var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: widzew.com / Marcin Olczyk

Raport 2x45: Talenty poukrywane między Wisłą a Bugiem, czyli piłkarze z Lubelszczyzny, na których warto zwrócić uwagę

Autor: Krystian Juźwiak
2019-03-14 13:00:30

Szary punkt na piłkarskiej mapie Polski – tak przez lata jawiła się kibicom Lubelszczyzna. Wśród klubów prym wiedzie Górnik Łęczna. Po nim ciągnie się zawiła historia awansu Motoru Lublin. Wybitni piłkarze? Dla wielu wciąż numerem 1 będzie Tomasza Kiełbowicza. Pomału, bo pomału, ale wszystko się zmienia. Pochodzący z Białej Podlaskiej Sebastian Szymański już jest kreowany na gwiazdę Ekstraklasy. Właściwie można powiedzieć, że nią jest. CSKA Moskwa ponoć oferowała za tego chłopaka aż 8 milionów euro. A między Wisłą a Bugiem znajdziemy jeszcze co najmniej kilka talentów.

To nie jest tak, że w lubelskim nie rodzą się piłkarze. Rodzą się i potrafią grać w piłkę na niezłym poziomie. Pochodzący z Wólki Kolczyńskiej (46 km od Puław) Jarosław Niezgoda był obserwowany przez skautów Olympique Marsylia, Borussii Dortmund i Herthy Berlin. W zimowym oknie transferowym napastnik z Legii miał konkretną ofertę z duńskiego FC Midtjylland. Kilka miesięcy temu kibice i spore grono ekspertów widziało Niezgodę w reprezentacji kosztem Krzysztofa Piątka.

Ariel Borysiuk może nie gra ostatnio za wiele, ale przez lata był solidnym pomocnikiem z epizodami za granicą i w kadrze. Kolejny przykład: nowy nabytek FC Cincinnati, Przemysław Tytoń. Bohater EURO 2012 to wychowanek Hetmana Zamość. Następny: Paweł Jaroszyński z Chievo Werona. Człowiek z piłkarskiej rodziny, której korzenie zostały zapuszczone w Łęcznej. Nie można zapomnieć o etatowym żołnierzu Jerzego Brzęczka, Damianie Szymańskim. Pomocnik reprezentacji Polski i Achmata Grozny pochodzi z Kraśnika.

Prawdą jest, że na Lubelszczyźnie nie rodzi się tylu utalentowanych piłkarzy co np. na Śląsku. Zwróćmy jednak uwagę na trzy proste aspekty:
- gęstość zaludnienia
- liczbę mieszkańców
- liczbę klubów i akademii

Mimo to produkcja młodych, zdolnych między Wisłą a Bugiem powoli się rozkręca. Koronnym przykładem jest duet Niezgoda – Szymański. W Legii jest też Mateusz Hołownia (aktualnie wypożyczony do Śląska Wrocław). Latem Chełmiankę na Widzew zamienił Przemysław Banaszak. Artur Balicki, wychowanek Widoku Lublin, przed chwilą parafował umowę z Wisłą Kraków. Patryk Szysz zadebiutował w Zagłębiu Lubin w 25. kolejce Ekstraklasy. Urodzony w Lublinie 20-latek w 83. minucie zmienił swojego imiennika, Patryka Tuszyńskiego.

Umówmy się: o Szymańskim i Niezgodzie powiedziano już bardzo dużo, a ten tekst ma skupić się na mniej znanych piłkarzach niż obaj legioniści. Byłego napastnika Wisły Puławy nie traktujemy już jak talent. Niezgoda ma 23 lata, a to okres, kiedy powinniśmy mówić o niemal ukształtowanym piłkarzu, a nie "młodym, zdolnym". Jego rozwój zahamowały jednak urazy.

Zawodnicy opisani poniżej nie są starsi niż 21 lat.


ASY U WRÓT EKSTRAKLASY

Patryk Szysz (Zagłebie Lubin)

Sezon 2017/18, choć pozostawił po sobie bardzo gorzki posmak w postaci spadku Górnika do II ligi, to jednak był przełomowy dla Patryka Szysza. 20-latek w końcu stał się ważną postacią klubu z alei Jana Pawła II. W minionych rozgrywkach zdobył dla Górnika 10 bramek, a do tego dołożył dwie asysty.

