var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Własne

Lewandowski: Z Kloppem mogłem rozmawiać jak ojciec z synem. Hateley zostanie w Gliwicach. Papszun: Ogramy Legię 1:0

Autor: zebrał Marcin Łopienski
2019-03-13 12:15:50

W środowej prasie sporo poświęcono tematowi meczu Bayernu Monachium z Liverpoolem w Lidze Mistrzów i pojedynku Rakowa Częstochowa z Legią Warszawa w Pucharze Polski. Warto przeczytać ciekawe rozmowy z Robertem Lewandowskim, Łukaszem Piszczkiem i Muńkiem Staszczykiem. Wybraliśmy 22 materiały z czterech źródeł.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Lewandowski: Z Kloppem mogłem rozmawiać jak ojciec z synem"

„IZA KOPROWIAK: Warto rozmawiać? 

ROBERT LEWANDOWSKI: Wcześniej byłem bardzo zamknięty, trudno było cokolwiek ze mnie wydobyć. Teraz staram się o tym mówić, bo dzięki temu czuję się lżej.

Duża w tym zasługa Jürgena Kloppa, pana pierwszego trenera w Niemczech?

Jürgen zbudował mnie przede wszystkim jako człowieka. Na początku nasze relacje nie były łatwe, bo co innego mówił, a co innego się działo. Przez pierwsze miesiące w Borussii byłem zawiedziony, czułem się przemęczony jego treningami. Dopiero w listopadzie 2010 wróciłem do swojej świeżości. Doskonale pamiętam moment, kiedy na treningu poczułem się tak, jak w okresie przygotowawczym. Wszyscy to zauważyli, zaczęli powtarzać, że Lewy wrócił. Ale ja jeszcze przez dwa miesiące musiałem czekać na szansę, na dodatek zacząłem grać nie na swojej pozycji. Czułem dużą frustrację, ale dziś wiem, że to była dla mnie nauka na następne lata, aż do końca kariery. To doświadczenie zbudowało mnie na te trudne momenty, których w przyszłości nie brakowało”.

Więcej TUTAJ

***

„Piszczek: Nie myślę o powrocie do kadry”

„Tomasz Włodarczyk: Jak się czujesz na emeryturze? 

Łukasz Piszczek: Proszę cię, choć nie gram w reprezentacji, wciąż jestem aktywnym piłkarzem. Zostawię tę drobną uszczypliwość bez komentarza.

Rozumiem, że tematu powrotu do kadry nie ma?

Nie.

Już na poważnie, prawa noga nie jest w najlepszym stanie. Nosisz specjalną ortezę. Nie grasz od 9 lutego – meczu z Hoffenheim.

Już w spotkaniu z Hannoverem doznałem urazu, nie dokończyłem go. Później jeszcze przez dwa mecze próbowałem sobie jakoś z tym radzić, ale niestety przeciwko Hoffenheim ból był na tyle duży, że nie było sensu tego kontynuować. Wspólnie z lekarzem zdecydowaliśmy, że podejmiemy leczenie. Czego efektem jest but, który noszę. Mam nadzieję, że to już ostatnie dni i w przyszłym tygodniu wrócę do treningów. Zobaczymy. Nie jestem w stanie wskazać konkretnej daty, ale czuję się już zdecydowanie lepiej”.

Więcej TUTAJ

***

„Staszczyk: Polska liga jest nudna i słaba, ale i tak wolę ją od El Clasico”

„MARCIN DOBOSZ: W piosence „Miasto” śpiewa pan „dawno nie byłem na Rakowie”. Kiedy był pan ostatnio na meczu Rakowa?

MUNIEK STASZCZYK: W 2015 roku i to był chyba pierwszy raz od końcówki lat 70. Koleguję się z Krzyśkiem Kołaczykiem, byłym zawodnikiem Rakowa, dziś jednym z wiceprezesów. Zaprosił mnie na mecz z Bytovią, gdzie na ławce trenerskiej był Paweł Janas, z którym notabene też się znam, jesteśmy na ty. Raków niestety przegrał. W ogóle jeśli policzyć mecze Rakowa i Legii, na jakich byłem, to jest może 20 do kilkuset. Wychowywałem się na Rakowie, to jest moja dzielnica, do stadionu był kawałek, ale chodziło się częściej na żużel, bo mój brat cioteczny interesował się żużlem i Włókniarz miał też większe sukcesy. Moi starsi koledzy z bloku chodzili jednak na Raków i czasem mnie zabierali. Teraz po czterech latach przerwy będę miał kolejną okazję. Zostałem zaproszony, znowu przez Krzyśka, i jadę na mecz.

