var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Związek Lecha z Nawałką był małżeństwem bez rozsądku. Lokomotiw wykupi Krychowiaka z PSG. Kapustka może nie zagrać na Euro U-21

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2019-04-01 11:39:43

Poniedziałkowa prasa jest raczej kiepska. Głównym tematem jest oczywiście zwolnienie Adama Nawałki. Ogółem wybraliśmy 14 artykułów z trzech źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Lokomotiw wykupi Krychowiaka z PSG"

"– W umowie Grzegorza została określona pewna liczba meczów żeby go zatrzymać. Już je rozegrał. Dlatego zakup Grzegorza traktujemy teraz jako zobowiązanie. Pracujemy nad realizacją tego transferu – powiedział dyrektor generalny klubu Wasilij Kinkadze. Za Polaka Lokomotiw zapłaci ok. 13 mln euro, co da mu drugie miejsce na liście najdroższych piłkarzy w historii klubu. Więcej kosztował tylko Moubarak Boussoufa – w 2013 roku przyszedł z Anży Machaczkała za 15 milionów."

Więcej TUTAJ

***

"Wielki pech Kapustki! Może nie zagrać w turnieju o mistrzostwo Europy"

"To jest fatalna wiadomość dla selekcjonera reprezentacji Polski do lat 21 Czesława Michniewicza. W piątkowym spotkaniu drugiej ligi belgijskiej AFC Tubize – OH Leuven poważnej kontuzji łąkotki doznał podstawowy piłkarz naszej młodzieżówki – Bartosz Kapustka. Skrzydłowy Leuven musiał zejść z boiska i w tym sezonie ligowym już się na nim nie pojawi, tym bardziej że rozgrywki w Belgii kończą się w ostatni weekend kwietnia."

Więcej TUTAJ

***

"Katastrofa po poznańsku. Lech Poznań zwolnił Nawałkę! Żuraw zostanie na dłużej?"

"Rano panowie zebrali się w gabinecie przy Bułgarskiej wiedząc, że sztab będzie obecny na treningu wyrównawczym zaplanowanym na dwunastą. Decyzja o zwolnieniu zapadła jeszcze przed południem. Nawałka został zaproszony do gabinetu, rozmowa nie była długa, trwała zaledwie pół godziny. Strony szybko doszły do porozumienia ze względu na klauzulę zapisaną w kontrakcie, która pozwalała dość bezboleśnie rozwiązać go obu stronom – w tym wypadku za niewielkim odszkodowaniem w wysokości ok. 450 tysięcy złotych. O taki zapis walczył podczas listopadowych negocjacji Nawałka, a ostatecznie ułatwił on decyzję i został wykorzystany przez Rutkowskiego. Po serii krótkich pożegnań trener i jego sztab spakowali się i opuścili stadion w Poznaniu na dobre. Od poniedziałku ich obowiązki przejmie Dariusz Żuraw. Niekoniecznie tymczasowo.

W tym miejscu można zadać sobie pytanie, czy to już był ten moment, żeby wnieść wniosek o rozwód? Wydaje się, że jednak tak. W ciągu zaledwie czterech miesięcy wizje i relacje na linii zarząd – Nawałka tak bardzo się rozjechały, że nie było sensu tego kontynuować. Trener od początku rozmów mocno zaznaczył terytorium i nikogo nie powinno w Poznaniu dziwić, że od razu wniósł swoje twarde zasady, styl pracy i wysokie wymagania, nawet fanaberie, z których zasłynął przez lata pracy w reprezentacji Polski. Być może został ich zakładnikiem, oderwał od ligowej rzeczywistości. Stał się niekompatybilny, mało elastyczny i zamiast ewoluować – trwał do końca przy swoim. Co innego funkcjonować według wyśrubowanych zasad przez co najwyżej kilka tygodni w kadrze, co innego w codziennych warunkach w Poznaniu. Gdyby broniły go wyniki, wielu przymknęłoby oko na ten nawałkowy zamordyzm. Ale szatnia, która dziś wygląda jak stajnia Augiasza i należy ją wysterylizować, ani trochę nie zakochała się w jego metodach, jak miało to miejsce w kadrze. Tak samo jak piłkarze nie dostosowali się do metod Nawałki, tak Nawałka nie chciał w żaden sposób spożytkować swojego pracoholizmu w inny niż sobie wcześniej nakreślony sposób. Gdyby chociaż wysyłał sygnały, że jest w procesie przebudowy drużyny, wprowadzania młodych zawodników, co zapoczątkował w grudniu, a ostatnio porzucił zupełnie, być może władze nawet przełknęłyby fatalny sezon i dały mu wcisnąć przycisk z napisem „reset”? Ale nie było nawet tego. Tym samym na poznańskim polu bitwy leżą sami zabici."