Szysz był najlepszym strzelcem drużyny. Daleko za plecami 20-latka uplasował się Grzegorz Bonin (4 gole i jedna asysta), Przemysław Pitry (3 trafienia i jedno kluczowe podanie) oraz Łukasz Tymiński (2 gole i dwie asysty). Jednak z dziesięciu strzelonych przez Szysza bramek, aż siedem padło po rzutach karnych, przez co na młodego piłkarza spada sporo krytyki.

- Nie boli mnie takie gadanie, że strzelam tylko z karnych. Zawsze powtarzam, że karny to nie znaczy gol. Trzeba go dobrze uderzyć i wykorzystać. Ja kilka jedenastek zmarnowałem, więc jest jeszcze dużo do poprawy – mówi Szysz w rozmowie z 2x45.

W czerwcu Legia chciała „wyciągnąć” skutecznego napastnika z Łęcznej, ale na przeszkodzie stały pieniądze. Górnik życzył sobie aż 1,5 miliona złotych. Pod koniec wakacji do walki o Szysza dołączyła Wisła Kraków. - Potwierdzam. Wisła i Górnik usiadły do rozmów, ale ze mną nikt nie rozmawiał. Te wszystkie informacje docierały do mnie okrężną drogą – przyznał piłkarz.

 

 

 

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Tak było i w tym wypadku. Szysz zamiast do Warszawy lub Krakowa trafił do Lubina. - Mimo wciąż młodego wieku, potrafił wziąć ciężar gry na swoje barki. Skrzydłowy Górnika charakteryzuje się dobrym strzałem zza pola karnego. Gdy tylko zostawi się mu troszkę miejsca, ten błyskawicznie stara się to wykorzystać i decyduje się na strzały swoją lepszą lewą nogą. W przekroju rundy przyzwoicie wyglądała także jego współpraca z bocznymi obrońcami. Często szukał miejsca bliżej środkowej strefy boiska, odsłaniając boki ofensywnie usposobionemu Pisarczukowi czy Zagórskiemu – charakteryzował na łamach 2x45 Bartek Cabaj.

- On mi przypomina Krzyśka Piątka – dodaje Kamil Oziemczuk, który z Szyszem grał w Motorze Lublin. - Chłopak bez układu nerwowego. Wychodzi na mecz i robi swoje. Nie myśli, o tym, że to decydujący karny w 93. minucie, tylko podchodzi i zamienia jedenastkę na gola.

Co ciekawe w sezonie 2016/17, gdy Szysz był wypożyczony do Motoru Lublin, trener Jacek Magnuszewski wystawiał go nawet na lewej obronie.


Mateusz Hołownia (Śląsk Wrocław)

Urodził się – podobnie jak największy talent Legii, Sebastian Szymański – w Białej Podlaskiej. Karierę piłkarską rozpoczął w miejscowym TOP 54. W wieku 13 lat dołączył do aktualnych mistrzów Polski. Mimo że urodzony i wychowany na Lubelszczyźnie, to metkę jakości przypięli mu w Warszawie.

Ostatnio tę jakość sprawdzał Ruch Chorzów, do którego Hołownia był wypożyczony. W niebieskim trykocie obrońca zagrał 29 meczów i strzelił trzy bramki. - Każdy tak myśli o Ruchu, że tam nie wiadomo jakie rzeczy się dzieją, a ja mam właśnie niemal same pozytywne wspomnienia z Chorzowa. Grałem wszystkie mecze i na pewno pod względem piłkarskim się rozwinąłem. Miałem tam trzech szkoleniowców, bo kiedy przychodziłem, to Ruch prowadził Krzysztof Warzycha, później zastąpił go Juan Rocha, a następnie pojawił się trener Dariusz Fornalak, z którym pracowałem najdłużej. Można powiedzieć, że kiedy odszedł Rocha, a przyszedł Fornalak, to skończył się luz. Nie było już tylu treningów z piłką, tylko ciężka praca i taktyka, do której trener Darek przykładał szczególną wagę. Pewnie, bywały bardzo trudne momenty, jak chociażby porażka 1:6 z Miedzią w Legnicy czy 0:6 z Pogonią Siedlce i sezon zakończony spadkiem, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Robiliśmy wszystko, by się utrzymać, ale trzeba też mieć na uwadze, że mieliśmy najmłodszą linię defensywną w całej lidze. A jeśli chodzi o kwestie finansowe, to ja jestem z Ruchem na zero. Pewnie, były opóźnienia, ale w piłce to normalne. Nawet w ekstraklasie nie zawsze pensja była na czas, dlatego podchodziłem do tych spraw ze spokojem – tłumaczył Hołownia w rozmowie z Gazetą Wrocławską.