Jak zareagował pan na wieść o losowaniu?

Z jednej strony mnie zmroziło, a z drugiej ucieszyłem się. Kibicuję dwóm drużynom, ale obie nie mogą awansować. Założę dwa szaliki, czego nigdy nie robiłem. Nigdy nie byłem na takim meczu. Oglądałem z trybun ligowe spotkanie Legia – Raków w Warszawie, ale to co innego. Po pierwsze – w domu. Nigdy nie wyprę się korzeni. Po drugie – to ćwierćfinał Pucharu Polski. Po trzecie – to dwa światy, Raków jest teoretycznie dużo słabszy, ale jest w gazie, a Legia w lekkim kryzysie. Częstochowa tym żyje, Legią zawsze się żyje, nawet jeśli gra ch... Serce mam podzielone. Będę się cieszył z każdej bramki, a może z żadnej? Wyjdzie w praniu. Jeśli Legia, jak to często lubi zrobić, zlekceważy Raków i zagra na pół gwizdka, wszystko się może zdarzyć”.

Więcej TUTAJ

***

„Legenda Górnika wysyła Chudego na dietę”

„Pozyskany latem bramkarz rozczarowuje, popełnia sporo błędów. W derbach z Piastem (0:2) przy pierwszym golu dla rywali, którego strzelił z rzutu wolnego Mikkel Kirkeskov, był mocno spóźniony. 

– Wcześniej zawalił bramkę po stałym fragmencie w meczu z Pogonią, a w spotkaniu pucharowym z Lechią dał się zaskoczyć uderzeniami z dystansu. To nie przypadek. Nie wiem, ile Chudy waży, ale wyraźnie widać, że jest za ciężki i dlatego rzuca się do piłki do tyłu, a nie do przodu. Ma spóźniony czas reakcji – przekonuje Kostka, były bramkarz, mistrz olimpijski z 1972 roku. – Zdarzyło się, że puścił strzał pod pachą albo nie zdążył wybić piłki. Jest krępej budowy, nie ma takiej sylwetki i prezencji jak chociażby František Plach z Piasta – dodaje były pomocnik Marek Majka, który w latach 80. cztery razy zdobył z zabrzanami mistrzostwo Polski”.

Więcej TUTAJ

***

„Cierzniak nie zagra z powodu przepisu”

„Gdyby w PP nie obowiązywał przepis o przymusie wystawienia młodzieżowca, czyli piłkarza urodzonego najwcześniej w 1998 roku, pewny gry w Częstochowie byłby Radosław Cierzniak. W trakcie zimowych przygotowań przegrał rywalizację z reprezentantem Polski do lat 20”.

Więcej TUTAJ

***

„Lech ma problem na bokach”

„Trener Lecha wie, że jego zespół jeszcze nie funkcjonuje dobrze, dlatego koncentruje się na tym, by maksymalnie wykorzystywać jego obecne możliwości i zdobywać punkty. Fajerwerki zostały odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Trudno jednak o regularne punktowanie, gdy gra się z podciętymi skrzydłami, które poza pojedynczymi epizodami nie dają zespołowi tyle, ile powinny”.

Więcej TUTAJ

***

„Paixao nie boi się karnych”

„Flavio Paixao nie miał oporów, by zgłosić się do strzelania, kiedy w poniedziałkowym meczu z Wisłą Płock (1:1) sędzia podyktował rzut karny. Podszedł do ustawionej na 11. metrze piłki, mimo że w tym sezonie już trzy razy zmarnował takie szanse. Jego uderzenia bronili Jakub Słowik ze Śląska Wrocław (1:1), Michał Miśkiewicz z Korony (0:0) oraz Bartłomiej Żynel (0:1) z Wisły Płock, czyli ten sam zawodnik, który w poniedziałek wyciągał piłkę z siatki. Mimo to trener Piotr Stokowiec nie zmienił wykonawcy, czym pokazał, że wierzy w najlepszego strzelca zespołu”.

