var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Michał Kardasz jagiellonia.net

TOP 5 najbardziej nietrafionych transferów obcokrajowców w Jagiellonii Białystok w XXI wieku według 2x45

Autor: Maciej Kanczak / Bartosz Adamski
2019-04-19 14:36:11

Jagiellonia Białystok zwykle starała się mądrze wybierać pośród możliwych do sprowadzenia obcokrajowców. Uznane postacie ligi polskiej, gwiazdy rozgrywek poziomem zbliżonych do Ekstraklasy czy też zawodników doświadczonych, z klubami zachodnimi w cv. Jednak i jej w ostatnich latach przydarzyło się na rynku transferowym kilka kompromitujących wpadek.

5. Matija Sirok - 2016, 3 mecze

W koszulce w żółto-czerwone pasy rozegrał zaledwie trzy spotkania, w związku z czym białostocki klub już po pięciu miesiącach zdecydował się rozwiązać z nim kontrakt. Przy ul. Słonecznej nikt jednak nie mógł powiedzieć o nim złego słowa. - Podejście Matiji do zawodu piłkarza jest niezwykle profesjonalne. Przez cały okres jego pobytu w naszej drużynie nie mieliśmy z nim żadnego problemu. Zawsze był do naszej dyspozycji i nie kwestionował decyzji bez względu na to, czy miał miejsce w pierwszym składzie, czy też grał w trzecioligowych rezerwach. O jego podejściu niech świadczy chociażby fakt, że po kilku miesiącach pobytu w Białymstoku nie ma problemu z komunikacją w naszym języku. Naprawdę rzadko spotykana umiejętność. Pod tym względem zrobił na mnie duże wrażenie - taką laurkę na pożegnanie wystawił mu Michał Probierz na łamach oficjalnego serwisu Jagiellonii.

Co więc poszło nie tak? - Na rozwiązanie umowy zdecydowaliśmy się z kilku powodów. Pierwszym z nich jest rywalizacja Matiji z Łukaszem Burligą. Matija ma 24 lata i potrzebuje grania, żeby zrobić kolejny krok do przodu, a my obecnie nie jesteśmy w stanie mu tego zapewnić. Poza tym w drużynie juniorów starszych jest robiący coraz większe postępy Paweł Olszewski. Młodzieżowy reprezentant naszego kraju bardzo dobrze rokuje na przyszłość i z pewnością bardziej skorzystałby na roli, którą pełni obecnie Matija - głos znów ma Probierz.

Sirok w Białymstoku wylądował zimą 2016 r. Po zespole, który w sezonie 2014/2015 w wielkim stylu zajął miejsce na najniższym stopniu podium Ekstraklasy pozostał już tylko kurz. Jesienią 2015 roku Jaga zawodziła na całej linii, przerwę zimową spędzając tuż nad strefą spadkową. - Dobrze, że ta przerwa była taka długa, bo mamy za sobą trudny okres - mówił zaraz po rozpoczęciu zimowego okresu przygotowawczego Probierz na łamach „Kuriera Porannego”.

Jasnym jednak również było, że białostocki zespół potrzebuje pilnych wzmocnień, aby wygrzebać się z dolnych rejonów tabeli. Sirok do tej roli nadawał się idealnie. Co prawda pomijając rok spędzony w Parma FC w rozgrywkach 2014/2015 (ale bez żadnego występu), nie wyściubił nosa poza ojczystą ligę słoweńską, niemniej 172 występy w dość mocnym zespole NK Domżale kazały twierdzić, że „Dumę Podlasia” wzmacnia naprawdę konkretny zawodnik. - Miałem kilka innych ofert, z Rumunii, Włoch, Cypru. Zdecydowałem się jednak na Polskę. Dlaczego? Ponieważ każdy ma swoją wizję futbolu. Ja osobiście lubię grę szybką, kontaktową, a wiem, że tak gra się w Polsce i taki styl preferuje Jagiellonia. Dlatego kiedy przyszła oferta z Białegostoku, wszystkim innym podziękowałem - powiedział zaraz po parafowaniu półrocznej umowy Sirok. Dodał również: - Na początku chcę dobrze poznać drużynę, złapać dobre relacje z pozostałymi kolegami. Musimy tworzyć drużynę poza boiskiem, aby być nią również na nim. Chciałbym również poznać miasto. Liczę, że szybko się zaaklimatyzuję. Wiem jedno: wspólnie możemy osiągnąć wiele.

