var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: archiwum prywatne autora

Patryk Klimala dla 2x45: Jeśli miałbym występować tylko w Ekstraklasie, po prostu przestałbym grać w piłkę

Autor: rozmawiał Marcin Łopienski
2019-03-16 12:31:05

Patryk Klimala w tym sezonie dostał poważniejszą szansę w barwach Jagiellonii Białystok w Ekstraklasie. W lidze ciągle gola nie strzelił, trafił za to już w Pucharze Polski, ostatnio jego bramki pozwoliły wyeliminować Odrę Opole. W długiej rozmowie z nami opowiada m.in. o przeskoku z I ligi do Ekstraklasy, o uwagach od trenera Mamrota, ale także o ambicji, Mercedesie, nocnym życiu w Warszawie czy o tatuażach. Zapraszamy!

Z Patrykiem Klimalą porozmawialiśmy 6 marca 2019 roku.

Marcin Łopienski (2x45.info): - Sprawdzasz jeszcze odruchowo pogodę w Suwałkach?
Patryk Klimala (napastnik Jagiellonii Białystok):
- Nie, już nie. Tylko wyniki Wigier.

- Temperatura nie przeszkadzała?
- Jak byłem w Suwałkach, to temperatura spadła bodajże do -18 i była to moja najcięższa zima w życiu. Nie odczuwałem dotąd takiej pogody na swojej skórze.

- Spokój tego miasta nie przeszkadzał?
- Generalnie Suwałki to miasto, w którym można zupełnie skupić się na pracy. Nie ma wielu restauracji, nie ma wielu galerii, nie ma gdzie się szwendać. Do odbudowy jest to idealne miejsce. 

- Suwałki były dla ciebie momentem przełomowym.
- Na pewno w seniorach, bo wcześniej w juniorach Jagiellonii u trenera Kulhawika zdobyłem bodajże 17 bramek w dziewięciu meczach i później zacząłem treningi z pierwszą drużyną trenera Probierza. A tak mocno zacząłem się rozwijać właśnie w Suwałkach.

- Czego się tam nauczyłeś?
- Generalnie załapałem, o co chodzi w tej piłce seniorskiej.

- I o co w niej chodzi?
- Za juniora miałem bardzo dużo sytuacji na boisku, w których kombinowałem, celowałem po okienkach bramki, a gol to gol. Nieważne jak go strzelisz. Druga sprawa to był kontakt z przeciwnikiem, od którego po prostu uciekałem, bo się ich bałem, ale po rozmowach z trenerem Skowronkiem zaczęło to iść w dobrym kierunku.

- Co wtedy zmieniłeś?
- Rozpocząłem indywidualną współpracę z trenerem motorycznym, z którym pracuję do tej pory. Jakbyś porównał moje zdjęcia z tamtego okresu, do tego co widzisz teraz, zobaczyłbyś więcej masy ciała. Przytyłem 7 kilogramów i nie chodzi tu tylko o tłuszcz (śmiech).

- Byłeś takim szczypiorkiem, dziś przybiłeś. Obrońcy I ligi odbijali się od ciebie?
- Ogólnie realia I ligi wyglądają tak, że jest dużo walki fizycznej, walki wręcz. Jest bardzo mało miejsca, nie to, co tutaj w Ekstraklasie. Tam może maksymalnie cztery zespoły chcą grać w piłkę.

- Trudny jest ten start w piłce seniorskiej?
- Na swoim przykładzie powiem, że moje wejście w seniora mogło się różnie potoczyć. Jak już zacząłem treningi z pierwszą drużyną Jagiellonii, nie czułem wielkiej różnicy między rywalami, ale szybko złapałem poważną kontuzję, która wykluczyła mnie na pół roku. Później musiałem iść na wypożyczenie. I liga jest bez wątpienia bardziej fizyczna od Ekstraklasy.

- A przejście z juniora do seniora?
- Piłkarsko było okej, ale w aspekcie fizycznym była przepaść.

- I liga to właściwe miejsce na przetarcie przed Ekstraklasą?
- Wydaje mi się, że tak. Zależy jeszcze o jakim zawodniku mówimy, bo jeśli jest ktoś taki, kto tylko lubi grać w piłkę, to w tej I lidze może sobie nie poradzić. Tam każdy musi walczyć, nawet napastnik. Na szczęście mi tej woli walki nigdy nie brakowało.

