var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Grupa mistrzowska po raz czwarty z rzędu nie dla Śląska. We Wrocławiu cierpliwość tracą już nawet ci najbardziej cierpliwi

Autor: Piotr Potępa
2019-04-15 14:36:31

Po raz czwarty z rzędu Śląskowi Wrocław nie udało się wejść do górnej ósemki. Mało tego, w tym sezonie Śląsk stał się realnym kandydatem do gry w I lidze w następnym sezonie. Nie ma stylu i nie ma skuteczności. Jedyne co wrocławianie mają, to 2 punkty przewagi nad strefą spadkową. Nic więc dziwnego, że cierpliwość tracą nawet najwierniejsi i najzagorzalsi fani WKS-u. Grupa Ultras Silesia na swoim profilu facebookowym opublikowała post skierowany do piłkarzy Śląska, w którym w mocnych, czasem wręcz rynsztokowych słowach wysyłają zawodnikom czytelny sygnał: biegać, walczyć i się starać, a jak nie to... No, resztę znacie.

"Miasto najpiękniejsze, gra najbrzydsza"

Takimi słowami skomentował ostatnie wyczyny piłkarzy Śląska Mateusz Borek w programie Misja Futbol. Nie dało się chyba zrobić tego celniej, bo zarówno z twierdzeniem o pięknie Wrocławia, jak i grze Śląska nie da się polemizować. To jest zdecydowanie jeden z najsłabszych zespołów w lidze pod wieloma względami. O ile obrona jest w miarę pewna, bo tylko cztery drużyny w całej lidze straciły mniej goli, tak skuteczność w ofensywie woła o pomstę do nieba. W trzydziestu meczach Śląsk strzelił 35 goli. Mecze z Piastem (4:1), Jagiellonią (4:0) i Miedzią (5:0) dają łącznie 13 goli, a to oznacza, że w pozostałych 27 meczach wrocławianie tylko 22 razy trafiali do siatki. To świadczy o tym, że ta drużyna nie tylko nie jest skuteczna, ale też nie posiada żadnego stylu. Trudno też spodziewać się sytuacji bramkowych, jeśli Lubambo Musonda w meczu z Wisłą Płock przez 67 minut gry tylko 9 razy podawał piłkę i to z 44-procentową skutecznością.

Czarę goryczy przelały trzy ostatnie spotkania. Po meczu z Arką Gdynia do pozycji gwarantującej cztery starcia u siebie w rundzie dodatkowej wystarczyły dwa punkty. Śląskowi nie udało się zdobyć nawet jednej bramki. Z Miedzią 0:0, z Płockiem 0:2 i z Górnikiem 0:1. Warto zwrócić uwagę na fakt, że wszystkie wyżej wymienione drużyny to potencjalni kontrkandydaci dla wrocławian do spadku. Właśnie dlatego po meczu z Górnikiem we Wrocławiu zaczęto już na poważnie dopuszczać do siebie myśl, że Śląsk może spaść.

Rundę finałową wrocławianie rozpoczną w Kielcach, gdzie czekać będzie na nich rozbita i w słabej formie Korona. Jeśli stamtąd do Wrocławia nie wróci przynajmniej jeden punkt, sytuacja zrobi się naprawdę gorąca. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż najzagorzalsi fani tracą cierpliwość. Poniżej link do ich postu na Facebooku. Warto zwrócić uwagę na to, że w komentarzach oznaczono większość piłkarzy, a nawet prezydenta miasta.


Przyczyny? Pętla grozy

Jest taka zabawka firmy Hot Wheels. Nazywa się "pętla grozy". Polega na tym, że puszcza się resoraka z ogromną prędkością w pętlę. Momentami wygląda to fajnie, ale ostatecznie resorak i tak zawsze wypadnie z toru. Można wymienić resoraka, ale koniec zawsze jest taki sam.

Tak samo działa Śląsk Wrocław. Najpierw robi się piękne opakowanie i szumnie zapowiada wspaniałą zabawę, a potem kibice obserwują jak kolejni prezesi, trenerzy i piłkarze wypadają z pętli grozy. Różnica jest taka, że fajnie patrzy się na wypadające resoraki, gorzej już na wypadających kolejnych trenerów i prezesów, a najgorzej na grę piłkarzy. W tym klubie nie istnieje takie słowo jak stabilizacja. Na każdy dół reaguje się zmianą prezesa, trenera, a po sezonie wymianą połowy kadry. To tylko przysypywanie tego dołu, który z każdym kolejnym kryzysem robi się coraz głębszy.

Zaskakujące jest też to, że po zwolnieniu trenera Pawłowskiego nie wymieniono również całego sztabu. Vitezslav Lavicka przyprowadził ze sobą tylko Zdenka Svobodę, a cała reszta szkoleniowców, która pod wodzą Tadeusza Pawłowskiego doprowadziła Śląsk na skraj przepaści, nadal pracuje w najlepsze. Zastanawiająca jest tutaj rola Pawła Barylskiego, który już dawno mógłby działać na własny rachunek, a jednak nadal jest w Śląsku i nadal podpowiada kolejnym trenerom. Według nas gdyby trener Lavicka przyszedł ze swoimi ludźmi, sytuacja Śląska byłaby teraz zupełnie inna i z informacji jakie do nas docierają, zawodnicy mają podobne zdanie.


