var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: El Espanol

Hiszpańscy kibice nie lubią poniedziałków. Rubiales i Tebas stoczą kolejny bój o wpływy

Autor: Krystian Porębski
2019-03-09 14:30:26

Tydzień bez afery w La Liga byłby tygodniem straconym. Szefowie ligi oraz federacji podgrzewają atmosferę, a tym razem kością niezgody są mecze poniedziałkowe. Kibice wielokrotnie jasno wyrażali swoje zdanie – są przeciwko – mimo to Javier Tebas brnie w to rozwiązanie jeszcze mocniej.

Jeżeli spojrzycie w terminarz obecnej kolejki, to możecie się zdziwić. 27. kolejka La Liga odbędzie się bez znienawidzonego meczu poniedziałkowego. Póki co jednak nie mamy się co przyzwyczajać, bo sytuacja jest dynamiczna i jeszcze wiele się może zmienić. Panowie u władzy prowadzą regularną wojenkę i tym razem kibice i kluby mogą zyskać. Ale na ile tak właśnie będzie?

Tebas kontra Rubiales - niekończąca się wojna

Mecz w USA, Superpuchar w Tangerze, finał Copa Libertadores i wiele innych wydarzeń, a teraz to – mecze poniedziałkowe i przy okazji piątkowe. Javier Tebas od dawna jest zwolennikiem rozwiązania, gdzie mecze w ramach jednej kolejki nie nakładają się na siebie. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę i tak jest oczywiście w tym przypadku. Zarządzający ligą od 2013 roku prezes za wszelką cenę chce utrzymać taki stan rzeczy.

Możecie sobie wyobrazić jak wściekły musiał być Tebas kilka dni temu, kiedy prezydent krajowej federacji RFEF – Lusi Rubiales – zapowiedział, że od następnego sezonu nie będzie już poniedziałkowych spotkań. Wywołało to sporą burzę w hiszpańskich tradycyjnych mediach, jak i w mediach społecznościowych.

 

 

 

O zdanie w tym temacie zapytaliśmy dziennikarza hiszpańskiej Panenki, mieszkającego w Hiszpanii Kubę Wilmanowicza:

 

Problem jest taki, że w piątki lub poniedziałki, to masakra a nie termin, dla kibica, który wybiera się na stadion. Piątek dla młodych ludzi jest jeszcze w porządku, bo później mogą sobie iść na jakąś imprezkę, ale to marne pocieszenie bo w Hiszpanii nie jest tak jak w Polsce z godzinami pracy. Tutaj się kończy o 21:00, więc już z rozpoczętym meczem. Do tego ogólnie te mecze w piątki i poniedziałki grają zawszę te same drużyny. Te wielkie jak Barça, Real, Atleti czy Sevilla, nigdy.

Teza Kuby dla kibiców La Liga nie jest niczym dziwnym. Zdecydowaliśmy się zagłębić w to jak rozkładane są mecze poniedziałkowe oraz piątkowe w La Liga no i cóż… Real, Barcelona i Sevilla nie musiały się martwić grą w takim terminie ani razu w tym sezonie. W przypadku Valencii, Atletico i Betisu, taka sytuacja miała miejsce raz, Villarreal grał w piątki dwukrotnie, w poniedziałki ani razu. Jak wygląda sytuacja w przypadku innych klubów?

W powyższej tabeli widać jak na dłoni, że w La Liga pod względem spotkań poniedziałkowych i piątkowych są równi i równiejsi. Kibice od dłuższego czasu narzekają – raz kibice Alaves wnoszą trumnę na stadion, innym razem kibice Rayo pozostawiają pustą trybunę z efektowną oprawą, mającą dać do zrozumienia, że to powinien być czas dla rodziny.

O protestach kibiców opowiadał nam Kuba Wilmanowicz:

„Warto dodać, że w tym roku grupy kibicowskie zostawiają swoją politykę oraz podziały i razem ruszają przeciwko Tebasowi i jego wymysłom. Najwięcej w temacie działają takie ekipy jak Iraultza z Deportivo Alavés, czy Bukaneros z Rayo Vallecano. Obie grupy są lewicowe. Tebas nawet powiedział na antenie (w COPE), że wspiera partię VOX.”

O zdanie na ten temat zapytaliśmy również kibica Valencii, byłego korespondenta VCF.pl oraz OleMagazyn, Patryka Kowalskiego:

„Dla kibiców w Hiszpanii jest to naprawdę problematyczne. To pierwszy dzień tygodnia, a co za tym idzie, pierwszy dzień pracy. O godzinie 21:00 gdy rozgrywany jest mecz oni myślą tylko o kolacji i o jutrzejszym ponownym dniu roboczym. Z kolei gdyby przestawić mecz wcześniej to jeszcze siedzą w pracy. Lepszym rozwiązaniem jest tylko weekend. Nawet piątki są lepsze od poniedziałków, ale moim zdaniem można podzielić mecze w sposób taki, aby dało się rozegrać wszystko w sobotę i niedzielę (nawet o 21:30). Więc bliżej mi do Rubialesa, moim zdaniem można to jakoś rozwiązać.”

Nie sposób nie zgodzić się z Patrykiem. Tylko czy włodarze hiszpańskiego futbolu będą chcieli do tego dążyć?

