var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Klafurić: W Legii nie dostałem wsparcia. Aleksandar Bjelica uciekł z Kielc, kończy z piłką? Zieliński: Nie czuję się strażakiem

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2019-04-12 11:33:17

Piątkowa prasa tradycyjnie jest bardzo dobra, prym wiedzie Przegląd Sportowy. Mamy naprawdę wiele ciekawych wywiadów, m.in. z Deanem Klafuriciem o Legii, Jackiem Zielińskim o Arce czy Ryszardem Tarasiewiczem o sędziach. Ogółem wybraliśmy aż 39 artykułów z pięciu źródeł!

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Klafurić: W Legii nie dostałem wsparcia"

"Gdy w szatni w Poznaniu świętowaliście tytuł, w telewizyjnym wywiadzie prezes Dariusz Mioduski powiedział, że pana pozostanie na stanowisku nie jest pewne. Co pan wtedy poczuł?
Zdziwiły mnie te słowa. Przecież wygraliśmy wszystko, co się dało i mieliśmy świetne statystyki. Dla wielu osób w klubie to, co się stało, było małym cudem.

W następnych dniach i tygodniach w mediach pojawiały się nazwiska kolejnych kandydatów do przejęcia Legii. Jak pan na to reagował?
Starałem się nie czytać wiadomości. Myślałem o tym, że ze strony zarządzających klubem byłoby uczciwe, gdyby powiedzieli mi jasno, jaka jest moja przyszłość. Nikt nie przekazał mi jednak niczego konkretnego. To sprawiło, że nie czułem się pewnie, nie mogłem na przykład w spokoju spędzić wolnych dni z rodziną, ale też wpłynęło to na jakość przygotowań do kolejnych rozgrywek. Wątpliwości osób decydujących o klubie poczuły media, kibice i zawodnicy. To był duży problem. Później już sam, niemal każdego dnia, przekonywałem się, że szefowie nie do końca we mnie wierzą. Nie rozumiałem tego. Przecież wcześniej, w kwietniu, sytuacja była dużo trudniejsza, a pozytywne nastawienie działaczy, którzy mnie wspierali, pomogło odwrócić losy sezonu. Minęło kilka miesięcy i jakby przestano to rozumieć. W tak wielkim klubie ktoś powinien umieć powiedzieć trenerowi „tak” albo „nie”. Jeżeli ktoś wreszcie to zrozumie, Legia będzie się dalej rozwijała.

Kiedy dowiedział się pan o zwolnieniu?
W samolocie, którym lecieliśmy z Trnawy do Warszawy. Było mi smutno, miałem wrażenie, że nie oceniono odpowiednio naszych wysiłków i tego, co budowaliśmy. Podziękowano mi za pracę po dwóch wyjazdowych zwycięstwach. Drugie miało miejsce właśnie ze Spartakiem Trnawa, po meczu, w którym dostaliśmy dwie czerwone kartki i zmarnowaliśmy w nim kilka świetnych okazji."

Więcej TUTAJ

***

"Zieliński: Nie czuję się strażakiem"

"IZA KOPROWIAK: Jak się pan czuje w roli strażaka? Znów musi pan gasić pożar w klubie.
JACEK ZIELIŃSKI:
Ostatnio faktycznie trafiają mi się takie prace, ale nie uważam się za żadnego strażaka. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja Arki jest trudna, ale gdyby taka nie była, to nikt by nie zmieniał trenera. Wchodzę do klubu po kimś, często było tak, że ktoś wchodził po mnie. Normalne. Cieszę się, że moje nazwisko jest jeszcze na giełdzie trenerskiej.

Ile czasu zastanawiał się pan nad ofertą z Arki?
Dużo czasu nie miałem, bo pierwszy kontakt był dopiero we wtorek. Wcześniej moje nazwisko pojawiało się w mediach, ale to były tylko spekulacje, ja z nikim nie rozmawiałem. Mieliśmy dwa i pół dnia, by wszystko dopiąć. Mi zależało, by wrócić do trenowania, tym bardziej w ekstraklasie. Gdynia to fajne miasto, stadion, kibice. I na to patrzę."

Więcej TUTAJ

***

"Siplak: Puchary to cel minimum dla Cracovii"

"23-latek nie zmienia podejścia. Nadal celuje w mistrzostwo Polski, choć Pasy do lidera, którego podejmą w sobotę (18.00), tracą piętnaście punktów. – Na pewno będzie trudno zdobyć mistrzostwo, ale ciągle pierwsze miejsce jest dla nas wyznacznikiem. Zostało jeszcze osiem spotkań, w tym dwa bezpośrednie z Lechią. W piłce wszystko jest możliwe. Idziemy od meczu do meczu. Pierwszy cel został spełniony. Teraz czas na następny, czyli być jak najwyżej w tabeli, ciągle patrząc na pierwsze miejsce – mówi były mistrz Słowacji w barwach Slovana Bratysława. Siplak zdaje sobie jednak sprawę, że o aż tak spektakularny sukces z Cracovią będzie w tym sezonie bardzo trudno. Dlatego wyznacza inny, bardziej realny plan. – Cel minimum to na pewno puchary, a jeśli uda się coś więcej, postaramy się o to – deklaruje."

Więcej TUTAJ

***

"Tajemnicze zniknięcie Bjelicy"

"Nie czuję się tutaj dobrze. Nie pasuje mi liga, miasto, trener. W drużynie też nie jest najlepiej. Wszyscy oczekiwali ode mnie więcej, a ja nie potrafię sprostać wymaganiom. Kończę z graniem w piłkę i wyjeżdżam z Kielc – powiedział dzień po meczu z Cracovią (1:2) Aleksandar Bjelica do Krzysztofa Zająca. Serb wyglądał na mocno przejętego swoją sytuacją. Od tamtej pory nie pojawił się w klubie, nie odbiera telefonu i nie odpisuje na wiadomości. To wszystko działo się 34 dni po tym, jak podpisał z kieleckim klubem kontrakt i pozował uśmiechnięty do zdjęć z koszulką w żółto-czerwone pasy."

