var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Lettieri nie ma poparcia u kibiców, ale Korona nie zamierza się z nim rozstać. "Wypełni kontrakt, jeśli tylko zechce"

Autor: Bartosz Adamski
2019-04-15 18:06:55

Korona Kielce w zeszłym sezonie była jedną z rewelacji rozgrywek, ale w bieżących rozgrywkach nie zdołała się już zakwalifikować do grupy mistrzowskiej. Choć jeszcze w lipcu wydawało się, że kielecki klub może mieć problem z utrzymaniem się w Ekstraklasie, przez długi czas przebywał w pierwszej ósemce. Końcówka fazy zasadniczej była jednak bardzo nieudana i za taki stan rzeczy przez fanów obwiniany jest Gino Lettieri.

- Jeśli do Kielc w najbliższych dniach nie trafi trzech, czterech piłkarzy, Korona będzie jednym z kandydatów do spadku - mówił na początku sezonu w rozmowie z Przeglądem Sportowym trener Korony Kielce, Gino Lettieri. I nie sposób było nie przyznać mu racji. Klub ze Ściegiennego nie dokonał spektakularnych wzmocnień, a osłabił się odejściem m.in. Gorana Cvijanovicia i Niki Kaczarawy. Na ich miejsce nie sprowadzono zawodników, którzy gwarantowaliby podobny poziom.

Mimo przeciwności losu, Korona jednak znów nieźle rozpoczęła rozgrywki. Grała nieco w kratkę, zwycięstwa przeplatała porażkami, ale tych miłych chwil było więcej niż gorzkich. Podopieczni Lettieriego zimowali na szóstym miejscu w tabeli i wiele wskazywało na to, że w tym roku ponownie zagrają w grupie mistrzowskiej.

Na wiosnę jednak zgubili formę, coraz częściej przydarzały się kiepskie spotkania jak 1:4 w Sosnowcu, 2:6 z Wisłą Kraków czy 0:4 z Piastem Gliwice. W tym roku  gorzej od kielczan punktowała jedynie Arka Gdynia.

Mimo to teoretycznie Korona aż do ostatniej kolejki liczyła się w walce o grę w grupie mistrzowskiej - choć przed minioną serią gier szanse na to wynosiły mniej niż 0,01% - ale jasnym było, że coś w Kielcach się popsuło. Za taki stan rzeczy kibice zaczęli obwiniać w szczególności Gino Lettieriego, który w ostatnich spotkaniach nasłuchał się pod swoim kierunkiem kilku epitetów. Fani nawet na wyjazdach śpiewali "Gino, Aufwidersehen".

- Lettieri nie jest odbierany w Kielcach jednoznacznie, choć oczywiście ogromny wpływ na wszystko ma wynik. Koronie nie udało się osiągnąć celu wyznaczonego na obecny sezon, jakim było wywalczenie miejsca w grupie mistrzowskiej, przez co Włoch musi mierzyć się ze sporą krytyką - mówi w rozmowie z nami Marcin Długosz, redaktor naczelny portalu cksport.pl.

Coraz więcej nieprzyjemnych sytuacji zaczęło wyciekać także z szatni. Wszyscy doskonale pamiętamy "aferę klapkową" na początku współpracy włoskiego szkoleniowca z drużyną. Ostatnio zaś Przegląd Sportowy napisał, że Lettieri w minionym sezonie potrafił przez dwa tygodnie nie odzywać się do zawodników, bo miał do nich pretensje o słabe wyniki.

- Z jednej strony Lettieri jawi się jako naprawdę niezły trener z wieloma pomysłami, ale z drugiej jako człowiek trudny do współpracy. Ten szkoleniowiec potrafi obnosić się ze swoimi humorami, nie liczy się z konsekwencjami wielu decyzji, przez co często wprowadza nerwową atmosferę. A jeśli do tego wszystkiego dochodzi brak oczekiwanych wyników, to trudno się spodziewać, że trener będzie miał za sobą poparcie kibiców - twierdzi Marcin Długosz.

Mimo to w Koronie nawet nie myślą o pożegnaniu się z włosko-niemieckim szkoleniowcem. Prezes Krzysztof Zając już kilka tygodni temu zapowiedział, że nie ma tematu zwolnienia Lettieriego. - W przeciwieństwie do wielu innych klubów Ekstraklasy, w Koronie trener cieszy się niepodważalną pozycją u prezesa klubu. Wpływu nie mają na to nawet wyniki. Włoch ma jeszcze rok ważnego kontraktu i jeśli tylko zechce, to go wypełni. Tym bardziej, że zarabia spore jak na warunki Korony pieniądze i jest to dodatkowy argument przestrzegający władze przed szybszym zakończeniem współpracy - przekonuje Długosz.

No cóż, obserwując tę sytuację z boku trochę dziwi nas ta niechęć kibiców do Lettieriego. Abstrahujemy już od tego, że nie nauczył się do tej pory języka polskiego, że jest generalnie trudnym człowiekiem w bliższym kontakcie, ale mimo wszystko Korona w końcowym rozrachunku notuje naprawdę przyzwoite wyniki. I mamy wrażenie, że te rezultaty są osiągane bardziej dzięki 52-letniemu szkoleniowcowi niż mimo niego, bo takie sugestie również się pojawiały.

Teraz bez dwóch zdań i gra, i atmosfera jest kiepska, coś się ewidentnie zepsuło. Generalnie jednak mamy wrażenie, że takiego stanu rzeczy należało się prędzej czy później spodziewać. Wszak jeśli sobie spojrzymy na kadrę z poprzedniego sezonu i porównamy ją z obecną, powinniśmy dojść do wniosku, że obecnie po Suzuki Arenie biegają zawodnicy z mniejszą jakością piłkarską. Czy od takiego zespołu należało oczekiwać pierwszej ósemki? Mamy poważne wątpliwości.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się