var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Twitter Ligue 1

Nicolas Pepe i spółka gromią PSG. Paryżanie w XXI wieku nigdy nie stracili pięciu bramek w ligowym meczu!

Autor: Paweł Łopienski
2019-04-14 23:45:54

To miało być spotkanie, które przypieczętuje obronę tytułu mistrzowskiego przez Paris Saint-Germain. Do upragnionego celu ekipa Thomasa Tuchela potrzebowała remisu. Ostatecznie zakończyło się jednym wielkim upokorzeniem, a tęgie lanie sprawili im młodzi i gniewni z Lille, którzy tym samym jeszcze bardziej umocnili się na pozycji wicelidera Ligue 1.

Na Stade Pierre Mauroy byliśmy świadkami jednego z najlepszych spotkań bieżącego sezonu. I piszemy to w kontekście pięciu najlepszych europejskich lig, nie tylko rozgrywek francuskiej ekstraklasy. Od pierwszego gwizdka sędziego mecz toczył się w mega szybkim tempie, na maksymalnej intensywności. To przełożyło się na bramki, które obie drużyny zdobyły jeszcze w pierwszym kwadransie.

Najpierw w siódmej minucie nie do tej bramki co trzeba trafił Thomas Meunier, który fatalnie interweniował podczas dośrodkowania i w prostej sytuacji wpakował futbolówkę do własnej siatki. Kibice gospodarzy niezbyt długo cieszyli się z prowadzenia. Kilka chwil później rezultat spotkania wyrównał Juan Bernat. Hiszpan precyzyjnym uderzeniem pokonał Mike’a Maignana, lecz była to jedna z niewielu groźnych akcji w wykonaniu PSG w tym meczu. 

Defensor jeszcze przed przerwą musiał zejść z boiska, po obejrzeniu czerwone kartki po faulu na Nicolasie Pepe, znajdującym się w sytuacji sam na sam z Alphonsem Areolą. Od tamtej pory paryżanie musieli sobie radzić w dziesięciu, a kilka minut wcześniej z urazem zszedł ich kapitan, Thiago Silva. Co prawda to samo spotkało lidera Lille, czyli Adama Soumaoro, ale większą lukę po sobie pozostawiła nieobecność brazylijskiego obrońcy, czego nie omieszkało wykorzystać Lille. 

Pierwsza połowa stała na bardzo wyrównanym poziomie i nie przypuszczaliśmy, że po przerwie wicelider całkowicie zdominuje Paris Saint-Germain. Oglądając ten mecz, przecieraliśmy oczy ze zdumienia, bo drużyna prowadzona przez Christophe’a Galtiera była o klasę lepsza w niemal każdym aspekcie gry. Po raz kolejny kluczową rolę odegrał Nicolas Pepe, który na początku drugiej części spotkania wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Od tamtego momentu na boisku widzieliśmy tylko jedną drużynę, a było nią LOSC.

Rezultat podwyższyli Jonathan Bamba, Gabriel Magalhães oraz Jose Fonte, a w kilku sytuacjach utratę kolejnych goli ratował Areola. Przy prowadzeniu młodzież z Lille zaczęła bawić się na boisku z zespołem, który w ostatnich latach całkowicie zdominował krajowe podwórko. 

Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że czerwona kartka ułatwiła zadanie gospodarzom. W przeszłości jednak sporo było takich spotkań, gdy paryżanie potrafili wygrać mimo gry w osłabieniu. A po dzisiejszym meczu na wyróżnienie zasługiwali wszyscy gracze Lille. Od bramkarza Maignana, świetnie dysponowanych obrońców (w tym Jose Fonte, który może spodziewać się od nas nominacji na defensora sezonu), po całą formację ofensywną. 

Na koniec musimy wspomnieć o pobitych rekordach. Paris Saint-Germain jeszcze nigdy w XXI wieku nie straciło pięciu bramek w ligowym meczu. Dla podkreślenia tego wyczynu, Kylian Mbappe miał wtedy dwa lata. Ostatni raz Lille strzeliło tyle goli w Ligue 1 dokładnie sześć lat temu, gdy rezultatem 5:0 pokonało Lorient. Podopieczni Christophe’a Galtiera zostali drugą drużyną po Olympique’u Lyon, która w bieżących rozgrywkach pokonała PSG. Paryżanie będą musieli czekać kolejny tydzień, aby zagwarantować sobie obronę mistrzowskiego tytułu, a Lille ma już osiem punktów przewagi nad trzecim OL i nawet mimo bezpośredniej konfrontacji z tym zespołem, wydaje się, że nie powinno oddać drugiego miejsca.

LOSC - Paris Saint-Germain 5:1 (1:1)


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się