var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Własne

Nie wymagamy od Brzęczka i reprezentacji cudów, ale przyzwoitości

Autor: Marcin Łopienski
2019-03-26 19:00:20

Jako ten wierny obserwator naszej ligowej piłki akurat zgrupowań reprezentacji Polski zawsze wyczekiwałem z wytęsknieniem. Raz, że przynajmniej na chwilę można było się oderwać od tego naszego codziennego paździerza. Dwa, przez pewien czas kadra prezentowała określony poziom: momentami huśtawkę nastrojów, ale częściej jednak przyzwyczaiła do jakości. Dziś męczenie buły drużyny Jerzego Brzęczka próbuje się tłumaczyć przerośniętymi oczekiwaniami względem jego zespołu. To niedorzeczne.

Obejrzałem dwa ostatnie spotkania reprezentacji Polski i w sumie nie znalazłem jakiejś większej różnicy w poziomie gry, raczej wyglądało to tak, jak co weekend w naszej Ekstraklasie. We wczorajszej rozmowie Andrzej Niedzielan nie zgodził się ze mną, że rodzima liga jest słaba. Okej, były napastnik Wisły Kraków ma do tego prawo. Powiedział również, żeby nie przyrównywać Ekstraklasy do reprezentacji, bo w kadrze mamy zawodników o naprawdę wysokim poziomie i musimy od nich wymagać określonej gry. Adekwatnej do jakości występujących zawodników. 

Wczoraj przy okazji porannej lektury prasy w „Przeglądzie Sportowym” natrafiłem na felieton Przemysława Rudzkiego i załamałem ręce. Redaktor naczelny dziennika próbował wypowiedzieć się w nim o niedzielnym meczu z Łotwą, ale na wierzch przede wszystkim wyszedł błąd w cytowaniu tekstu piosenki zespołu Brainstorm. Zresztą, zobaczcie sami: 

 

 

Przez tego klopsa z cytatem wydaje mi się, że wszystkim uciekło przesłanie tego tekstu, które zawiera się w jednym zdaniu: „Brzęczek podjął się trudnego wyzwania, bo został trenerem drużyny, od której w Polsce wymaga się cudów”. Nie wiem, skąd taka opinia pana Rudzkiego. 

Nikt rozsądny w tym kraju nie wymaga od reprezentacji Polski i Jerzego Brzęczka cudów. Przed finałami mistrzostw świata w Korei i Japonii, to kibice narzucali piłkarzom presję, czy jednak sam selekcjoner wyjechał z tekstem o wyjeździe po złoto? Chyba to drugie. Przed turniejem w Rosji, to kibice wyczekiwali pierwszego złota w historii, czy jednak Jan Tomaszewski już w grudniu 2017 roku perorował: „Jedziemy do Rosji na siedem meczów”? Siódmy mecz, to oczywiście spotkanie finałowe. Być może pamięć mnie myli, ale według mnie więcej było głosów o pewnym wyjściu z grupy. Przed mundialem nie zaliczałbym tego do kategorii cudu.

Od naszej kadry wszyscy wymagamy po prostu przyzwoitości. Nie mistrzostwa świata, nie mistrzostwa Europy, bo tego w najbliższym czasie na pewno nie zdobędziemy, ale zwyczajnie grania na miarę swoich możliwości. I nikt mi nie wmówi, że styl zaprezentowany w ostatnich dwóch meczach – a zwłaszcza podczas tragicznego występu z Łotwą – jest na miarę potencjału Wojciecha Szczęsnego, Kamila Glika, Tomasza Kędziory, Kamila Groscikiego, Piotra Zielińskiego, Arkadiusza Milika, Krzysztofa Piątka, czy Roberta Lewandowskiego. Nie chcę się bawić w porównywanie wartości obydwu reprezentacji (np. z popularnej strony Transfermarkt), ale dla większości łotewskich zawodników zaszczytem byłyby występy w klubach naszej Ekstraklasy. Tylko to pokazuje, ile dzieli nas od naszych niedzielnych rywali. Nie trzeba tutaj przywoływać aktualnej sytuacji kadry Łotwy. Czy różnicę w poziomie gry, zaangażowaniu, pomyśle, widać było na boisku? No nie. 

Już tutaj uprzedzam wszystkich tych, którzy wyskoczą z tekstem: przecież nawet najlepszym zdarza się bić głową w mur. Holandia czy Hiszpania też gra takie mecze. Pewnie, że gra. Nawet FC Barcelona ma czasami takie problemy. Problem w tym, że w ich przypadku raczej szwankuje koncentracja, która przekłada się na wykończenie akcji lub dokładne ostatnie podanie. U nas problem tkwi głębiej: my aktualnie nie mamy ani pomysłu na przeciwnika, ani własnego DNA. Wiemy tylko, czego ta kadra nie potrafi (znowu odsyłam do rozmowy z Niedzielanem). 

Nie wymagamy zatem od Brzęczka i reprezentacji cudów, ale przyzwoitości – innymi słowy gry na miarę posiadanego potencjału. I na pewno nie jest on na poziomie Łotwy. Rolą selekcjonera jest jak najwięcej wydobyć z odpowiednich zawodników i tak tym wszystkim zarządzać, aby na każdej pozycji grali piłkarze w formie i robiący różnicę na boisku. Sadzanie na trybuny Szymona Żurkowskiego, czy też rezygnowanie z Karola Linettego, to jawny sabotaż. Mam nadzieję, że Jerzy Brzęczek w końcu przejrzy na oczy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się