Więcej TUTAJ

***

"Brak koncepcji, niechęć do wzmocnień, przywiązanie do nazwisk. Oto największe grzechy Adama Nawałki"

"1. Brak koncepcji
Przez cztery miesiące Adam Nawałka nie zdołał odcisnąć wyraźnego piętna na grze zespołu. Obserwując jego Kolejorza na murawie, trudno było doszukać się pomysłu na ofensywę. Lech nie potrafił kreować ataków, a na pozycji rozgrywającego, który miałby organizować grę do przodu, niemal co kolejkę oglądaliśmy innego piłkarza."

Więcej TUTAJ

***

"Przykry koniec nieudanego małżeństwa. Pokaz siły i wymachiwanie szabelką okazały się dla Nawałki zgubne"

"Między zarządem klubu i byłym selekcjonerem od początku nie było wielkiej chemii i problem z kolejnymi tygodniami się nie zmniejszał, a było wręcz przeciwnie - narastał w coraz większym tempie. Już podczas wielogodzinnych negocjacji w listopadzie, podczas których Nawałka prezentował szefom Kolejorza swój pomysł na naprawę rozklekotanej lechowej lokomotywy, decydenci z Poznania mogli poczuć się jak uczniowie, którzy grzecznie wysłuchują wykładów i są niejako traktowani przez byłego selekcjonera z góry.

Występowanie w roli petentów nie mogło się im podobać, ale przełknęli tę pigułkę i podpisali kontrakt, godząc się nawet na klauzulę, na którą przez długi czas naciskał Nawałka, gwarantującą mu możliwość odejścia latem bez poważniejszych konsekwencji. Trener chciał zostawić sobie tę uchyloną furtkę, bo liczył, że latem może pojawić się dla niego oferta korzystniejsza od tej w Poznaniu i będzie chciał z niej skorzystać. Teraz tę furtkę, razem z futryną, wyważyły władze Lecha, decydując się na zwolnienie Nawałki po zaledwie czterech miesiącach pracy. Pożegnanie z byłym selekcjonerem dzięki temu nie będzie dla nich tak kosztowne, bo będą musieli wypłacić mu tylko trzy kolejne pensje, czyli 450 tysięcy złotych."

Więcej TUTAJ

***

"Ekonomia futbolu według Lechii. Że niby jest za słaba na mistrzostwo Polski? No to popatrzcie na tabelę"

"Suche fakty są takie, że lider ograł 2:0 aspirującego do roli wiosennego objawienia Piasta Gliwice. Widzieliśmy dwa gole strzelone przez dwóch stoperów jeszcze w pierwszej połowie, a potem godzinę gry pod pełną kontrolą, w której chodziło o to, by wielce korzystny wynik utrzymać. Żadnego czarowania kibiców, gry z fantazją i radosnego futbolu. Liczyła się bezduszna, ocierająca się o cynizm piłkarska pragmatyka.

Trener Piotr Stokowiec za dużo widział, zbyt wiele przeżył, by niecałe dwa miesiące przed końcem rozgrywek, kiedy jego zespół wciąż jest na szczycie tabeli, ulegać szarlatańskim podszeptom i do skutecznej gry próbować dokładać elementy piłkarskiej finezji i spektaklu, wobec którego wszyscy zrywają się z miejsc i biją brawo. Gdyby Stokowiec właśnie teraz, na ostatniej prostej, zaczął majstrować właśnie w tym kierunku, za chwilę mógłby odbierać tytuł największego naiwniaka ekstraklasy. On na pewno doskonale wie – choć nigdy go o to nie pytałem – że nie ma aż tak lotnych wykonawców, by łączyli do bólu wyrachowaną pragmatykę z pierwiastkiem metafizycznym. Analizując możliwości zespołu, uznał, że musi postawić na ciało albo na ducha. Wybrał przyziemną materię, bo rozliczany będzie z punktów. Wrażenia artystyczne są potrzebnym dodatkiem. No ale właśnie – dodatkiem."

