubem, który jak najbardziej ma prawo myśleć o czymś więcej niż dwa zwycięstwa w siedmiu ostatnich ligowych kolejkach.

W tym kontekście rozważania na temat zmiany trenera jak najbardziej mogą być poddane dyskusji, a argumentem nie powinno być, że “przecież dla tej Jagiellonii takie wyniki to i tak coś wielkiego i czego oni chcą więcej?”. W kontekście historycznym białostocki klub mocarzem rzecz jasna nie jest, w naszych myślach termin ten należy chociażby do Widzewa, Ruchu Chorzów czy ŁKS-u. Ostatnia dekada z hakiem nakazuje jednak spojrzeć na temat zupełnie inaczej i skonfrontować schemat z rzeczywistością.

***

“Romantyzm wygrał z petrodolarami!”. “Futbol znów wrócił do korzeni!”. “Bogaczom z PSG znów utarto nosa!”.

Takich haseł pojawiło się w środowy wieczór w internecie ogrom. Zwycięstwo Manchesteru United z mistrzami Francji wywołało ogrom emocji i trudno się temu dziwić. Odrobienie dwubramkowej straty na wyjeździe, w dodatku w tak przetrzebionym składzie i tak dramatycznych okolicznościach - wielka sprawa!

Tylko jakoś wielu osobom wyparowało z pamięci chyba, że to nie była rywalizacja skromnego zespołu z jakiegoś futbolowego zadupia, z budżetem wielkości piętnaście milionów euro z bogatym przeciwnikiem, lecz dwumecz okrutnie bogatych klubów z niesamowitymi budżetami, możliwościami transferami, zapleczem komercyjnym.

Tak jak jasnym jest, że po odejściu Sir Aleksa Fergusona nastąpił piłkarski kryzys w MU, skończyła się pewna epoka, jedna z bez wątpienia najważniejszych w historii całego futbolu klubowego, tak trochę za szybko klub ten sprowadzono do roli pariasa europejskiej piłki.

Jasne, odrobinę przesadzam, ale robię to celowo, by ukazać, jak szybko i łatwo utrwalają nam się w głowie pewne szablony, schematy, bardzo często zupełnie niepoparte faktami. Operujemy nimi absolutnie nie dlatego, by kogoś wprowadzić w błąd, kolportować fałszywe treści, a dlatego, że te skróty są dla nas i wygodne, i zwyczajnie chwytliwe.

PSG i Manchester City są be, bo petrodolary. Schalke to kasa od rosyjskich oligarchów. Co dopiero Chelsea! Ich lubić nie wypada, sympatyzować z tymi drużynami nie przystoi. Barcelona to romantyczny futbol oparty o wychowanków, mecze Serie A są tak nudne, że mogą stanowić idealne tło do drzemki, Cristiano Ronaldo jest mistrzem rzutów wolnych - mógłbym tak długo.

Czy jakkolwiek się łudzę, że kiedyś z tym skończymy i wszystkie dyskusje będą się odwoływały do faktów, realnej oceny rzeczywistości? Ani trochę. Jeśli jednak chociaż raz dziennie najpierw pomyślimy, przeanalizujemy sytuację, a dopiero później coś powiemy, na pewno nikomu się krzywda nie stanie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się