var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Mamrot: Zarzuty o grupie bankietowej są absurdalne! Kiko Ramirez i Piotr Nowak byli kandydatami na trenera Wisły Płock

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2019-04-08 11:32:08

Poniedziałkowa prasa rzecz jasna w głównej mierze skupia się na podsumowaniu weekendowych meczów, ale kilka ciekawych tekstów bez wątpienia wyszperaliśmy. Ogółem wybraliśmy 19 artykułów z czterech źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Mamrot: Grupa bankietowa w Jagiellonii? Te zarzuty są absurdalne!"

"Skoro o nawodnieniu mowa... Po meczu zdenerwowany Ivan Runje zarzucił kibicom brak szacunku wobec niego i kolegów. Konkretnie za oskarżenia, że współtworzy tak zwaną grupę bankietową. Rzeczywiście jest kłopot z prowadzeniem się pańskich podopiecznych?
Te zarzuty są absurdalne i mówię to bardzo stanowczo. Wyobraża pan sobie, by którykolwiek piłkarz po serii meczów bez wygranej czy kiepskiej grze ruszył w miasto? Proszę... Jeśli nie ma wyników, pojawia się wiele teorii, a że nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości? Bankiety, nocne eskapady, a to zła atmosfera, jakieś podziały. I spirala się nakręca. Krytyka – OK. Byłoby idiotyczne, gdybyśmy w minionych tygodniach spodziewali się pochwał. Z rzeczową oceną nikt nie ma problemu. Większość piłkarzy potrafi radzić sobie ze stresem, ma grubszą skórę, choć wiosną frustracja każdemu dała się we znaki. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że zawodnicy mają rodziny, dzieci. A ci często śledzą, co i jak się pisze o ich bliskich. Po meczach pół piwa nie było. I to nie na mój rozkaz. Piłkarze sami wiedzą, że ostatnio nie było na to czasu ani miejsca. Przez ubiegłe dwa i pół roku ta drużyna często wygrywała, z sukcesem kończąc sezony. Przyszedł trudniejszy okres, jak u każdego sportowca, i ruszyła nagonka. Rozmawiałem z chłopakami. Uważają, że jej rozmiary są absurdalne."

Więcej TUTAJ

***

"Mladenović: Nie jesteśmy przypadkowym liderem"

"Jak ważne jest dla was to, że w tym sezonie zbudowaliście w Gdańsku twierdzę? Bilans jedenaście wygranych i cztery remisy mówi sam za siebie.
Ważne. Ciężko jest grać przeciwko Lechii, nie tylko w Gdańsku. Jesteśmy silni, agresywni, zorganizowani w obronie, potrafimy też utrzymywać się przy piłce. Ekstraklasa to trudna liga – dominuje siła fizyczna, przygotowanie motoryczne, w każdym meczu trzeba walczyć. My staramy się dołożyć do tego skuteczność i trochę efektownych zagrań. Nie jesteśmy przypadkowym liderem. W końcu na mecz przyszło prawie 20 tys. kibiców. Czekamy, kiedy stadion się zapełni w stu procentach i jestem przekonany, że do tego też dojdzie.

Lechia ma bardzo napięty kalendarz.
Dla mnie mecz z Lechem był czwartym w jedenastu ostatnich dniach, bo grałem także w wyjazdowym spotkaniu reprezentacji Serbii przeciwko Portugalii w eliminacjach EURO 2020. Nie jest łatwo wytrzymać fizycznie te wszystkie podróże, itd. Na szczęście wyniki są takie, że zmęczenie szybciej mija."

Więcej TUTAJ

***

"Hołownia: Mogłem grać w Płocku, nie w Śląsku"

"Zanim zostałem wypożyczony z Legii do Śląska, miałem inne oferty z ekstraklasy, w tym z Płocka. Ale tam ostatecznie na lewą obronę ściągnęli Hiszpana Angela Garcię – przyznaje zawodnik wrocławian Mateusz Hołownia. W poniedziałek mecz, który może pokazać, kto miał słuszność wybierając zawodnika na tę pozycję."

Więcej TUTAJ

***

"Ojrzyński zaczyna swoje rządy w Płocku"

"Jak udało się nam ustalić, 46-latek w walce o stanowisko trenera płocczan wyprzedził dwóch innych szkoleniowców pracujących w przeszłości w ekstraklasie. Pod uwagę byli brani: Piotr Nowak (ostatnio prowadził Lechię Gdańsk) oraz Kiko Ramirez (w przeszłości Wisła Kraków, a obecnie trzecioligowe hiszpańskie CE Sabadell). Obaj stanowili jednak opcje rezerwowe, bo Ojrzyński był pierwszym wyborem władz płockiego klubu.