Więcej TUTAJ

***

"W Sosnowcu szukają nowego stopera"

"– Brakuje nam chociażby Polczaka, który był liderem defensywy, ale mam jednak w zespole piłkarzy, którzy mogą załatać tę lukę. Nie zdradzę, kto wystąpi obok Cichockiego – stwierdził szkoleniowiec, który podczas treningów sprawdza w środku obrony Patrika Mraza, nominalnego lewego defensora. Na tej pozycji mógłby także wystąpić Michael Heinloth, ale Niemiec potrzebny będzie w środku pola, bo w drugiej linii sytuacja kadrowa również jest trudna."

Więcej TUTAJ

***

"Strategiczny Stokowiec"

"Za niego pojawił się na murawie Patryk Lipski i on miał prawo być w jeszcze większym szoku niż napastnik, którego zmienił. Minęło zaledwie 12 minut, kiedy Stokowiec uznał, że pora na kolejną zmianę. Za Lipskiego wprowadził dziewięć centymetrów wyższego Stevena Vitorię.

– Pierwszy raz w życiu spotkała mnie taka sytuacja. Z moim zdrowiem wszystko jest w porządku. Zdaniem trenera tego potrzebowała drużyna, cel został osiągnięty – twierdził Lipski, od razu deklarując: – Nie obrażam się. Może dzięki temu wygraliśmy. Wszedł za mnie Vitoria, który jest ode mnie wyższy, lepiej gra głową, a pod koniec meczu Raków przesunął do przodu wysokich obrońców. Taktycznie była to więc dobra decyzja – ocenił. Wygląda na to, że mocno zaskakujące i kontrowersyjne roszady nie wzbudziły wielkich emocji w samym zespole. Wybrańcy Stokowca wiedzą bowiem, że nadrzędną sprawą jest strategia."

Więcej TUTAJ

***

"Z Sobiechem skończyło się na strachu"

"– Najpierw dostałem w głowę podczas strzału, potem zderzyliśmy się z rywalem. Działo się to w krótkim odstępie czasu, więc uznaliśmy, że nie można ryzykować, szczególnie że kręciło mi się w głowie – opowiada. Nie stracił przytomności, pamięta właściwie wszystko, co się działo na boisku. Po zejściu z murawy od razu został przetransportowany do szpitala. – Pojechałem z fizjoterapeutą, który włączył nasz mecz w telefonie. Gdy czekaliśmy na szycie i badania, obejrzeliśmy półfinał do końca – relacjonuje 28-letni napastnik. W tak dziwnych okolicznościach nie oglądał jeszcze meczu swojej drużyny. Dotychczas nie miał poważnych urazów głowy, najgroźniejszy przydarzył mu się w Niemczech, gdy w spotkaniu z Kaiserslautern rozciął łuk brwiowy. – Ale nigdy nie dostałem w głowę dwa razy w ciągu 30 minut – zaznacza."

Więcej TUTAJ

***

"Lech chce zakończyć z przytupem"

"W ostatnich dwóch latach piłkarze Lecha kończyli tę część sezonu przy Bułgarskiej i również wygrywali – 3:0 z Ruchem Chorzów i 3:1 z Górnikiem Zabrze. Teraz wszyscy w klubie liczą na podtrzymanie tej świetnej passy, ogranie w sobotę Jagiellonii i zagwarantowanie sobie miejsca w grupie mistrzowskiej. – Nie patrzymy na to, ile procent daje się nam w tej chwil na awans do ósemki. Nikomu na ławce rezerwowych nie będę kazał siedzieć przy telefonie i sprawdzać wyników innych meczów, chociaż te informacje i tak na pewno będą do nas docierały. Nie zamierzamy jednak oglądać się na innych rywali, skupiamy się na swojej pracy i na tym, co mamy do wykonania na boisku, czyli na pokonaniu Jagiellonii – mówi trener Dariusz Żuraw."

Więcej TUTAJ

***

"Strzelający defensorzy Wisły"

"Wydawało się jasne, że Burliga zmonopolizuje prawą obronę krakowian, a Palčič przez kolejne pół roku będzie rezerwowym. Gdy jednak starszy z zawodników wypadł z powodu nadmiaru kartek, Słoweniec został bohaterem niedawnego meczu z Piastem (2:2), strzelając dwa gole. – W seniorskiej piłce jeszcze mi się to nie zdarzyło. W juniorach tak, bo wtedy grałem w ataku i przez trzy lata z rzędu byłem najlepszym strzelcem ligi – wspomina były gracz Mariboru. Zagadnięty o to, że trudno będzie trenerowi posadzić na ławce zawodnika, który tydzień wcześniej strzelił dwa gole, Burliga natychmiast znajduje kontrę. – Ja też strzeliłem wcześniej dwa gole, miałem asystę – przypomina. – Poza tym jestem uniwersalnym zawodnikiem. Są różne rozwiązania. Matej grał w Sosnowcu jako skrzydłowy. Obaj korzystamy na tej konkurencji. W Jagiellonii prezes zawsze starał się mieć po dwóch równorzędnych piłkarzy na każdą pozycję i zespół dobrze na tym wychodził – podkreśla."

Więcej TUTAJ

***

"Czarna seria Górnika"

"Od 27 lutego na stadionie przy Roosevelta miejscowi rozegrali cztery spotkania i wszystkie przegrali. Najpierw polegli w Pucharze Polski z Lechią (1:2), a później kolejno w lidze w starciach z Piastem (0:2), Cracovią (0:1) i Legią (1:2). W tym okresie Trójkolorowi o wiele lepiej spisywali się na wyjazdach, bo w ekstraklasie rozgromili Lecha (3:0) oraz wywalczyli po punkcie w konfrontacjach z Jagiellonią (2:2) i Zagłębiem Lubin (1:1). – Z przytoczonej statystyki niektórzy mogą wyciągnąć wniosek, że lepiej czujemy się na wyjazdach, ale wcale tak nie jest. W sobotę ze Śląskiem Wrocław wolałbym grać u siebie – przekonuje pomocnik Łukasz Wolsztyński. Dlaczego jednak Górnik od ponad miesiąca zdobywa punkty jedynie poza Zabrzem?"

