var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Wikipedia

UEFA szykuje rewolucję w europejskich rozgrywkach na 2024 rok. Wyraźny sprzeciw La Liga

Autor: Krystian Porębski
2019-03-23 15:00:04

Od dłuższego czasu mówiło się o tym, że największe kluby na świecie pertraktują na temat powstania nowych prestiżowych rozgrywek. Super Liga miałaby zrzeszać największych i przynieść im niebotyczne zyski. Sprawie próbuje przeciwdziałać UEFA, która w najbliższych latach miałaby wprowadzić odpowiednie zmiany w turniejach pod swoją egidą. Tylko czy proponowane modyfikacje faktycznie będą pozytywne?

„UEFA i ECA negocjują za zamkniętymi drzwiami, dlatego nie jesteśmy pewni jakich zmian mogą dotyczyć pertraktacje i czy nie wpłyną one bardzo negatywnie na krajowe rozgrywki” - powiedział prezydent La Liga, Javier Tebas.

Główny włodarz hiszpańskiej ligi wypowiadał się jeszcze przed spotkaniem w Nyonie, które miało miejsce 19 marca. Europejska federacja oraz Europejskie Stowarzyszenie Klubów miały dywagować na temat poważnych zmian w formacie rozgrywek Ligi Mistrzów, a w zasadzie Super Ligi. Przez dłuższy czas wydawało się, że rozgrywki tego typu mogą być całkowicie poza nadzorem europejskiej organizacji – teraz jednak okazuje się, że sama UEFA chce się w to zaangażować. Zapewne taka postawa Ceferina i spółki jest podyktowana strachem o utratę znaczenia w europejskim futbolu.

Do tematów jakie miały być poruszone w Nyonie dotarli dziennikarze The Wall Street Journal. Super Liga ma składać się z 32 drużyn, jednak sposób kwalifikacji do niej ma być zupełnie inny niż ten w przypadku Ligi Mistrzów. Z Super Ligą każdego roku pożegnają się tylko 4 zespoły, a to oznacza, że tyle też będzie miejsc dla nowych drużyn. Trzeba przyznać, że to dość kontrowersyjny pomysł europejskich władz.

Zmiany te oczywiście w praktyce zagwarantowałyby spokój dla największych ekip na świecie, które miałyby w zasadzie zapewnione miejsce w tych rozgrywkach z sezonu na sezon, nawet jeżeli w kraju spisywałyby się znacznie gorzej.

O co w tym wszystkim chodzi? - Kasa misiu, kasa – chciałoby się powiedzieć. Każdy z zespołów miałby zagrać minimum 14 meczów, a rozgrywki, jak się spekuluje w mediach, miałyby być podzielone na większe niż zazwyczaj grupy (mówi się o podziale po 8 zespołów). To wiąże się oczywiście z o wiele większymi zyskami.

Marginalizacja rozgrywek ligowych

Gorąco zrobiło się jednak dopiero, kiedy hiszpański dziennikarz Juan Antonio Alcala i radio COPE dotarli do informacji na temat pozostałych zmian proponowanych podczas obrad w Nyonie. W bardzo delikatnych słowach można stwierdzić, że to zamach na największe ligi.

Rozgrywki Super Ligi miałyby odbywać się w weekendy. UEFIE i ECA ma zależeć na umiejscowieniu meczów w prime time, czyli w soboty i niedziele o godzinie 21. To oczywiście pociągnie za sobą ogromne konsekwencje dla tego co będzie działo się na krajowych podwórkach.

Dla samych piłkarzy i trenerów różnica to w zasadzie żadna. Dzień tygodnia nie gra roli, o ile zachowane są odpowiednie odstępy na regenerację i tu wszystko jest w porządku. Ostatnio pisaliśmy jednak o solidnym sprzeciwie przeciwko meczom piątkowym i poniedziałkowym w La Liga. Wtedy też sporo miejsca poświęciliśmy dzisiejszemu bohaterowi – Javierowi Tebasowi.

