var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Czy będziemy regularnie cierpieć w ataku pozycyjnym w tych eliminacjach? Wiele na to wskazuje

Autor: Bartosz Adamski
2019-03-25 19:05:46

Dwa zwycięstwa, sześć punktów, zero straconych bramek, pozycja lidera grupy - na papierze wygląda to naprawdę przyzwoicie. Problem jednak w tym, że tabela zakłamuje faktyczny obraz reprezentacji Polski. O ile zwycięstwo w kiepskim stylu z Austrią było jeszcze dopuszczalne, o tyle do wymęczonej wygranej z Łotwą trzeba się przyczepić. My naprawdę mamy prawo wymagać od tych zawodników.

Za nami dwa pierwsze mecze reprezentacji Polski w eliminacjach do mistrzostw Europy. Pozytywy? Tylko taki, że mamy sześć punktów, doskonałą pozycję wyjściową i praktycznie nie możemy nie awansować na mistrzostwa Europy.

Poza tym? Naprawdę niewiele. Przyczepić można się w szczególności do stylu gry. Pojawiały się o niego zarzuty już po meczu z Austrią, ale wtedy po prostu liczyły się trzy punkty, pierwsze zwycięstwo pod wodzą Jerzego Brzęczka i tchnięcie wiary w tę drużynę po ostatniej passie sześciu meczów bez wygranej. Dlatego wiktorię po kiepskiej grze można było jeszcze zaakceptować. Chociaż z drugiej strony, obecną siłę Austrii oddał raczej Izrael, który wygrał 4:2, a prowadził już nawet trzema bramkami. Niemniej jednak trzy punkty to trzy punkty i nie ma co z nimi dyskutować.

Z Łotwą mieliśmy już jednak nie tylko wysoko zwyciężyć, ale i uczynić to w dobrym stylu. Tymczasem nasi zawodnicy zaprezentowali minimum przyzwoitości, a i tak tylko w ostatnim kwadransie. Wcześniej nie potrafiliśmy zdominować reprezentacji, gdzie większość graczy marzy o występach w naszej Ekstraklasie, która - przypomnijmy - sklasyfikowana jest na 25. miejscu w krajowym rankingu UEFA. Najlepiej o obecnej sile Łotyszy stanowi fakt, że główną siłą rażenia był Vladislavs Gutkovskis, który w bieżącym sezonie w I lidze strzelił sześć goli.

Porównajmy tylko kluby, w których występują podstawowi zawodnicy we wczorajszym meczu:

Juventus Turyn - Dynamo Kijów, AS Monaco, MKE Ankaragucu, Atalanta Bergamo - Hull City, Lokomotiw Moskwa, Leeds United, Napoli - AC Milan, Bayern Monachium

vs

Arka Gdynia - RFS Ryga, Irtysz Pawłodar, Neuchatel Xamax, Olimpija Ljubljana - FK Lipawa, RFS Ryga, RFS Ryga, Pafos FC, Riga FC - Bruk-Bet Termalica Nieciecza

To nawet nie jest różnica kilku klas, ale po prostu przepaść, na każdej pozycji. Czy tę przepaść widać było w niedzielny wieczór na boisku? Nie. Jeśli ten mecz kogoś zbudował, to reprezentację Łotwy. Potwierdzał to nawet niejako selekcjoner naszego rywala, Slavisa Stojanović, który przyznał, że jego podopieczni zagrali dobry mecz i mieli szanse na gole.

I trudno nie przyznać mu racji. W defensywie Łotysze wyglądali naprawdę dobrze. Grali kompaktowo, byli skupieni, zorganizowani aż do 75. minuty. Opadli z sił dopiero w ostatnim kwadransie. Do tego czasu, jakkolwiek to zabrzmi, byli dla nas równorzędnym rywalem, który przy odrobinie skuteczności mógł wywieźć z Warszawy nawet trzy punkty. Valerijs Sabala przed tym spotkaniem ostrzegał przed łotewskimi napastnikami, ale okazało się, że najlepiej gracze znad Bałtyku wyglądają w defensywie, a atak jest właśnie do ogromnego dopracowania.

To wręcz zatrważające, że nie byliśmy w stanie zdominować tak słabej reprezentacji. Robert Lewandowski przyznawał po meczu, że najprawdopodobniej tak będą wyglądały wszystkie nasze mecze, a to znaczy, że będziemy cierpieć - i zawodnicy na boisku, i kibice przed telewizorami. Dopóki nie nauczymy się gry w ataku pozycyjnym, dopóty będzie nam bardzo trudno z łatwością wygrywać takie mecze.

Na szczęście okazji do przećwiczenia schematów gry w rozgrywaniu piłki w tej grupie będziemy mieli aż nadto. Tylko fragmentami w Wiedniu mogliśmy oddać reprezentacji Austrii piłkę i nastawić się na kontrataki. Nie możemy spodziewać się, że tak samo podejdzie do nas Izrael, Słowenia czy tym bardziej Macedonia Północna. Widząc nasze ogromne mankamenty w ataku pozycyjnym, po prostu oddadzą nam piłkę i będziemy musieli martwić się, co z nią zrobić.

 

 

 

Na razie schematu rozegrania akcji nie było widać żadnego. Rozgrywaliśmy piłkę przez skrzydła albo graliśmy długie piłki na napastników, co mając tylu dobrze wyszkolonych technicznie zawodników, było wręcz zatrważające. Dopiero przy opadającym z sił przeciwniku wyłaniali się gracze, którzy brali na własne barki ciężar rozgrywania akcji.

Generalnie po tym zgrupowaniu więcej zawodników mamy przegranych niż wygranych, trudno nawet personalnie kogoś wyróżniać. Zawiódł Kamil Grosicki, który jak zwykle tylko szarpał, ale udane dryblingi można policzyć na palcach jednej ręki. Chował się Mateusz Klich. Tomasz Kędziora nie radził sobie nawet z Łotyszami. Do poprawy jest po prostu bardzo dużo.

Indywidualnie to nasza najlepsza reprezentacja w XXI wieku, w dodatku prawie wszyscy regularnie grają w swoich klubach, i mamy pełne prawo od niej wymagać, dlatego nie możemy zadowalać się bylejakością. Tej w marcowym dwumeczu dostaliśmy aż za dużo. Trzeba naprawdę się ogarnąć póki jeszcze mamy czas, bo na mistrzostwa Europy awansujemy, ale z taką grą nic na nich nie osiągniemy. A sam awans już nie będzie traktowany jako sukces. Na pewno nie po wyjściu z takiej grupy eliminacyjnej.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się