Po kilku treningach trudno wyrokować, jak bardzo Ojrzyński zmieni skład. Do jego dyspozycji nie będą na razie kontuzjowani: Adam Dźwigała, Bartłomiej Sielewski i Nico Varela. Ten ostatni oprócz urazu miał też ostatnio infekcję."

Więcej TUTAJ

***

"Dudek: Karuzela trenerska to błędne koło"

"Znowu nadszedł TEN czas w roku. Pora zwalniania trenerów. W sezonie mamy dwa takie okresy. Pierwszy jest w okolicach października czy listopada, gdy prezesi zwykli panikować po nieudanym początku sezonu. Drugi pojawia się właśnie na początku kalendarzowej wiosny, gdy prezesi zaczynają panikować po nieudanym starcie rundy. I wtedy, i teraz spadły cztery głowy. To najłatwiejsze rozwiązanie. Czy najlepsze? Pewnie nie, ale to też podsumowanie sposobu myślenia ludzi zarządzających naszym futbolem. Nie szukamy ideału, a czegoś, co jest po prostu niezłe, tym bardziej jeśli pojawiają się niesprzyjające okoliczności (presja kibiców, piłkarzy czy nawet władz miasta, nie mówiąc już o kiepskich wynikach)."

Więcej TUTAJ

***

"Bugajski: Miedź nie porzuca rannych"

"Nowak przetrwał burzę, nie był nawet zagrożony. Oczywiście miał problem i w jakimś sensie nadal go ma, lecz jest to problem całego klubu. Na tej łodzi nikt się nie miga od odpowiedzialności, każdy łapie za wiosło i obraca we wskazanym kierunku.

Efekt był już widoczny we Wrocławiu (0:0), a starcie z Cracovią (2:1) uwypukliło dobry trend. Gospodarze zagrali twardo i agresywnie, wyszarpali zwycięstwo, choć zdawało się, że to Pasy mają więcej atutów. Miedź zagrała tak, że leciały iskry. Obrazki walczącego w defensywie Petteri Forsella, który faulowany przez rywala zaciskał pięść w geście triumfu jakby strzelał gola, muszą robić wrażenie. Powtórzmy – najlepszy strzelec Miedzi wykonywał spektakularne gesty, gdy okazywało się, że rywal nie potrafił go ograć w pobliżu legnickiego pola karnego! Jego ekspresyjny zapał podrywał kibiców, uskrzydlał innych piłkarzy. Skutki uboczne? Ano były, ale wkalkulowane w cenę i w ogólnym bilansie opłacalne. Paweł Zieliński wszedł na boisko przeładowany energią, chciał być wszędzie, wszystkiemu zaradzić. No i przesadził, bo walcząc o piłkę zaatakował przeciwnika z taką pasją, że sędzia usunął go z boiska. Na szczęście dla Miedzi to już była końcówka, drużyna obroniła się w dziesiątkę."

Więcej TUTAJ

***

"Legia pokazała charakter, Hiszpanie dodają kolorytu"

"Legia pokazała charakter
Odwaga, fantazja, entuzjazm, ogromne zaangażowanie – te słowa można było wymieniać jednym tchem mówiąc o tym, jak Legia wygrała z Jagiellonią 3:0. Zespół z Białegostoku nie był jednak zbyt trudnym rywalem, dlatego tamtego zwycięstwa nie można było przeceniać, prawdziwy test miał przyjść w Zabrzu. No i przez większość meczu goście z Warszawy ten egzamin oblewali. Potwierdzało się, że wystarczy z mistrzem Polski grać agresywnie, wysokim pressingiem, by zneutralizować jego największe atuty. I kiedy wydawało się, że legioniści nie będą w stanie się podnieść, to właśnie wtedy pokazali charakter. Po raz pierwszy w tym roku udało im się odrobić straty i mimo że nie grali z takim polotem jak w środę, to ta wygrana może ten zespół zbudować jeszcze bardziej – pokazali bowiem, że są w stanie wydostać się z bardzo trudnej sytuacji, walczyć do samego końca."

