var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Własne

Copanina o stadion – o sile sprawczej kibiców ŁKSu i małostkowych radnych

Autor: Mariusz Bielski
2019-04-11 14:32:54

Hej, znacie ten doskonały dowcip?
- Co słychać na ŁKSie, gdy kibice krzyczą „druga strona odpowiada”?
- „Pociąg osobowy z Łodzi Kaliskiej do Sieradza odjedzie...”

Albo ten znacznie gorszy, że gdyby połączyć Górnik Zabrze z ŁKSem przynajmniej powstałby jeden pełny stadion?

Noooo, boki zrywać.

Nie żeby mnie to wielce obrażało. Gdybym próbował z tym walczyć, czułbym się jak hipokryta. W tym sensie, że musiałbym wówczas zaprzeczać faktom. Póki co przy al. Unii stoi jedna trybuna i tyle. Czerwono-biało-czerwona strona Łodzi chichocze, nazywając ten obiekt amfiteatrem, ale poza meczem z Puszczą Rycerze Wiosny grali tak atrakcyjnie i skutecznie, że dało się to wręcz obrócić w komplement. Powiedzmy sobie jednak szczerze – lepiej byłoby się nie uciekać do takich chwytów retorycznych i być może uda się je porzucić na dobre za nieco ponad trzy lata.

We wtorek bowiem Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi, pchnęła do przodu sprawę stadionu dla ŁKSu. Szczerze powiedziawszy nie wierzyłem w pozytywny scenariusz skoro rozbieżności pomiędzy budżetem miasta przeznaczonym na tę inwestycję a prognozami firm budowlanych były tak ogromne. Po pierwszym przetargu różnica wynosiła 45 baniek, za drugim razem najtańsza opcja z firmy Mirdbud przewidywała koszta budowy na 129 milionów brutto względem 95 zabezpieczonych przez radę miasta.

No, nie mówimy o frytkach w kontekście tego co pomiędzy. Dlatego też zaskoczył mnie wczorajszy rozwój wydarzeń. Spodziewałem się raczej ogłoszenia trzeciego przetargu, a tu... – Zwykłam dotrzymywać obietnic, oświadczam więc, że zatwierdzam wyniki przeprowadzonego postępowania przetargowego, pomimo tego, iż pokazały zdecydowanie wyższą cenę inwestycji niż zakładaliśmy. Skąd ta zmiana podejścia? Sprawdzaliśmy jak wyglądają pojawiające się na rynku oferty dotyczące prac realizowanych na terenie miasta i na podstawie analiz z ostatnich lat doszliśmy do wniosku, że proponowane ceny za rozbudowę stadionu ŁKSu niższe już nie będą. Teraz musimy dokonać przesunięcia dodatkowych środków dla tej inwestycji, co uczynimy oczywiście za zgodą rady miasta – stwierdziła Zdanowska.

Haczyk tkwi właśnie w decyzji radnych, a dokładnie w tym, że trzeba teraz polegać na ich dobrej woli, nawet jeśli prywatnie niektórym bliżej do Widzewa. Ale czy nie okażą się małostkowi? Tylko stawiam pytanie, nic nie sugeruję. A przynajmniej nie w kontekście wszystkich.

Martwią mnie natomiast komentarze takie jak ten radnego Markwanta. Podając za Dziennikiem Łódzkim:

przeznaczenie dodatkowych milionów na stadion dla ŁKSu to zbyt duża rozrzutność przy jednoczesnej chęci realizacji „Planu dla osiedli” za 2,5 miliarda złotych, którego nie konsultowano ze stroną rządową i Urzędem Marszałkowskim
priorytetem powinno być raczej wybudowanie przedszkola i basenu na Olechowie
+ 3 przejazdów nad torami w okolicach Podgórza, Stoków czy Sikawy
+ remont wielu dróg gruntowych
+ remont wiaduktów na ulicach Przybyszewskiego oraz Dąbrowskiego
Dla Łodzi i ŁKSu lepiej byłoby jeszcze wstrzymać się z decyzją o rozbudowie aż do momentu, gdy znalazłby się wykonawca, który zmieściłby się w 95 milionach
A jeśli już, to powinno się zmniejszyć potencjalną powierzchnię komercyjną na przyszłym obiekcie, dzięki czemu też dałoby się trochę zaoszczędzić. „W innym wypadku to będzie biurowiec, a nie stadion”

Cóż, dobrze, że przynajmniej pan Markwant określił z jakiej opcji pochodzi („jako widzewski radny”). Tym samym osobiście podkreślił swój brak obiektywizmu, który powinien cechować go w roli radnego.