Więcej TUTAJ

***

"Algierski pacjent w Pogoni"

"W grudniu na klubowej wigilii Benyamina w prezencie dostał biały kask z latarką i herbem Portowców. Żart był oczywisty, choć długo wydawało się, że będzie mu towarzyszył śmiech przez łzy. Atakujący algierskiego pochodzenia jeszcze w poprzedniej rundzie czterokrotnie wystąpił w ekstraklasie, jednak za sprawą długiej przerwy był w słabej formie. W styczniu znów dopadł go pech – z powodu urazu stopy szybciej opuścił zgrupowanie w Turcji, stracił kilka tygodni przygotowań. Nie mógł wywalczyć choćby miejsca na ławce rezerwowych. Dużo wskazywało, że będzie transferowym niewypałem."

Więcej TUTAJ

***

"Ćwiąkała: Kto u nas najlepiej zna się na piłce"

"Jeżeli piłkarz jest matołem, to potrzebuje menedżera. Jeśli jest inteligentny, i tak sobie sam poradzi - słowa Oresta Lenczyka odbiły się wielkim echem, gdy zawód agenta piłkarskiego dopiero rozpoczynał swe istnienie w polskiej piłce. To były przaśne czasy. Menedżerowie nie zabijali się jeszcze o względy rodziców 15-latków, by jak najszybciej załatwić podpis pod umową o reprezentowanie. Wiele rzeczy przesyłano pocztą pantoflową na zasadzie: „faktycznie załatwił ci podwyżkę? To dawaj mi go, bo ja się z prezesem nie dogadam”. Najskuteczniejsi negocjatorzy zaczęli przejmować rynek.

Lata mijały, zawód agenta mocno się sprofesjonalizował, ale podejście trenera Lenczyka i chyba generalnie ludzi starszej daty się nie zmieniło. Ich zdaniem menedżerowie to zło. To wrzód, którego wyciąć się nie da i trzeba z nim żyć. Ostatnio Przemek Rudzki w swoim felietonie przypominał słowa menedżera Nottingham z końcówki lat 90., który sprawiał wrażenie załamanego czasami, które nadejdą, czyli okresem, w którym władzę absolutną przejmą agenci. Trafnie podsumował to też inny reprezentant „oldschoolu”, Harry Redknapp. „Dawniej, gdy zawodnik miał problem, przychodził do menedżera i mówił: „Szefie dlaczego ostatnio nie gram? Co robię źle?”. Teraz agenci wydzwaniają do prezesów i narzekają, że menedżer nie wystawia ich zawodników”."

Więcej TUTAJ

***

"Radomski: Lechia będzie mieć problemy, które dopiero nadejdą"

"Lechia jest w finale Pucharu Polski i to jej będzie się dawać więcej szans niż Jagiellonii Białystok. Zespół Piotra Stokowca prowadzi też w lidze, tyle że tu droga do wywalczenia trofeum będzie trudniejsza. Zwolnienie Sa Pinto nie jest dobrą wiadomością dla Lechii, bo oznacza, że u największego rywala do tytułu atmosfera w szatni stała się dużo lepsza, a to w naszej lidze zawsze ma spory wpływ na wynik. Drugim kłopotem Lechii są problemy w obronie. Ktoś może się zdziwić, czytając to, bo przecież zespół Stokowca stracił tylko 21 goli (druga w tej klasyfikacji Legia ma aż o dziewięć straconych bramek więcej). Chodzi o problemy, które niebawem nadejdą. Najlepszym duetem środkowych obrońców są niewątpliwie Błażej Augustyn i Michał Nalepa, tyle że w najbliższym meczu z Cracovią zabraknie tego pierwszego, a Nalepa ma już na koncie 11 żółtych kartek, co oznacza, że każde kolejne upomnienie będzie skutkowało dwoma meczami pauzy. Spoglądam w terminarz ekstraklasy: gdyby sytuacja w tabeli nie uległa zmianie, Lechia najpierw zagra z Cracovią, a później, w grupie mistrzowskiej, zmierzy się kolejno: z Piastem u siebie, z Pogonią na wyjeździe i z Legią u siebie. Kluczowe mecze, wygrana z drużyną z Gliwic prawdopodobnie oznaczałaby, że w walce o mistrzostwo liczyć się będą tak naprawdę dwie drużyny. Tyle że bardzo możliwe, że w trzech z tych czterech spotkań zabraknie kogoś z tej dwójki. Stokowiec ma zastępców, na pewno wpadnie na jakiś ciekawy pomysł, ale to może nie być to samo."

Więcej TUTAJ

***

"Juanito: Betis nie jest już „tą drugą drużyną z Sewilli”"

"Jakub Kręcidło: Czy Quique Setien jest perfekcyjnym trenerem dla Realu Betis?
Juanito (były piłkarz Betisu, mistrz Europy z 2008 roku):
Nie da się ukryć – to był dla Betisu szczęśliwy wybór. Quique zrewolucjonizował klub. Sprawił, że drużyna stała się wyróżniającą w lidze. Wprowadził styl i filozofię, której zmiana nawet nie podlega dyskusji, i nieważne, że wielokrotnie go krytykowano. Mówiono, że jego zespół gra zbyt ryzykownie w obronie, tak długie utrzymywanie się przy piłce jest nudne i nie przynosi żadnych korzyści. Na trenerze nie robiło to większego wrażenia. W swojej drużynie nie zdecydowałbym się na tak ekstremalny styl, ale Setien jest szaleńcem i nie można powiedzieć, by to była wada, bo przecież efekty na boisku są znakomite."

Więcej TUTAJ

***

"Lewandowskiego atak na legendy"

"Wiadomo już, że w przyszłym sezonie Lewandowski w dalszym ciągu będzie grać w Bayernie. I wiadomo, że będzie pewniakiem w wyjściowym składzie najlepszego zespołu Bundesligi. A to oznacza, że jeszcze w tym roku ma szansę dogonić dwie legendy niemieckiej piłki.

– Jupp Heynckes ma 220 goli, więc to nie jest taka wielka odległość – mówił Lewy po ostatniej kolejce. A prześcigając legendarnego napastnika Borussii Mönchengladbach i Hannoveru, wskoczy na podium strzelców wszech czasów. Niejako przy okazji, po drodze, wyprzedzi również Manfreda Burgsmüllera, który ma 213 bramek i zajmuje czwarte miejsce w historycznej klasyfikacji."

