var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: @acffiorentina

Umarł król, niech żyje… stary król. Fiorentina pożegnała Pioliego i ponownie związała się z Montellą

Autor: Marcin Długosz
2019-04-11 22:00:18

Końcówka sezonu nie przestaje zbierać swoich żniw. Trenerska kosa spadła właśnie we Florencji, gdzie ścięto Stefano Pioliego. Na jego miejsce zatrudniono Vincenzo Montellę, który pracował już w Toskanii w latach 2012-2015, a po ostatnim czasie spędzonym w Milanie i Sevilli z pewnością ma sporo do udowodnienia. Natomiast historia byłego już trenera Violi – mimo nieprzyjemnego końca – z pewnością zostanie zapamiętana jako coś wykraczającego ponad codzienność.

Pioli objął Violę latem 2017 roku. Wówczas klub opuszczało wielu piłkarzy, a kadra zespołu zaczynała przypominać taką na miarę trudnej walki o utrzymanie, a nie zwyczajowego w ostatnich latach w przypadku tego klubu krzątania się w okolicy strefy gwarantującej europejskie puchary. Pomimo to były trener Lazio czy Interu poskładał wszystko w całość i stworzył niezły zespół, gwarantujący określoną jakość.

Nie ma jednak wątpliwości, że Włoch najbardziej z czasu spędzonego w sercu Toskanii zapamięta marzec 2018 roku. Kiedy w nocy w hotelu w Udine zmarł kapitan florentczyków, Davide Astori, cały świat piłki wręcz zamurowało. Możemy się tylko zastanawiać, o ile bardziej to wszystko odczuli zawodnicy i trenerzy Fiorentiny…

A jednak trzeba było się wziąć w garść i zacząć grać. „Fiołki” zrobiły to w najlepszy z możliwych sposobów – zespół nie załamał rąk popadając w smutek, a zaczął składać hołd swojemu kapitanowi łapiąc kapitalną formę i z odległego środka tabeli ambitnie zaczął gonić europejskie puchary. Ostatecznie się nie udało, gdyż zaważyła pechowa porażka z Cagliari na własnym stadionie w przedostatniej kolejce.

W lipcu Viola mogła się jeszcze łudzić, że mimo wszystko wystąpi w eliminacjach do Ligi Europy. Początkowo UEFA wyrzuciła bowiem z rozgrywek Milan za nierespektowanie norm Finansowego Fair Play, ale Sportowy Sąd Arbitrażowy w Lozannie przywrócił Rossonerim to, co wywalczyli na boisku, przez co Toskańczycy musieli obejść się smakiem.

A obecny sezon? Długo było nieźle. Fiorentina co prawda nie ekscytowała w jakiś wybitny sposób i nikt nie zachwycał się jej występami, ale mając w składzie m.in. Federico Chiesę, Marco Benassiego czy Giovanniego Simeone, długo była jednym z najpoważniejszy kandydatów w walce o awans do Ligi Europy. 2019 rok przyniósł jednak kres tym aspiracjom – dotychczas florentczycy wygrali w nim bowiem raptem dwa spotkania ligowe, oba na wyjeździe. Najpierw z Chievo, potem, ze SPAL. I tyle.

Mało, bardzo mało, nawet jeśli dołożymy rozjechanie walcem Romy poprzez wygraną 7:1 w ćwierćfinale Pucharu Włoch i awans do najlepszej czwórki tego turnieju, gdzie przed rewanżowym starciem w Bergamo z Atalantą jest 3:3. W Serie A ekipa Pioliego ugrzęzła jednak w samym środku stawki i de facto zakończyła swój sezon. Nie ma już bowiem realnych szans na pierwszą siódemkę, a i strefa spadkowa jest już dawno odstawiona na bezpieczną odległość.

Tutaj trzeba jednak podkreślić bardzo ważny fakt: Fiorentina to najmłodszy zespół Serie A 2018/2019. Średnia wieku drużyny wynosi 23,8. Zadaniem trenera w dużej mierze był więc też rozwój młodych piłkarzy, którzy w niedalekiej przyszłości mogą przynieść klubowi wielkie profity finansowe, co lada chwila nastąpi zapewne na przykład w przypadku Federico Chiesy.

Czy Viola ma zespół, na podstawie którego może stawiać sobie za realne oczekiwanie awans do europejskich pucharów? Można polemizować. A biorąc pod uwagę wiek tej drużyny, tym bardziej staje się jasne, że skoro nie ma w niej elementu doświadczenia (w zespole brak choćby jednego gracza mającego co najmniej 30 lat!), to i młodzieżowe wahania formy są rzeczą normalną, którą trzeba wkalkulować.

Ogólny bilans Pioliego? 69 meczów w Serie A, 24 zwycięstwa, 24 remisy, 21 porażek. W obecnych rozgrywkach – 8 zwycięstw, 15 remisów (najwięcej w lidze), 8 porażek. Same liczby mówią więc jasno i klarownie – było po prostu przeciętnie. Ani wybitnie, ani źle. Po prostu przeciętnie.

A czy z tą drużyną miało prawo być inaczej? To już temat do odrębnej analizy, chociaż można zrozumieć niezadowolenie szefów klubu, bo dwie ligowe wygrane od początku 2019 roku do teraz to wynik nieprawdopodobnie lichy.

***

Teraz natomiast głównodowodzącym Fiorentiny został Vincenzo Montella, który podpisał już dwuletni kontrakt.


Dla Włocha to już drugie podejście do pracy na Artemio Franchi – wcześniejsza kadencja miała miejsce w latach 2012-2015. I trzeba powiedzieć, że była udana. Viola grała ładną, przyjemną dla oka piłkę. Za każdym razem kończyła sezon na 4. lokacie, która jednak wówczas nie zapewniała Ligi Mistrzów. Dwukrotnie Montelli niewiele brakowało, aby wywalczyć przepustkę do tych rozgrywek, a swoje zrobił też w Lidze Europy, w której w 2015 roku odpadł dopiero w półfinale z Sevillą.

Obie strony rozstały się wówczas przepełnione goryczą, ale czas pokazał, że ich ponowne małżeństwo może wyjść na dobre wszystkim. Klubowi – który od tamtych czasów nawet nie nawiązał do tak istotnych wyników. Trenerowi – którego przygody w Sampdorii, Milanie i Sevilli kończyły się fiaskiem, choć zespół Rossonerich szkoleniowiec ten doprowadził do zdobycia Superpucharu Włoch.

Start nowego rozdania już w niedzielę domowym meczem z Bologną, ale nie ma co ukrywać, że celem numer jeden na końcówkę obecnego sezonu jest Puchar Włoch. Montella stoi przed doskonałą okazją do natychmiastowego wkupienia się w łaski kibiców, jeśli tylko po remisie 3:3 we Florencji drużyna wywalczy w Bergamo awans do majowego finału w Rzymie.
 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się