W CV młodego defensora znajduje się ponad 30 spotkań w młodzieżowych reprezentacjach Polski, od kategorii U15 do U20. W Legii debiutował jako 16-latek w meczu Superpucharu Polski z Zawiszą Bydgoszcz. 11 czerwca 2018 roku Hołownia podpisał nowy kontrakt z Legią. - Mateusz to utalentowany lewy obrońca, rocznik 1998. Cieszymy się, że związał się z nami czteroletnim kontraktem. Chcemy budować przyszłość na takich zawodnikach — powiedział ówczesny dyrektor techniczny Legii, Ivan Kepcija.

Teraz Hołownia ogrywa się w Śląsku Wrocław. Jego usługami były zainteresowane inne kluby Ekstraklasy: Wisła Płock i Korona Kielce. Jak sam przyznał, wrocławianie byli najbardziej zdeterminowani. Do tego w Śląsku ma spore grono znajomych z Legii.


Fot. Krystyna Pączkowska slaskwroclaw.pl


Artur Balicki (Wisła Kraków)

Wychowanek Widok Lublin od 16. roku życia reprezentował barwy Ruchu Chorzów. Początkowo grał w zespole juniorów, ale po jednym sezonie w drużynie młodzieżowej zaczął regularnie trenować z pierwszą jedenastką.

Zimą dostał ofertę last minute z Ekstraklasy. Okazja mogła się nie powtórzyć, więc nie było dużo zastanawiania się, tylko szybki ruch ręką uzbrojoną w długopis. Balicki przeniósł się do wychodzącej powoli na prostą Wisły Kraków. W momencie, gdy Balicki parafował kontrakt, trener Maciej Stolarczyk miał tylko dwóch napastników zdolnych do gry: Krzysztofa Drzazgę i Marko Kolara. Paweł Brożek leczył uraz barku, a Aleksander Buksa pleców.

19-latek rodem z Lublina był wygodną opcją, ale kluczowym aspektem były umiejętności piłkarskie, a nie wiek i możliwość przyszłego zysku. Artur Balicki jesienią wystąpił w 22 meczach Ruchu Chorzów, w których strzelił siedem goli, a przy dwóch bramkach asystował.

 

 

 

- To ciekawy chłopak, który w sezonie 17/18 w barwach Ruchu Chorzów pozostawał w cieniu innych zawodników. Strzelił tylko dwa gole i spadł z "Niebieskimi" do 2. ligi. 19-latek z Lublina błysnął dopiero w rundzie jesiennej na trzecim szczeblu rozgrywkowym i wykorzystał szansę od Dariusza Fornalaka, który w meczowej osiemnastce nie widział już miejsca dla jego największego rywala — Mateusza Majewskiego – mówi Joanna Sobczykiewicz, dziennikarka GOL24.pl, na co dzień zajmująca się Ruchem Chorzów.

- Warto zauważyć, że młody napastnik Ruchu jesienią rozegrał zdecydowanie więcej minut niż przez cały rok w 1. lidze. O jego odejściu mówiło się już w lipcu, jednak decyzja o pozostaniu w ekipie Niebieskich na kolejne pół roku przyniosła mu same korzyści. Rozwinął się, nabrał doświadczenia i pokazał się szerszej publiczności. To zaprocentowało. Na wiosnę Balicki będzie reprezentował barwy „Białej Gwiazdy”. Jeśli otrzyma szansę od Macieja Stolarczyka i spełni pokładane w nim oczekiwania, może spodziewać się powołania od Jacka Magiery na zbliżający się mundial kadry U-20 – dodaje Sobczykiewicz.


