var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Klaudia Ogrodnik

Dariusz Sztylka dla 2x45: Po letnim okienku będę mógł powiedzieć, że zespół wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy z zarządem

Autor: rozmawiał Piotr Potępa
2019-03-13 14:30:33

Dariusz Sztylka dyrektorem sportowym Śląska Wrocław jest już od ponad roku. Jak sam mówi, zespół zgodny z jego wizją wrocławscy kibice będą mogli obserwować po letnim oknie transferowym. Jak wygląda kwestia przedłużenia kontraktu z Marcinem Robakiem? Czy po sezonie Śląsk czeka kolejna rewolucja? Jak układa się współpraca z trenerem Vitezslavem Lavicką? Jak wspomina trenera Oresta Lenczyka? Zapraszamy!

Piotr Potępa (2x45.info): - Okno transferowe zamknięte. Można już złapać oddech czy nie ma na to czasu, bo trzeba już teraz myśleć o remoncie kadry na nowy sezon?
Dariusz Sztylka:
- W pracy dyrektora sportowego i działu skautingu niestety nie ma przerwy, bo już zaczynamy pracę nad letnim okienkiem transferowym.

- Jest pan w pełni zadowolony z tego okienka, czy może był ktoś na kim panu zależało, ale nie udało się go ostatecznie dopiąć?
- Przede wszystkim jestem zadowolony z tych zawodników, którzy do nas trafili. Każdy z nich przyszedł tutaj w konkretnym celu. Oczywiście było zdecydowanie więcej kandydatów, których rozpatrywaliśmy. Po wspólnych rozmowach z zarządem i sztabem szkoleniowym uznaliśmy, że na tę chwilę ci zawodnicy, którzy do nas dołączyli, są w stanie najbardziej pomóc zespołowi.

- Jak będzie w lecie? Skromne uzupełnienia czy jakaś głębsza przebudowa się szykuje?
- Trudno mówić o tym już teraz. Na nasze decyzje składać się będzie bardzo wiele czynników. Najwięcej będzie zależało od boiskowej postawy zespołu i poszczególnych zawodników, którym kończą się kontrakty. Oczywiście mamy swoje plany i chcemy ten zespół systematycznie wzmacniać. Na pewno wiele odpowiedzi otrzymamy podczas rundy wiosennej.

- W kwestii zawodników, którym kończą się kontrakty kluczową decyzją będzie ta dotycząca przyszłości Marcina Robaka. Opinie wśród kibiców są podzielone. Jedni uważają, że już czas go odpuścić ze względu na wiek, inni twierdzą, że będzie nadal strzelał. Jakie jest pana zdanie na ten temat?
- Oczywiście każdy ma prawo zaglądać Marcinowi w metrykę, ale ja uważam, że jest jednym z niewielu napastników, który jest bardzo regularny. To zawodnik, który daje gwarancję zdobycia 12-15 bramek w sezonie. Na pewno nie chcemy się w łatwy sposób pozbywać takiego snajpera i będziemy rozmawiać z Marcinem o jego przyszłości.

- To teraz pójdźmy w przeciwną stronę i porozmawiajmy o młodzieży. Jaki jest pomysł na zasadę „młodzieżowca”, która wejdzie od nowego sezonu? Klub będzie próbował to rozwiązać zawodnikami, których ma czy należy spodziewać się posiłków z zewnątrz?
- Na pewno mamy zdolnych zawodników jak Łyszczarz, Bergier, Buławski czy tych trenujących w pierwszej drużynie jak Samiec czy Boruń. Są także Alek Paluszek oraz Mateusz Młynarczyk. Są to zawodnicy bardzo perspektywiczni, ale nie ukrywam, że sondujemy jeszcze młodzieżowców poza naszym klubem, którzy mają już doświadczenie w piłce seniorskiej. Nie twierdzę, że wyciągniemy kogoś z Ekstraklasy, bo to będzie bardzo trudne. Przyglądamy się temu rynkowi. Szukamy zawodników na wytypowane przez nas pozycje i będziemy podejmowali decyzje. Nie ukrywam, że zależy mi, żeby Adrian Łyszczarz, Maciek Pałaszewski i Sebastian Bergier grali teraz jak najwięcej w pierwszej lidze, ale niestety dwie pierwsze kolejki pokazały, że może być z tym różnie. To mnie trochę martwi, bo liczę na to, że wywalczą sobie więcej minut na boisku. Będziemy ich obserwowali przez całą rundę wiosenną, bo bardzo na nich liczymy.