- Damian Kądzior to kolejny przykład piłkarza, który wybił się w Suwałkach. Też zawodnik ofensywny, bazujący na szybkości i walczący.
- No tak, popatrz tylko na jego statystyki z czasów Wigier (w ostatnim sezonie 33 mecze - 14 goli - 15 asyst - przyp. MŁ). On nie byłby w stanie strzelić tylu bramek bez bezpośredniej walki z obrońcami. Tak się po prostu nie da grać.

- Jak uczyłeś się tej walki wręcz? Lewandowski trenował na Arboledzie, a ty?
- Słyszałem tę historię, ale ja generalnie takich treningów nie miałem. Trener Skowronek w Suwałkach stawiał przeciwko mnie w gierkach silniejszego obrońcę, ale powiem Ci szczerze, że jeszcze nie miałem okazji grać na silniejszego defensora niż Kamil Kościelny, który teraz jest w Rakowie Częstochowa. Naprawdę, żeby gościa przepchać, to trzeba było się z nim mocno poszarpać.

- Udało się chociaż raz?
- Kilka razy i była to naprawdę spora satysfakcja.

- A udaje ci się przepchać Runje albo Mitrovicia? Albo wcześniej Klemenza?
- Tak, zdarza mi się. Dobrze, że mi przypomniałeś Lukasa, bo to kawał chłopa, a jakoś mi umknął (śmiech).

- W sierpniu mówiłeś, że jesteś jeszcze w ¾ seniorem. Coś się zmieniło?
- To był taki moment, że wróciłem z Suwałk do Jagiellonii i myślałem, że już wszystko wiem. Trener Mamrot mocno sprowadził mnie na ziemię i pokazał, że to co było w Wigrach, a to co będzie w Białymstoku, to zupełnie co innego. Inne warianty taktyczne, gra niskim i wysokim pressingiem, aktywny udział w ataku pozycyjnym. Ja będąc w Suwałkach nie brałem udziału w budowaniu akcji, bazowałem tylko na piłkach prostopadłych, które otrzymywałem od kolegów.

- Czyli uczysz się w Białymstoku futbolu.
- Tak, i najwięcej nauczyłem się podczas ostatniego obozu. Zaraz po powrocie do Jagiellonii wielu rzeczy nie rozumiałem. Nie ogarniałem taktyki trenera, nie wiedziałem, dlaczego nie gram, skoro dobrze się czuję. Na pewno zimowe przygotowania bardzo dużo mi pomogły w budowie aktualnej formy.

- Zmieniło się też twoje postrzeganie uwag trenera? Jesienią Mamrot miał sporo zastrzeżeń do twojej gry.
- Tak. Wtedy myślałem, że trener się mnie czepia. I wszyscy mogą potwierdzić moje zdenerwowanie w tamtym okresie…

- Pewny siebie przyszedłeś do Białegostoku, nie ma co tego ukrywać.
- Nie, nie zgodzę się z tobą. Inaczej, chciałem po prostu wyników na już. Myślałem, że wszystko otrzymam od razu na tacy, a jednak nauka chociażby taktyki trochę mi zajęła. Dziś po czasie wiem, że trener się nie czepia i chce dla mnie dobrze.

- Podoba ci się podejście trenera Mamrota do piłkarzy? Do ciebie?
- Tak, bo wiadomo, że każdy z nas potrzebuje innego podejścia. Ja lubię jak się do mnie mówi wprost, bez ogródek…

- Innymi słowy preferujesz solidny opieprz.
- (śmiech) Dokładnie. Wole jak wszystko jest wyłożone jak na tacy. I nie chodzi o to, że trener Mamrot cały czas mnie ochrzania. Po prostu bezpośrednio mówi mi, co robię źle, a co dobrze i to mi się podoba.

- Jakim trenerem jest trener Mamrot?
- W seniorach współpracowałem z trzema trenerami. Z Michałem Probierzem, Arturem Skowronkiem i Ireneuszem Mamrotem. Porównywać nie chcę, bo to jednak jest pozbawione sensu. Na pewno u szkoleniowca Jagi najbardziej cenię sobie właśnie indywidualne podejście do zawodnika. W moim przypadku wcześniej trenerzy na forum całej szatni opieprzali piłkarzy, tutaj jest to robione i tłumaczone w cztery oczy.