MŁODE WILKI

Przemysław Banaszak (na zdjęciu głównym)

Banaszak urodził się 10 maja 1997 roku w Szczebrzeszynie. Jednak jego pierwszym klubem nie było miejscowe Roztocze, a Hetman Żółkiewka. W lokalnym zespole szło mu na tyle dobrze, że po nastolatka zgłosiła się Chełmianka Chełm. Uraz wykluczył go z treningów na niemal całą wiosnę sezonu 2015/16. - Akurat graliśmy sparing z Ruchem Chorzów i w wyniku starcia z rywalem złamałem obojczyk. Czy to taka poważna kontuzja? Mogło być gorzej. Obojczyk to nie noga, chociaż już drugi raz przytrafił mi się ten uraz – tłumaczy Banaszak w rozmowie z 2x45.

Złamanie nie przeszkodziło w przenosinach do Chełmianki. - Wcześniej byłem wstępnie dogadany z Górnikiem Łęczna. Miałem iść do drużyny rezerw. Ale jak w Łęcznej dowiedzieli się o urazie, to jakoś wszystko ucichło. Za to kontuzja barku w niczym nie przeszkodziła Chełmiance. Byli bardzo zdeterminowani, żeby mnie ściągnąć. Dzwonili, pytali o zdrowie.

Banaszak w poprzednim sezonie zdobył 21 goli (20 w lidze i 1 w Pucharze Polski). Już jesienią 2017 roku młody napastnik był sprawdzany przez Radomiaka. Trener Józef Cyrak chciał sprawdzić piłkarza Chełmianki, ale oba kluby nie dogadały się co do kwoty odstępnego.

- Od razu jak przyjechałem, to wypiliśmy kawkę z panem Sławkiem – śmieje się Banaszak. - Nie wiem, czy pomysł na ściągnięcie mnie wyszedł od niego. Na pewno w Radomiu byli poważnie zainteresowani. Obserwowali mnie w rundzie jesiennej sezonu 2017/18.

Oprócz Radomiaka było więcej chętnych, którzy chcieli sprowadzić piłkarza urodzonego w Szczebrzeszynie. Według lokalnej gazety „Nowy Tydzień Chełmski”, Banaszakiem poważnie była zainteresowana Legia Warszawa. Stołeczny klub oferował Chełmiance 100 tysięcy złotych. - Było zainteresowanie, ale z transferu nici. Nie wiem dlaczego, tak się stało – przyznaje piłkarz. - Żaden dramat. Mam 21 lat i liczę, że moja wielka szansa jeszcze nadejdzie.

Kolejnym ekstraklasowiczem, który widział Banaszaka w swoich szeregach, był Piast Gliwice. Waldemar Fornalik chwalił napastnika, ale potrzebował "piłkarza na już". Do tego, jak dowiedzieliśmy się, menadżer Banaszaka, Marek Citko, chciał wysoką prowizję i dlatego transfer nie wypalił.

Oprócz tych klubów Banaszak dostawał zapytania z Górnika Łęczna, Wigier Suwałki i Rakowa Częstochowa, jednak żaden klub nie zdecydował się płacić 30 tys. złotych ekwiwalentu za wyszkolenie.


Arkadiusz Maj

Podobnie jak reprezentant Polski, Damian Szymański – urodził się i wychował w Kraśniku. Tam zaczął karierę: najpierw w MUKS-ie, a potem dołączył do Stali. Z tym drugim klubem wywalczył awans do III ligi, gdzie jesienią tego roku wystąpił w 15 meczach, w których skompletował 6 trafień.

 

 

 

19-latek latem podpisał 2,5-letni kontrakt z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Od razu po parafowaniu umowy został wypożyczony do Elany Toruń. Wcześniej piłkarza łączono z Górnikiem Łęczna. Bramki strzelane w trzeciej lidze to jedno. Drugą kwestią jest projekt „Ty Też Masz Szansę”. Maj wziął udział w czwartej edycji TTMSZ.