- Właśnie o to miałem pytać. Śląsk ma z tą młodzieżą chyba trochę problem. Regularnie gra w zasadzie tylko Adrian Łyszczarz, ale jego liczby też nie powalają: gol i dwie asysty. Oczekiwano chyba trochę więcej, prawda?
- Mnie przede wszystkim interesują minuty i sposób grania. Ważne jest to, żeby ci zawodnicy się rozwijali. Adrian wywalczył sobie najwięcej minut i mam nadzieję, że uda mu się to utrzymać i będzie podstawowym zawodnikiem w Katowicach.

- Czas na Mateusza Hołownię. Po ogłoszeniu tego transferu spadło na pana trochę krytyki. Zarzut był taki, że zamiast stawiać na wrocławską młodzież, ogrywa pan zawodników Legii Warszawa. Chciałbym poznać pana odpowiedź na te zarzuty.
- Każdy ma prawo mieć własny pogląd na każdy transfer i każdy ruch w klubie i my nie mamy z tym problemu. Dla mnie Mateusz Hołownia to zawodnik, który mocno podniesie poziom rywalizacji na pozycji lewego obrońcy. Nie był z nami na obozie w Szklarskiej Porębie i w Turcji. Jego transfer został dokonany wskutek kontuzji Augusto, który miał dać zabezpieczenie na lewej obronie. W związku z tym moim zadaniem było dać trenerowi alternatywę. Dzięki Mateuszowi trener ma teraz na lewej obronie dwóch równorzędnych zawodników. Szukaliśmy  zawodnika, który miałby na tej pozycji odpowiednie doświadczenie oraz umiejętności i dlatego też zdecydowaliśmy się na wypożyczenie Mateusza.

- Ile okienek transferowych pan potrzebuje, żeby móc powiedzieć, że to jest już w 100% pana projekt?
- Do tej pory przepracowaliśmy dwa okienka. Tego pierwszego zimowego nie liczę, bo to było zaledwie kilka dni i udało nam się sprowadzić wtedy Mateusza Cholewiaka. W letnim już trochę popracowaliśmy i udało nam się odcisnąć piętno na tym zespole. Na pewno bardzo ważne będzie zbliżające się okienko letnie i myślę, że po tym okienku będę mógł już powiedzieć, że zespół został skonstruowany tak, jak sobie to wyobrażaliśmy wspólnie z zarządem. Oczywiście to jest cały czas praca i proces takiej może nie rewolucji, ale ewolucji. Wiadomo, że w każdej drużynie najważniejsza jest rywalizacja i czasem potrzeba trochę więcej czasu, żeby zapewnić ją na każdej pozycji.

- Jak się panu układa współpraca z trenerem Lavicką?
- Na pewno jest to trener bardzo kontaktowy i przede wszystkim bardzo wymagający. Wymaga nie tylko od zawodników, ale też od sztabu szkoleniowego i przede wszystkim od siebie. Przykłada bardzo dużą wagę do detali nie tylko na boisku, ale też w kwestiach organizacyjnych. Jest to trener, który dzięki swojemu CV wzbudza duży respekt u zawodników, a teraz jest to bardzo potrzebne temu zespołowi. Myślę, że będzie to wszystko widać po efektach jego pracy.

- Dlaczego według pana projekt Tadeusza Pawłowskiego nie wypalił?
- Nie określiłbym tak tego. Jest legendą Śląska Wrocław, zdecydował się przejąć zespół w trudnym momencie i utrzymał go w Ekstraklasie. Później drużyna faktycznie osiągała wyniki, które nie były akceptowalne, kiedy patrzyło się na jej potencjał. W pewnym momencie razem z zarządem uznaliśmy, że jest potrzeba roszady na stanowisku pierwszego trenera, żeby ten zespół dostał nowy bodziec i zmienił sposób swojego myślenia.

