var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: bvb.de

Całe Niemcy wstrzymają oddech – „Der Klassiker” znowu o wielką stawkę

Autor: Maciej Zaremba
2019-04-06 13:01:49

W ostatnich latach starcia Bayernu Monachium i Borussii Dortmund pozbawione były rangi meczu decydującego o losach mistrzostwa Niemiec. Oczywiście nie brakowało interesujących pojedynków w Pucharze Niemiec, czy emocjonujących spotkań o prestiż w lidze. Fani niemieckiej piłki stęsknieni byli jednak rywalizacji o paterę i wielkiego meczu, którego świadkami będziemy w sobotę. W tę sobotę wszystkie oczy piłkarskiego świata znów będą zwrócone w stronę Bundesligi i jej wielkiego hitu, który będzie miał decydujący wpływ na finisz wyścigu o mistrzostwo.

O wadze kwietniowego meczu wiedzieliśmy już podczas przerwy świątecznej, kiedy to Borussia Dortmund miała sześciopunktową przewagę nad Bayernem Monachium. Pod koniec roku Bawarczycy dawali sygnały, że mimo bardzo przeciętnego sezonu na pewno nie odpuszczą walki o mistrzostwo i nadal są w stanie regularnie wygrywać w Bundeslidze. Pod znakiem zapytaniem pozostawała forma Borussii Dortmund, która rozegrała niemal perfekcyjna rundę jesienną. Wielu przewidywało jednak, że prawdopodobieństwo powtórzenia tak udanej rundy przez BVB i tak słabej ze strony Bayernu jest niemal niemożliwe. Sześć punktów przewagi ekipy Favre’a uznano, jako dobry prognostyk przed wiosną, która wreszcie mogła być na szczycie Bundesligi emocjonująca.


Dobre złego początki BVB

Runda rewanżowa rozpoczęła się dla BVB wyśmienicie, bo od zwycięstwa na bardzo trudnym terenie w Lipsku. Mecz z RB miał być próbą generalną przed całą wiosną i weryfikacją, czy Borussia nadal jest tak mocna, jak w minionym roku. Trzy punkty z mocnym Lipskiem, potem efektowne 5:1 na własnym stadionie z Hannoverem 96 i pechowy remis na wyjeździe w starciu z rozpędzonym Eintrachtem wlały w serca kibiców BVB jeszcze więcej wiary i pewności siebie. Nie zapominajmy, że w tym samym okresie Bayern w bardzo złym stylu poległ w Leverkusen i przewaga Borussii nad FCB zwiększyła się po 20. kolejce do siedmiu punktów. Wówczas już nikt nie miał wątpliwości, kto jest faworytem do sięgnięcia po mistrzostwo Niemiec.

 

 

 

Bardzo korzystny dla dortmundczyków trend w Bundeslidze zmienił się jednak dziewiątego lutego, kiedy to podopieczni Favre’a prowadzili na własnym stadionie z TSG 1899 Hoffenheim aż 3:0. Taki wynik widniał na tablicy do 75. minuty spotkania. Wówczas Ishak Belfodil rozpoczął szaloną pogoń „Wieśniaków”, którzy w dwanaście minuty odrobili straty i niespodziewane odebrali gospodarzom bardzo ważne punkty. Po tym spotkaniu BVB poległa w Lidze Mistrzów z Tottenhamem, zremisowała w Bundeslidze na boisku autsajdera w Norymberdze, szczęśliwie pokonała Bayer Leverkusen i sensacyjnie przegrała w Augsburgu. Przy jednoczesnej serii zwycięstw Bayernu Monachium z siedmiopunktowej przewagi nie pozostało nic, a dodatkowo BVB straciła fotel lidera ze względu na słabszy bilans bramkowy od Bawarczyków.
Bayern znów pokazał słabość

Ostatnie tygodnie są jednak znacznie lepsze dla BVB, która wreszcie zaczęła regularnie wygrywać. W drużynie Favre’a nie widać lekkości i łatwości w pokonywaniu kolejnych rywali, jak miało to miejsce jesienią, ale dla fanów BVB liczą się teraz tylko punkty. Ostatnie trzy mecze BVB wygrywała w samych końcówkach – zwycięskie gole w meczu ze Stuttgartem padły w 84. i 92. minutach, w Berlinie trzy punkty zapewnił Marco Reus, który trafił w 92. minucie, zaś w ostatniej kolejce Borussię uratował Paco Alcacer, który wpakował Wolfsburgowi dwa gole w doliczonym czasie gry.