- Jak odpowiednio przepracuje okres w Toruniu, to możemy go za pół roku zobaczyć w I lidze w barwach Podbeskidzia – mówi główny koordynator TTMSZ, Emil Kot. – Arek to dobrze pracująca w polu karnym dziewiątka. Spokój i wykończenie. Świetnie gra głową i ma dobry timing, jeżeli chodzi o wyjście w powietrze i złapanie piłki w najwyższym pułapie. Do tego chłopak wie, co chce osiągnąć – charakteryzuje go Kot.


Szymon Rak

To wychowanek Dublera Opole Lubelskie. Przez Stal Mielec trafił do Motoru Lublin, gdzie radzi sobie bardzo dobrze. Warto spojrzeć na jego liczby. Jak wyliczył Rafał Szyszka z portalu motorlublin.com, Rak strzela bramkę średnio co 85 minut.

Gole Szymona Raka w lidze:
30.08.2017 Motor – Karpaty 5:0 (gol w 89′ –> 9 minut po wejściu)
12.09.2018 Motor – Czarni 4:2 (gol w 80′ –> 10 minut po wejściu)
06.10.2018 Motor – Wisła S 1:1 (gol w 83′ –> 9 minut po wejściu)
13.10.2018 Motor – KSZO 2:0 (gol w 79′ –> 9 minut po wejściu)
27.10.2018 Motor – Chełmianka 2:0 (gol w 90′ –> 10 minut po wejściu)

Gole Szymona Raka w Pucharze:
19.09.2018 Granit – Motor 0:2 (gol w 69′ –> 23 minuty po wejściu)
10.10.2018 Lewart – Motor 0:5 (gol w 70′ –> 13 minut po wejściu)
(źródło motorlublin.com)

Napastnik Motoru błyszczał w Centralnej Lidze Juniorów. Strzelił 17 goli, więcej mieli tylko Łukasz Zjawiński (20) z Legii Warszawa i Piotr Pierzchała (22) z Korony Kielce. Pierwszy gra dziś w rezerwach Wojskowych, drugi zaliczył 35 minut w Ekstraklasie.

Dobre występy Raka w CLJ nie uszyły uwadze selekcjonera. W lutym 2018 Dariusz Dźwigała powołał piłkarza Motoru do reprezentacji U-19 na turniej towarzyski w hiszpańskiej La Mandze. – Umiejętności czysto piłkarskie posiadał słabsze od kolegów – mówił Dźwigała. – Za to miał nosa do gry. Strzelał dużo goli zarówno w CLJ, jak i w III lidze. Imponował szybkością. Szymon przypominał mi Pawła Kryszałowicza.

Rakiem interesują się kluby z całej Polski. - Były oferty z Miedzi Legnica, z Rakowa Częstochowa i Widzewa Łódź – przyznał w rozmowie z 2x45.


Chłopcy Motorowcy

Rak to nie jedyny piłkarz „Żółto-biało-niebiskich”, który ma predyspozycje, by osiągnąć w futbolu coś więcej niż III liga. Warto zwrócić uwagę na jego konkurenta w walce o miejsce w składzie, Rafała Dusiło.- To przede wszystkim siła fizyczna – opisuje Szyszka. - Kawał chłopa, od którego się wszyscy w CLJ-tce się odbijają. Przy tym jest obdarzony niezłą dynamiką, jednak jesienią miał kontuzję i mocno wyhamował, a przy obecnej konkurencji w ataku, to raczej bez szans na grę w pierwszym zespole. Generalnie to taki zawodnik, o którym marzy partner z ataku, bo Dusiło zrobi za kogoś dużo pracy przy wypracowaniu pozycji – tłumaczy Szyszka. – Z tych samych względów Dusiło spokojnie może grać jako jedyny, wysunięty napastnik. W takim wypadku z jego umiejętności skorzystają piłkarze drugiej linii.

