var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: hugball.net

Upadek Bayernu Monachium

Autor: Maciej Zaremba
2019-03-14 15:00:28

Dwumecz Bayernu Monachium z Liverpoolem FC nie zakończył się pogromem, ale końcowy wynik rywalizacji nikogo nie zaskoczył. „Powiem tylko jedno zdanie – Anglicy wygrali zasłużenie” rzucił tuż po środowym spotkaniu prezydent FCB Uli Hoeness. Dla Bawarczyków odpadnięcie z Ligi Mistrzów w 1/8 finału to rzecz w ostatnich latach niespotykana. W tym roku odpadnięcie tuż po fazie grupowej nie jest jednak żadnym zaskoczeniem, a konsekwencją wielu miesięcy słabości klubu na wszystkich szczeblach. Po porażce z Liverpoolem FC każdy ma prawo ogłosić, że złoty okres bawarskiego klubu ostatecznie dobiegł końca.

Ostatni raz piłkarze Bayernu Monachium potknęli się w tak wczesnej fazie rozgrywek w 2011 roku, kiedy to za kadencji Louisa van Gaala polegli z Interem Mediolan. Wówczas rekordowy mistrz Niemiec był jednak dopiero w początkowej fazie rozwoju. Rok wcześniej holenderski trener, który kilka dni temu zakończył karierę, doprowadził Bayern do pierwszego finału Ligi Mistrzów od 2001 roku. Od pamiętnego zwycięstwa na San Siro z Valencią FC po serii rzutów karnych do przegranego finału Ligi Mistrzów w 2010 roku na Santiago Bernabeu minęło osiem chudych sezonów FCB w Europie. W tym okresie szklanym sufitem dla bawarskiego giganta był ćwierćfinał Champions League, a raz (sezon 2007/2008) zdarzyło się nawet, że Bayern w Lidze Mistrzów nie grał. Pojawienie się w klubie van Gaala zmieniło filozofię gry i zapoczątkowało w klubie złoty okres, którego koniec obserwujemy dzisiaj.

- Pod względem fachu Louis van Gaal to niewątpliwie jeden z najlepszych trenerów na świecie. Uważam, że to on jest odpowiedzialny za zmianę stylu gry Bayernu. Jupp Heynckes i Pep Guardiola tylko kontynuowali jego filozofię i starali się ją ulepszać. Z pomysłów van Gaala korzystamy do dzisiaj - skomentował zakończenie kariery charakterystycznego holenderskiego szkoleniowca Uli Hoeness, który nigdy nie ukrywał, że z van Gaalem miał trudne relacje. Obaj panowie po prostu za sobą, delikatnie rzecz ujmując, nie przepadają. Prezydent Bayernu potrafił jednak docenić wartość, jaką wniósł do klubu van Gaal. Finał w 2010 roku był dopiero początkiem wielkości Bayernu.

- Zwycięstwa w Lidze Mistrzów nie da się zaplanować. Decyduje o tym zbyt dużo szczegółów, nad którymi nie ma się kontroli - to słowa sprzed kilku lat Olivera Kahna, który już niedługo rozpocznie pracę w klubie w roli działacza. Bayern w tym kapitalnym okresie zdobył puchar tylko raz, za kadencji Juppa Heynckesa w 2013 roku. Bawarczycy przez wiele lat byli jednak wymieniani obok FC Barcelony i Realu Madryt, jako pewniacy do gry w co najmniej w półfinale Ligi Mistrzów. Wówczas stawiano również Bawarczyków w jednym rzędzie z hiszpańskimi gigantami, z którymi tworzyli europejskie TOP 3 klubów, do którego inni rywale mogli zbliżać się tylko w pojedynczych meczach. Bayern w półfinale Ligi Mistrzów był oczywistością. Po odejściu Guardioli ta pozycja Bayernu w hierarchii europejskiego zaczęła się mocno chwiać, a jej ostateczny upadek miał miejsce w dwumeczu z Liverpoolem FC.


Bez pomysłu, bez stylu, bez wiary

W tak beznadziejnym stylu, jak w dwumeczu z Liverpoolem FC, Bayern dawno nie odpadł. Bawarczycy grali bojaźliwie, bez wiary we własne umiejętności i wbrew filozofii van Gaala niezwykle defensywnie. Jeśli ktokolwiek przypomni sobie zeszłoroczny półfinał Ligi Mistrzów z Realem Madryt, to z łatwością zauważy, jaka przepaść dzieli drużyny Juppa Heynckesa i Niko Kovaca pod względem zwykłej jakości piłkarskiej, której w meczach z ekipą Juergena Kloppa nie było widać poza pojedynczymi indywidualnymi błyskami Thiago, Gnabry’ego czy Hummelsa. Bezradność Bayernu w ofensywie była na tle klubu z Premier League po prostu porażająca.

Czy wszystko można zrzucić na uciekającą w Bayernie jakość piłkarzy? Na lenistwo na rynku transferowym? Po części na pewno tak, ale podstawą jest styl drużyny i pomysł trenera. Niko Kovac po prostu nie podołał potężnemu wyzwaniu, jakim jest prowadzenie Bayernu Monachium. Czy Chorwatowi nie dano odpowiednich zasobów ludzkich do lepszej gry z Liverpoolem? Bawarczycy w meczu rewanżowym na własnym stadionie nie byli w stanie przeprowadzić nawet jednej składnej akcji. Z takimi piłkarzami, jak Robert Lewandowski, James Rodriguez, Serge Gnabry, Thiago Alcantara, Kingsley Coman czy David Alaba gra w ofensywie powinna wyglądać zdecydowanie lepiej, nawet na tle tak mocnego rywala, jak Liverpool.