No ale nawet mniejsza o to. Bardziej bawi mnie kontekst całej tej wypowiedzi, a mianowicie fakt, w jakich okolicznościach się pojawiła. Tak się składa, że jestem łodzianinem i mieszkam tu od urodzenia. Zastanawia mnie zatem dlaczego akurat teraz wyciągnięta została konieczność rewitalizacji dwóch wiaduktów? Mam rodzinę na Dąbrowie i Chojnach, zdarza mi się przejeżdżać przez Przybyszewskiego oraz Dąbrowskiego i odkąd pamiętam w obu miejscach nie zmieniło się absolutnie nic – przez ponad 20 lat. Rozumiem w takim razie, że przez cały ten czas nie istniała paląca potrzeba odnowienia sypiących się przejazdów, a powstała ona dopiero w chwili, gdy rozstrzyga się inwestycja w sprawie stadionu dla ŁKSu? Niesamowity przypadek!

Na tej samej zasadzie dałoby się odnieść także do kwestii przedszkola czy basenu na Olechowie. Chyba ominął mnie jakiś wyjątkowy baby-boom, albo coś w tym stylu… Bo wychodzi na to, że przez x lat również nie były tam potrzebne obie placówki, natomiast obecnie ich wzniesienie powinno urosnąć do rangi priorytetu. Podobnie rzecz ma się z przejazdami na Stokach czy z remontami dróg.

Oczywiście nie twierdzę, że wszystkie powyższe plany trzeba zarzucić i całe środki oraz energię należy rzucić do budowy stadionu przy al. Unii. Nie, to wszystko warte rozważenia inicjatywy. Zmierzam jednak do tego, iż mieszkańcy miasta czekają ich realizację nie od tygodnia, tylko od paru lat. Dlaczego nie walczono o nie zażarcie 2 lata temu, 5 czy 10? Stawianie ich jako najważniejsze ze wszystkich właśnie dzisiaj ma moim zdaniem znacznie inne podłoże niż faktyczna potrzeba ułatwienia życia obywatelom miasta. A mianowicie kibicowskie i to w najgorszym wydaniu – po prostu by dowalić drugiej stronie bez odnoszenia korzyści dla własnej.

No bo jak inaczej odczytywać słowa o tym, że lepszym wyjściem dla ŁKSu byłoby dalsze czekanie na propozycje zamykające się w 95 milionach? Zwłaszcza w dobie tego, o czym wspomniała prezydent Zdanowska. Jeszcze raz przytoczę: „Sprawdzaliśmy jak wyglądają pojawiające się na rynku oferty dotyczące prac realizowanych na terenie miasta i na podstawie analiz z ostatnich lat doszliśmy do wniosku, że proponowane ceny za rozbudowę stadionu ŁKSu niższe już nie będą". Polecam więc zapoznać się z pojęciem inflacji. Mnie nauczono go jakoś na przełomie podstawówki i gimnazjum. Równie dobrze zatem można byłoby czekać aż z nieba poleci manna i to taka podgrzana oraz podana na talerzach.

Albo jeszcze fragment dotyczący konieczności zmniejszenia potencjału komercyjnego nowego stadionu. Toż to nie trzeba być ekspertem finansowym, aby rozgryźć całą zależność: mniejsza powierzchnia komercyjna → mniejsze wpływy do kasy klubowej oraz miasta → słabsze perspektywy marketingowe → obiekt trudniejszy w utrzymaniu → możliwe kłopoty finansowe z tego tytułu. Oczywiście jestem świadom, że potencjał da się przeszacować również w drugą stronę, aczkolwiek w kwestiach zarządzania finansami i szeroko rozumianej komercjalizacji dużo bardziej ufam chociażby Tomaszowi Salskiemu, niż radnemu, który w swych decyzjach nie kieruje się racjonalnymi argumentami, lecz kolorem klubowego szalika.

Krótko mówiąc – równie dobrze zamiast tego całego wywodu pan Markwant mógłby wyjść i powiedzieć coś w stylu: „Liczy się dla mnie tylko Widzew, nie chcę silnego ŁKSu, życzę mu źle i najlepiej by było, gdyby zgnił w niższych ligach lub w ogóle upadł”. Szkoda, że pan radny nie wysuwał podobnych postulatów równie żarliwie kilka lat temu, kiedy akurat wznoszono stadion przy ul. Piłsudskiego. Analogicznie przecież każdy mieszkaniec rodzimych dla mnie Kozin i Bałut mógłby znaleźć szereg niezbędnych inwestycji do wykonania zamiast pakować kupę forsy w stadion Widzewa. Tylko czemu miałby służyć taki ping-pong?

I nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko samemu Widzewowi. Nie czuję tak zwanego „bólu dupy” patrząc na jego rekordy karnetowe czy frekwencje. To przecież świetna sprawa. Ja wierzę, że nic tak dobrze nie wpływa na rozwój jak zdrowa, dynamiczna konkurencja. Szkoda, iż mało kto wychodzi z podobnego założenia. Co mnie zatem wkurza w zaistniałej sytuacji to idiotyczna krótkowzroczność w argumentacji pana Markwanta oraz jego podejście rodem z memów z nosaczami – byleby somsiad miał gorzej!"

***

Na szczęście jest jeszcze druga strona, która również ma moc sprawczą. Chodzi mi po prostu o kibiców, którzy w ostatnim czasie dość skutecznie potrafili lobbować na korzyść ŁKSu i to na różne sposoby. Na meczach domowych Rycerzy Wiosny regularnie dało się słyszeć okrzyki typu „Cały stadion obiecałaś i już o tym zapomniałaś” albo „Chcemy stadionu dla dumy tego regionu”. Kibice byli też obecni na wczorajszych obradach rady miasta, chociaż ostateczna decyzja dotycząca przesunięcia dodatkowych środków na budowę stadionu będzie rozstrzygana dopiero na kolejnym zebraniu, 8 maja. Wtedy też powinniśmy spodziewać się ich obecności w urzędzie.

Przesadą chyba nie będzie też napisanie o pewnej kampanii medialnej, która miała miejsce w ostatnich tygodniach. W krótkim czasie pojawiło się sporo materiałów dotyczących budowy stadionu dla ŁKSu oraz irytującego zawieszenia tego projektu w próżni.

Z kolei stowarzyszenie biało-czerwono-białych fanów opublikowało list otwarty o naprawdę mocnej treści. Kilka dość wymownych fragmentów poniżej, a całość tutaj.

„Odbudowując klub od IV ligi, powstając ze zgliszczy, wielokrotnie otrzymywaliśmy obietnicę wsparcia w tym dziele. Początkowo zapewniano, że po każdym awansie klub wzbogaci się o jedną trybunę, potem sugerowano, że lepiej wybudować całość od razu. Efekt jest taki, że Łódzki Klub Sportowy puka do bram Ekstraklasy, a miasto wciąż nie potrafi zrealizować obietnic sprzed 6 lat. Awans z IV ligi do III, z III ligi do II, z II ligi do I i obecna walka, która ma szansę zakończyć się upragnionym powrotem do należnego nam miejsca – żaden moment odbudowy ŁKS-u nie skłonił polityków do jakiejkolwiek refleksji".
Potrzebujemy stadionu tu i teraz, jako zespół walczący o Ekstraklasę, jako kibice regularnie zapełniający obiekt, jako najstarszy łódzki klub, założyciel ligi i czwarty klub w Polsce pod względem liczby rozegranych w elicie sezonów. Przez 65 sezonów w krajowej elicie Łódź była reprezentowana przez Łódzki Klub Sportowy. Czy miasto naprawdę chce doprowadzić do sytuacji, w której 66. rok wśród najlepszych naznaczony będzie szyderstwami z uwagi na karykaturalne miejsce rozgrywania spotkań?”.
„«Jedna trybuna po każdym awansie». Czy chodziło o awanse do Ligi Mistrzów? Może do Klubowych Mistrzostw Świata?”.
„Mamy tego dość, zwłaszcza, że bezustannie dostarczamy nowych argumentów do rozbudowy obiektu przy al. Unii 2".

Ba, nawet Zbigniew Boniek napisał list do prezydent Zdanowskiej, w którym przekonywał ją do słuszności wzniesienia pozostałych trzech trybun, ponieważ ŁKS, nie tylko jako klub, ale głównie społeczność, na to zasługuje. Trudno się nie zgodzić, skoro praktycznie na każdym kolejnym meczu na trybunie zasiada komplet widzów, a nie wszystkim chętnym udaje się załapać na bilety.

Zbierając powyższe do kupy pojedynczy fan faktycznie może mieć poczucie wpływ na losy klubu i właśnie ten aspekt w całym zaistniałym zamieszaniu cieszy mnie najbardziej. Wszystkie ruchy kibicowskie, także te najmniejsze, sprawiają że ich zaangażowanie staje się namacalne – dosłownie i w przenośni. Prezes Salski wspominał przecież, że za czasów drugiej ligi to nadzwyczaj dobra frekwencja zapewniła klubowi wysoki komfort finansowy. Sami widzicie jak wiele dzięki temu da się zdziałać. Można być – na zebraniu rady miasta czy kolejnych meczach, lecz także mieć – koszulkę, szalik, bluzę, proporczyk. Klub za to parę groszy więcej w kasie. No i wkrótce stadion. 

Taką mam nadzieję, chociaż zwycięskiego szampana odpalę dopiero, jak go zobaczę. Albo przynajmniej kiedy na obiekcie pojawi się cała budowlana maszyneria.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się