Więcej TUTAJ

***

"Trudny terminarz Lecha. Czy da radę awansować do grupy mistrzowskiej?"

"Zadanie Żurawia jest jasne: awans do grupy mistrzowskiej. Przyjdzie mu się jednak mierzyć z wymagającymi drużynami. Najpierw Lech zagra u siebie z Pogonią Szczecin, następnie wyjedzie do Gdańska i zmierzy się z tamtejszą Lechią, a na sam koniec na swoim stadionie podejmie Jagiellonię.

Każdy z tych rywali aktualnie znajduje się w grupie mistrzowskiej. Lechia jest liderem i awans ma zapewniony, natomiast kluby z miejsc 4-10 nadal o to walczą. Są to: Cracovia, Pogoń, Jagiellonia, Wisła Kraków, Zagłębie Lubin, Korona Kielce i oczywiście Lech. Dzieli ich różnica tylko dwóch punktów. Brak awansu dla każdej z tych drużyn będzie uznawany za porażkę."

Więcej TUTAJ

***

"Piłką pod w(o)łos: Oby z jakością gry Jagi nie było, jak z artykułami w sklepach „wszystko po 5 złotych”"

"W „Misiu” odprowadzający bliskich na Okęcie dowiadywali się, że najbliższy taras widokowy jest we Wrocławiu. Z najbliższego czynnego lotniska białostoczanie mogą skorzystać w Warszawie. Właśnie stamtąd drużyna trenera Ireneusza Mamrota pofrunęła na ligowy mecz do Szczecina. Tam, po spotkaniu z Pogonią, chwila oddechu i znowu do samolotu, by jak najszybciej, bez wielogodzinnych autokarowych ceregieli, znaleźć się w stolicy i szykować do starcia z Legią. Jagiellończycy muszą rozłożyć siły walcząc o pozostanie w ligowej ósemce i osiągnąć cel numer jeden – Puchar Polski.

Teoretycznie piłkarzom nie trzeba nic tłumaczyć i specjalnie mobilizować ich na półfinałowy mecz z Miedzią Legnica. Kibice wolą jednak dmuchać na zimne i w środku minionego tygodnia zjawili się na treningu. Spokojnie przekazali, że 2 maja czwartkowe popołudnie planują spędzić na Stadionie Narodowym oglądając finał z udziałem swoich ulubieńców. Wyrazili nadzieję, że piłkarze mają identyczne zamierzenia. By randka doszła do skutku, najpierw trzeba odprawić Miedź. Klub stara się zabezpieczyć stadion pełen ludzi, ustalając mocno promocyjną cenę biletu na półfinał – 5 złotych. Oby z jakością gry wicemistrzów Polski nie było, jak z artykułami w sklepach „wszystko po 5 złotych”, bo kibice pofatygują się z reklamacją."

Więcej TUTAJ

***

"Rudzki: Wygląda na to, że Cole wygrał dużo ważniejszy mecz niż finał Ligi Mistrzów"

"W 2015 roku były znakomity napastnik Manchesteru United poleciał do Wietnamu jako ambasador klubu. Zdobywca pięciu mistrzostw kraju, trzech Pucharów Anglii i Ligi Mistrzów po powrocie poczuł się bardzo źle. Nie chciał jednak słyszeć, że to coś poważnego. Do momentu, kiedy lekarz powiedział mu, że jedna z jego nerek jest sprawna w siedmiu procentach. Obie były zresztą w kiepskim stanie, stąd potrzeba jak najszybszej transplantacji. Andrew przekonał się wtedy, kto jest mu naprawdę bliski. Siostrzeniec Alexander oddał mu jedną ze swoich nerek. Kiedy były piłkarz leżał w szpitalu, dowiedział się od żony, że narząd już czeka, teraz jego kolej, żeby go przyjąć. Nie chciał jechać na salę operacyjną. Bał się."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Cabrera: Nie zasłużyliśmy na wygraną"

"– Szczerze mówiąc, nie zasłużyliśmy na tę wygraną. Oczywiście, na tym etapie sezonu najważniejsze są punkty, ale pamiętam nasz mecz z Lechią w Gdańsku. Wtedy zasłużyliśmy na zwycięstwo, minimum na remis. W domu z Miedzią zasłużyliśmy na wygraną 4:0, a zremisowaliśmy 0:0. To jest futbol. Czasem nie zasługujesz na wygraną, a jednak inkasujesz trzy punkty. Tak było w Zabrzu – opisuje zawodnik Cracovii.

