var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Górnik Zabrze

Artur Płatek idealnie trafił z Gwilią. Takiego gościa potrzebował Górnik

Autor: Mariusz Bielski
2019-04-12 21:00:31

My to lubimy podkręcać CV obcokrajowców!
„Wychowanek Barcelony!” choć zahaczył maksymalnie o rezerwy.
„Był członkiem wielkiego Interu Mourinho!” ale tylko w jednym meczu.
„Były reprezentant jakiegoś tam kraju!” lecz w sumie młodzieżowy i to ze 3 razy.
„Grał przeciwko Cristiano Ronaldo i zatrzymał go!” jednakże raz na 10 prób, a za chwilę zleciał z drużyną z ligi.

Musicie przyznać, że po czasie wychodzi z tego dobry kabarecik, a można by tak wymieniać i wymieniać…

O Walerianie Gwilii też krążyły podobne opowiastki. Wspominano chociażby, że dawniej regularnie obserwowali go przedstawiciele Bundesligi i to tej niemieckiej. Mówiło się o Hercie Berlin oraz RB Lipsk. Ale wiecie co? To jest jeden z niewielu przypadków, kiedy jednoznacznie możemy stwierdzić – cholera, nie dziwimy się.

Jakiś czas temu wyliczaliśmy ile zagranicznych zimowych nabytków nadaje się co najwyżej na złom. Wyszło, że około 60%. O kolejne naście szłoby się spierać, jednak akurat co do Gruzina nie wahaliśmy się ani przez chwilę. To jeden z tych bardzo niewielu gości, którzy faktycznie wnieśli do Ekstraklasy konkretną jakość. Ba, spokojnie można go zakwalifikować do top3 najlepszych zimowych transferów tuż obok Vejinovicia z Arki oraz Savicevicia z Wisły Kraków.

– Potrzebowaliśmy takiego typu zawodnika. Wiedziałem jakim jest piłkarzem i byłem przekonany, że będzie dobrze funkcjonował obok Szymona Żurkowskiego – mówił nam, a właściwie argumentował, jakiś czas temu Artur Płatek, który tymczasowo odpowiada za transfery Górnika, a także rozbudowę jego siatki skautingowej. Zresztą, sprowadzenie Gwilii do Zabrza to autorski pomysł Płatka, więc klub w ten sposób wymiernie skorzystał na posiadanej wiedzy i informacjach nowego pracownika.

Przechodząc już na samo boisko – działaczowi trzeba przyznać rację. Wcześniej bowiem Żurkowski niemal w pojedynkę odpowiadał za środek pola w sensie rozegrania. Oczywiście obok niego biegał jeszcze Szymon Matuszek, lecz on zdecydowanie lepiej czyta niż pisze grę. Odbijało się to zresztą nawet w ustawieniu drużyny, skoro Brosz przeważnie decydował się na 4-4-2. To też dowód na jesienne kadrowe braki Górnika, które uzupełniano dopiero zimą. Bo o ile zdolna młodzież to na pewno cenny skarb, o tyle wariactwem byłoby oczekiwać, że w kierowaniu zespołem Żurkowskiego wymiernie wesprze bardziej defensywny Ambrosiewicz, czy 18-letni Kubica lub Hajda.

Po zimowej przerwie natomiast kapitan drużyny trafił na ławkę, ponieważ w jego miejsce wskoczył dużo bardziej mobilny Matras wzięty z Zagłębia Lubin. Dodatkowo zaś szkoleniowiec zdecydował się dorzucić im jeszcze Gwilię kosztem drugiego napastnika. A właściwie – kosztem Kamila Zapolnika, który jesienią biegał po prawym skrzydle. Dziś na tej pozycji występuje przesunięty ze środka Łukasz Wolsztyński.

Trudno się jednak dziwić takim zmianom, gdy weźmiemy pod uwagę ich efekty. Obecność Waleriana w środku pola sprawia, iż Szymon Żurkowski został odciążony pod względem kreowania gry. Nie żeby tego nie potrafił robić – chodzi bardziej o to, że dzięki obecności Gwilii obok Górnik przestał być pod tym względem jednowymiarowy. Duża w tym zasługa ruchliwości Gruzina, od którego zazwyczaj więcej biega tylko… Żurkowski. Oprócz tego styczniowy nabytek zabrzan przeważnie znajduje się w ścisłej czołówce graczy, którzy wykonali największą liczbę sprintów w danym meczu. W tym aspekcie niejednokrotnie dorównywał lub nawet prześcigał bocznych obrońców oraz skrzydłowych co zdecydowanie nie jest cechą naturalną każdego środkowego pomocnika.

