var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Arsenal.com

Skuteczność ponad styl – Arsenal pokonuje United 2:0 i umacnia się w walce o Top 4

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-03-10 22:00:51

Kibice spodziewali się dzisiaj emocjonującego i zaciętego spotkania pomiędzy drużynami, które walczą o miejsce w przyszłej edycji Ligi Mistrzów. Mecz tym razem nie należał do najlepszych w historii Premier League, ale nie można też powiedzieć, że był nieciekawy. „Kanonierzy” wykazali się przede wszystkim sprytem i cierpliwością, wykorzystali błędy swoich rywali i to dzięki temu sięgnęli po zwycięstwo.

Jest to nowość w historii spotkań pomiędzy obiema drużynami, ponieważ w ostatnich latach często zdarzało się, że to Arsenal dominował, stwarzał sobie więcej sytuacji, a ostatecznie przegrywał z czyhającymi na błędy „Czerwonymi Diabłami”. Tym razem to Arsenal był tym drapieżnikiem, który przeczekał swojego rywala, zadał szybki cios, a potem obserwował jego reakcję.

Trzeba jednak przyznać, że „Kanonierzy” znakomicie przygotowali się taktycznie na to spotkanie i już od pierwszych minut zdominowali środek pola. Manchester United był tak bezradny w środkowej części boiska, że Ole Gunnar Solskjaer w trakcie pierwszej połowy zmienił formację i przeszedł na system z trzema środkowymi obrońcami – podobnie jak wyszedł na ten mecz Arsenal. Granit Xhaka i Aaron Ramsey wyłączyli z gry Paula Pogbę i Nemanję Maticia, a najlepszym pomocnikiem w drużynie „Czerwonych Diabłów” był jeszcze do niedawna krytykowany przez wszystkich Fred.

Granit Xhaka nie tylko harował w środku pola, ale to właśnie on wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. I to nie byle jak, bo jego uderzenie było tak precyzyjne, że całkowicie zmyliło skonfundowanego Davida De Geę. Pytanie ile w tym rotacji, a ile po prostu podmuchu wiatru, ale nawet Ole Gunnars Solskjaer powiedział na pomeczowej konferencji, że reprezentant Szwajcarii uderzył w taki sposób, jakby pochodził z Brazylii.

 

 

Manchester United przegrał na własne życzenie. Tak jak w środę bezlitośnie wykorzystał wszystkie sytuacje z Paryżem i wygrał spotkanie będąc lepszym zespołem, tak dzisiaj Romelu Lukaku i Marcusowi Rashfordowi zabrakło wykończenia. Napastnicy gości stwarzali sobie sytuacje w polu karnym Arsenalu, ale nie potrafili ich wykorzystać. W rezultacie Lukaku zamiast w bramkę trafił w poprzeczkę, a Fred dołożył do tego uderzenie w słupek.

Ole Gunnar Solskjaer nie do końca potrafił zareagować na boiskowe wydarzenia. Owszem, w tracie spotkania zmienił formację, ale nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Manchester United w dalszym ciągu przegrywał pojedynku w środku pola, Paul Pogba pozostawał niewidoczny, a napastnicy w dalszym ciągu nie potrafili pokonać świetnie dysponowanego Bernda Leno, który zaliczył jeden z najlepszych występów w tym sezonie.

Podsumowaniem słabego występu United był rzut karny sprokurowany przez Freda po faulu na Lacazettcie. I choć wielu kibiców powie, że rzut karny był naciągany i sędzia nie powinien był go dyktować, to jednak Brazylijczyk swoim popchnięciem wytrącił Francuza z równowagi, przez co ten upadł w polu karnym – choć nie każdemu musi się to podobać, sędzia nie podjął w tym przypadku błędnej decyzji.

 

 

Arsenal wygrał dzisiaj nie tylko z Manchesterem United, ale także z samym sobą. W przeszłości „Kanonierzy” nie potrafili wykorzystywać potknięć swoich rywali, a tymczasem dzięki trzem punktom nie tylko awansowali na czwarte miejsce w ligowej tabeli, ale także dogonili Tottenham na jeden punkt. „Koguty” wczoraj doznały porażki z Southamptonem, Chelsea dzisiaj zremisowała z Wolverhamptonem, a Manchester United przegrał w bezpośrednim pojedynku z Arsenalem. To właśnie dlatego wygrana z ekipą Ole Gunnara Solskjaera była tak istotna dla londyńczyków.

Do końca sezonu pozostało jeszcze aż siedem kolejek i do tego czasu jeszcze wszystko może się zmienić. Ole Gunnar Solskjaer doznał swojej pierwszej porażki w Premier League i nie był dobrze przygotowany do meczu z Arsenalem, ale w dalszym ciągu może wrócić do gry o Top 4. Strata do rywali nie jest duża, więc wszystko jest do odrobienia. Dziś nie należy jednak ganić Norwega za ten rezultat, a pochwalić Unaia Emery’ego za to, że odpowiednio przygotował zawodników do tego meczu nie tylko taktycznie, ale przede wszystkim mentalnie.

Dawno nie oglądaliśmy Arsenalu, który nie bał się meczów z największymi rywalami i podchodził do nich z wiarą we własne możliwości. „Kanonierzy” co prawda dalej mają problemy z grą na trudnych wyjazdach, ale na własnym stadionie oprócz Manchesteru United ograli jeszcze Tottenham i Chelsea, a także zremisowali z Liverpoolem. Jeśli ktoś się więc zastanawiał, czy zwolnienie Arsene’a Wengera było konieczne, Unai Emery na prawie każdym kroku udowadnia, że tak. Londyńczycy w końcu są przygotowani na każdego rywala i nawet jeżeli nie zawsze wszystko im wychodzi, to przynajmniej w każdym meczu mają plan.
 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się