var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: RealMadrid.com

Wielki powrót Zidane'a. Francuz w Realu ma ogromny bałagan do posprzątania

Autor: Krystian Porębski
2019-03-11 20:00:55

Kiedy Zinedine Zidane opuszczał Madryt był przekonany, że postępuje słusznie. Francuz był pewny, że sam z Realu nic więcej nie wyciśnie, a klubowi potrzebne są zmiany, aby iść do przodu i osiągać jeszcze większe sukcesy. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna, bo ani Lopetegui, ani Solari ciężaru przeprowadzenia rewolucji nie udźwignęli.

To prawdziwy sezon powrotów ogólnie w piłce, ale przede wszystkim w La Liga. Najpierw w Monaco na białym koniu powrócił Leonardo Jardim, później ten ruch skopiował Villarreal i przeprosił się z Javierem Calleją, wcześniej obarczonym winą za gorsze wyniki Żółtej Łodzi Podwodnej w obecnej kampanii. Teraz jednak ma miejsce prawdziwy hit sezonu – po nieco przydługim „urlopie” do Madrytu powraca ulubieniec publiczności. Zinedine Zidane wraca do Madrytu.

 

 

 

Dokładnie 283 dni, czyli nieco ponad 9 miesięcy trwał rozbrat Zizou z Królewskimi. Pisaliśmy o tym niedawno i to dwukrotnie – Francuz przewidywał, że sam z Realem już nic więcej nie osiągnie, klub potrzebuje nowej idei, a kolejny szkoleniowiec powinien nieco zmienić to w jakim kierunku zmierza drużyna. No i cóż, zmiany ewidentnie są potrzebne, bo już na początku marca Real wyautował się ze wszystkich rozgrywek i gra obecnie o pietruszkę. A dla tego klubu to istna katastrofa. Zidane podpisał kontrakt do 2022 roku. Co z Solarim? Argentyńczyk przestaje być trenerem pierwszego zespołu, ale zarząd nie wykluczył dalszej współpracy – były już trener Realu może pozostać w klubie w innej roli, tak przynajmniej sprawa jest przedstawiona w oficjalnym komunikacie. Teraz czas na Zidane'a.

Jeżeli jednak komuś się wydaje, że objęcie takiego klubu to sielanka i Zizou może założyć różowe okulary, to grubo się myli. Przed Francuzem zadanie o wiele trudniejsze niż to, które otrzymał przejmując zespół po Rafie Benitezie w styczniu 2016 roku. Dzisiejsze problemy Realu są o wiele bardziej zakorzenione i będą trudniejsze do zażegnania, niż miało to miejsce ponad trzy lata temu.

Problem numer 1: Isco na zesłaniu

Isco to piłkarz o niebywałym talencie i wachlarzu umiejętności. Niewątpliwie w zasadzie w każdym klubie na świecie byłby czołową postacią, takiego magika nie daje się w odstawkę... A jednak, w Realu byli do tego zmuszeni. Pomiędzy pomocnikiem a trenerem, Santiago Solarim, prowadzona była regularna wojna. Dziś zawodnik może chyba odetchnąć z ulgą, choć nie wiadomo jak potoczą się jego losy w tym momencie.

W Realu Zidane'a reprezentant Hiszpanii był jedną z czołowych postaci. Być może nie był tym, który regularnie rozstrzygał o losach meczów, ale 9 asyst i 10 goli w 49 meczach (2957 minut) w sezonie 2017/18 mówią same za siebie. Dla Francuza ten zawodnik był bardzo ważny.

Podobnie zresztą jak dla Julena Lopeteguiego, który doskonale zna 26-latka jeszcze z kadr młodzieżowych. To właśnie u Baska Isco debiutował w kadrze U-20, także u niego stał się niezwykle ważną częścią kadry seniorskiej. Dlatego nic dziwnego, że kiedy Lopetegui był wyrzucany najpierw z La Furia Roja, a potem z Santiago Bernabeu, wychowanek Valencii stał za nim murem.

Wydaje się, że odbiło się to na jego relacjach z Solarim, ale także formie sportowej, czy ogólnym profesjonalizmie. Aż do tego sezonu Isco trudno było coś zarzucać na tym polu, ale w ostatnich miesiącach „nadrobił” występkami za resztę kariery. Przed ważnym rewanżem z Ajaxem nie wsiadł do klubowego autobusu, kiedy zauważył, że trener nie uwzględnił go w kadrze meczowej. Na treningu przeprosił za całe zajście i dostał reprymendę od kapitana, Sergio Ramosa.