Więcej TUTAJ

***

"Piłką pod W(o)łos: Kibice ekstraklasy jak szkolni pedagodzy"

"Skoro nauczyciele uparli się na strajk, rolę pedagogów postanowili przejąć ekstraklasowi kibice. Tyle że wzięli się za wychowanie starszej młodzieży. Niedawno wychowawczo-motywujące pogadanki i to kilka razy z rzędu przeprowadzili fani Jagiellonii. Dwukrotnie z trybun mobilizując swoich idoli do lepszego zachowania na boisku, a raz fatygując się na trening jagiellończyków. Zacięcie pedagogiczne kibiców było, ale przekaz słabo dotarł, bo w Warszawie legioniści wystawili rywalom z Białegostoku ocenę niedostateczną, wygrywając 3:0.

W Gdyni już od pewnego czasu kibice próbowali przemówić do wychowawcy zawodników Arki. Tu cel został osiągnięty, bo wykładowca – Zbigniew Smółka spełnił życzenie i opuścił katedrę. W Poznaniu po zwolnieniu Adama Nawałki, przy którym gracze Lecha z przyjemnością wagarowali, sprawy edukacji również w swoje ręce wzięli kibice."

Więcej TUTAJ

***

"Jan Słaby - trener nie do zdarcia"

"– Na 35-lecie klubu wydałem broszurę, w której napisałem „nasz zasłużony trener i działacz, 85-letni Jan Słaby”. Wkrótce odebrałem telefon. Słyszę „panie prezesie, przykro mi, ale mam już 90 lat”. Pomyliłem się w obliczeniach, kiedy odejmowałem rok jego urodzenia od aktualnej daty. Miał o to straszne pretensje – mówi prezes Parasola Wrocław Michał Popek. Zatrudnia u siebie człowieka, który prawdopodobnie jest najstarszym czynnym zawodowo trenerem i jednocześnie najstarszym działaczem w Polsce.

Jan Słaby urodził się 26 stycznia 1928 we Lwowie. Polskie Radio nadawało od zaledwie 2 lat, premierem był Józef Piłsudski, a za zachodnią granicą niemający wtedy jeszcze nawet niemieckiego obywatelstwa Adolf Hitler był na etapie ulicznego krzykacza. Inna epoka. Inna mentalność ludzi. Ba – inny język, który we współczesne czasy przenosi pan Jan. Ilekroć mówi coś w przypływie emocji, płynnie przechodzi na lwowski bałak, dziś już tak rzadki, że aż wzruszający:
– Ta czegu o mnie? Przepraszam, trening mam. Jeżeli pan taki cikawy, niech jutru przyjdzi."

Więcej TUTAJ

***

"Kto pokocha Bale’a? Walijczyk ma latem odejść z Realu Madryt"

"Według mediów w tym momencie w grę wchodzą trzy opcje. Pierwszą z nich jest Bayern Monachium. Z zespołem mistrza Niemiec latem pożegna się duet znakomitych, ale już podstarzałych skrzydłowych: Arjen Robben i Franck Ribery. Na pierwszy rzut oka sprowadzenie Bale’a wygląda więc na rozsądne posunięcie. Bawarczycy chcą się porządnie wzmocnić, bo już za długo czekają na kolejny sukces w Lidze Mistrzów. Już zresztą zaczęli ten proces, wydając rekordowe 80 milionów euro na Lucasa Hernandeza z Atletico Madryt. – Ten transfer wszystkim wyjdzie na dobre, łącznie z zawodnikiem. Kto by nie chciał grać dla Bayernu? – stwierdziła niedawno osoba z bliskiego otoczenia Bale’a."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Czerwiński: Niedowiarkom mówimy stanowcze: nie"

"O co będziecie walczyć w grupie mistrzowskiej?
Jakub CZERWIŃSKI: 
  Można powiedzieć, że my tę rundę finałową już zaczęliśmy. Chcieliśmy zdobyć w Krakowie komplet punktów, by piąć się w górę tabeli. Remis też jednak nie jest najgorszy, a teraz przed nami domowe spotkanie z Koroną.

Czy mecz w Krakowie to sygnał dla niedowiarków, że Piast w rundzie finałowej nie ma zamiaru pofolgować?
Jakub CZERWIŃSKI: 
  Niedowiarkom mówimy stanowcze nie. Nie interesują nas ich opinie. Chcemy wykonywać dobrą robotę, cieszyć się grą i zdobywać punkty."