Więcej TUTAJ

***

"Caparros krwawi na czerwono i biało"

"Joaquin Caparros często podkreślał, że „ma biało-czerwoną duszę”, dokładnie taką jak barwy jego ukochanej Sevilli. Ale jak wyznał po meczu z Realem Valladolid (2:0), to niejedyna rzecz w jego ciele w tych barwach. – Zawsze mówiłem, że gotuje się we mnie czerwona krew, ale to nieprawda. Ostatnio doszło do walki czerwonych i białych krwinek. Jestem chory na białaczkę – ujawnił szkoleniowiec. Wiadomość błyskawicznie obiegła hiszpański świat sportu, jednak 63-latek od razu ogłosił, że choroba nie wpłynie na jego pracę. – W żadnym wypadku nie mam zamiaru podawać się do dymisji. Dziękuję za szansę prowadzenia drużyny. Nie mam zamiaru więcej o tym rozmawiać."

Więcej TUTAJ

***

"Ajax może być dumny"

"Tyle że mówić, że się czymś nie przejmuje, a udowodnić to na boisku, to dwie różne sprawy. I Ajax pokazał, że mocny jest nie tylko w gębie. – Przeciwnicy stosowali mocny pressing i tworzyli sobie na boisku wolne przestrzenie, dostarczali w nie piłkę. Z przodu mieli wielu zawodników, a my nie potrafiliśmy wykorzystać odpowiednio nadarzających się sytuacji do kontrataków – mówił trener Juventusu Massimiliano Allegri.

– Ajax to zupełnie inna drużyna niż my. Gra bardziej ofensywnie i agresywnie – zauważał Wojciech Szczęsny, który mimo dobrej i czujnej postawy w bramce nie zdołał zachować czystego konta. Miał też w spotkaniu na Johan Cruyff ArenA dużo szczęścia, gdy piłka mijała słupek w niewielkiej odległości albo trafiała w któregoś z interweniujących w ostatniej chwili obrońców. – Żal wyniku, ale zagraliśmy dobrze, byliśmy solidni w tyłach. W meczu z Atletico Madryt pokazaliśmy, że wiemy, jak w LM wygrywać u siebie – dodał polski bramkarz."

Więcej TUTAJ

***

"Tottenham traci Kane'a na ostatniej prostej sezonu"

"Zwykle, gdy jakiś klub jest bliski awansu do półfinału Champions League po raz pierwszy w historii, wszystkim jego kibicom, piłkarzom i pracownikom dopisują nastroje. W północnym Londynie jednak od wtorku radość miesza się z niepewnością. Po zwycięstwie 1:0 z Manchesterem City najwięcej mówi się o urazie, jakiego doznał Harry Kane.

Anglik po starciu z Fabianem Delphem uszkodził kostkę i stadion opuszczał o kulach. – Nie wygląda to dobrze. Boimy się, że straciliśmy go do końca sezonu – mówił zmartwiony menedżer Mauricio Pochettino, a napastnik już dzień po meczu sugerował, że resztę rozgrywek ma z głowy. W czwartek tę wersję potwierdził dziennik "The Telegraph"."

Więcej TUTAJ

***

"Niemiecka farma Anglii"

"Po zeszłotygodniowym rozbiciu Borussii Dortmund Bayern już mógłby się cieszyć z siódmego z rzędu mistrzostwa Niemiec, gdyby nie to, że w najbliższą niedzielę musi jeszcze poradzić sobie z Dodim Lukebakio. Jesienią belgijski napastnik Fortuny Düsseldorf strzelił monachijczykom hat tricka, niemal pozbawiając pracy Niko Kovača, trenera Bawarczyków. 21-latek, z ośmioma bramkami i czterema asystami na koncie dla zespołu skazywanego przed sezonem na spadek z ligi, jest jednym z objawień rozgrywek w Niemczech. Fortuna nie ma szans go zatrzymać, a na jego transferze nie zarobi ani centa. Grube miliony, o ile sam nie będzie chciał z niego skorzystać, skasuje Watford, z którego Lukebakio jest do Nadrenii wypożyczony. To coraz częstszy model, obrazujący rosnący sportowy i finansowy dystans dzielący Bundesligę od Premier League. W Niemczech już podnoszą się głosy przestrzegające przed tego rodzaju zależnością, która może spowodować, że liga niemiecka przekształci się w farmę rozgrywek w Anglii."

Więcej TUTAJ

***

"W Turynie postawiono na dobrego konia"

"Z gwiazd w gnój. Tak należy przetłumaczyć włoskie przysłowie o spadaniu: „Dalle stelle alle stalle”. To przestroga. Ale Massimiliano Allegri może się z niej śmiać, w Turynie przebył odwrotną drogę i nie zamierza wracać nią z powrotem. „Uomo di merda!” – takimi okrzykami witali go tifosi Juventusu w 2014 roku, kiedy pierwszy raz przyjechał pod stadion w stolicy Piemontu. Człowiek z gówna. Nie wierzono, że godnie zastąpi wykłócającego się o transfery Antonio Conte. Pięć lat później żaden kibic Starej Damy nie zestawiałby szkoleniowca z końcowym produktem trawienia, choć dominację Juve w Serie A można porównać do pożerania otoczenia przez drapieżnika. W sobotę ekipa prowadzona przez Allegriego najprawdopodobniej zdobędzie scudetto najszybciej w historii Italii."