Piłkarze „Pasów” przeżywali w trakcie drugiej połowy huśtawkę nastrojów. Sędzia Wojciech Myć dwukrotnie przyznawał Górnikowi rzut karny, by go potem odwołać. O ile pierwsza sytuacja mogła wywoływać kontrowersje, o tyle druga była ewidentna. Michal Siplak na pewno nie faulował Szymona Żurkowskiego. – Karny w tej sytuacji to był żart. Całe szczęście, że jest VAR. Technologia jest w takiej sytuacji bardzo pomocna – mówi Airam Cabrera, który broni jednak sędziego."

Więcej TUTAJ

***

"Kapitan GKS-u Tychy nie kryje zadowolenia. „5:0? Nawet to mogłoby być za mało”"

"Ile mogło być do przerwy?
Łukasz GRZESZCZYK:
Gdyby było 5:0, to nie wiem, czy by nie było za mało. Nie wiem, czy kiedykolwiek stworzyliśmy tyle sytuacji. Może przesadzę, ale tak wielu okazji, co w pierwszej połowie, chyba nie wypracowaliśmy na swoim stadionie przez całą rundę jesienną.

Kleiło się to wyjątkowo.
Łukasz GRZESZCZYK:
Może dlatego, że Bytovia zostawiła nam strasznie dużo miejsca w środku pola. Dzięki temu ja z pozycji nr 10 miałem więcej swobody – i zarazem cała nasza ofensywa. Miło się to zazębiało. Czułem z boiska, że za każdym razem – czy to przy „piętce”, czy na jeden kontakt – zawsze był ktoś obok do odegrania."

Więcej TUTAJ

***

"Co z przelewem dla wierzycieli? Przy Cichej na razie… cisza"

"Na koniec marca przypadał termin spłaty przez spółkę trzeciej raty układu sądowego z wierzycielami (400 tysięcy złotych; raz na kwartał). W komunikatach giełdowych próżno szukać na razie potwierdzenia dokonania tej kluczowej dla dalszego funkcjonowania „Niebieskich” transakcji."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Dlaczego Lech rozstał się z Nawałką? To było małżeństwo bez rozsądku"

"Zauroczenie 61-letnim trenerem trwało w Poznaniu ledwie kilka miesięcy. Już podczas marcowej przerwy na mecze reprezentacji Nawałka dowiedział się, że zostanie zwolniony, jeśli zespół wyleci z grupy mistrzowskiej. Po 0:0 z Koroną Lech utrzymał ósme miejsce, ale mimo to szefowie Lecha stracili cierpliwość.

Karol Klimczak i Piotr Rutkowski pojechali do Kielc, by po kolejnej kompromitacji od razu wręczyć trenerowi wypowiedzenie. Lech nie przegrał, ale zagrał koszmarnie – nie oddał ani jednego celnego strzału, stoperzy wymienili więcej podań niż wszyscy ofensywni piłkarze razem wzięci. Szefowie klubu spotkali się w niedzielę rano i zwolnili trenera. – Darzymy Adama Nawałkę ogromnym szacunkiem, dlatego ta decyzja była dla nas niełatwa. Zarówno szkoleniowiec, jak i my doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie tylko wyniki, ale i postawa drużyny była daleka od naszych oczekiwań – tłumaczył Klimczak."

Więcej TUTAJ

***

"Stec: Sieroty po Nawałce"

"Adam Nawałka, który jest zafascynowany Italią, wielokrotnie zwiedzał ją dla podniesienia zawodowych kompetencji i fantazjował o pracy w lidze włoskiej, skończył jak typowy trener orzący na naszym buraczanym poletku piłkarskim – tęsknił za tłustym kontraktem w prowincjonalnym klubie chińskim lub na podobnym wygwizdowie, przyjął robotę lokalną, wystawili go za bramę po paru meczach. Przykra historia, acz wylanego właśnie z Lecha Poznań byłego selekcjonera potraktowano stosunkowo godnie. Od dawna przyzwyczajaliśmy się wszak, że właściwie każdy, kto poszefuje reprezentacji kraju, albo wkrótce całkiem wypada z obiegu, albo już nigdy nie osiąga sukcesu, albo ubliżają mu propozycjami haniebnymi – wspomnijcie przypadek Franciszka Smudy, którego zawiało do niemieckiej drużynki leżącej na dnie drugiej ligi."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się