- To prawda, że Probierz chciał cię zabrać do Cracovii?
- Do mnie nikt nie dzwonił, oficjalnej oferty też nie było, ale jakiś temat był. Podobnie z Górnika Zabrze i Pogoni Szczecin, gdzieś to miało się rozwijać, ale chciałem zostać w Jadze.

- Czujesz się takim dzieckiem trenera Mamrota? Tych młodych Polaków w pierwszej drużynie Jagi nie ma zbyt wielu.
- Na pewno nie jest tak, że mnie głaszcze, nie czuję się jakoś specjalnie wyróżniony. Ze swojej strony chcę udowodnić, że w kolejnym sezonie Klimala gra nie tylko dlatego, że jest ten przepis młodzieżowca.

- Ty lubisz się postawić trenerom? W trakcie kariery miałeś kilka scysji ze szkoleniowcami.
- Znaczy to nie jest chyba tak, że brakuje mi pokory. Na przykład w Suwałkach trener posadził mnie na trybunach, ale dlatego, że trochę odleciałem w pewnym momencie. Byłem tam jedynym napastnikiem, więc miałem pewny plac i głowa zaczynała odjeżdżać. Trener Skowronek ściągnął mnie z chmur i w końcu wróciłem na właściwe tory.

- Głowa w chmurach, czyli co, nie przykładałeś się do treningów?
- Nie, źle się wyraziłem. Po prostu stawiam sobie wysokie cele, chcę zajść daleko. Jakbym miał występować tylko w Ekstraklasie, to po prostu przestałbym grać w piłkę. Nie ma chyba takiej osoby, która mogłaby mi zarzucić odpuszczanie na treningach.

- Z trenerem Mamrotem też miałeś podobno ostrą rozmowę.
- To znaczy?

- Wpisujesz w wyszukiwarkę swoje imię i nazwisko?
- Czasami tak.

- Pamiętasz, co wyskakuje na samej górze?
- Mercedes!

- Dokładnie. Był mocny ochrzan od trenera?
- Od razu ci powiem, że to co zostało napisane w Przeglądzie Sportowym, to bzdury.

- To nie kupiłeś Mercedesa zaraz po podpisaniu nowego kontraktu?
- Mercedesa kupiłem, to prawda. Wszystko się zgadza do momentu rozmowy z trenerem. Nie jest prawdą, że trener wziął mnie gdzieś na dywanik i opieprzył, że kupiłem samochód. Trener bardziej w żarty obrócił tę sytuację.

- Zacząłeś też współpracę z trenerem mentalnym.
- Tak, współpracuję cały czas z Antonim Mielickim z Krakowa i naprawdę fajnie to przebiega. Na pewno dużo mi pomógł w opanowywaniu spokoju. Bez niego po takiej sytuacji jak ostatnio, czyli braku gry po meczu w Cracovii, wyszedłbym zagrzany.

- A jak wygląda ta współpraca?
- Na pewno nie tak, że Antoni dzwoni do mnie i mnie pompuje: jesteś najlepszy! Jest to praca pod kątem mentalnym. My też jesteśmy tylko ludźmi, czasami mamy słabszy dzień i teraz kwestia tego, czy masz kogoś takiego, kto potrafi cię wydostać z tego stanu. Jeśli masz, to nie wychodzisz z tego trzy dni, a trzy godziny. W dzisiejszej piłce to kolosalna różnica.

- Twój trener ogląda twoje mecze? Radził ci coś po meczu z Wisłą Płock w poprzedniej rundzie, kiedy zmarnowałeś doskonałą sytuację?
- My akurat mamy taką relację z trenerem, że rozmawiamy w sumie jak dobrzy przyjaciele. Bardzo często nie tylko o kwestiach zawodowych, ale ogólnie jak nam minął dzień, co wydarzyło się dobrego, co złego.

- Trochę taka spowiedź.
- Trochę tak.

- A jak reaguje na to szatnia? Nadal są docinki, czy już nie?
- Ja osobiście się z tym nie spotkałem. Wielokrotnie natomiast w Suwałkach słyszałem komentarze różnych buraczków, którzy mówili do chłopaków: mental jest, ale piłkarsko to nie ten poziom.