Dowodami będą tu raporty InStat z meczów, w których nasz bohater rozegrał 90 minut. A zatem:

Pozostałe spotkania pominęliśmy ze względu na krótszy okres gry, chociaż na siłę dałoby się tu podpiąć jeszcze starcia z Lechem czy z Zagłębiem Sosnowiec. Zachowując proporcje można niemal z pewnością powiedzieć, że gdyby nie kończył ich przed czasem, i tak dobiłby do ścisłej czołówki w obu względach, skoro nawet przy 77 czy 83 minutach miewał bardzo zbliżone wyniki.

Wspomnieliśmy wcześniej o dawnej jednowymiarowości Górnika i to nawet na chłopską logikę idzie wytłumaczyć – łatwiej jest upilnować samotnego Żurkowskiego w środku pola (podwajając, asekurując) niż Żurkowskiego, który teraz non stop wymienia się pozycjami z Gwilią. Zestawienie średnich pozycji mówi wiele w tym względzie, bo o ile na przykład Legią, Jagą czy Wisłą biegał wyżej/na podobnym poziomie co Szymon, o tyle z Cracovią, Lechem lub oboma Zagłębiami dyrygował grą dużo bardziej wycofany.

Zresztą, gdybyśmy mieli wybrać tylko jedną cechę, która jest znakiem rozpoznawczym Gwilii, byłoby to właśnie jego głębokie schodzenie po piłkę. Mnóstwo razy dało się to zaobserwować, gdy cofał się aż przed stoperów, odbierał od nich futbolówkę, po czym osobiście rozprowadzał akcję. Samemu za chwilę wychodząc na pozycję. Podanie-ruch-podanie-ruch-podanie-ruch… Tak to działa. Raz lepiej, raz gorzej, wiadomo, ale widać przy tym wszystkim coś, co chyba najlepiej określa słowo „flow”. Płynność i wzajemne zrozumienie w środku pola. To z jednej strony. Znów spójrzmy w liczby:

A co z drugiej? Przede wszystkim dość dużo niedokładności, która objawia się w średniej nieco ponad 7 strat na mecz, stosunkowo sporej jak na rozgrywającego. Gwilii zdarza się czasem trochę za długo holować piłkę, nie zawsze też ma siły na 90 minut, a więc i przegrywa pojedynki fizyczne.

Na jego i Górnika szczęście jednak w futbolu liczy się nie tylko atletyka zawodników, ale też to jak szybko potrafią myśleć. W tym aspekcie widać, iż pomocnik liznął trochę poważniejszego grania w mocniejszej lidze szwajcarskiej, kiedy w poprzednim sezonie zakwalifikował się do europejskich pucharów z Lucerną. Do tego również za w BATE, które od ponad dekady rokrocznie zgarnia mistrza Białorusi. W końcu jeszcze w reprezentacji Gruzji, gdzie od 3 lat jest jednym z ważniejszych zawodników.

Nie czarujmy się jednak – gdyby nie jedna czy druga wada, to dzisiaj Walerian nie biegałby po boiskach Ekstraklasy lecz na przykład wcześniej wspomnianej Bundesligi. W sumie to jeszcze nie jest wykluczone, wszak ma dopiero 24 lata. Nie takich late-bloomerów świat widział. Ludzie Górnika natomiast mają prawo odczuwać spory dysonans względem niego. Bo z jednej strony oczywiście im Gwilia będzie grał tym lepiej, tym zabrzanom łatwiej pójdzie z utrzymaniem w Ekstraklasie. Ale paradoksalnie trudniej będzie utrzymać w kadrze samego pomocnika, który na Górny Śląsk został wypożyczony do końca bieżących rozgrywek. I niewykluczone w tym kontekście, że właściwa różnica, którą w grze daje Gruzin, zostanie dostrzeżona dopiero w momencie, kiedy zabraknie go w drużynie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się