var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Hej ŁKS-ie! Co? Widejko!

Autor: Mariusz Bielski
2019-04-07 22:00:13

Pięć kolejnych zwycięstw ŁKS-u w rundzie wiosennej, ogółem seria 18 ligowych spotkań bez porażki. Wiosenny bilans bramkowy 12:0, Michał Kołba nie puścił gola od ponad 450 minut, oprócz Kostyrki zero kontuzji w kadrze, praktycznie najmocniejszy wystawiony skład na Puszczę, mecz domowy… Co mogło pójść nie tak?

Hmm, Wszystko?

W oczy rzucała się szczególnie duża niedokładność podopiecznych Kazimierza Moskala w rozegraniu akcji. Bo co z tego, że Rycerze Wiosny dominowali nad rywalami, dość dynamicznie wymieniali się futbolówką, skoro jednocześnie nie potrafili sobie w ten sposób wykreować żadnej przyzwoitej okazji do strzelenia gola? W pierwszej części spotkania najgroźniejsze było uderzenie Daniego Ramireza z rzutu wolnego, ale co poza tym? Jakiś centrostrzał, jakaś szarża na ułańskiej fantazji zastopowana przez Stawarczyka...

Bodaj najlepsza okazja dla łodzian tak naprawdę została zgaszona jeszcze zanim zdołało wyniknąć z niej zagrożenie. W środku pola futbolówkę przejął Bryła, rozpędził się, ale kiedy przyszedł czas na prostopadłe wypuszczenie Ramireza, skrzydłowy posłał piłkę wprost na wracającego obrońcę. Opisy tego jak futbolówka fruwała nad głową Kujawy i reszty ferajny po fatalnych centrach sobie darujemy.

Jak „to się powinno robić” pokazał natomiast inny ełkaesiak, tyle że były. Bartosz Widejko spędził ostatnie półtora sezonu właśnie w barwach Rycerzy Wiosny i dziś to właśnie on pokarał byłych kolegów. Zakotłowało się w polu karnym po wrzucie z autu, on czekał przed szesnastką, a futbolówka spadła mu idealnie pod nogi. Tu się nie było co długo namyślać, to trzeba było po prostu rąbnąć i tak też lewy obrońca uczynił. Fakt, Widejko nie celebrował trafienia, ale kibice mimo wszystko mieli prawo pomyśleć „I ty, Brutusie, przeciwko nam?”

W mniej cenzuralnych słowach wyrażali się natomiast w kwestii sędziowania. Trudno to rozstrzygnąć bez powtórek, więc my też damy sobie siana. Fakt faktem jednak w 35. minucie Grzesik padł w polu karnym po starciu z Widejką, a za chwilę cała ekipa łodzian protestowała zawzięcie. Tuż po gwizdku na przerwę do arbitra Aluszyka podbiegł nawet Kazimierz Moskal, dość energicznie gestykulując, więc domyślamy się, że ich dyskusja dotyczyła między innymi (albo głównie?) tej sytuacji. – Nie chcę komentować poziomu sędziowania – mówił jednak na pomeczowej konferencji.

 

 

Dodatkowo rozjemca tego spotkania nie poprawił sobie notowań u publiki, kiedy w 6 minut poczęstował dwiema żółtymi kartkami Maksymiliana Rozwandowicza, lecz akurat w tym względzie nie ma się go co za bardzo czepiać.

W ogóle kwestia sędziowania nie powinna być podstawowym wyjaśnieniem porażki dla gospodarzy. Usprawiedliwieniem – tym bardziej. Jeżeli już gdzieś miałyby się kumulować pretensje Rycerzy Wiosny, to tylko do wewnątrz. No bo czyja to jest wina, że Bryła psuł co drugie podanie? Że Kujawie nie wykreowano żadnej sensownej sytuacji? Że Bielak popisał się żałosną symulką na wymuszenie karnego, na którą zresztą Aluszyk się nie nabrał? Że Daniemu kompletnie rozregulował się celownik? Że w jednej sytuacji Sekulskiemu piłka uciekła pod nogą? Że trójka środkowych pomocników nie potrafiła przyspieszyć żadnej akcji? Że Sobociński fatalnie rozgrywał od tyłu? Trochę za dużo tego się nazbierało, aby uzyskać satysfakcjonujący wynik.

To wszystko w połączeniu z postawieniem autobusu we własnym polu karnym przez Puszczę sprawiło, iż ŁKS bił głową w mur. Ewentualnie czasem niezłym refleksem popisał się Miłosz Mleczko, młodzieżowy reprezentant Polski. Ogólnie więc może nie oglądało się tego najprzyjemniej, ale wiecie, jeśli coś jest głupie, lecz działa, to w sumie nie jest głupie. W tym sensie więc pochwała należy się Tomaszowi Tułaczowi, ponieważ ostatecznie udało mu się zniwelować zdecydowaną większość atutów łodzian. – Wiedzieliśmy, że samobójstwem byłoby otworzenie się przed ŁKS-em. Musieliśmy zagrać defensywnie – przyznawał potem na konferencji.

Otwarcie być może tego nie potwierdzi, aczkolwiek w duszy na pewno cieszy się podwójnie. Po pierwsze – z trzech punktów dla Puszczy. Po drugie – z faktu, iż dzięki jego drużynie Stal odrobiła 3 punkty do drugiego ŁKSu i wciąż może ona bić się o awans do Ekstraklasy. Z małymi przerwami aktualny szkoleniowiec niepołomiczan rozegrał w barwach Biało-Niebieskich ponad 150 spotkań, dwukrotnie ją prowadził, no i przede wszystkim pochodzi z Mielca. Jeśli po tym meczu mielibyśmy wskazać najszczęśliwszego człowieka w kraju, wybralibyśmy właśnie Tułacza.

Pytanie teraz, w jaki sposób na łodzian podziała ten zimny prysznic. Otrzeźwi i pomoże skoncentrować przed m.in. meczami z Sandecją czy Rakowem, a może zdeprymuje i zestresuje ich? 4 punkty przewagi nad trzecim miejscem to zarówno całkiem sporo, jak i bardzo mało.

ŁKS Łódź - Puszcza Niepołomice 0:1 (0:1)
Widejko 26’ (asysta Kotwica)


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się