„Sprawy dyscyplinarne załatwiamy wewnątrz klubu. Przede wszystkim aby grać, zawodnik musi być na to fizycznie gotowy. Na tym poziomie jakiekolwiek niedociągnięcia są niedopuszczalne” - skwitował całą sytuację Solari. Jak na to będzie się zapatrywał Zidane? Po Isco nie spodziewamy się aktów niesubordynacji wobec Francuza, ale czy Zizou nie skreśli Hiszpana za obecne występki – tego już być pewni nie możemy.

Problem numer 2: Sergio Ramos samozwańczym królem Madrytu

Różne rzeczy w dziennikarstwie i social mediach już widzieliśmy, ale o tym trudno będzie szybko zapomnieć. Sergio Ramos stwierdził, że na wszelką krytykę i całą sytuację w Realu najlepiej będzie.... przeprowadzić wywiad z samym sobą, przy pomocy Twittera. Panie kapitanie, to chyba poszło za daleko.

„Mniej wywiadów z samym sobą, więcej autokrytyki” - taka opinia została przedstawiona w programie El Corillo na antenie Radio Marca, przez Rafę Sahuquillo. Trudno się z tym nie zgodzić, jeżeli kogoś wychowanek Sevilli ma zamiar krytykować, to chyba powinien zacząć od samego siebie.

 

 

 

Wywiad Ramosa przeprowadzony na Twitterze.

Wszystko byłoby okej, ale nitka napisana przez Ramosa na Twitterze tak naprawdę nie jest odpowiedzią na żadne ważne pytania. Andaluzyjczyk przyznał się, że ponosi winę za żółtą kartkę w Amsterdamie, która wykluczyła go z rewanżu. Wytłumaczył, że w szatni nie ma żadnych waśni i każdy chce tego samego – sukcesów Realu. Dodał, że zawodnicy ze sobą dyskutują, ale jeżeli pojawia się krytyka, to tylko konstruktywna. Dodał również, że nie ma problemów z Marcelo i lewy obrońca jest dla niego jak brat. Do Valladolid udał się natomiast dlatego, że chciał być blisko z drużyną. Na koniec Sergio dodał, że decyzja o wyborze trenera należy do władz, a Solari ma pełne poparcie wśród piłkarzy.

Dużo szumu o nic – ale problem jest głębszy. W ostatnich dniach pojawiały się pogłoski i opinie, że Sergio Ramos bierze część „władzy” na siebie. Poczuł się pewniej i zaczął się rządzić. Czy takie zachowanie jest akceptowalne, ocenę pozostawiamy Wam. U Zizou król w szatni będzie tylko jeden – i dobrze, bo kapitan Królewskich w tym sezonie również sobie powinien mieć wiele do zarzucenia.

Problem numer 3: Rewolucja, która obaliła siebie samą i brak lidera

Powyższe to jednak problemy, z którymi Zidane poradzić sobie potrafi. Udowodnił to podczas swojej pierwszej „kadencji” na stanowisku szkoleniowca Królewskich. Sprawy dyscyplinarne nie powinny być problemem. To człowiek, który ma autorytet wśród zawodników, ogromną charyzmę i posłuch w szatni. Wobec tego możemy założyć, że sprawy z Ramosem i Isco prędzej czy później się ułożą – a zakładamy, że jednak nie potrwa to zbyt długo. Jakieś decyzje zostaną podjęte i nie będzie to już problem Realu.

Większym problemem jest jednak brak lidera w zespole, o czym pisaliśmy już po blamażu z Ajaxem. W zespole nie ma kogoś, kto potrafiły wziąć ciężar gry na własne barki. Na boisku odpowiedzialność dzieli się po równo, a Real jako zespół póki co – trzeba to otwarcie przyznać – funkcjonuje słabo. Przed Francuzem mnóstwo trudnych wyborów.

Czy samemu przeprowadzić rewolucję, do której nawoływał, czy jednak stosować swoją starą metodę, która poprzednio wypaliła? Czy pozostać przy Kroosie, Modriciu, Benzemie czy Marcelo i próbować z nimi osiągnąć kolejne sukcesy, czy jednak rozejrzeć się za nowymi opcjami, nacisnąć na Florentino Pereza i wymusić na nim poważne transfery, które znaczącą przyczynią się do wzrostu jakości w zespole? Wydaje się, ze Francuz doskonale wie, iż bez solidnych wzmocnień ta drużyna daleko nie zajedzie. Teraz ma już na to całkiem solidny dowód. To czy będzie w stanie szybko poukładać zespół w okresie przejściowym jest jednak wielką niewiadomą – jakkolwiek gdy pierwszy raz obejmował Real wcale nie miał łatwo, tak tym razem poprzeczka wisi jeszcze wyżej.

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się