Więcej TUTAJ

***

"Powrót Piquenbauera"

"Życzę wszystkim, którzy mnie krytykują, aby wykorzystali moje gorsze momenty i wyszli z jaskini złapać trochę promieni słońca. Niedługo wszystko ulegnie zmianie, bo wrócę na szczyt – zapowiadał w październiku Gerard Pique. Hiszpańskie media tworzyły „listy wstydu” obrońcy Barcelony. Sugerowano, że więcej czasu poświęca reformie Pucharu Davisa, czego efektem miała być pozycja lidera na liście zawodników z największą liczbą błędów prowadzących do goli. 32-latek reagował na to z charakterystycznym dla siebie luzem. – Krytykowanie Pique stało się modne – śmiał się piłkarz. Dziś to on ma podstawy do tego, by triumfować. „W takiej formie Gerard to najlepszy stoper świata” – podsumował hiszpański dziennik „Marca”."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Tarasiewicz: W I lidze więcej jest z arbitrów szkody niż korzyści"

"W pierwszej lidze coraz bardziej opłaca się grać ładną piłkę?
Ryszard TARASIEWICZ:
– Z grona ludzi, którzy lubią grać defensywnie i ostrożnie, szczęśliwi są dziś pewnie ci, którzy pracują w ekstraklasie – już z VAR-em. Tu naprawdę można wiele skorygować. Gra defensywna zawsze może skończyć się przypadkową albo kontrowersyjną bramką.

Znowu podnosi pan temat VAR-u i sędziów.
Ryszard TARASIEWICZ:
– Bo mi go brakuje. Jednak nie rozczulamy się nad sobą. Powtarzam w szatni, by nie kłaść głów na ramiona, nie robić z siebie męczenników. Faktem jest jednak, że w pierwszej lidze nieraz więcej jest z arbitrów szkody niż korzyści. To moja trzeźwa ocena.

Po porażce w Bielsku-Białej miał pan pretensje o czerwoną kartkę Marcina Biernata?
Ryszard TARASIEWICZ:
– Myślę, że była zbyt pochopna. To nie była wcale dynamiczna akcja. Nie twórzmy sobie jednak alibi. Gra w osłabieniu może wpłynąć na siłę rażenia w ofensywie, ale grając dziewiątką w polu, śmiało, można się wybronić."

Więcej TUTAJ

***

"Ojrzyński: Na odejściu z Sosnowca dobrze wyszedłem"

"Wygrana 2:0 ze Śląskiem Wrocław z pewnością podbudowała Pana i pański nowy zespół. To zwycięstwo ma duże znaczenie dla pana?
Leszek Ojrzyński:
Na pewno przyjemnie się pracuje, gdy zaczyna się od zwycięstwa. Trzy punkty na początek dają pewność siebie, wiarę w to, co się robi. Jesteśmy dalej w strefie spadkowej i trzeba walczyć o utrzymanie, wygrywać. Jest we mnie wiara, że utrzymam ten zespół w ekstraklasie.

Powrót po 8 latach do Sosnowca z czym się Panu kojarzy?
Leszek Ojrzyński:
Kojarzy mi się z pewnym etapem pracy trenerskiej, po którym znalazłem się w Ekstraklasie. A zacząłem przygodę z Ekstraklasą od Korony. W Sosnowcu przejąłem zespół od Marka Chojnackiego i mieliśmy w sezonie 2010/11 przygotować drużynę do kolejnego, w którym miał być awans do I ligi. Gdyby sytuacja była sprzyjająca to już w pierwszym sezonie mojej pracy z Zagłębiem mieliśmy awansować."

Więcej TUTAJ

***

"Smyła: Włodarze Wigier wstrzelili się idealnie"

"Czy propozycja z Suwałk była nie do odrzucenia?
Mirosław SMYŁA:
– Gdybym był osobą, która skupia się jedynie na pracy trenera, tylko i wyłącznie z niej żyje, to odpowiedziałbym twierdząco. Od wielu lat nie potrafię jednak siedzieć w miejscu i czekać na oferty. Oczywiście, to dla mnie priorytetowy zawód, ale w międzyczasie działa się przy różnych projektach. Takowym jest choćby radzionkowska Szkoła Mistrzostwa Sportowego, której dobro leżało mi na sercu; tym bardziej, że znajduje się w miejscu mojego zamieszkania. Zawsze wychodziłem z założenia, że trzeba coś po sobie pozostawić.

Jaką funkcję piastował pan w SMS-ie?
Mirosław SMYŁA:
– Jestem jednym z organizatorów i zarządców tej instytucji. Ktoś odgórnie musi pilnować, by wszystko się zgadzało. Stowarzyszenie powstało dwa lata temu, a dziś mamy szkołę z ponad setką uczniów. Do użytku oddano też boisko, na którym niedawno przy tysięcznej publiczności zagrał trzecioligowy Ruch. Jest satysfakcja, że mam w tym swoją cegiełkę, ale pozytywnych osób, takich wariatów, trzeba by wymienić kilku: na czele z Heńkiem Sobalą czy Marcinem Paździorem.

Propozycja z Suwałk przyszła w momencie, gdy w SMS-ie wszystko organizacyjnie mieliśmy już uspokojone. Włodarze Wigier wstrzelili się idealnie. To projekt krótkoterminowy, bardzo ciekawe wyzwanie. Nie trzeba budować, a jest konkretna robota do wykonania. Albo ją zrobisz, albo nie. Ta oferta była o tyle wartościowa i o tyle do czegoś zobowiązywała, że nie znajdowałem się w szerokim gronie kandydatów. Odebrałem telefon z szybkim pytaniem: „Pracuje pan czy nie?”. W tak prosty i treściwy sposób zacząć pracy w klubie jeszcze mi się nie zdarzyło."

Więcej TUTAJ

***

"Błaszczykowski ściga się z czasem"

"W sobotę Wisła gra z Zagłębiem Lubin o miejsce w grupie mistrzowskiej. W przypadku wygranej Biała Gwiazda wskoczy do górnej ósemki. Awans może dać jej też remis, ale muszą być spełnione jeszcze trzy inne warunki, a to byłby już duży zbieg okoliczności. – Mamy wszystko w swoich rękach i to od nas zależy, czy znajdziemy się w górnej części tabeli czy też nie – mówi trener Maciej Stolarczyk. Wisła pod jego przywództwem nie zwykła grać na remis."

