var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: manutd.com

Alexis Sanchez, czyli najdroższa pomyłka w historii Manchesteru United

Autor: Mariusz Bielski
2019-03-10 13:30:05

W normalnej sytuacji, gdyby Alexis Sanchez wypadł tuż przed meczem Manchesteru United z Arsenalem, wśród kibiców zapanowałaby panika. Dziś? Pełen luzik, nic wielkiego się nie stało, nie ma co dramatyzować. Nikt nie zauważy absencji trwającej 6-8 tygodni. Boisko nie pozostawia jednak wątpliwości – w ostatnich miesiącach żaden piłkarz Premier League nie zaliczył takiego regresu jak Chilijczyk.

Potrzebujecie papierków lakmusowych? Proszę bardzo, nie trzeba się specjalnie wysilać, w mig znajdziecie ich z 10. Weźmy na przykład spotkanie z Crystal Palace, kiedy rozegrał 77 minut, czyli miał sporo czasu na przekonanie opinii publicznej. Ale nic z tego, facet był absolutnie tragiczny i niemal za każdym razem, kiedy akcja miała przejść przez niego, od razu dało się przewidzieć, iż właśnie na nim się zakończy. Karykaturalny był obraz Solskjaera, który tak doświadczonemu zawodnikowi musiał podpowiadać nawet jak się ustawiać.

Albo weźmy pierwsze starcie z PSG, gdy mniej więcej w połowie zmienił Lingarda. Choć właściwie mógłby nie wchodzić wcale i efekt byłby taki sam. Jedna próba dryblingu – nieudana. Żadnego otwierającego podania. Zaledwie 26 kontaktów z piłką, lecz ani jednego w pozycji strzeleckiej. Strzały? Zapomnijcie.

I tak można by opisywać większość spotkań, które rozegrał od początku 2018 roku. Głosów eksperckich co do poszczególnych meczów nie ma co przywoływać, w innym wypadku musielibyśmy tutaj stworzyć requiem długie na kilkanaście akapitów.

Rzut oka wystarczy, by dostrzec, że ważną rolę odgrywa tu kompletna utrata przebojowości przez Chilijczyka, o czym mówił niedawno w BBC. Ziarno niepewności zasiał w nim Jose Mourinho – To jeden z najlepszych trenerów na świecie, jednak za jego czasów było tak, że raz znalazłeś się w wyjściowym składzie, by trzy dni później być się poza kadrą. W takiej sytuacji piłkarz gubi pewność siebie. Gram w piłkę odkąd skończyłem pięć lat, więc gdy ktoś mi to odbiera, tracę radość z życia – żalił się.

Poza tym można było odnieść wrażenie, że Portugalczyk nie do końca miał pomysł jak wykorzystać go pod względem taktycznym. Lwią część co prawda nadal rozgrywał na lewym skrzydle, chociaż bywały próby aby zrobić z niego wysuniętego napastnika, prawoskrzydłowego czy nawet dziesiątkę. Potrzeba chwili czy nie, żaden eksperyment nie wypalił. Co ciekawe jednak, podobne podejście do Alexisa co Mou ma też Solskjaer. – Tak naprawdę nie rozmawiał ze mną na temat tego, co dokładnie powinienem robić na boisku – wspominał Sanchez.

Warto jednak zauważyć, że El Tocopillano jest praktycznie jedynym zawodnikiem, którego forma nie odmieniła się wraz z przejęciem pałeczki przez norweskiego szkoleniowca. Odżył Pogba, na wyższy poziom wskoczył Rashford, wzrosła dyspozycja Lindelofa czy Shawa, ostatnio świetnie prezentuje się Lukaku. Tylko bohater tego tekstu stoi w miejscu, które znajduje się gdzieś na szóstej pozycji w hierarchii ofensywnych graczy. Lewa flanka? Gdy Martial był zdrowy, zarezerwowano ją dla niego. W wariancie z Lukaku na szpicy Ole woli tam Rashforda. Środek ataku – wiadomo. Prawa strona? Przeważnie okupowana przez Matę. Albo w ogóle szkoleniowiec Czerwonych Diabłów zmienia ustawienie na takie bez skrzydłowych. Ofensywny pomocnik? Tu z kolei więcej sensu ma gra Lingarda i Pogby. Jeśli więc w zaistniałej sytuacji Alexis czuje się zbędny, to… Prawdopodobnie tak właśnie jest.

Przez ostatnie pół roku bowiem jego nazwisko wymienia się w zaledwie dwóch kontekstach. Kiedy kolejny raz trzeba podkreślić jak źle zagrał, lub gdy staje się bohaterem plotek transferowych. Chociaż trudno też wyobrazić sobie drużynę z topu, która jeszcze byłaby chętna na jego usługi. W Anglii już nikt się na niego nie nabierze. Kierunek hiszpański chyba można odrzucić, Barca posiada kadrę kompletną, a Real ma wystarczająco dużo swoich problemów. Atletico zaś głównie niszczy skrzydłowych, więc wątpliwe, aby Tocopillano mógł odbudować się pod ręką Simeone. Niemcy? Bayern będzie musiał odmładzać skład, więc 31-latek to kiepska inwestycja, zwłaszcza za takie pieniądze. Juventusowi w teorii mógłby się przydać, chociaż biorąc pod uwagę ambicje Starej Damy, nie wiadomo czy Sanchez by się tam odnalazł. No i jest jeszcze PSG…

Ironię losu zawiera zatem wypowiedź Unaia Emery’ego sprzed paru tygodni. – Teraz mogę to potwierdzić, chciałem go ściągnąć do Paryża. Przekonywałem zarząd co do kilku graczy i on był na mojej liście. Niestety wtedy pozyskanie go okazało się niewykonalne – przyznawał obecny szkoleniowiec Arsenalu. Cóż, z perspektywy czasu zarządcy Manchesteru United na pewno żałują, że wówczas nie odpuścili walki o zawodnika na korzyść PSG. Jest coś w tym, kiedy kibice sugerują, iż bardziej realnym kierunkiem dla Alexisa byłby dziś kierunek azjatycki lub amerykański.