Maksymilian Cichocki ma zaledwie 19 lat, ale już od dwóch sezonów jest ważną postacią w Motorze Lublin. W tym sezonie rozegrał 17 spotkań w trzeciej lidze i strzelił jedną bramkę. Na boisku przebywał przez blisko 1500 minut. A mówimy o nastolatku, który występuje na pozycji defensywnego pomocnika bądź częściej na środku obrony.

 

 

 

- Jeśli chodzi o Maksymiliana, to myślę, że fajnie się obserwuje postęp, jaki już zrobił ten chłopak i dalej przecież robi. Nie zapominajmy, że to zawodnik, który ma dopiero 19 lat. Maks nie boi się podejmować odważnych decyzji na boisku i szuka kolegów w swoich podaniach, a to ważna cecha piłkarza. Motor na pewno będzie miał z niego pożytek – mówi Anna Sobka z portalu „Lubsport”.

Warto przyglądać się także Szymonowi Kamińskiemu. - Gdy wchodził do zespołu, to wydawał się naprawdę ciekawym grajkiem, który zaraz może pójść gdzieś wyżej. Potem była u niego była spora sinusoida. Ten sezon będzie przełomowy, bo kończy mu się wiek młodzieżowca, ale jesienią był wyróżniającym się zawodnikiem – powiedział Szyszka. - Ogólnie jest typową ósemką. Lubi się cofnąć po piłkę. Przydatny przy stałych fragmentach gry, bo i kilka goli w ten sposób strzelił.

Kamiński w tym sezonie zagrał w czternastu meczach Motoru. Strzelił dwa gole. Jest wychowankiem Unii Krzywda.

Na tle przytoczonych wcześniej piłkarzy ciekawym rodzynkiem jest Kamil Kumoch. Młody pomocnik piłkarsko rozwijał się w Warszawie, w barwach Legii, ale szansę na krok w kierunku dorosłej piłki dostał dopiero w Lublinie. - Kamil Kumoch jest mega waleczny. Posłużę się jednak przykładem ze spotkania wyjazdowego Motoru Lublin z GKS-em Bełchatów, rozgrywanym w końcówce września 2018 roku. Rozmawiając wtedy z trenerem Jasikiem, wiem, że Kamil od 88. minuty meczu grał z kontuzją i praktycznie stał tylko pod bramką rywali, a mimo tego w doliczonym czasie gry doprowadził do wyrównania i zapewnił lublinianom jeden punkt. Kamil w tym sezonie w Centralnej Lidze Juniorów strzelił osiem goli, a bilans żółto-biało-niebieskich to przecież 19-27. Jak dla mnie pewna ostoja ofensywy, którą drużyna musi wykorzystać, jeśli chce się utrzymać na tym szczeblu rozgrywek – wyjaśnia Anna Sobka.

 

 

 


Górnik nie chce być gorszy

W Górniku praca z wychowankami zawsze średnio wyglądała – powiedział Kamil Oziemczuk. - Teraz wszystko się odbudowuje. Broni Patryk Rojek, gra 16-letni Kuba Cielebąk. Łęczna będzie miała z niego pociechę. Fizycznie mu brakuje, ale ma jeszcze czas, żeby poprawić te aspekty. Kubę Jaroszyńskiego targają kontuzje, ale wszyscy liczą, że rozwinie się jak jego brat. Trzeba się cieszyć, że mamy chłopaków z regionu i zrobić wszystko, żeby było ich więcej - dodaje.

 

 

 

Patryk Rojek to 19-latek, który przejął schedę po Sergiuszu Prusaku. W tym sezonie rozegrał 14 meczów, w pięciu zachował czyste konto. Zadebiutował w meczu z Olimpią Elbląg. - Nikt mi tego nie obiecał przed sezonem, ale wierzyłem, że poprzez ciężką pracę na treningach, którą wykonuję od lat, w końcu uda mi się przekonać do siebie trenerów - mówił w rozmowie z Piotrem Świerczem. - Po meczu z Widzewem Łódź trener Przemysław Norko (odpowiedzialny za szkolenie bramkarzy w klubie – przyp. red.) zaprosił mnie do siebie do pokoju i powiedział, że jest plan, abym to ja stanął w bramce w kolejnym spotkaniu, ale to jeszcze nic pewnego. Trener nakazał oczyścić umysł i dalej pracować po to, żebym mógł udowodnić, że na to zasługuję - powiedział.