Więcej TUTAJ

***

"Problemy w obronie Górnika"

"Przed jutrzejszym starciem ze Śląskiem sztab szkoleniowy Górnika musi się ponownie zastanawiać nad zestawieniem obrony. Ponownie, bo co jakiś czas w końcówce sezonu ktoś wypada za kartki czy kontuzje. Teraz nie może grać etatowy ostatnio lewy obrońca Adrian Gryszkiewicz. Młodzieżowy reprezentant Polski wygrał rywalizację z bardziej doświadczonym Michałem Kojem, ale teraz na swoim koncie ma cztery żółte kartki, Pod uwagę przy ustalaniu składu nie może też być brany Koj, bo jest kontuzjowany. To nie jedyny kłopot z bocznymi obrońcami.

Z powodu kontuzji w ostatnim meczu z legionistami w meczowej kadrze zabrakło Adama Orn Arnarsona. Prawy obrońca z Islandii jest alternatywą dla trenerów zabrzan, bo kiedy on gra, to na drugą stronę wędruje Boris Sekulić. Serb ze słowackim paszportem jest na tyle uniwersalnym graczem, że w obronie, a zresztą nie tylko tam, zagra na każdej pozycji. Z Arnarsonem jest jednak taki kłopot, że do treningów wrócił dopiero w środę i nie wiadomo, w jakiej dyspozycji będzie do jutra."

Więcej TUTAJ

***

"Piast będzie bronić podium"

"Podstawowym celem drużyny od początku sezonu było wywalczenie sobie miejsca w grupie mistrzowskiej. To udało się zrealizować już jakiś czas temu. Obecna sytuacja w tabeli dla Piasta jest komfortowa. Zespół trenera Waldemara Fornalika jest trzeci i ma kilkupunktową zaliczkę nad resztą stawki. Strata do Lechii i Legii także nie jest mała, więc teoretycznie głównym zadaniem na ostatnie osiem meczów, będzie utrzymanie najniższego stopnia podium. – Obrona trzeciej pozycji niech będzie naszym celem podstawowym na kolejne mecze. Bardzo ważne jest to, że cztery mecze będziemy mieli u siebie. Nasza szanse na podium są naprawdę duże, nie jest też tak, że nie chcemy zaatakować wyższych lokat.

Najlepiej będzie jednak, jak będziemy przygotowywali się do najbliższego meczu i nie będziemy wybiegali w przyszłość – mówi obrońca Jakub Czerwiński. Szkoleniowiec Piasta nie zamierza lekceważyć Korony, która ma tylko hipotetyczne szanse na górną ósemkę i to gliwiczanie w sobotę będą zdecydowanym faworytem. – Nie podchodziłbym do kielczan jak do zespołu, któremu praktycznie uciekła ósemka. Przyjadą rozluźnieni i będą chcieli dobrze zagrać. My gramy o swoje, mamy własne cele, chcemy wygrać i dopisać trzy punkty. To jest dla nas najważniejsze – mówi Waldemar Fornalik, który wczoraj, po raz trzeci w tym sezonie, został wybrany trenerem miesiąca."

Więcej TUTAJ

***

"Podbeskidzie zmobilizowało Łotysza"

"Z piłkarzem rozmawialiśmy po jednym ze spotkań ligowych, tuż przed meczem eliminacji mistrzostw Europy, w którym Polska mierzyła się z Łotwą. „Szabi” mówił wówczas, że potrzebuje jednej bramki na przełamanie, której doczekał się w meczu z Puszczą Niepołomice. – Mówiłem, że tak będzie – uśmiechał się po starciu z GKS-em Tychy, Valerijs Szabala.

– Że potrzebuję tego jednego gola na przełamanie. Z Puszczą Niepołomice dopisało mi szczęście, którego wcześniej zdecydowanie mi brakowało. Otworzyłem się i grało mi się trochę luźniej. Zaczęło wpadać. Wcześniej coś było nie tak, ale nie potrafię powiedzieć o co chodziło. Gdybym znał odpowiedź na to pytanie, to nie byłoby problemu – dodał napastnik Podbeskidzia, którego trafienia z ostatnim spotkaniu nie wynikały już ze szczęścia, ale z dobrej postawy na przestrzeni całego spotkania."

Więcej TUTAJ

***

"Rodzinne porachunki na boisku"

"Łącza ich nie tylko więzy krwi, ale również profesja, którą wykonują. Bliźniacy Mateusz i Maciej Spychałowie są piłkarzami, którym marzą się występy w ekstraklasie. Obaj na razie grają w I lidze, jeden w Stali Mielec, drugi jest już zawodnikiem Wisły Płock, wypożyczonym do GKS-u 1962 Jastrzębie. W piątek staną naprzeciwko siebie, by walczyć o ligowe punkty. Szanse na bezpośrednie starcia braci są znikome, bo Mateusz jest w Stali prawym obrońcą, zaś Maciej to klasyczna „6”, czyli defensywny pomocnik. Ale kto wie?

Jedną z rzeczy łączących braci Spychałów, którzy 28 stycznia skończyli 21 lat, jest fakt, że nie odstawiają nogi. Mateusz w bieżących rozgrywkach został upomniany żółtą kartką osiem razy, Maciej o dwa razy więcej. Przed dzisiejszą potyczką obu zadaliśmy identyczne pytania, niektórymi z nich byli zaskoczeni. Oto zapis tych rozmów."

Więcej TUTAJ

***

"Po nitce do Gladbach"

"Warsztat 42-letniego Niemca nie może być podważany. Urodzony w Lipsku szkoleniowiec wykonuje kapitalną pracę w RB Salzburg, gdzie pracuje od lata 2017 roku i zdobywa średnio 2,34 punktu na mecz (wg serwisu Transfermarkt).

