var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: @Atleti

Wielki hit w cieniu wybryku napastnika. Koniec Diego Costy w Atleti zdecydowanie bliższy

Autor: Krystian Porębski
2019-04-07 17:30:36

Starcie Atelti i Barcelony na Camp Nou, które mogło ewentualnie przybliżyć ekipę z Madrytu do Blaugrany rozpoczęło się obiecująco. Pierwsze dwadzieścia kilka minut to wyrównana walka obu zespołów i odmienieni Los Colchoneros. Wysiłki kolegów z zespołu zaprzepaścił jednak ten, który miał być głównym zagrożeniem dla przeciwnika, a nie swojej własnej drużyny...

Głupota. Tak trzeba nazwać zachowanie Diego Costy w meczu Barcelony z Atletico. Zawodnik zespołu z Madrytu mógł otrzymać kartkę już w momencie brzydkiego faulu na Clemencie Lengletcie. Wtedy można było się tylko zastanowić, dlaczego arbiter nie zareagował. Snajper udawał niewiniątko i obyło się bez konsekwencji. A sam sędzia nie miał zbyt wiele roboty... aż do 27. minuty, kiedy w zasadzie w około 120 sekund pokazał cztery kartki, w tym jedną czerwoną.

 

 

 

Gil Manzano wyrzucił Costę z boiska w 28. minucie meczu. Oglądając to spotkanie trudno było uwierzyć w to co się właśnie wydarzyło. Realizator spotkania w momencie całego spięcia puszczał powtórkę i kamery na całe wydarzenia skierowane zostały dopiero w momencie, kiedy decyzja o wykluczeniu reprezentanta Hiszpanii została już w zasadzie podjęta.

Costa nie faulował. Nikogo nie prowokował, nie uderzył... Po prostu miał niewyparzony język. I tak jak w pierwszym momencie wydawało się, że to sędziego mogły ponieść emocje – bo pyskówek z sędziami w lidze hiszpańskiej widzimy multum i zazwyczaj kończą się po prostu żółtą kartką – tak tutaj zawodnik od razu musiał opuścić boisko. Po tym, jak ujawniony został raport pomeczowy, trudno było jednak współczuć zawodnikowi. Atleti miało jednak wielkiego pecha.

Nowe oblicze ekipy Simeone przekreślone jednym błędem

Zespól Atleti zaskakująco dobrze rozpoczął spotkanie z pewnie zmierzającą po tytuł Barceloną. Zwłaszcza postawa w środku boiska i świetnie współpracujący duet Thomas Partey – Rodri Hernandez mógł dawać nadzieję na to, że zobaczymy kawał spotkania. W okolicach pierwszego kwadransa Atleti miał wręcz identyczną liczbę podań co rywale i wyższe posiadanie piłki. Wszystkiego się po tym meczu mogliśmy spodziewać, ale zdecydowanie nie tego.

Duża ruchliwość, dynamika w atakach. Wydawało się, że sytuacje przyjdą same, już zaraz. Co prawda brakowało tego ostatniego podania, a jeżeli już Atleti dochodziło do strzału, to po dośrodkowaniu na Costę. I taki miał być właśnie plan. Dogranie futbolówki do napastnika brazylijskiego pochodzenia i liczenie na to, że wreszcie się odblokuje. To naprawdę przedziwny wybór Diego Simeone. Wybór, który zadecydował o wyniku tego spotkania.

Bo do dyspozycji Argentyńczyk miał Alvaro Moratę. Gościa, który strzelił w tym sezonie 4 gole, zaliczył przy tym jeszcze jedną asystę i ogólnie sprawuje się bardzo dobrze. Panuje w pojedynkach o górne piłki – średnio wygrywa ich ponad 4 na mecz i to najlepszy wynik w drużynie. Tymczasem Costa, który miał o wiele więcej czasu i rozegrał już 16 spotkań, na liczniku ma... 2 trafienia. I delikatnie określająć jego postawę, jest wielkim rozczarowaniem. Częściej do bramki trafiają Godin, Partey, czy Saul, którym daleko do gry na szpicy.

Tak czy siak, wybór Costy (który mógł być podyktowany drobnym urazem Moraty) okazał się gwoździem do trumny. Od momentu czerwonej kartki dla Diego wszystko się posypało. Atleti spisywało się dzielnie, ale w drugiej połowie z minuty na minutę podopieczni Simeone słabli, a w siłę rosła Barcelona. Mimo jednego zawodnika straty, w ostatnim kwadransie Atleti próbowało swoich szans, starało się zaskoczyć rywala. Coraz bardziej się otwierało i zapłaciło za to dwoma bramkami straconymi w bardzo krótkim czasie. Barcelona była do „ukąszenia” w tym spotkaniu, ale grając w 10-tkę, wygrana z taką maszyną jest wręcz niemożliwa.

 

 

 

Nam pozostaje liczyć na to, że Simeone wyciągnie z tego wnioski. A nieco bardziej ofensywna postawa, jaką zaprezentowali do feralnej 28. minuty meczu, będzie częstszym widokiem w wykonaniu podopiecznych Argentyńczyka...

Stary, niekoniecznie dobry Diego Costa

Wracając jeszcze do sprawy Costy, hiszpańskie media podają, że napastnik może zostać zawieszony od czterech do nawet 12 spotkań. Wobec tego jak się można domyślać, nie opowiadał arbitrowi o tym, gdzie raki zimują. Według raportu meczowego miał obrazić matkę arbitra, używając jednego z najbardziej obraźliwych określeń w języku hiszpańskim – którego pozwolimy sobie tutaj nie przytoczyć.

Radio Cadena Ser podawało jeszcze w trakcie spotkania, że napastnik był załamany decyzją sędziego. Płakał i zarzekał się, że arbiter musiał go źle zrozumieć. Według wersji zawodnika, miał on użyć sformułowania, które z hiszpańskiego na polski jest ofensywne, ale oznacza po prostu dezaprobatę, a nie obrazę członka rodziny sędziego.

Wiemy już, że za zawodnikiem w komisji ma wstawić się jego klub i będzie powoływać się na... gramatyczne nieporozumienie. Nie mamy zamiaru przytaczać Wam tu tłumaczeniowych zawiłości, coś nam jednak mówi, że ten występek to przypieczętowanie końca Diego Costy w Atleti. Ekipa z Madrytu od dawna zabiegała o to, aby zawodnik powrócił do Madrytu reprezentować barwy Los Colchoneros. Teraz jednak chyba wielu żałuje, że wcześniej uwielbiany piłkarz bardziej przeszkadza niż pomaga swojemu zespołowi. Bo w takim momencie, w takim meczu, nawet w przypływie emocji nie można w ten sposób zaprzepaścić szansy na wielki wynik i pozostawić w cieniu wielkiego widowiska, jakim miało być to spotkanie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się