- W pewnym momencie trener Arkadiusz Onyszko dał mi znać, że muszę iść na wypożyczenie do innego klubu, niekoniecznie do wyższej ligi. Chodziło mu o to, żebym zmężniał i nauczył się życia w klubie, gdzie jest presja ze strony kibiców. Poszedłem do Tomasovii Tomaszów Lubelski. Był to dla mnie bardzo dobry ruch, ponieważ zebrałem pozytywne recenzje. Z podniesioną głową wróciłem do Górnika, który spadł z Ekstraklasy. Niestety nie zagrałem w I lidze. Zasiadłem jedynie na ławce w paru meczach. Pomimo gry w rezerwach, czułem, że się nie rozwijam tak jak wcześniej. Na moje szczęście pojawiła się propozycja wypożyczenia do Motoru Lublin. Tam trenowałem z pierwszą drużyną pod okiem trenera Onyszki i występowałem w Centralnej Lidze Juniorów. Każdy mówił, że ta drużyna nie ma szans na utrzymanie, a my co? Nie przegraliśmy ani jednego meczu w drugiej rundzie. Zajęliśmy trzecie miejsce i do końca walczyliśmy o awans do półfinału Mistrzostw Polski. Na jedenaście spotkań zagrałem siedem razy na zero. Dzięki temu nie wzrosły u mnie tylko umiejętności, ale i pewność siebie, co jest bardzo ważne w sporcie - mówił Rojek.

Na pierwszy rzut oka Jakub Cielebąk wydaje się jednym z największych wygranych zimowego okresu przygotowawczego. 16-latek regularnie dostawał szanse od Franciszka Smudy. Za zaufanie młody piłkarz odwdzięczył się bramkami w sparingach z Motorem Lublin, Hetmanem Zamość i Chełmianką Chełm.

- Mocne strony? Na pewno Kuba jest dość silnym piłkarzem jak na swój wiek. Jest dobrze zbudowany, dzięki czemu umie się zastawić i przytrzymać piłkę. Ma mocny strzał.... nie zawsze celny, chociaż po ostatnich sparingach można zauważyć, że jednak celność poprawił – śmieje się klubowy kolega Cielebąka, Jakub Jaroszyński. - Dobra kiwka to kolejny ważny element. Kuba jest przede wszystkim skromny i pokorny. Powoli dąży do celu, który w jakiś sposób już osiągnął, grając i strzelając bramki w pierwszej drużynie Górnika. To dobry kolega z boiska, ale również poza nim.

 

 

 

Sam Jaroszyński to wciąż jeden ze zdolniejszych piłkarzy młodego pokolenia w Łęcznej. Gdyby nie kontuzje, już dawno mógłby zostać ważnym ogniwem pierwszego zespołu. Po podpisaniu profesjonalnego kontraktu niemal 9 miesięcy spędził w gabinetach lekarskich. Pech nie opuszcza go od samego początku. W 2014 roku zerwał więzadła krzyżowe, w efekcie prawie trzy lata nie grał w piłkę.

- Byłem na testach w Zagłębiu Lubin. Była oferta z Motoru Lublin i z tego, co wiem, bardzo mnie tam chcieli. Jagiellonia też mnie zapraszała na testy, ale stwierdziliśmy wspólnie z rodzicami, że najlepiej będzie zostać w Łęcznej. Skończę szkołę i powalczę o pierwszy skład – przyznaje Jaroszyński.

