var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: MANUTD.com

Kibice United zachwyceni Solskjaerem – przed Norwegiem decydujący sprawdzian

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-03-10 16:15:35

Kiedy Ole Gunnar Solskjaer przejmował Manchester United po Jose Mourinho, nikt nie spodziewał się, że „Czerwone Diabły” jeszcze będą miały szansę na awans do Top 4. Tymczasem drużyna pod wodzą Norwega nie tylko walczy z Arsenalem i Chelsea w lidze, ale też pozostaje w grze w rozgrywkach Ligi Mistrzów i Pucharu Anglii. W tym momencie wszyscy pragną jednego – aby tymczasowy menedżer nie był już tylko tymczasowy, a podpisał długoletni kontrakt.

A wszystko to za sprawą rewelacyjnych wyników pod wodzą sympatycznego Norwega. Kiedy Jose Mourinho został zwolniony, Manchester United znajdował się na szóstym miejscu w ligowej tabeli i tracił aż jedenaście punktów do czwartego Arsenalu. Wówczas wydawało się, że „Czerwone Diabły”  nie będą już w stanie nawiązać walki o awans do Top 4, zwłaszcza że Solskjaer nie miał wcale dużego warsztatu trenerskiego, a jego przygoda trenerska w Cardiff nie należała do najbardziej udanych. Mimo to, nikt nie oczekiwał od niego sukcesów. Były szkoleniowiec Molde miał przede wszystkim zjednoczyć rozbitą szatnię, zrobić takie wyniki, jakie będzie w stanie i przede wszystkim przygotować zespół już z myślą o kolejnym sezonie.

To, co jednak zaczął wyprawiać Ole Gunnar na ławce trenerskiej, przeszło oczekiwania wszystkich kibiców. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już w swoim debiucie pokonał Cardiff na wyjeździe 5-1. Niby przeciwnik nie należał do najtrudniejszych, ale Manchester United pod wodzą Jose Mourinho ani razu nie strzelił pięciu bramek w meczu Premier League. Od razu można było zauważyć, że piłkarzom ponownie chce się grać w piłkę, że wierzą w swoje możliwości i – przede wszystkim – że mają wsparcie ze strony trenera.

Kibice na początku twierdzili, że to jedynie efekt nowej miotły i bagatelizowali wkład Solskjaera w obecną formę „Czerwonych Diabłów”. Mijały jednak kolejne tygodnie, a Manchester United wciąż zwyciężał. Osiem zwycięstw z rzędu, w tym wyjazdowe wygrane z Tottenhamem oraz Arsenalem w Pucharze Anglii. Zwycięstwa te pokazały, że 20-krotni mistrzowie Anglii nie tylko potrafią grać szybko, ale też skutecznie z kontrataku.

Pierwsze zwątpienie nastąpiło po porażce 0-2 z Paris Saint-Germain na Old Trafford, gdzie paryżanie całkowicie zdominowali zespół Ole Gunnara Solskjaera i w stu procentach wykorzystali jego błędy. Podopieczni Thomasa Tuchela odnieśli przekonujące zwycięstwo 2:0 i w zasadzie byli już pewni awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, zwłaszcza że do drużyny Manchesteru United wkradło się dużo kontuzji, a z rewanżu w Paryżu wykartkował się Paul Pogba, który po odejściu Jose Mourinho w końcu zaczął grać na miarę swojego potencjału.

Na Parc de Princes zdarzył się jednak kolejny cud. Skazywany na pożarcie Manchester United z ogromnymi brakami kadrowymi pojechał do Paryża po zwycięstwo, a sam Ole Gunnar Solskjaer emanował na konferencji pewnością siebie i wiarą w awans do ćwierćfinału. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że „Czerwone Diabły” wcale nie zagrały jakiegoś porywającego meczu. Ba, oddały tym meczu tylko pięć strzałów na bramkę, z których jeden wypluty przez Buffona zakończył się dobitką Romelu Lukaku, a drugi odbił się od ręki Presnela Kimpembe i doprowadzi do rzutu karnego. Trzy akcje. Tylko trzech akcji i trzech celnych strzałów potrzebował Manchester United, żeby pokonać Paris Saint-Germain na jego własnym stadionie i sprawić ogromną sensację. Do tej pory nikt w historii tych rozgrywek nie potrafił awansować po przegranym pierwszym meczu 0:2 u siebie.

 

 

 

Dziś już nikt nie wyobraża sobie Manchesteru United bez Ole Gunnara i wszystko wskazuje na to, że „Morderca o twarzy dziecka” otrzyma od władz klubu długoterminowy kontrakt. Przed nim jednak jeszcze ostatni sprawdzian, który może mieć decydujące znaczenie w kontekście walki o Top 4 – bezpośredni mecz z Arsenalem na Emirates Stadium. Obie drużyny dzieli tylko jeden punkt w tabeli i obie mają taki sam cel.

Arsenal pomimo wpadki z Rennes w Lidze Europy znajduje się obecnie w bardzo dobrej formie, zwłaszcza na własnym stadionie. „Kanonierzy” mają na swoim koncie osiem ligowych zwycięstw z rzędu na Emirates Stadium, w tym z Chelsea i Tottenhamem. Ole Gunnar Solskjaer wygrał z kolei wszystkie wyjazdowe mecze, w których prowadził Manchester United i odniósł zwycięstwo nad Arsenalem w Pucharze Anglii. Co w tym wszystkim najważniejsze, to że „Czerwone Diabły” jeszcze nigdy nie wygrały dwóch wyjazdowych meczów z Arsenalem z rzędu.

Obojętnie jednak jaki wynik padnie w tym meczu, Solskjaer i tak jest już zwycięzcą. Norweg dokonał niemożliwego i ponownie dał nadzieję kibicom Manchesteru United – nie tylko na awans do Top 4, ale także na zdobycie jakiegoś trofeum. Mecz z Arsenalem nie będzie należał do najłatwiejszych, a z kontuzjami w dalszym ciągu zmagają się Matić, Herrera, Lingard, Alexis i Martial, który ma szansę na powrót do kadry meczowej. Nawet jeżeli „Czerwone Diabły” nie zdobędą trzech punktów na Emirates Stadium, to świat się przecież nie zawali. Do końca sezonu pozostanie jeszcze siedem kolejek, w trakcie których sytuacja może jeszcze wielokrotnie ulec zmianie.

I choć nie wszyscy chcą to przyznać, to Solskjaer zrobił w Manchesterze United świetną robotę. Nawet jeżeli nie wszyscy są jeszcze przekonani do jego zdolności trenerskich i woleliby na Old Trafford kogoś z większym doświadczeniem, to Norweg swoimi dokonaniami udowodnił, że zasługuje przynajmniej na to, żeby dać mu szansę.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się