- Uważasz, że takim trenerem mentalnym może być trener klubowy?
- Słyszałem, że np. w Lechu przy drużynie pracuje taki klubowy trener mentalny. Czy pierwszy trener mógłby to robić? Zdecydowanie nie. Myślę, że brakowałoby mu obiektywizmu – to raz. Dwa – w dzisiejszej piłce trener nie może być od wszystkiego.

- Jak ważna jest relacja na linii zawodnik – trener?
- Bardzo ważna i tutaj trzeba powiedzieć, że ważniejsze jest to zaufanie szkoleniowca do piłkarzy, ale to działa w dwie strony.

- Wy w spotkaniu z Górnikiem Zabrze jednoznacznie udzieliliście poparcia trenerowi.
- Tak. Widziałem też w internecie akcje poparcia kibiców i to jest bardzo przyjemne. Wydaje mi się, że cała nasza szatnia jest za trenerem i my na pewno nie chcemy jego odejścia.

- To jak zareagowałeś na doniesienia o prawdopodobnym zwolnieniu?
- Byłem w szoku, nie ukrywam, ale nie wierzyłem w to.

- Czujesz się wygranym zimowego okresu przygotowawczego?
- Na pewno ten okres dał mi wiele, ale kilku zawodników również wyglądało dobrze. Na pewno chciałbym się pokazać, nawet w kilku minutach w najbliższym meczu ze Śląskiem Wrocław i zdobyć bramkę, bo też czytałem gdzieś, że Klimala to tylko w sparingach zdobywał bramki. Te początkowe mecze są naprawdę trudne, my gramy coraz lepiej i jedziemy do Wrocławia po zwycięstwo.

- Z Cracovią zagraliście dobre spotkanie?
- Moje zdanie jest takie, że jako zespół zagraliśmy mecz okej, ale Cracovia zagrała lepiej od nas.

- Czyli mówisz, że gdyby to nie była Cracovia, a np. Arka Gdynia, to wygralibyście przekonująco?
- Może nie porównujmy tak konkretnie. Wydaje mi się, że w Krakowie zawaliliśmy w ofensywie, ale z tyłu zagraliśmy pozytywnie. Jako drużyna Cracovia była od nas o wiele lepsza.

- Z tyłu pozytywnie?
- W mojej opinii zagraliśmy poprawny mecz, ale na Cracovię było to zdecydowanie za mało.

- Czym tłumaczysz to, że wypadłeś z podstawowego składu Jagiellonii?
- Pierwszy mecz w Legnicy oceniam pozytywnie, z Płockiem było różnie, ale szanuję decyzję o zdjęciu mnie w przerwie. Zdaniem trenera Scepović dał dobrą zmianę i tym zasłużył na grę w kolejnych meczach, ale w piłce wszystko szybko się zmienia. Ja jestem o grę spokojny.

- W sierpniu mówiłeś, że byłeś numerem dwa w napadzie Jagiellonii. Zmieniło się to po odejściu Sheridana, Bezjaka i Świderskiego?
- Na pewno nie czuję się teraz numerem dwa. Czuję się numerem jeden i zrobię wszystko, aby nim pozostać.

- W tym meczu z Płockiem w Białymstoku było nerwowo na linii Romanczuk kontra piłkarze Wisły?
- W pierwszej połowie nie dało się odczuć aż takiej nerwowości. Po przerwie natomiast było już gorąco. Ta cała sytuacja z Tarasem wyniknęła chyba z takiej złości rywali po porażce. Gdyby to oni wygrali, nic takiego nie miałoby miejsca.

- Ty słyszałeś te rzekome słowa Furmana?
- Nie.

- Dogadujecie się jakoś w ogóle w szatni z obcokrajowcami?
- Nie widziałem większych problemów.

- Lukas Klemenz jest innego zdania. Ty zacząłeś uczyć się języka obcego?
- A, w tym kontekście pytasz. Moim zdaniem każdy piłkarz, który myśli o rozwoju musi uczyć się języka obcego i ja też uczę się angielskiego. Tylko nie z powodów, o których w wywiadzie mówił Klemenz, ale po prostu chcę być gotowy na wyjazd za granicę. Swoją drogą nigdy nie słyszałem od Lukasa takiego narzekania na liczbę obcokrajowców czy przymusu do mówienia w innym języku. Jestem zdziwiony jego wypowiedzią, ale to jego zdanie.