Więcej TUTAJ

***

„Miedziowi to najbardziej nieobliczalna drużyna w lidze”

„To w tej chwili najbardziej nieobliczalny zespół w ekstraklasie i w tym przypadku chodzi o zaletę, a nie o wadę. Jeśli lubinianie mają swój dzień, potrafią rozbić każdego rywala w dowolnym czasie i miejscu. Tylko w rundzie rewanżowej Miedziowi zdominowali na wyjazdach Jagiellonię Białystok 4:0, Lecha Poznań 2:1, Pogoń Szczecin 3:0 i pokonali u siebie 2:1 liderującą Lechię Gdańsk, która była po 13 meczach bez porażki”. 

Więcej TUTAJ

***

„Uryga: Po Cracovii w zespole zapanowała euforia”

„IZA KOPROWIAK: Czy dziś można już powiedzieć, że wygrane spotkanie z Cracovią było dla Wisły Płock punktem zwrotnym?

ALAN URYGA: Chyba tak. Nie ma co ukrywać, że po tamtym meczu nastała euforia. Nie mogliśmy uwierzyć w to, co się wydarzyło. Rozmawialiśmy między sobą, że od tej chwili musi być już lepiej. I w Gdańsku w meczu z Lechią, mimo że nie wygraliśmy, było widać, że coś się ruszyło, w końcu zremisowaliśmy na boisku lidera. 

Pojechaliście do Gdańska, wierząc, że jesteście w stanie stawić czoła liderowi?

Przed meczem z Lechią pół żartem, pół serio mówiliśmy, że skoro skończyliśmy passę Cracovii (siedem zwycięstw z rzędu – przyp. red.), to pora przerwać kolejną (w tym sezonie Lechia u siebie nie przegrała – przyp. red). W tygodniu w czasie treningów wyglądaliśmy bardzo dobrze, każdy z nas czuł, mimo że głośno tego nie mówił, że jedziemy po swoje. Przed poniedziałkowym spotkaniem miałem dziwne przeczucie, że na sto procent zapunktujemy. Trudno po jednym zwycięstwie głosić takie deklaracje, ale wydaje mi się, że większość z nas tak myślała”. 

Więcej TUTAJ

***

„Żyro odbuduje się w rezerwach?”

„Do początku rywalizacji Pogoni z KGHM Zagłębiem pozostawały cztery i pół godziny, ale Michał Żyro już rozpoczynał swoje spotkanie. W ramach rozgrywek III ligi grupy 2 w barwach drugiego zespołu Portowców przeciwko Kotwicy Kołobrzeg. Drugi raz z rzędu nie zmieścił się w kadrze meczowej ekipy trenera Kosty Runjaica. Nie tak miała wyglądać kariera pomocnika w granatowo-bordowych. Jesienią głównie leczył uraz, zimą nie zdołał wywalczyć miejsca w podstawowym składzie i wiosnę rozpoczął w rezerwie. Trzykrotnie pojawił się na boisku jako zmiennik, jednak nie zachwycał. Sprawiał wrażenie przygaszonego, jego zaangażowanie mogło budzić wątpliwości”.

Więcej TUTAJ

***

„Historyczna szansa Rakowa”

„Obie drużyny zmierzyły się jedenaście razy i bilans jest bardzo niekorzystny dla Rakowa. W lidze trzy mecze zakończyły się remisem, a pięć zwycięstwem Legii. W Pucharze Polski we wszystkich trzech starciach triumfowała drużyna z Warszawy. Petrašek, jeden z najlepszych piłkarzy pierwszej ligi, zwraca jednak uwagę na tu i teraz. Na zapleczu ekstraklasy trwa totalna dominacja jego zespołu. W ostatniej kolejce lider rozgromił na Bukowej GKS Katowice 3:0. Była to ósma ligowa wygrana z rzędu, częstochowska drużyna jest niepokonana od siedmiu miesięcy. Sposób na nich znalazła w sierpniu Chojniczanka. W międzyczasie jednak Raków poradził sobie także w PP z Lechem Poznań. - Skoro wyeliminowaliśmy Lecha, to został jeszcze jeden zespół na L – mówił wtedy po wygranej trener Marek Papszun”.