- Pytam o to, bo od kilku sezonów w Śląsku jest błędne koło. Jesień kończy się katastrofą, następuje zmiana zarządu i sztabu szkoleniowego. Jest nowe otwarcie, drużyna powoli się rozkręca, ale jest za późno na awans do górnej ósemki. Następnie jest piękna gra w grupie spadkowej. Nowy sezon, jesień kończy się katastrofą i schemat się powtarza. Dlaczego tak się dzieje? Ma pan jakiś pomysł jak to zmienić?
- Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że nikogo we Wrocławiu nie interesuje walka o 10. czy 12. miejsce. Wszyscy jesteśmy zdania, że Śląsk przy tym potencjale powinien być na stałe w pierwszej ósemce. Mam nadzieję, że jeśli damy spokojnie pracować trenerowi Laviczce i pozwolimy mu na poukładanie tej drużyny według jego wizji, to osiągniemy nasz cel minimum i zajmiemy miejsce w pierwszej ósemce. Przy takim założeniu w kolejnych latach powinniśmy stale podnosić poprzeczkę. 

- Czy jeśli stałoby się najgorsze i Śląsk spadłby do I ligi, to trener Lavicka dostałby szansę na przebudowę drużyny w pierwszej lidze i powrót do Ekstraklasy?
- To bardzo ciężkie pytanie, bo nikt z nas nie dopuszcza do siebie myśli o spadku. Mamy tak wielu doświadczonych i utytułowanych piłkarzy. Mamy też wielu młodych i zdolnych zawodników. Wiadomo, to jest piłka i wszystko może się zdarzyć, ale nie ma mowy o tym, żeby nawet myśleć o spadku. Naszym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania i natychmiastowe rozpoczęcie budowy drużyny na nowy sezon.

- Teraz trochę odejdziemy od spraw czysto sportowych. Poprzedni zarząd przygotował cały projekt przebudowy Oporowskiej. Załatwił część funduszy z miasta, drugą część miało pokryć ministerstwo. Podobno nawet złożono już dokumenty, jednak nowy zarząd się z tego wycofuje, twierdząc, że Oporowska to nie jest dobre miejsce na budowę ośrodka szkoleniowego. Jakie jest pana zdanie na ten temat? Nie wydaje się panu, że jeśli teraz ten projekt zostanie wycofany, to wrocławianie będą czekać kolejne długie lata aż coś znów ruszy w tej sprawie?
- Tak naprawdę tutaj najwięcej zależy od właściciela i jego wizji jak akademia ma się rozwijać. Nie ma co ukrywać, że infrastruktura to największa część składowa rozwoju akademii. Każdy klub powinien mieć swoją bazę, swój internat, swoje boiska treningowe. Jest to niesamowicie duży plus i w takiej sytuacji moglibyśmy jeszcze poważniej myśleć i mówić o szkoleniu młodych zawodników oraz wprowadzaniu ich do pierwszej drużyny. Nie wydaje mi się, że jeśli ktoś ten projekt odłoży, to się o nim zapomni, bo wszyscy we Wrocławiu zaczynamy rozumieć, że bez infrastruktury nie zrobimy kroku do przodu. Bez silnej i dobrej akademii nie możemy mówić o szkoleniu i wprowadzaniu własnych zawodników do pierwszej drużyny. Podstawą tej akademii jest oczywiście dobrze wyszkolona kadra trenerska, bardzo dobrze pracujący skauting, ale też infrastruktura, która pozwoli pracować z tymi zawodnikami na przyzwoitym poziomie.

- No właśnie, przypomniał mi pan o skautingu. W tę stronę też kierowane jest bardzo wiele zarzutów. Często padają argumenty, że w Śląsku nie ma żadnego skautingu. Może mógłby nam pan nakreślić, jak wygląda struktura skautingu we Wrocławiu?
- W dziale skautingu Śląska są zatrudnione dwie osoby: Maciek Gil i Michał Hetel plus oczywiście ja jako osoba nadzorująca. W tej chwili głównym zadaniem tego działu jest codzienna weryfikacja i obserwacja zawodników zaczynając od materiałów wideo i programów skautingowych. Podczas weekendów skauci oglądają wyselekcjonowanych zawodników na żywo. Najczęściej są to zawodnicy z pierwszej i drugiej ligi polskiej. Zdarza się, że jeśli dostaniemy sygnał, że w trzeciej lidze gra jakiś wartościowy zawodnik, to także ją oglądamy.  Zaczęliśmy także projekt współpracy z pięcioma studentami wrocławskiego AWF-u. Obserwują oni dla nas wybrane ligi europejskie i raportują, którzy zawodnicy w danych ligach się wyróżniają.