Więcej TUTAJ

***

"Gwilia: Nie można tak przegrać"

"Z Legią gracie dobrze, prowadzicie, stwarzacie sytuacje, a schodzicie z boiska pokonani. Jak to możliwe?
Walerian GWILIA:
To coś nieprawdopodobnego. Niestety, ta sytuacja powtarza się po raz kolejny, a szczególnie dotyczy to spotkań na naszym stadionie, gdzie gramy dobrze, mamy swoje sytuacje, a potem, w ostatecznym rozrachunku przegrywamy. Nie wiem jaki jest tego powód, ale na pewno wszystko trzeba przeanalizować i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Teraz już trzeba myśleć o kolejnym ligowym spotkaniu."

Więcej TUTAJ

***

"Co sobie myślano w klubach na L?"

"„Klasycy tematu” powiadają, że każdy podpis złożony pod kontraktem o pracę, jest jednocześnie podpisem pod aktem zgody na zrzucenie w bliższej lub dalszej przeszłości z trenerskiej ławki, aczkolwiek w dwóch z wymienionych powyżej przypadków chodzi o zmiany w klubach z najwyższej (krajowej) półki. Konkretnie tych, które mają najwięcej pieniędzy i najwyższe aspiracje.

Z szeregów „klasyków tematu” chciał się w pewnym sensie wyrwać Piotr Stokowiec, obecnie Lechia Gdańsk – wcześniej wyrzucony z Zagłębia Lubin – mówiąc (na okoliczność sposobu i czasu zwolnienia Zbigniewa Brzóski), że niebawem będą zwalniać w przerwach meczów. No to panu Piotrowi trzeba przypomnieć, że tego typu przypadki na pewno już były, choć akurat trudno mi przywołać stosowny konkret w odniesieniu do Polski."

Więcej TUTAJ

***

"Farid Ali: Nie miałem innego wyjścia"

"Wszedł pan na boisko po to, aby strzelić gola i zapewnić swojej drużynie trzy punkty.
Farid ALI:
To była dobra akcja. Na dośrodkowanie Patryka Skóreckiego wbiegaliśmy z Kamilem Adamkiem. Gdyby on tego nie przyjął, to mógłbym uderzyć z pierwszej piłki. Byłem niepilnowany. Futbolówka odbiła się tak, a nie inaczej, a ja musiałem to trafić. Nie miałem innego wyjścia. Cóż, nie przypominam sobie, abym kiedyś strzelił bramkę przewrotką. To mój pierwszy gol zdobyty w ten sposób. Najważniejsze, że wpadło i zdobyliśmy trzy punkty."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Czy Wisła awansuje do grupy mistrzowskiej? Klemenz: Nie śpię, analizuję mecze, żona ma już tego dość"

"W sobotę przy Reymonta znowu padło sporo bramek, ale w Wiśle to nie zawodnicy ofensywni grali pierwsze skrzypce. Dwie bramki zdobył prawy obrońca Matej Palcić. – Gole cieszą, ale najważniejsze były trzy punkty, które przeszły nam koło nosa. Byliśmy bardzo pewni siebie przed meczem, ale niestety zaliczyliśmy słaby początek – komentuje Palcić.

Wisła od dwóch meczów musi radzić sobie na środku obrony bez Macieja Wasilewskiego. Zastępuje go Lukas Klemenz, który w sobotę miał parę niepewnych zagrań, ale koniec końców zagrał solidnie. – Współpraca na środku z Maćkiem Sadlokiem wygląda coraz lepiej. To wszystko idzie w dobrym kierunku. Zastąpienie Wasilewskiego nie jest proste, gra cały sezon, ale staram się wykonywać pracę jak najlepiej. Pewnie zanalizuję mecz z Piastem po powrocie do domu, żona ma tego dość, bo nie śpię, tylko ciągle oglądam kolejne sytuacje. Ale tak trzeba – uśmiecha się Klemenz."

Więcej TUTAJ

***

"Artur Sobiech czekał na gola 647 minut. "W takiej sytuacji trzeba zachować spokój""

"Były reprezentant Polski czekał na ten moment bardzo długo. Po raz ostatni trafił do siatki 22 grudnia, w wygranym 4:0 meczu z Górnikiem Zabrze. Potem nastał trwający aż dziewięć meczów bramkowy post (licząc także spotkanie Pucharu Polski), w sumie pozostawał bez gola przez długie 647 minut. W tym czasie raz nawet trafił do siatki (w Sosnowcu), ale bramka została anulowana po interwencji VAR. Teraz znów do końca nie był pewny, czy gol zostanie uznany, gdyż był na granicy spalonego.