Austriacka ekipa pod jego wodzą nie awansowała co prawda do Ligi Mistrzów. Jest to zmorą tego klubu, ale bardzo dobrze pokazywała się w Lidze Europy. W poprzednim sezonie dotarła do półfinału – zdominowała też rozgrywki ligowe, co specjalnie trudne akurat nie było. Rose zrobił sobie świetną reklamę, wypromowało się pod jego skrzydłami kilku ciekawych graczy, a o jego usługi zaczęły bić się mocne zespoły niemieckiej Bundesligi."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Dudek: Ronaldo już nie wychodzi na boisko z obłędem w oczach"

"Dariusz Wołowski: Jak wyjaśnić fenomen Cristiano Ronaldo, który w Lidze Mistrzów strzelił już 125 goli? Juventus wydał na niego 105 mln euro, by w końcu wygrać rozgrywki, a 34-letni piłkarz ciągnie go do finału w Madrycie.
Jerzy Dudek:
Ronaldo zawsze był piłkarzem chorobliwie ambitnym. Już gdy graliśmy razem w Realu, wiadomo było, że apetyt na gole, zwycięstwa i trofea nigdy go nie opuści, nawet w wieku oldboja. On tą swoją pazernością emanuje na resztę. Ważne jest jednak to, że z biegiem lat nie stoi w miejscu. Nie pozostał tym samym graczem, który wychodzi na boisko z obłędem w oczach, by wbić cztery bramki Levante. Ronaldo jest świadomy upływu czasu, zna swój organizm i doskonale wie, jak ten czas wpływa na jego możliwości fizyczne. W czasach José Mourinho epatował muskulaturą, u Zinedine Zidane’a zeszczuplał, by jak najmniej stracić na szybkości i refleksie. Oczywiście jest fenomenem, niewielu znamy piłkarzy, którzy w jego wieku zachowali tak niezwykłą wydolność. Dziś to on robi różnicę w Juventusie, tak jak kiedyś w Realu. Wiosną zespół z Turynu zdobył w Lidze Mistrzów cztery gole, wszystkie wbił Ronaldo. Bez niego nawet osławiona defensywa Juve nic by nie pomogła. Nie byłoby już ich w Lidze Mistrzów, gdyby nie mieli Portugalczyka.

Z ambicjami Ronaldo swoje nadzieje wiążą także polscy kibice.
– No tak, poważnym atutem Juventusu jest także Wojtek Szczęsny. Śledzę jego karierę i widzę w końcu bramkarza dojrzałego. Ma dwie okazje do interwencji w meczu i jest na to gotowy. Potrafi utrzymać koncentrację. Do Arsenalu trafiał jako 15-latek i mogło mu się wtedy zakręcić w głowie. Jeszcze mocniej, gdy jako bardzo młody człowiek trafiał do pierwszej drużyny. Sam przeżyłem szybki wzlot dzięki piłce i wiem, że woda sodowa jest wtedy największym wrogiem piłkarza. Trzeba się z tym zmierzyć, dobre rady innych nie pomogą. W Arsenalu Wojtek nie umiał utrzymać równej formy: to błyszczał, to robił głupie błędy, to naturalne, ale zapewne bolało. Dobrze, że odszedł do Włoch. W Serie A dyscyplinę taktyczną traktuje się jak świętość. Bramkarz bierze większy udział w pracy zespołu. Szczęsny zdobył doświadczenie, które pozwala mu dziś trzymać poziom. Gra na miarę talentu."

Więcej TUTAJ

***

"Ojrzyński: Czasami twarde warunki komuś nie pasują"

"Uchodzi za pan trenera silnej ręki.
– Ręce mam coraz słabsze. Miałem pęknięte żebro i przez pięć miesięcy nic nie robiłem. Przede wszystkim trzeba tak poukładać sobie pracę, żeby zwiększyć szanse na utrzymanie. A żeby tak się stało, trzeba wygrywać mecze. Mieliśmy dobry początek, ale życie toczy się dalej. Mecz goni mecz. Po Zagłębiu Sosnowiec w sześć dni zagramy trzy mecze, które dadzą nam odpowiedź, czy będziemy w dobrej, średniej czy fatalnej sytuacji. Musimy się do tych spotkań mądrze przygotować, bo nawarstwią się zmęczenie i podróże. Nie będzie czasu na trening, tylko na przygotowanie mentalne, bardzo dobre decyzje personalne, dobrą taktykę. Drużyny, z którymi się zmierzymy, będą podobnie podchodzić, co zapowiada bardzo ciekawą końcówkę sezonu.

Rządy silnej ręki pomogą drużynie, przed którą widmo spadku do I ligi?
– Czas pokaże. Nie jest łatwo nam, trenerom, którzy wchodzą w trakcie sezonu i nie mieli wpływu na przygotowania. Zgodziliśmy się jednak na to, podjęliśmy wyzwanie. Czasami twarda ręka, twarde warunki komuś nie pasują. Bo każdy jest inny, z każdym trzeba rozmawiać i przede wszystkim być dobrym psychologiem. Powiedziałem chłopakom, że każdy może być najważniejszy w tym sezonie. Końcówka rozgrywek jest najważniejsza. Mamy szanse na utrzymanie. Trzeba zrobić wszystko, żeby tak się stało."

Więcej TUTAJ

***

"Golański: Na miejscu Kosakiewicza narobiłbym rabanu"

"Wróćmy do trenera Lettieriego. Jak oceniasz jego decyzję o zmianie Łukasza Kosakiewicza kilkanaście minut przed pierwszym gwizdkiem w meczu z Zagłębiem Sosnowiec?
– Z „Kosą” znam się prywatnie. Wiem, że to jest charakterny chłopak, ale nie poszedł narobić rabanu. Myślę, że jakby trafiło na mnie, to nie omieszkałbym głośno i wyraźnie powiedzieć swojego zdania. Bo to jest pokazanie zawodnikowi, że ja tutaj rządzę i zupełnie nie liczę się z tym, w jakiej jesteś dyspozycji. Przyjechał nowy zawodnik [Aleksandar Bjelica – przyp. red.], który był na dwóch treningach, nie wiadomo, w jakiej dyspozycji, i od razu dostał miejsce w podstawowym składzie. Jak ma zareagować na taką decyzję zespół? Przecież poza Łukaszem jest mnóstwo piłkarzy, którzy mocno pracują na zajęciach, dobijają się do „11”, dają z siebie wszystko. I takie decyzje nie miały dobrego oddźwięku w szatni. A takich zgrzytów, złych momentów było za dużo.

Lettieri to dobry fachowiec?
– Tak, ma dobry warsztat, przekonałem się o tym i piłkarze dobrze wypowiadają się o jego treningach. Dodają jednak, że te umiejętności nie idą w parze z charakterem. Problem Włocha polega na relacjach międzyludzkich. A piłka nożna jest dyscypliną zespołową i trener musi być dobrym psychologiem, mieć dobre relacje z drużyną. Jeśli tego brakuje, a w Koronie jest na tej linii problem, komunikacja nie jest dobra i to jest widoczne, to później trener musi być z tego rozliczony."