- W jaki sposób obserwują te ligi?
- Wykorzystujemy programy skautingowe, które pozwalają nam na bieżąco obserwować te ligi i weryfikować zawodników tam grających.

- Czas na podróż do przeszłości. Pan przeszedł ze Śląskiem praktycznie wszystkie szczeble ligowe. Od meczów ze Swornicą Czarnowąsy po mistrzostwo Polski zdobyte przy Reymonta. Podczas całej tej podróży nie miał pan przez chwilę myśli, żeby odejść od tego Śląska i spróbować gdzieś w wyższej lidze?
- Były takie momenty. Szczególnie, kiedy graliśmy w trzeciej lidze, bo miałem wtedy oferty z Górnika Zabrze i Widzewa Łódź, ale tak naprawdę ja cały czas wierzyłem, że jestem potrzebny tutaj we Wrocławiu. Urodziłem się bardzo blisko stadionu, zawsze czułem się bardzo emocjonalnie związany z klubem. Wiedziałem, że w tym trudnym momencie bardzo dużo ode mnie zależy. Zostałem też poproszony o to, żeby walczyć ze Śląskiem o powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, bo na mojej osobie ma zostać oparta drużyna, która o ten cel będzie walczyć. Dzisiaj myślę, że decyzja o pozostaniu we Wrocławiu była jedną z najlepszych w moim życiu.

- Jest dzięki temu kilka medali na koncie.
- Tak, jak najbardziej, ale przede wszystkim takie poczucie, że w jakiś sposób pomogłem tej drużynie wrócić z trzeciej ligi do Ekstraklasy.

- Wspomniał pan o ofertach z Górnika i Widzewa, a coś zagranicznego też było?
- Tylko z Izraela.

- Skoro już jesteśmy w przeszłości, to nie mógłbym nie zapytać o trenera Lenczyka. Jak pan wspomina jego treningi?
- Oczywiście na moją ocenę wpływa też czas, który minął, odkąd razem pracowaliśmy. Trener Lenczyk dużą uwagę przykładał do fizyczności zawodnika. W pierwszym okresie wydawało nam się to trudne do zaakceptowania. Bardzo wiele było pośród nas komentarzy.

- O panu od wuefu?
- Tak, dokładnie, ale to dlatego, że często te treningi wyglądały właśnie jak lekcja wuefu, szczególnie jeśli chodziło o treningi motoryczne na hali czy na matach. To jednak nie zmienia faktu, że dzięki tym treningom obojętnie czy miałeś lat 20 czy 30 czułeś się na boisku bardzo dobrze. Do tego trener Lenczyk potrafił optymalnie wykorzystać zawodników, których miał do swojej dyspozycji. Potrafił też bardzo dobrze – chociaż w tylko sobie znany sposób – zarządzać tą szatnią, co czasem budziło trochę konfliktów, ale cel, który chciał osiągnąć, zawsze osiągał. Od trenera można było się naprawdę dużo nauczyć i pod względem piłkarskim, jak i w kwestii zarządzania ludźmi. Trener Lenczyk zostawił w Śląsku bardzo wiele dobrego.

- Czy w tym sezonie mistrzowskim mieliście chwilę zawahania? Kiedy przyszły słabsze wyniki, jak choćby ten łomot od Legii 0:4 na własnym stadionie. Nie myśleliście sobie wtedy: „kurde, to się chyba nie uda”?
- Oczywiście, że były chwile zwątpienia. Po rundzie jesiennej byliśmy liderem, ale wiosnę zaczęliśmy przeciętnie. Nie mieliśmy w swoich głowach tego, że musimy być mistrzem, ale czuliśmy tę szansę, która nam się nadarza. Znaliśmy siłę swojego zespołu, siłę szatni, siłę grupy, bo tak naprawdę w tamtym czasie byliśmy bardzo mocnym zespołem pod względem mentalnym. Byliśmy drużyną, która wspierała się nie tylko na boisku, ale też poza nim. Ten początek wiosny zachwiał takie poczucie, że idziemy w dobrym kierunku i że możemy zrobić coś wielkiego. Na szczęście końcówka sezonu w naszym wykonaniu była już zdecydowanie lepsza i zrobiliśmy coś, czego nikt się po nas nie spodziewał.

- Wspomniał pan, że byliście mocnym zespołem pod względem mentalnym, więc nie mogę nie zapytać. Pił pan piwko w sławnym wesołym autobusie?
- (śmiech)

- Pytałem o to samo Piotrka Celebana, ale nie przyznał się.
- Naprawdę? Nie przyznał się?