– W dzisiejszych czasach do końca nie można być pewnym, czy gol zostanie uznany, tym razem na moje szczęście wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. A co do tych kilkuset minut bez bramki, ja ich nie liczyłem, to jest rola wasza, dziennikarzy. Ja po prostu cały czas sumiennie pracowałem, zachowywałem spokój i chłodną głowę. Wiedziałem, że w końcu to przełamanie przyjdzie, ale naprawdę ważniejsze w tym wszystkim jest zwycięstwo zespołu niż to, że zdobyłem gola – podkreślał po meczu Sobiech."

Więcej TUTAJ

***

"Stec: Okaż jaja, a powiem ci kim jesteś"

"Gdybym miał wymazać jedną regułę z piłki nożnej, bez milisekundy zawahania zniósłbym zakaz zrywania z siebie koszulki po zdobytej bramce. Karanie zatracania się w radości uważam za absurdalnie wbrew duchowi sportu, za zabijanie istoty chwili – przez cały mecz trwasz w skupionej świadomości każdego wykonywanego ruchu, żeby wygrać, a teraz następuje erupcja spontaniczności, niech ciało wiwatuje, jak chce, niech ekstatycznie podrzuca kapelusz i podskakuje na łokciach, zezwoliłbym nawet na atawistyczne wgryzanie się w poprzeczkę. Doprawdy, sędzia musi się czuć jak kretyn, gdy wlepia żółtą kartkę delikwentowi, który nikogo nie skrzywdził ani nie zakłócił gry, ba, przecież zdarza się, że arbiter upomina recydywistę, więc musi wyjąć również kartkę czerwoną! Horrendum. Demontaż kulminacji spektaklu, w którym obowiązuje podział na grających aktorów oraz niegrających widzów, i dopiero tutaj mamy totalne zjednoczenie – wszyscy solidarnie dostają szmergla, bo wreszcie udało się załadować piłkę do siatki."

Więcej TUTAJ


"RZECZPOSPOLITA"

"Saganowski: Chcieliśmy uwolnić zawodników"

"Nie jest pan z nimi zbyt blisko? Z Miroslavem Radoviciem, Kasperem Hamalainenem czy Arkadiuszem Malarzem wiele lat pan grał w jednym zespole.
Nasze relacje nie będą stanowić problemu. Ani dla mnie, ani dla nich. Z każdym mogę pójść na kawę, porozmawiać. Ale oni zrozumieją, że na treningu będziemy z Vuko wymagać egzekwowania poleceń. Jeśli jeszcze tego nie wiedzą, to bardzo szybko o tym się przekonają. Ale myślę, że nie będzie drastycznych historii. Wiele lat grałem w piłkę, jeszcze niedawno byłem członkiem tego zespołu i zawsze okazywałem szacunek trenerom.

Piłkarze powtarzają, że po zwolnieniu Sa Pinto odetchnęli pełną piersią. I faktycznie w meczu z Jagiellonią zachowywali się, jakby im kamień spadł z serca.
Taki był nasz cel. Uwolnić tych zawodników, ich potencjał, kreatywność. Sprawić, by nie bali się podejmować ryzyka, by szukali nietypowych rozwiązań."

Więcej TUTAJ

***

"Pieniądze zaczynają grać"

"Najbogatsza liga świata pokazała swoją moc, układ par wciąż daje nadzieję na powtórkę sprzed dziesięciu lat, gdy Premier League trzykrotnie z rzędu reprezentowało w półfinałach aż trzech przedstawicieli. O sile koalicji z Wysp przekonali się już rywale z Francji i Niemiec. Manchester United ośmieszył Paris Saint-Germain niczym kiedyś Barcelona. Liverpool wygrał w Monachium z Bayernem, Tottenham rozbił Borussię, a Manchester City – Schalke. Właśnie Tottenham i Manchester City stoczą bratobójczą walkę o półfinał.

To będzie dziesiąte spotkanie zespołów z Anglii w fazie pucharowej – pierwsze, w którym zmierzą się Tottenham i City. Przed rokiem piłkarze Pepa Guardioli zderzyli się z Liverpoolem, choć już wtedy wielu widziało w nich poważnego kandydata do końcowego triumfu. Teraz ich akcje jeszcze wzrosły, a wraz z nimi oczekiwania kibiców. Krajowe trofea nie zrekompensują już braku pucharu najbardziej pożądanego."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się