Więcej TUTAJ

***

„Pliński: Nie boję się rywalizacji na boisku piłkarskim”

„Napisał pan na Twitterze, że zagrał pan w barwach Zatoki po 27 latach przerwy. Za młodu Daniel Pliński chciał zostać piłkarzem?

Regularnie trenowałem, ale chyba się nie nadawałem, bo nie grałem w pierwszej jedenastce. Kiedyś w Pucku była bardzo duża konkurencja. Grałem a to na prawej pomocy, a to na bramce… Szukałem pozycji dla siebie. Teraz jestem środkowym obrońcą. W wieku 13 lat zdecydowanie bardziej czułem się piłkarzem niż siatkarzem. Później przez mniej więcej pół roku łączyłem uprawianie obu tych sportów.

Dlaczego postawił pan na siatkówkę?

Jakoś tak samo wyszło. Raczej naturalnie, bo w trzy miesiące urosłem 12 centymetrów. Piłka była jednak zawsze w moim sercu. Cztery lata temu grałem w B-Klasie, w Relaksie Mechowo. Jako trener pracował w tym klubie mój brat. Byłem wtedy siatkarzem PGE Skry Bełchatów. Prezes Piechocki wyraził zgodę, żebym mógł tam pograć. Oczywiście mówiłem, że to tylko marketingowo, że wejdę na boisko na pięć minut. Skończyło się na 70 minutach i wizycie w szpitalu z rozciętą głową po debiucie, bo oberwałem łokciem. Łącznie zaliczyłem tam trzy spotkania”.

Więcej TUTAJ

***

„Matura Lewego. W meczu z Liverpoolem wszyscy będą patrzeć na niego”

„To będzie zdecydowanie najważniejszy mecz wiosny dla Bayernu i Lewandowskiego. Rewanżowe starcie z Liverpoolem da odpowiedź, czy Bawarczycy są w stanie konkurować z europejską czołówką. A nasz napastnik ma pokazać, że potrafi prowadzić Bawarczyków do wielkich sukcesów. Bo z tym w poprzednich edycjach było po prostu słabo.

– Im bliżej będzie rewanżu, tym bardziej do piłkarzy Bayernu będzie docierać, że bezbramkowy remis w pierwszym meczu jest gorszym wynikiem dla nich, a nie dla nas – mówił po starciu na Anfield trener Liverpoolu Jürgen Klopp. Wówczas to The Reds byli faworytem dwumeczu, do którego przystępowali jako lider Premier League, a Bawarczycy jako zespół mający olbrzymią stratę do Borussii Dortmund w tabeli Bundesligi”.

Więcej TUTAJ

***

„Zaranek: Boisko Arki to koszmar dla zawodników”

„Jeśli uda się tego uniknąć, w najlepszym razie zawodnik zejdzie z tego boiska-kartofliska umorusany jak nieboskie stworzenie, ubłocony od stóp do głowy. Koszmar dla zawodników, ale i dla widzów, którzy zamiast zmagań na pięknej, zielonej murawie, oglądają zapasy piłkarzy w błotnistej brei, wpadających w krecie dziury. W tak skomercjalizowanej dyscyplinie jak piłka nożna, czerpiącej miliardy z transmisji telewizyjnych, wrażenia estetyczne też są ważne. Nie mówiąc już o bezpieczeństwie graczy”.