Zwłaszcza biorąc pod uwagę jak wielkie byłyby oczekiwania finansowe skrzydłowego. W United postrzega się go bowiem jako wyjątkowo kosztowną pomyłkę. W ostatnim kwartale 2018 roku rachunek MU dotyczący pensji wykazał, że wydatki na nie wzrosły aż o 10,2% względem poprzedniego okresu rozliczeniowego, na co duży wpływ miała właśnie umowa Sancheza. Według „The Mirror” zarabia on obecnie 400 tysięcy funtów tygodniowo, a do tego pobiera bonus w wysokości 75 tysięcy za każdy występ. Nikt w historii Premier League nie dostawał takich kokosów!

Absurdalna kwota, przez którą zresztą Czerwone Diabły mają problemy. Angielskie media donosiły, że zarobki Chilijczyka ograniczają znacznie pole manewru MU w negocjacjach nowych kontraktów, dlatego przeciągały się rozmowy z Martialem, a De Gea nadal nie prolongował swojej umowy. Hiszpan traktuje pensję kolegi jako punkt odniesienia i również domaga się podobnie wielkiej kwoty. Jak zatem widać, konsekwencje zatrudnienia Alexisa mają znacznie szersze konsekwencje niż w samym aspekcie sportowym.

Burzą się więc koledzy z drużyny, burzą się kibice, a media krytykują Tocopillano – wszyscy słusznie, ponieważ wysokość pensji znacznie przerasta jego formę. Szczerze powiedziawszy, gdy zajrzymy w statystyki, nasz bohater wygląda wręcz tragicznie. W barwach ekipy z Old Trafford rozegrał już 41 spotkań, ale zanotował zaledwie 5 trafień i 9 asyst – co daje 0,34 kluczowego zagrania na mecz. Koszmarny wynik, kiedy porównamy go z jego dokonaniami z czasów Arsenalu, gdzie taki sam przelicznik miał na poziomie 0,75. Oprócz tego znacznie opuścił się także w dryblingu, z którego zawsze słynął. W bieżących rozgrywkach kiwa ze skutecznością 50%, podczas gdy rok temu wykręcił 58,7%, a dwa – 67,7%. Gołym okiem da się zauważyć także znaczny spadek dynamiki zawodnika.

I choć ich pozycje oraz role są zupełnie inne, całkiem celne wydaje się porównanie zjazdu Sancheza do Fernando Torresa. Niedawno wspominał o tym Andrei Kanchelskis, były skrzydłowy MU. – Istnieje ryzyko, że jego kariera w Anglii pójdzie tym samym torem co Hiszpana. Wcześniej udowadniał, iż jest w stanie rywalizować na najwyższym poziomie, ale w Manchesterze nie pasuje pod względem stylu, ponadto do dziś nie potrafił odnaleźć się w nowej szatni. Wcześniej widziałem dla niego nadzieję, gdyby Ole dał mu dużo wolności w grze, aczkolwiek biorąc pod uwagę jego formę od dłuższego czasu i to jak rzadko się go „używa” najlepiej byłoby, gdyby odszedł. Dla MU też – przekonywał Litwin.

W częstszej grze i utrzymaniu ciągłości nie pomagają mu też kontuzje i mikrourazy, które przytrafiają mu się regularnie. Teraz, jak już zostało wspomniane we wstępie będzie pauzował do maja ze względu na naciągnięcie więzadła pobocznego w kolanie. Na początku listopada wypadł na miesiąc przez ścięgno udowe, a uraz ten odnowił mu się potem w styczniu. Trudno to przeskoczyć, taka częstotliwość przerw od gry musi odbijać się na dyspozycji. – Wiecie jak to jest z keczupem? Naciskasz i naciskasz, a nic nie leci. Aż tu nagle chlust, wylewa się go całe mnóstwo. Wierzę, że tak będzie z golami Alexisa – mówił 3 tygodnie temu Solsjkaer. Albo raczej – zaklinał rzeczywistość.

Norweg musiałby chyba skakać po opakowaniu, aby wydobyć z niego choć kropelkę. Jakkolwiek spojrzeć sytuacja nie jest komfortowa dla żadnej ze stron. Piłkarz co prawda wierzy w swoje umiejętności, deklaruje, że chciałby dać kibicom więcej radości, jednak w najbliższych tygodniach tego nie zrobi, bo wróci do gry dopiero pod koniec sezonu. Tym samym straci również dużo czasu, by przekonać do siebie trenera. On z kolei ma ból głowy, ponieważ obecnie MU lepiej niż w piłkę grałoby na planie serialu „Na dobre i na złe”. Chilijczyk był 10. graczem, który nie mógł wystąpić w meczu z PSG, więc naturalnie w takich okolicznościach przydałby się Solskjaerowi. Z drugiej strony on też chyba nie za bardzo ma na niego pomysł. Klubowi natomiast Tocopillano mocno ciąży na kieszeni, a do tego jego kontrakt obowiązuje jeszcze do 2022 roku, więc pozbycie się go latem może okazać się wyjątkowo trudne.

Bo czy z tej sytuacji jest lepsze wyjście niż przez bramę Carrington?


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się