Więcej TUTAJ

***

"Serce i rozum Aleksandara Vukovicia. Kim jest nowy trener Legii?"

"– „Vuko” imponował kibicom Legii, bo nie próbował im się podlizać, choć się nimi interesował – wspomina Wiktor Bołba, kustosz muzeum Legii i przyjaciel Vukovicia.

Języka nauczył się w niecały rok. W 2002 r., na zgrupowaniu na Cyprze, chwalił się w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” (za Legia.Net): – Zaliczyłem pierwszą lekturę po polsku – „Demona i Pannę Prym” Paulo Coelho. Pożyczyłem ją od Tomka Sokołowskiego i wszystko zrozumiałem. Fantastycznie! Pewnie dlatego, że Coelho to mój ulubiony pisarz. Znajomość z nim zaczynałem od „Alchemika” i teraz czytam wszystko, co napisał.

– Chłonął wiedzę o Polsce, Warszawie, książki historyczne. Myślę, że już wtedy miał wiedzę większą niż niejeden warszawski licealista – śmieje się Bołba."

Więcej TUTAJ

***

"zVARiowane Zagłębie Sosnowiec. Takich problemów jeszcze nie mieli"

"Sosnowiczanie rzeczywiście grają wiosną zdecydowanie lepiej, ale mają też poczucie, że krzywdzą ich sędziowie. Sobotnie mecze ekstraklasy odbędą się w tym samym terminie, a to oznacza, że nie na każdym stadionie będzie działał system VAR. W Sosnowcu akurat analiza wideo dojedzie. – VAR musi być. Jestem z tego faktu zadowolony.

Nie może być jednak tak, że sędziowie oceniają każdą sporną sytuację. Nie może być tak, że VAR powoduje, że sędziowie są mniej skoncentrowani, bo przecież zawsze mogą zobaczyć na powtórce, jak to naprawdę było. Po ostatnim meczu w Białymstoku czujemy się skrzywdzeni. Na pewno w wyniku analizy VAR wyszliśmy na minus. Dlaczego w Lidze Mistrzów sędziowie nie odwołują się ciągle do analizy wideo? Tam sędzia prosi o powtórkę, gdy wątpliwości dotyczą milimetrów. Nie ma zgody na to, żeby VAR decydował o wynikach meczów Zagłębia – podkreśla Ivanauskas."

Więcej TUTAJ


"SUPER EXPRESS"

"Sobiech: Krew się polała, ale było warto"

"Super Express:  - Mocno nastawiałeś głowę w tym meczu...
Artur Sobiech:
- Po pierwszym strzale i obronie bramkarza, tylko głową mogłem dobić piłkę i tak zrobiłem. Dostałem przy tym mocno nogą od obrońcy Rakowa i krew się polała, ale warto było. Piłka wpadła do siatki no i ważne, że... zęby całe.

- Ale po starciu głowami z Andrzejem Niewulisem kilkanaście minut później już nie byłeś w stanie kontynuować gry, dlaczego?
- Rozciąłem łuk brwiowy, znów pojawiła się krew i zaczęło mi się kręcić w głowie. Nie było sensu, żebym pozostał na boisku. Pojechałem z fizjoterapeutą do szpitala, przeszedłem badania i zszyto mi łuk brwiowy. Dalszą część meczu obejrzeliśmy na smartfonie."

Więcej TUTAJ

***

"Łapiński: Polska piłka to szmata"

"Super Express: - Polska ligowa piłka to szmata? Tak ostry obraz przedstawił Pan w książce pod takim tytułem. I skąd pomysł, by się zając pisaniem?
Tomasz Łapiński:
- Od dziecka dużo czytałem. Kiedyś wśród ligowców przeprowadzono ankietę. Jedno z pytań brzmiało: Kim chciałbyś zostać, gdybyś nie był piłkarzem? Odpowiedziałem, że pisarzem. Teraz spełniłem marzenie. Pracowałem nad tą książką blisko pięć lat. Polska piłka miała swój czarny okres, który opisałem.

- Grałeś w sprzedanym meczu? Ktoś proponował ci pieniądze za odpuszczenie spotkania?
- Mnie z takimi propozycjami omijano z daleka. Raz w Widzewie kolega z drużyny powiedział mi, że ma podejrzenia, że mecz jest puszczony. Poszliśmy z ta informacją do trenera. Ostatecznie wygraliśmy."

Więcej TUTAJ

***

"Piątek powinien uciekać z Milanu?"

"Fani zastanawiają się, jak długo pozostanie w zespole z San Siro. Wiele zależy od tego, czy Rossonerim uda się zakwalifikować do Ligi Mistrzów. Tutaj jednak sporą rolę odegrać muszą nie tylko sami zawodnicy, ale i działacze z Mediolanu. UEFA może zdyskwalifikować zespół z gry w europejskich pucharach. Dlaczego?

Wszystko przez kolejne złamanie przez Milan zasad Finansowego Fair Play. Przepisy dokładnie regulują, o ile więcej kluby mogą wydać na piłkarzy niż na nich zarobić w konkretnym przedziale czasowym. Niestety, Rossoneri nie przestrzegli tych zasad po raz kolejny i tym razem grozi im wykluczenie z Ligi Mistrzów i Ligi Europy."

Więcej TUTAJ


"FAKT"

"Lewandowski pobił się z kolegą z drużyny"

"Jak donoszą niemieckie media niecodzienna sytuacja miała miejsce podczas treningu Bayernu Monachium. W pewnym momencie Robert Lewandowski miał zwrócić uwagę lub - jak donosi TZ.de -  zaśmiać się z Comana, który rzekomo nie do końca rozumiał założenia taktyczne przekazywane przez trenera Nico Kovaca. Do zachowujących się niczym koguty Lewandowskiego i Comana doskoczyli Niklas Suele oraz Jerome Boateng, ale sami nie dali rady uspokoić krewkich piłkarzy - dopiero wsparcie innych zawodników pozwoliło ostudzić zapał obu panów."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się