- Powiedział, że nie pamięta.
- No to ja chyba też tak odpowiem. Nie pamiętam.

- No dobra, umówmy się, że nie będę drążył tematu, ale za to powie mi pan teraz kto był najlepszym piłkarzem z jakim pan grał?
- Czasem nie widać zdolności piłkarza, dopóki się z nim na co dzień nie trenuje. Kiedy się widzi jego jakość na treningach, kiedy gra się z nim w jednym zespole. Sebastian Mila to był bardzo inteligentny zawodnik, który potrafił jednym swoim zagraniem zmienić losy meczu. Mało jest teraz takich graczy, w Ekstraklasie którzy rozumieją piłkę i mają to we krwi. Kreowanie sytuacji, stałe fragmenty gry, lewa noga.

- Podanie nad murem do Kaźmierczaka w meczu z Jagiellonią w sezonie mistrzowskim to był majstersztyk.
- Mało kto potrafi zagrać w tak nieszablonowy sposób. Taki właśnie był Sebastian Mila. Był też Leszek Pisz. Tutaj też czułeś, że może jest to zawodnik, który niedługo skończy karierę, ale nadal posiada ogromne indywidualne umiejętności. Pamiętam jeszcze Marka Grabowskiego, od którego miałem przyjemność uczyć się w Polarze Wrocław. Wykonał świetną robotę w kwestii nauczania, rozumienia i pokazywania pewnych zachowań na boisku. Bardzo dużo się od niego nauczyłem.

- To teraz najlepszy piłkarz, przeciwko któremu pan grał?
- Jednym z lepszych na pewno był Ljuboja z Legii Warszawa, który potrafił z niczego zrobić coś niesamowitego. Poruszał się nieszablonowo po boisku. Radek Sobolewski także był zawsze piekielnie ciężkim przeciwnikiem. Swoją charyzmą i postawą potwierdzał tylko, że jest prawdziwym liderem w swoim zespole.

- W drugiej drużynie Śląska gra pana syn Łukasz. Jak sobie radzi? Ma szansę osiągnąć tyle co ojciec? Pozycja chyba nawet ta sama.
- Tak, pozycja ta sama, chociaż jak ja byłem trenerem w CLJ, to Łukasz grał na lewej obronie i zagrał tam naprawdę dobry sezon. Jest inteligentnym zawodnikiem, który sam potrafi dostrzegać swoje braki i pracuje nad nimi bardzo intensywnie. Ma w sobie dużo pokory co do swoich umiejętności i pracy, która jeszcze przed nim. Wiadomo, że w życiu potrzeba też trochę szczęścia, żeby dany trener zauważył w tobie umiejętności, które będą pasowały do jego koncepcji. Dlatego teraz jest mi trudno oceniać, czy Łukasz ma szansę zajść daleko. Ja oczywiście bardzo bym tego chciał, bo to mój syn i życzę mu jak najlepiej. Wszystko jednak zależy tak naprawdę od niego. Wszystko jest w jego głowie i nogach. Jeśli nadal będzie tak zaangażowany, to jestem pewien, że będzie dobrze się rozwijał. Póki co robi z roku na rok systematyczny postęp i ja jestem z tego zadowolony.

- Rozmawiacie o sprawach piłkarskich czy raczej zostawia go pan i niech sobie radzi sam?
- Jak zawodnik jest młody, to najlepiej zostawić go w spokoju, pozwalając mu trenować i cieszyć się piłką. Rozmowy należy zostawić trenerowi, do którego trzeba mieć zaufanie i wierzyć, że potrafi dobrze pracować i dawać wartościowe rady. Im więcej ma dziecko spokoju, tym jest zdecydowanie lepiej. W tym wieku, w którym jest teraz Łukasz, już na tyle rozumie piłkę, że możemy porozmawiać o taktyce, o motoryce, o jego zachowaniu w poszczególnych meczach czy o nastawieniu mentalnym. Oczywiście nie jest to z mojej strony żadna forma krytyki, bo od tego jest trener. Ja jedynie mogę zwrócić mu uwagę na pewne niuanse czy zachowania, bo oglądając z boku czy potem na wideo ja zdecydowanie więcej widzę niż on może odbierać tych bodźców na boisku.



KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się