Młody obrońca pochodzi z piłkarskiej rodziny. Brat Paweł jest zawodnikiem Chievo, zaś ojciec Piotr jako kapitan wprowadzał Górnik Łęczna do Ekstraklasy. Kuba do tej pory zagrał zaledwie dwa razy w I lidze. Mimo to nosił już opaskę kapitana. – To były niezłe jaja! Graliśmy towarzysko z Maccabi Nentaja. Wchodziłem na boisko za Grzesia Bonina i to on mi dał opaskę. Ponoć pod nosem powiedział: “Zanieś opaskę Dawidowi Smugowi“. Właśnie Dawid był najstarszy na boisku i to on powinien ją założyć. Ale ja tego nie usłyszałem. Dopiero po meczu chłopaki mi powiedzieli. Założyłem opaskę i poprowadziłem drużynę do końca. Skończyło się 2:1 dla nas – opowiadał Kuba Jaroszyński. – Presja? Żadna. Nawet nie patrzyłem, czy spada. Po prostu grałem swoje – mówił Kuba.


fot. Górnik Łęczna


ICH TEŻ WARTO OBSERWOWAĆ

Arkadiusz Korolczuk mimo 16 lat jest podstawowym piłkarzem trzecioligowych Orląt Radzyń Podlaski. W tym sezonie rozegrał 14 meczów, 8 w pierwszym składzie. 683 minuty na boisku. – Korolczuk ma papiery na Ekstraklasę. Brakuje mu tylko charakteru. Powiedziałbym, że jest za bardzo ułożony, za grzeczny. Piątki, szóstki, wzorowe zachowanie. W piłkę grać potrafi. Ma 16 lat, a z powodzeniem radzi sobie w III lidze, w której gra się specyficznie. To liga fizyczna, a on od roku występuje na tym poziomie. Myślę, że ma wszystko, żebyśmy go kiedyś zobaczyli w Ekstraklasie. Były już zapytania z Piasta Gliwice. Motor Lublin regularnie dzwoni, ale nie ma sensu go posyłać do CLJ-tki, skoro tu gra w seniorach. Będę bardzo szczęśliwy, jak zobaczymy Arka, chociażby w Ekstraklasie. Prowadzę go od ośmiu lat, to będzie mój sukces. Zapewniam, że talent ma – powiedział trener Orląt, Rafał Borysiuk.

 

 

 

Innym zawodnikiem, którego warto obserwować, jest niedawny kolega wspomnianego powyżej Arkadiusza Maja. Mowa o Erneście Skrzyńskim, 19-letnim pomocniku Stali Kraśnik. Podobnie jak Maj też zaczynał karierę w mniej znanym MUKS-ie, skąd przeniósł się do Stalówki. Zimą Skrzyński przebywał na testach w Górniku Łęczna.

Młody pomocnik – według danych dostarczonych przez PZPN – rozegrał już 161 meczów i zdobył 30 goli. Świetny okres zaliczył od 11 sierpnia 2018 do 25 września. Wówczas strzelał bramkę w każdym meczu.

 

 

 

Ostatnim piłkarzem, którego polecamy skautom, jest Mateusz Oleszczuk. Skrzydłowy występującej w klasie okręgowej Unii Hrubieszów wybił się dzięki projektowi Ty Też Masz Szanse. Po udany test-meczu młody piłkarz dostał oferty z Miedzi Legnica, Rakowa Częstochowa i Stali Kraśnik. Problemem jest mentalność chłopaka i jego otoczenie. Trener Unii, Dariusz Herbin, naciskał na 18-latka, by został w Hrubieszowie i pomógł klubowi w awansie do IV ligi. Przed Oleszczukiem przedstawiono fantastyczną wizję o nazwie „Legia Warszawa”. Szefem skautów „Wojskowych” jest pochodzący z Hrubieszowa, Tomasz Kiełbowicz, ale jak się dowiedzieliśmy, nigdy nie było nawet pomysłu, żeby Oleszczuka sprawdzić w młodzieżowych drużynach Legii.

 

 

 

- Szybki chłopak, fajnie potrafi grać tyłem do bramki, często schodził do środka i oddawał strzał na bramkę – opisuje Michał Macek, skaut TTMSZ, który obserwował Oleszczuka. – Podanie, odegranie, wyjście na pozycję wszystko ma, ale na razie z transferu nici - ubolewał Macek.

Podsumowując, to nie jest tak, że w Lubelskiem talentów nie ma. Są, i pewne w końcu wypłyną na szersze wody. Ktoś na nich po prostu musi w końcu postawić.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się