- Jesteś w stanie tutaj odciąć się od takiego zgiełku życia piłkarza? Wiadomo, nie jesteś jeszcze tak znany jak Rafał Grzyb. Ostatnio presji w Białymstoku też jakby więcej.
- Zacznijmy od tego, że jeżeli jakikolwiek zawodnik narzuca sobie presję, bo kibice czegoś oczekują, to wydaje mi się, że to jest jego indywidualny błąd. Jeżeli kibic wymaga od ciebie, to on nie wie, jak ty trenujesz, ile dajesz od siebie. Kibic widzi to z trybun, jak mu się nie podoba, to ocenia. Jeżeli ktoś się tym przejmuje, to jest to jego problem. Inaczej jak klub narzuca jakąś presję, a ja żadnej presji ze strony sztabu i klubu nie odczuwam.

- Żadnej? To nie gracie o mistrzostwo?
- Wiadomo, gramy o najwyższe cele…

- Najwyższym celem jest mistrzostwo.
- No tak. Nie ma co się oszukiwać, mamy najlepszy skład w historii Jagiellonii i uważam, że jesteśmy w stanie ten tytuł zdobyć. Mamy jeszcze bezpośredni mecz z Lechią, jeśli go wygramy, strata zmniejszy się do sześciu punktów, a do zdobycia zostanie jeszcze 39 oczek. Według mnie temat jest ciągle otwarty.

- Wy gracie na miarę tego mistrzostwa? Na forum kibiców Jagiellonii widziałem komentarze, że ostatni dobry mecz zagraliście latem.
- Generalnie, zależy jak ktoś na to patrzy.

- Ja obserwuję z bliska to wszystko i po tych kilku latach sukcesów kibic Jagi nie wyobraża sobie miejsca poza podium Ekstraklasy. Co więcej, chce oglądać ładnie grającą Jagiellonię.
- No tak, ale z drugiej strony jeśli w czerwcu zdobędziemy mistrzostwo, to myślisz, że ktoś będzie pamiętał, że przykładowo Klimala ze Śląskiem zdobył bramkę tyłem głowy?

- Nie.
- No właśnie. Dlatego moim zdaniem ważne jest to, aby klub wygrywał. A w jakim stylu, to już nieważne.

- Biją mi po oczach twoje tatuaże. Co one oznaczają?
- Jak widzisz, mam dwa takie większe tatuaże religijne. Generalnie jestem osobą wierzącą, tak zostałem wychowany przez rodziców i babcię. Staram się chodzić przynajmniej raz w tygodniu do kościoła, modlę się codziennie.

- W czymś to pomaga?
- Czuję się bardziej pewny siebie, swoich umiejętności. Jak wychodzę na boisko, zawsze się żegnam i wierzę w to, że to wsparcie z góry będę miał. Na przykład w takich przypadkowych sytuacjach w polu karnym. Nie wiem, czy to się jakoś przekłada na moje bramki, ale wierzę w to, że tak.

- Dłonie złożone do modlitwy i różaniec, schody do góry i tygrys.
- Schody zrobiłem sobie jak byłem w Suwałkach i to taka przenośnia mojej drogi życiowej. A tygrys to przypadek.

- Tatuaż u piłkarza to dobry przykład dla młodego człowieka, który na was patrzy?
- Moim zdaniem nie ma on wpływu na rozwój takiego młodego człowieka.

- Jak ty, 20-latek, odnajdujesz się tak daleko od domu?
- Już od gimnazjum byłem do tego przygotowywany, bo miałem szkołę z internatem, gdzie tylko na weekendy wracaliśmy do domu. Później w liceum w Warszawie było podobnie. Już przyzwyczaiłem się do tego i jakoś sobie radzę.

- Masz jakieś ciekawe przeżycia z internatu?
- Akurat my mieliśmy tak, że płacono nam pieniążki i trzy lata spaliśmy w hotelu. Także warunki mieliśmy mega.

- Uczyliście się trochę?
- W internatach bywa z tym różnie (śmiech). My mieliśmy akurat rygor w szkole. Może pod względem nauki nie do końca, ale pod względem piłkarskim ten rygor i dyscyplina były trzymane.

- W Warszawie też spałeś w internacie?
- Za moich czasów w stolicy była bursa salezjańska, więc księża i opiekunki nami się zajmowały, dlatego za dużo nie dało się narozrabiać.