No właśnie - zawodnicy

Wiele epitetów pod adresem graczy Śląska można było usłyszeć i przeczytać w ostatnich tygodniach. Jedne celne, inne nie. Bura zawodnikom oczywiście jak najbardziej się należy, bo od patrzenia na nich aż zęby bolą. Zastanawiamy się tylko, jak to się stało, że nagle tacy zawodnicy jak Robak, Mączyński czy Pich wyglądają niczym zbieranina z orlika. Musonda miał być odkryciem i gwiazdą ligi, a okazuje się tylko szybki i może ma niezłą wrzutkę. Farshad zgasł równie szybko jak błysnął, chociaż akurat on w meczu z Górnikiem dał promyk nadziei, że coś jeszcze z niego będzie. Najbardziej zaskakujące jest to, iż ostatnio najbardziej równą i w miarę pewną grę prezentuje... Igors Tarasovs. Do każdego piłkarza można się o coś przyczepić i u Igora też można byłoby to zrobić, ale powodu szukać trzeba na siłę.

Zastanawiające są jeszcze dwie rzeczy. Jedna sportowa i jedna pozasportowa. Zacznijmy od tej pierwszej. Do dziś zachodzimy w głowę, o czym w poniższej sytuacji podczas feralnego meczu z Wisłą Płock myśleli:

a) Jakub Słowik
b) Jakub Łabojko
c) Lubambo Musonda

Słowik odsłonił Furmanowi pół bramki. Musonda chowa się za Słowikiem, jakby bał się oberwać piłką, a Łabojko chyba uznał, że Słowik to za mało i trzeba schować się jeszcze za Musondą.

To ujęcie jest komiczne, tak samo jak sytuacja, przez którą doszło do tego rzutu wolnego. Piotr Celeban najpierw fatalnie przyjął sobie piłkę, a potem jeszcze gorzej podał do Słowika. Oglądając Celebana w tym meczu przypomniał nam się mecz w Poznaniu z marca 2012 roku, kiedy to najpierw zapakował sobie swojaka, a potem sprokurował rzut karny i dostał czerwoną kartkę. Różnica jest taka, że wtedy Celeban i reszta DRUŻYNY walczyli o mistrzostwo Polski, a teraz Celeban i reszta ZBIERANINY sami proszą się o spadek.

To wszystko jednak jest niczym przy zachowaniu, nazwijmy to, pozasportowym Michała Chrapka, bo o ile Celeban po prostu popełnił błędy, które są nieodłącznym elementem piłki nożnej, tak Michał Chrapek pokazał, że mając 27 lat można się zachowywać jak uczeń szkoły podstawowej z klasy pierwszej A. Zresztą sami zobaczcie.

 

 

 

Nie myślcie sobie, że autor tego tekstu jest jakimś gburem bez poczucia humoru. Nie myślcie sobie też, że uważamy, iż kiedy drużyna ma słabe wyniki to piłkarze powinni siedzieć w szafach i płakać, ale... 27-letni facet schowany za winklem po to, żeby naszczekać na kolegów, a potem wrzucić to do sieci? To jest po prostu żenujące. W ogóle można odnieść wrażenie, iż Chrapka interesuje wszystko z wyjątkiem tego, co powinno, czyli ciężkiej pracy, aby poprawić swoją dyspozycję, która, delikatnie pisząc, najlepsza nie jest.


Widoki na przyszłość? Marne

Jeśli piłkarze nie wezmą się w garść i nie utrzymają się, sytuacja stanie się krytyczna, bo miasto Wrocław raczej niechętnie będzie dalej samotnie finansować klub, pomimo posiadania tzw. partnerów biznesowych w postaci konsorcjum złożonego z panów Hana i Holanowskiego, którzy nie dokładają do klubu ani złotówki.

Ciekawym też jest temat zaległych wypłat. Janekx89 twierdzi, że zaległości zbliżają się do trzech miesięcy, a co za tym idzie, piłkarze będą niedługo rozwiązywać umowy. Wiceprezes Śląska Wojciech Bochnak w rozmowie z portalem tuWroclaw.com uważa zaś, że są winni niektórym piłkarzom tylko połowę ostatniej pensji i niebawem wszystko będzie uregulowane. Kilku piłkarzy potwierdziło nam zresztą wersję wiceprezesa. Całość tego chaosu dopełnia prezes Waśniewski, który w momencie, kiedy w klubie panuje chaos praktycznie w każdym aspekcie, wyjeżdża sobie do USA i nie ma z nim kontaktu.

Podsumowując... Witamy w Śląsku Wrocław!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się