Nowa godzina rozgrywania spotkań, czyli kolejny „genialny” pomysł

„Zawsze martwią mnie protesty i to bez względu czy są one wymierzone przeciwko mnie, czy komuś innemu” - powiedział Javier Tebas kilka dni temu. Szef ligi dodał, że jest szansa na grę w poniedziałki dla Barcelony, Realu i Atletico, jeżeli w danym tygodniu nie będą grali w europejskich rozgrywkach… czy wobec tego niebawem jakiś poniedziałkowy mecz trafi się Realowi? Tego nie wiemy, wiemy natomiast to, że 56-letni sternik LFP, wpadł na jeszcze jeden… genialny pomysł. Mecze w niedziele o godzinie 14. Zgadniecie po co? Tak, Tebas nie robi tego dla miejscowych kibiców, a za wszelką cenę chce zrobić ukłon w kierunku zagranicznych kibiców.

„Ustalanie meczu o takiej porze, kiedy tradycyjnie je się posiłek z rodziną w naszym kraju, to jest zamach na nasze kluby i kibiców. La Liga wydaje się zdeterminowana, aby utrudniać życie fanów i wpływa na problemy z zapełnieniem stadionów. Pamiętajmy, że od wielu lat mecze planowane są na wieczory w piątki i poniedziałki, czyniąc niemożliwym dla wielu fanów – nie tylko przyjezdnych, ale i lokalnych – aby skorzystać z karnetów czy po prostu wybrać się na mecz. Niektórzy nie mają nawet jak wrócić z meczu. To dla nas bardzo trudne do zrozumienia, dlaczego Javier Tebas podejmuje takie działania, tak jakby miał w tym jakiś interes, aby opustoszyć trybuny naszych stadionów. Takie decyzje utrudniają życie kibicom, którzy również czynią nasz futbol wielkim, wspierają go ekonomicznie i sentymentalnie, w dobrych i złych czasach dla klubów.” - tak brzmi komunikat FASFE – Federacji Akcjonariuszy i Socios hiszpańskiego futbolu. Czy pójdą za tym głosy klubów?

Warto pamiętać, że mimo wielu narzekań na włodarzy, kluby od dawna popierają Javiera Tebasa. Hiszpan mógł uciec do Serie A, ale wie, że w La Liga ma pewną pozycję. Mimo tego, że podział środków z praw telewizyjnych nadal wygląda jak wygląda, kluby są często niesprawiedliwie traktowane, a marketingowo liga jest bardzo daleko za resztą, 56-letni Hiszpan cały czas ma spore poparcie. Nawet kiedy kibice wielu klubów protestują przeciwko niemu i intonują niewybredne przyśpiewki z trybun. Dlatego ogromną rolę w całej tej sprawie ma Luis Rubiales, do którego również FASFE apeluje o pomoc.

Pierwszy mecz o godzinie 14 w niedziele ma się odbyć w ramach 29. kolejki, 31 marca. Kibice na pewno nie będą siedzieć cicho, bo wybór padł… na Rayo. Ekipa z Vallekas zmierzy się z Betisem.

Co dalej?

Javier Tebas i władze ligowe od dawna nie respektują kibiców czy nawet samych zespołów. Kluby niejednokrotnie muszą grać w dziwnych terminach. Real Sociedad mierzył się z Barceloną podczas najważniejszego miejscowego święta – Wigilii św. Sebastiana, a Valencia z Villarreal swojego czasu grały w popołudnie w… sylwestra.

Czy wobec powyższego możemy widzieć rzeczywistość hiszpańskiej piłki w czarno-białych barwach? Rubiales za wszelką cenę chce się przypodobać kibicom, a jego ostatnie decyzje mogły wydawać się rozsądne. Pytanie, czy cała ta sprawa nie ma drugiego dna.

„Tebas i Rubiales to prawie taki sam diabeł. Tyle, że Rubiales załatwia po malutku niektóre tematy, takie właśnie jak koniec meczów w poniedziałki, ale później, zabiera Superpuchar do marokańskiego Tangeru. W innym temacie najpierw twierdzi, że w Copa del Rey będzie rozgrywany jeden mecz, a później się okazuje, że tylko do 1/8 finału... Więc jego zapewnienia są nieco oszukane” - powiedział Kuba Wilmanowicz, którego zapytaliśmy również o to, jak powinno wyglądać ostateczne rozwiązanie sytuacji: „Najlepsze rozwiązanie: Tebas vete ya. Rubiales chcę coś zmienić, ale albo nie może, albo mu nie pozwalają. Żaden mecz w piątek i poniedziałki, no i finały krajowych rozgrywek powinny mieć miejsce w Hiszpanii, a nie jakieś wynalazki i skoki na kasę”.

I niestety tej równowagi pomiędzy chęcią finansowego wzmocnienia ligi (a może nie tylko), a szacunku do własnego podwórka, kibiców, klubów i po prostu – do własnego kraju nie ma. Dlatego wojna o wpływy w Hiszpanii pomiędzy Rubialesem a Tebasem jest pewnym promyczkiem nadziei. Być może wreszcie ktoś zwróci uwagę na prawdziwe problemy hiszpańskiego futbolu, nawet jeżeli ma to zrobić dla własnych interesów.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się