- W Białymstoku jesteś sam?
- Od wtorku do czwartku mieszkam sam, ale na weekendy przyjeżdża do mnie moja kobieta. Od czerwca przeprowadza się do mnie na stałe.

- Czyli masz jeszcze trochę czasu na głupie pomysły. Bo jak się ma tyle wolnego, co wy, to jednak przychodzą takie do głowy.
- Zgadzam się, tak to jest (śmiech). I to nie dlatego, że my jesteśmy głupi. Nie, zwyczajnie z nudów.

- Jacek Gmoch w swojej autobiografii wspominał, że dobrze jak piłkarz bardzo szybko pozna kobietę swojego życia, wtedy ona stopuje te dziwne pomysły.
- Wydaje mi się, że to jest jakiś trop. Na pewno ja jestem jeszcze za młody na dziecko, ale wspólne zamieszkanie i życie jak najbardziej.

- Czegoś takiego zabrakło ci w Warszawie.
- No tak, w stolicy nogi odleciały mi do głowy. Nie odnajdywałem się kompletnie. Wydawało mi się, że ogarniałem sytuację, ale byłem dzieckiem, które zarabiało naprawdę super pieniądze.

- Jak wyglądało twoje życie?
- Chodziło się tam, gdzie nie powinno, robiło to, co nie powinno. Moją bazą jest szybkość, praca fizyczna, a w Warszawie miałem chyba największy procent tkanki tłuszczowej w drużynie.

- Spałeś w nocy podczas pobytu w Warszawie?
- Zależy kiedy. W weekendy bywało różnie. Głupio mi teraz przyznawać się do tego, ale z drugiej strony mówię o tym z uśmiechem na ustach, bo przeżyłem to mając 16-17 lat, teraz wiem jak powinien żyć i funkcjonować profesjonalny piłkarz. 

- Warszawa jest nauczką na przyszłość?
- Tak. Możesz mi nie wierzyć, ale w stolicy było naprawdę grubo. Naprawdę.

- Oglądałeś może serial „Ślepnąc od świateł”?
- Jeszcze nie.

- Ten serial pokazuje właśnie nocne życie stolicy.
- Powiem ci tak: po tym jak poznałem Warszawę w wieku 16-17 lat, to teraz w nocy oprowadziłbym cię bez problemu. Nie tylko po tych zabytkowych rejonach. Na pewno może ktoś się dziwić, że się do tego przyznaję, ale ja traktuję ten etap jako nauczkę.

- Jakieś dobre wspomnienia z Warszawy?
- Poznałem tam moją dziewczynę i dzięki niej zostałem ukształtowany w ten sposób. Piłkarsko na pewno był to czas stracony.

- Myślisz czasami, gdzie mógłbyś być teraz, gdybyś wtedy myślał tylko o piłce?
- Czasami tak. Przecież mogło być tak, że gdybym tylko skupił się na piłce, to może grałbym już za granicą. Tylko że ja wtedy raczej byłem wodzirejem na imprezy, a nie liderem na boisku.

- To na nocny marsz po Białymstoku bym się z tobą nie wybrał?
- Nie. Mam kolegów, którzy dobrze znają Białystok i pewnie oprowadziliby cię po różnych miejscach, ale sam nie orientuję się w tym temacie.

- Ile dajesz sobie jeszcze czasu w Ekstraklasie?
- Półtora roku.

- Przykład Świderskiego działa na wyobraźnię?
- Na pewno tak, fajny jest ten jego początek. Z tego co słyszałem, Karol miał do wyboru kierunek grecki i włoski. Ja obrałbym ten drugi kierunek. Przykład Krzyśka Piątka robi jeszcze większe wrażenie, ale sam Świder pokazał, że można się wybić i wyjechać.

- Nie boisz się tego, że pojedziesz i zginiesz?
- Moim zdaniem głupotą jest odrzucić ofertę wielkiego klubu. Przykładowo, gdyby do mnie zgłosił się Manchester United, pojechałbym nawet, aby tylko spróbować jak tam jest.

- Ty jesteś gotowy na to, aby trafić do klubu z większego miasta? Jak dotąd wiodło ci się tylko w tych mniejszych ośrodkach.
- Jeśli masz na myśli stare demony z Warszawy, to nie, ich powrotu się nie obawiam. Jedyne czego się obawiam, to różnic w taktyce w tych zachodnich klubach oraz języka obcego, którego już się uczę.

 

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się