To, co dziwi najbardziej, że Bayern Monachium grał w tym dwumeczu tak, aby nie przegrać, a nie po to by wygrać. Bawarczycy, kompletnie nie w swoim stylu i filozofii, skupili się na bronieniu i przeszkadzaniu w grze rywala. „Gwiazda Południa” grała w tym dwumeczu, jak autsajder i w takim smutnym stylu też odpadła, nie pokazując na murawie żadnych argumentów piłkarskich. Kovac chciał pokonać Liverpool FC na podobnych zasadach, jak z Eintrachtem Frankfurt wygrał finał Pucharu Niemiec z Bayernem Monachium. Cuda dwa razy się jednak nie zdarzają, a w Lidze Mistrzów do wygrywania potrzeba przede wszystkim własnego stylu, którego dzisiejszy Bayern po prostu nie ma.


Tęsknota za Robbery

Koniec złotego okresu Bayernu Monachium jest ściśle związany z kończącymi kariery Arjenem Robbenem i Franckiem Ribery’m. Bayern przez lata miał i ma bardzo silną kadrę, ale do wygrywania wielkich meczów trzeba mieć również piłkarzy, którzy są w stanie indywidualnymi umiejętnościami zrobić różnicę. Holender i Francuz byli właśnie tymi jedynymi zawodnikami w zespole, którzy jeśli tylko byli zdrowi to dawali zespołowi coś ekstra. Duet „Robbery” od kilku sezonów z racji wieku i niekończących się problemów zdrowotnych dawał jednak coraz mniej i traciła na tym cała drużyna. Brak godnych następców i piłkarzy ofensywnych o klasie Robbena i Ribery’ego z ich najlepszych sezonów jest dla Bayernu wielkim problemem, który znacznie ogranicza szanse walki z innymi europejskimi gigantami.

 

 

 

Znalezienie latem piłkarzy o klasie „Robbery” z ich prime time i ich zakup jest dla Bayernu zadaniem niewykonalnym, dlatego tęsknota za Mr. Wembley i królu Francku będzie w Monachium na pewno trwała jeszcze długo. Jeśli Bayern znów chce mieć w kadrze „gamechangerów” na podobnym poziomie, to musi ich sam wykreować. Do tego potrzeba jednak czasu, którego w stolicy Bawarii, jeśli chodzi o sukcesy na krajowym i przede wszystkim międzynarodowym podwórku jest zawsze mało.


Pierwszy transfer? Trener!

Czy letnie transfery Bayernu odmienią oblicze drużyny? Na pewno będą miały na to duży wpływ, ale podstawowym zadaniem dla bossów bawarskiego klubu powinno być znalezienie odpowiedniego trenera, który odbuduje podstawy stworzone przez van Gaala, a potem rozbudowane przez Heynckesa i Guardiolę. Bayern Kovaca wygląda na drużynę, które nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co mistrzowie Niemiec prezentowali w poprzednich latach. Pozostał tylko cień drużyny sprzed lat, który musi być jak najszybciej odświeżony.

Na rynku ciężko znaleźć odpowiedniego kandydata na następcę Kovaca. Największe trenerskie gwiazdy są nie do wyjęcia ze swoich klubów, więc trzeba szukać alternatyw. Najciekawszą opcją wydaje się Erik ten Hag z Ajaksu Amsterdam, który imponuje w tym sezonie Ligi Mistrzów swoim ofensywnym i efektownym pomysłem na grę. Wydaje się, że futbol Holendra wpasowałby się w wymagania fanów i działaczy FCB. Atutem ten Haga jest również fakt, że zna doskonale Bayern, w którym przez dwa lata pracował w roli trenera drugiej drużyny i na co dzień miał styczność z ówczesnym trenerem bawarskiego giganta Pepem Guardiolą.


Lato prawdy

Sytuacja Bayernu Monachium do złudzenia przypomina sytuację upadłego giganta AC Milan, który przez wiele lat był czołowym klubem w Europie, a potem przez katastrofalną politykę personalną stał się pod względem sportowym zwykłym europejskim średniakiem, z czym boryka się do dzisiaj. Jeśli monachijczycy nie chcą skończyć, jak klub Krzysztofa Piątka to muszą zacząć błyskawicznie działać i to z możliwie jak najmniejszą liczba błędów, bo najmocniejsze kluby w Europie stale uciekają. Najbliższa i najważniejsza okazja już latem.

Transfer Benjamina Pavarda jest już pewny, do tego wiele informacji mówi o tym, że Bayern na pewno wzmocni też Lucas Hernandez z Atletico Madryt, który będzie kosztował 80 milionów euro. Bardziej interesujące będzie jednak to, jakie nowe twarze pojawią się w słabej ofensywie Bayernu. Tutaj plotek jest mnóstwo, ale konkretów poza Timo Wernerem brak. Napastnik  RB Lipsk to jednak zdecydowanie za mało, aby odmienić zardzewiały atak bawarskiego klubu, dlatego fani Bayernu oczekują, zwłaszcza po blamażu z Liverpoolem, zdecydowanie mocniejszych ruchów. Czy ich się doczekają? Na transfery gotowych gwiazd nie ma co liczyć. Zadaniem skautów FCB jest postawienie na zawodników, którzy na przestrzeni kilkunastu miesięcy będą w stanie w Bayernie wskoczyć na najwyższy europejski poziom. Wyzwanie arcytrudne, ale takie przed Bayernem postawiła rzeczywistość. Odwrotu już nie ma. Bayern upadł w hierarchii europejskiej i jeśli ma się odbudować, to po wielu zmianach i bardzo dużej przebudowie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się