Więcej TUTAJ

***

„Piłkę ma we krwi”

Obecnie członek zarządu Zamojskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej oraz Zamojskiego Okręgowego Kolegium Sędziów jako młody chłopiec zasmakował piłki w Zawadzie. – Dziś klub nazywa się Gryf Gmina Zamość, za moich czasów było to Echo Zawada. Mieszkałem niedaleko stadionu. Był tam taki prezes, Wojtaszek się nazywał, wołali na niego „Mały Jasio”. Niewysoki, jak to się mówi „metr pięć w kapeluszu”. Umiał młodych zachęcić, garnęliśmy się na boisko. To były zupełnie inne realia niż teraz. W trampkarzach trzeba było buty czyścić starszym, żeby się załapać do składu. Musiałeś się nauczyć rzemiosła i szacunku, dopiero wtedy się grało. Może i to było dobre. Teraz zawodnik przychodzi do klubu i pierwsze pytanie to: „Za ile?”. Kiedyś się grało, jak to mówiliśmy, za 10 deka, bułeczkę z przedziałkiem i oranżadę. Teraz wszystko wyłożone na tacy. Kiedyś największą zapłatą była satysfakcja – opisuje swoje początki”.

Więcej TUTAJ

***

„Czy Coutinho wreszcie pokaże swoją wartość?”

„Barca nie bez powodu jest faworytem. Od dwunastu lat nie odpadła w 1/8 finału, a awans do kolejnej rundy dałyby jej wyniki 22 z ostatnich 24 meczów LM rozegranych na Camp Nou. Katalończycy są w niezłej formie (wygrali cztery razy z rzędu), jednak Valverde i tak ma powody do narzekania. Bólu głowy dostarcza mu Philippe Coutinho. Najdroższy piłkarz w historii Blaugrany w tym sezonie gra słabo. Ostatniego gola w LaLiga strzelił w październikowym El Clasico (5:1). Cierpliwość do Brazylijczyka stracili już kibice, którzy wygwizdali go w trakcie meczu z Rayo Vallecano (3:1). – Jego cena była bardzo wysoka i dlatego oczekiwania są ogromne. Trzeba zaakceptować gwizdy, ale też wspierać Coutinho, bo jest nam potrzebny – ocenił Gerard Pique. W dzisiejszym kluczowym starciu z Lyonem 26-latek ma wyjść w podstawowej jedenastce w miejsce Ousmane’a Dembele, który narzeka na kłopoty z udem. Lepszej okazji na przełamanie Coutinho może już nie dostać”.

Więcej TUTAJ

 

„SPORT”

„Hateley zostanie w Gliwicach”

„Hateley został zawodnikiem Piasta w styczniu 2018 roku. Podpisał 1,5 roczny kontrakt. W umowie znalazł się aneks, umożliwiający automatyczne przedłużenie kontraktu o kolejne 12 miesięcy. Według naszych informacji spełnienie wymagań jest bardzo bliskie i wkrótce pewne będzie, że Anglik w przyszłym sezonie także będzie ważnym elementem ekipy z Okrzei”.

Więcej TUTAJ

***

„Petraszek: Nie boję się Legii”

„Środowy mecz Pucharu Polski z Legią to najważniejsze spotkanie tego sezonu? Sam pan jesienią wiele razy powtarzał, że chciałby trafić na Legię i… stało się!

Tomasz PETRASZEK: – Tak było i szczerze nie zdawałem sobie do końca sprawy, że już zaszliśmy tak daleko i walczymy o półfinał. Mogłem więc prosić o Legię dopiero w finale. Tak poważnie mówiąc, to w ostatnich dniach najważniejsza była regeneracja po meczu z GKS-em. Tamto spotkanie kosztowało nas sporo sił i musimy być wypoczęci. Na pewno jednak nie możemy się doczekać tego meczu. Jestem w Polsce już kilka lat i nikt nie musi mi tłumaczyć, co to znaczy spotkać się z Legią. Nie boję się tego spotkanie, zrobimy wszystko, żeby awansować. Faworytem jest mistrz Polski, ale piłka nożna jest fantastyczna, bo nieprzewidywalna.

Niedawno Raków poinformował o przedłużeniu z panem kontraktu. To sygnał, że nawet po awansie nigdzie pan się nie wybiera?