 

 

 

5:1, 6:0 i 6:0 – tak gromiący swoich rywali Bayern Monachium zaczął w ostatnich meczach przypominać maszynę, która przez wiele lat dominowała Bundesligę i nie pozwalała BVB nad na podjęcie wyrównanej walki w wyścigu o mistrzostwo. Przez moment wydawało się, że FCB znów wrócił na odpowiednie tory i to przy słabszej Borussii może oznaczać nadchodzące przedwczesne rozstrzygnięcie kwestii mistrzostwa. Na szczęście dla postronnych obserwatorów Bundesligi i fanów dortmundzkiej ekipy Bayern po raz kolejny przypomniał, dlaczego w tym sezonie jest krytykowany z wielu stron i to nie tylko ze względu na postawę w Lidze Mistrzów.

Remis FCB w słabym stylu na tydzień przed „Der Klassikerem” we Fryburgu znacznie zmienił optykę sobotniego hitu. Dzięki wpadce Bayernu na fotel lidera znowu wróciła Borussia, która na siedem kolejek przed końcem ma dwa punkty więcej od Bayernu i w Monachium może wywalczyć sobie już naprawdę dużą przewagę przed samą końcówką sezonu. Streich i jego podopieczni pokazali, że w bawarskiej maszynie nadal nie funkcjonują wszystkie trybiki.


Punkty i psychologia

Dwa punkty przewagi dają Borussii pewien komfort przed wyjazdem do Monachium. Ekipa Favre’a zrzuciła presję pogoni rywala na Bayern, który w sobotę na Allianz Arena stanie pod ścianą. Ewentualna porażka drużyny Kovaca oznaczać będzie już beznadziejną sytuację w wyścigu o mistrzostwo, a remis pozostawi wszystko w rękach BVB, które jeśli wygra wszystkie mecze do końca sezonu, to po prostu zgarnie wymarzoną paterę. Bayern musi więc zagrać u siebie o pełną pulę i zwycięstwo, czyli jest w bardzo podobnej sytuacji, jak przed rewanżowym spotkaniem z Liverpoolem FC w Lidze Mistrzów. Wówczas Bawarczycy kompletnie zawiedli i dali się wypunktować Anglikom. W sobotą na to czyhać będą niezwykle groźni Sancho i Reus. Zadanie przed Bayernem jednak znacznie łatwiejsze, ponieważ Borussia musi sobie w sobotę poradzić bez kontuzjowanych Guerreiro, Alcacera, Hakimiego, Pulisica i Philippa. 

Sobota i końcówka sezonu są też niezwykle ważne dla Niko Kovaca, który swoją pracą i wynikami nie jest w stanie przekonać kibiców i bossów Bayernu. Zwolennikiem Chorwata jest Uli Hoeness, którego optyka może jeszcze jednak ulec zmianie. Prezydent FCB niezwykle ceni sobie mistrzostwo Niemiec i ewentualna utrata tytułu będzie dla niego na pewno gorzką pigułką, która może spowodować zwolnienie Kovaca. Do tego jednak jeszcze bardzo daleko. Teraz cała piłkarska Europa patrzy w stronę Monachium, gdzie „Der Klassiker” pierwszy raz od finału Ligi Mistrzów na Wembley w 2013 roku będzie elektryzował nie tylko poziomem i prestiżem, ale przede wszystkim rangą spotkania.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się