Kibice hiszpańskich klubów stanowczo sprzeciwiają się graniu spotkań w dni inne niż sobota i niedziela. Oczywiście nikt nie oprotestowuje kolejek z musu umiejscowionych w środku tygodnia. Jak jednak zareagują fani kiedy ich ukochane kluby będą miały rozgrywać swoje spotkania w terminie skrajnie niedogodnym dla nich?

Gdyby faktycznie do takiej sytuacji miało dojść, byłoby to całkowite odwrócenie dotychczasowej hierarchii. Dziś to liga jest głównym daniem, a europejskie puchary - deserem. Wisienką na torcie. Sprawdzeniem się na tle klubów z innych lig.  Po proponowanych zmianach na świeczniku widniałaby Super Liga, a prestiżowe dotąd rozgrywki krajowe zapewne stopniowo traciłyby na znaczeniu.

Stanowczy sprzeciw Tebasa

„Niektóre zespoły skończą tak, że przez lata nie będą osiągały sukcesów. Chciałbym zobaczyć Manchester City na 8. miejscu i Real Madryt na 9. lokacie. Na pewno proponowane zmiany nie zmienią tego, że gramy w weekendy. Nie dopuszczę również do tego, aby La Liga była mniejsza niż 20 zespołów. Gwarantuje Wam to” - powiedział Javier Tebas po tym, jak do Hiszpanii dotarły rewelacje z Nyonu.

Dlaczego Tebas odnosi się do liczby zespołów? Bo to jeden z postulatów z obrad UEFY i ECA. Największe ligi na świecie miałyby być pomniejszone do 18, a nawet 16 zespołów. W przypadku hiszpańskich rozgrywek mówi się o tej drugiej liczbie.

Całe szczęście, włodarz La Liga utrzymuje, że od kilku lat pozostaje w stałym kontakcie z szefami innych lig i działa, aby do takich zmian nie dopuścić. Być może dla kibiców interesujących się jedynie największymi klubami jak Real i Barcelona nie zrobiłoby to większej różnicy, a ich ekipy mierzyłyby się częściej z rywalami na wyższym poziomie, nie zmienia to faktu, że byłby to ogromny cios w rozgrywki krajowe.

W tym sezonie i tak aż żal będzie się pożegnać z jakimkolwiek zespołem. O potencjalnych spadkowiczach wspomnimy jeszcze w najbliższych dniach, bo to też ciekawy temat, należy jednak zaznaczyć, że nawet zajmująca 20. miejsce w rozgrywkach Huesca prezentuje bardzo ciekawy i zaawansowany futbol. Poziom rywalizacji jest bardzo wysoki i bynajmniej ekipy z dołu tabeli nie obniżają go w jakiś drastyczny sposób. Przez długi czas w strefie spadkowej przebywał Villarreal, z poważnymi problemami boryka się Celta. Gdyby La Liga liczyła sobie 16 zespołów, zapewne zarówno ekipy z Estadio de la Ceramica jak i Balaidos w następnym sezonie oglądalibyśmy, ale na boiskach Segunda.

 

 

 

Przekażcie Juanowi Alcali, że ten kto mu powiedział o tych 900 milionach był chyba najbardziej pijaną osobą w barze o 5 nad ranem - Javier Tebas komentuje rewelacje dziennikarzy po obradach w Nyonie.

Do czego mogą doprowadzić proponowane przez UEFA i ECA zmiany? Zapewne za takimi modyfikacjami będą tylko najwięksi, którzy mogą na tym zyskać najwięcej. Dla przykładu mówi się, że Real Madryt zamiast 140 milionów euro miałby otrzymać... astronomiczną sumę 900 milionów. Robi wrażenie. Czy jednak byłby to jakikolwiek zysk dla reszty, spoza wielkiej dwójki-trójki? Absolutnie nie. Mniejsza frekwencja na meczach ze względu na niedogodne terminy spotkań, być może nawet mniejsze zyski z transmisji telewizyjnych, ze względu na marginalizację rozgrywek. Wszystko to zmierza w niebezpiecznym kierunku i jak zazwyczaj krytykujemy Javiera Tebasa za jego dziwne pomysły, tym razem jego buntownicza natura może zapobiec katastrofie w La Liga, jaką byłyby proponowane zmiany.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się