Tomasz PETRASZEK: – Dla mnie to znak, że właściciel Michał Świerczewski, prezes Wojciech Cygan i trener Marek Papszun bardzo mi ufają i wierzą we mnie. Miałem jeszcze ważny kontrakt przez 1,5 roku, ale oni sami zaproponowali mi nową umowę. Dla mnie to było zaskoczenie, ale i piękna rzecz. Raków dynamicznie się rozwija, rośnie w siłę, dlaczego więc nie mogę i ja się tutaj dalej rozwijać? W klubie pracują ambitni ludzie, warunki do pracy są bardzo dobre. Mogę tylko skupiać się na trenowaniu i graniu. Chcemy grać w ekstraklasie, bo wtedy zacznie się prawdziwa nowa era Rakowa i ja chcę być jej częścią. Tutaj ugruntowałem swoją pozycję, czuję wsparcie wszystkich w Częstochowie, dlatego z miłą chęcią przedłużyłem umowę”.

Więcej TUTAJ

***

„Czy Legia znowu odpadnie na Śląsku z Pucharu Polski?”

„Zdecydowanym faworytem konfrontacji pod Jasną Górą są legioniści. Nie tylko dlatego, że bronią mistrzowskiego tytułu, po który sięgali trzy sezony z rzędu. Rozgrywki o krajowy puchar uchodzą za ich specjalność. W tej chwili są na szlaku po 20. takie trofeum. Naprzeciw podopiecznych Ricado Sa Pinto staje jednak drużyna, która na 26 meczów rozegranych w tym sezonie przegrała tylko jeden. Miało to miejsce 3 sierpnia ubiegłego roku, gdy lepsza od Rakowa okazała się na własnym obiekcie Chojniczanka Chojnice”.

Więcej TUTAJ

***

„Czas pracuje na korzyść Górnika”

„Kibice Górnika liczyli, że derbowe spotkanie z Piastem będzie kolejnym, w którym zespół prowadzony przez Marcina Brosza zdobędzie ważne ligowe punkty. Tak się jednak nie stało. Gliwiczanie wypunktowali w derbach zabrzan, zwyciężając 2:0.

– To bardzo przykra porażka. Zaczęliśmy przecież mecz z Piastem w dobrym stylu, wypracowując sobie kilka bramkowych okazji. Niestety, nie udało się ich zamienić na bramki, a w futbolu jest tak, że jeżeli ty nie strzelasz, to robi to rywal i tak było w tym wypadku. Pierwsza bramka zdobyta przez przeciwnika zniweczyła nasz plan na to spotkanie – mówi Giannis Mystakidis”.

Więcej TUTAJ

 

„GAZETA WYBORCZA”

„Jaki plan na przyszłość ma Real?”

„To niesamowity zbieg okoliczności. Latem 2001 r. kupiony za 77,5 mln euro Zidane zajął w Realu Madryt miejsce Santiago Solariego. W poniedziałek, po niemal 18 latach, Argentyńczyk oddał Francuzowi rządy nad drużyną. Zdecydowało o tym sześć feralnych dni przełomu lutego i marca, podczas których Real przegrał szanse na wszystkie trofea.

Głęboką depresję w Madrycie mógł uleczyć tylko Zidane. Trener, który 31 maja ubiegłego roku podał się do dymisji. Tuż po zwycięskim finale Ligi Mistrzów z Liverpoolem uznał, że wielka drużyna, która w ciągu dwóch i pół roku pod jego kierunkiem zdobyła dziewięć trofeów, w tym trzy razy wygrała Champions League, dotarła do ściany. I że potrzebuje nowego impulsu”.

Więcej TUTAJ

 

„SUPER EXPRESS”

„Papszun: Ogramy Legié 1:0”

„Super Express”: - Pamięta pan swój pierwszy mecz w roli kibica na Legii?

Marek Papszun: - Oczywiście! To było w 1986 lub 1987 roku, a Legia wygrała wtedy z Zagłębiem Lubin. Moim idolem był Dariusz Dziekanowski. Czarodziej. Technicznie przewyższał całą ligę o trzy poziomy.

- Mówi się, że żon można mieć kilka, ale ukochaną drużynę jedną na całe życie. W środę będzie pan miał rozdarte serce?

- Sentyment do Legii pozostał, ale trener nie może być kibicem. Na ławce nie mogę mieć swoich sympatii. Zapewniam, że na boisku nie będzie żadnych skrupułów. Zrobimy wszystko, żeby wygrać”.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się