var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Deklasacja w Gliwicach. Sędzia Przybył zabrał jednak gościom kilka bramek. Piast - Korona 4:0

Autor: Marcin Łopienski
2019-04-13 21:52:37

Piłkarze Korony Kielce po 29. kolejce Ekstraklasy mieli takie same szanse na wejście do czołowej ósemki, jak któryś z naszych redakcyjnych kolegów na zdobycie tytułu Miss Polonia. Dodatkowo zawodnicy Gino Lettieriego jechali do Gliwic, gdzie Piast wygrał cztery ostatnie mecze u siebie, a kielczanie nie wygrali żadnego z pięciu ostatnich pojedynków. Ta rywalizacja musiała zakończyć się źle dla Korony i skończyła się katastrofą. Przy znacznej pomocy sędziego Przybyła.

Łukasz Kosakiewicz na przedmeczowej konferencji prasowej mówił, że celem piłkarzy Korony na pozostałe mecze obecnego sezonu Ekstraklasy jest sprawienie radości kibicom: - Rozmawialiśmy po meczu z Zagłębiem. Musimy teraz zrobić wszytko, żeby udowodnić sobie i kibicom, że potrafimy grać w piłkę. Chcemy dać wszystkim uśmiech na twarzy, zdobywając w najbliższym meczu trzy punkty. Każdy na treningach daje 100 procent z siebie – przekonywał zawodnik.

Po spotkaniu w Gliwicach każdy piłkarz Korony może wziąć te słowa i podetrzeć sobie nimi cztery litery. W łagodniejszej wersji może wsadzić je sobie głęboko do torby ze sprzętem. Zawodnicy Gino Lettieriego tego wieczora w zasadzie nie potwierdzili tego, że im się chce w kolejnych spotkaniach umierać za kielecką drużynę. W pierwszej połowie Piast robił co chciał na boisku i właściwie można było złapać się za głowę, dlaczego gliwiczanie do przerwy prowadzą tylko 2:0. Podopieczni Waldemara Fornalika może od początku nie ruszyli do gwałtownego ataku, ale kiedy dostrzegli zazębianie się powolnych ataków gości, szybko wyjaśnili przeciwnikowi sytuację. Najpierw widowiskowego swojaka zdobył Joonas Tamm, a już po 120 sekundach Jorge Felix wykorzystał bierność przeciwnika w kryciu i wykorzystał niedokładne dośrodkowanie Piotra Przyszka.

Korona w tym czasie zasłynęła piękną akcją pod bramką Frantiska Placha, ale Elia Soriano z najbliższej odległości trafił w gołębia na dachu stadionu Piasta. Bluć w brodę może sobie Łukasz Kosakiewicz, który wyłożył koledze piłkę jak na tacy. Trener Lettieri już w pierwszej części gry ratował się zmianą estońskiego pozoranta, a po przerwie wpuścił na placy gry Piotra Malarczyka.

Obraz drugiej połowy przypominał to, co działo się na boisku w pierwszej części. Korona lepiej ją rozpoczęła i stworzyła sobie dwie sytuacje, które powinny zakończyć się bramkami. Znowuż jednak nie miało to miejsca, ale teraz znacznie przyczynił się do tego sędzia Jarosław Przybył. W 47. minucie po rzucie rożnym dla Korony Martin Konczkowski wybił piłkę ręką z linii bramkowej, ale arbiter nie dopatrzył się przewinienia zawodnika Piasta. 10 minut później piłka znalazła się już w bramce Placha po uderzeniu Browna Forbesa, ale Przybył dopatrzył się spalonego, którego naszym zdaniem nie było. Sędzia z Kluczborka nie mógł również skorzystać z systemu VAR, bo nie było go na tym meczu.

W ten sposób kielczanie zostali okradzeni z dwóch bramek (musimy założyć, że wykorzystaliby jedenastkę), a do gry wkroczyli gospodarze. Już w 58. Minucie niepilnowany przez nikogo Marcin Pietrowski zdobył bramkę po rzucie rożnym, co praktycznie przesądziło o wygranej Piasta. W samej końcówce gliwiczanie mieli jeszcze kilka okazji do podwyższenia rezultatu. Joel Valencia zmarnował jednak doskonałą okazję, podobnie jak Aleksendar Sedlar, który nie wykorzystał rzutu karnego po faulu na Pawle Tomczyku.

Na koniec warto podkreślić udany debiut wypożyczonego z Lecha Poznań napastnika, który pojawił się na boisku w 85. minucie i zdążył zdobyć bramkę oraz wypracował rzut karny. Jego osiem minut na murawie idealnie wpisuje się w postawę Piasta na boisku: zespołowi Waldemara Fornalika wychodziło praktycznie wszystko i dopisywało również szczęście. Nie mamy wątpliwości, że nawet gdyby sędzia Przybył nie popełnił błędu, gospodarze i tak wygraliby ten mecz. Trzecia drużyna w tabeli Ekstraklasy była po prostu lepsza. W każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. 

Piast Gliwice – Korona Kielce 4:0 (2:0)
1:0 – Tamm 17’ sam, asysta Felix
2:0 – Felix 19’ asysta Parzyszek
3:0 – Pietrowski 58’ asysta Hateley
4:0 – Tomczyk 90+1’ asysta Badia

Jak padły bramki:
1:0 – Piłka dośrodkowana w pole karne zmierzała do Valencii. Ubiegł go Tamm, ale pechowo interweniował i wstrzelił piłkę do własnej siatki.
2:0 – Przeciągnięte dośrodkowanie Parzyszka z prawej strony, piłkę opanował Felix i uderzył na bliższy słupek.
3:0 – Dośrodkowanie Hateleya z rzutu rożnego, do piłki wyskakuje kapitan Piasta i pokonuje bramkarza! Piłkę z linii próbował wybijać jeszcze Soriano, ale nie udało się to Hiszpanowi.
4:0 – Badia podaniem w kierunku pola karnego wypatrzył Tomczyka, który przyjął piłkę i w debiucie zdobył swoją pierwszą bramkę.

Piast: Plach (2,5) – Pietrowski (3,5), Czerwiński (3), Sedlar (2,5), Kirkeskov (2,5) –  Konczkowski (2,5) (76’ Jodłowiec – bez oceny), Hateley (3), Dziczek (2,5), Valencia (2,5) (66’ Badia – 3) – Felix (4), Parzyszek (3) (85’ Tomczyk – bez oceny).

Korona: Hamrol (2) – Tamm (1) (31’Brown Forbes – 2), Marquez (1,5), Kovacević (2) – Kosakiewicz (2,5), Pućko (1,5), Petrak (1,5), Jukić (1,5) (76’ Kallaste – bez oceny), Gnjatic (1,5) – Soriano (1,5) (46’ Malarczyk – 2), Arweladze (2).

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Nota od 2x45.info: 2,5

Żółte kartki: Jodłowiec, Pietrowski - Marquez
Widzów: 4 410.
Piłkarz meczu: Jorge Felix.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się