Aklimatyzacja jednak przebiegała opornie. Już w pierwszym meczu wiosny A.D. 2016 defensywa Jagi z Matiją w składzie dała sobie wbić cztery gole Legii Warszawa. W kolejnym meczu żółto-czarni po zaciętym boju pokonali Śląsk Wrocław 2:1, ale Sirok został zmieniony już w przerwie. Na kolejny występ Słoweniec musiał czekać aż dziewięć kolejek. Rozegrał co prawda 90 minut w rywalizacji z Górnikiem Zabrze, a spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, to jednak to właśnie po tym meczu została podjęta decyzja o zakończeniu współpracy ze słoweńskim defensorem.

„Zaledwie pół roku w Polsce wytrzymał Matija Širok. Wyjaśniło się dlaczego prawy obrońca, mający w piłkarskim CV FC Parmę, nigdy nie zagrał nawet minuty we Włoszech. 24-latek jest po prostu bardzo przeciętnym piłkarzem, popełniającym sporo błędów, co najdobitniej pokazał wyjazdowy mecz z Legią (0:4). W żółto-czerwonych barwach Słoweniec zdążył wystąpić w zaledwie trzech ligowych meczach” - posumował jego epizod w Białymstoku Przegląd Sportowy.

***

4. Dejan Lazarević - 2018, 8 meczów

Miał w Białymstoku zastąpić odchodzącego do Dynama Moskwa Fiodora Cernycha. Skończyło się na zaledwie ośmiu meczach (bez gola i asysty) i rozwiązaniem kontraktu już po sześciu miesiącach. A miało być tak pięknie…

Słoweniec jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności opuścił ojczyznę i w poszukiwaniu piłkarskiego szczęścia udał się do Włoch. Furory na Półwyspie Apenińskim co prawda nie zrobił, ale obok 130 występów na dwóch najwyższych szczeblach rozgrywkowych w Italii (Genoa CFC, Torino FC, Padova, Modena FC, Chievo Werona i US Sassuolo) nie można było przejść obojętnie. Do tego doszły jeszcze dwa lata spędzone w Turcji (Antalayspor i Karabukspor) oraz regularne występy w reprezentacji Słowenii.

Wychowanek NK Domżale miał zatem wszelkie dane ku temu, by podbić polską Ekstraklasę. „Duże wzmocnienie Jagiellonii Białystok, brawo dla klubu za wydobycie takiego zawodnika” - pisał po transferze Lazarevicia były gracz żółto-czerwonych Tomasz Kupisz, który z Dejanem grał w barwach Chievo.

Sam Lazarević z kolei po parafowaniu 1,5-rocznego kontraktu z „Dumą Podlasia” przyznał: - Miałem różne inne oferty, ale gdy Jagiellonia zaczęła do mnie dzwonić i ze mną rozmawiać, byłem przekonany, że przeprowadzka do Białegostoku jest dobrym pomysłem. Dowiedziałem się wielu rzeczy o tym klubie, teraz mogę to wszystko zobaczyć na własne oczy i myślę, że podjąłem dobrą decyzję.

Patrząc na jego grę, działacze Jagi dalecy byli jednak od tego, aby swój zimowy wybór uznać za trafny. Wiosnę 2018 r. zaczął co prawda od częstych (cztery), ale krótkich (58 minut) występów. Później Ireneusz Mamrot stawiał jednak na niego incydentalnie (cztery mecze). Raz dostał możliwość gry od pierwszych minut, w rywalizacji z Koroną Kielce. Choć białostoczanie efektownie pokonali kielczan 3:0, wkład w to zwycięstwo Lazarevicia był więcej niż skromny. W końcowej fazie sezonu, kiedy białostoczanie mieli jeszcze szanse na mistrzostwo Polski, nie znalazł się już nawet w meczowej kadrze.

A przecież w rundzie rewanżowej Jagiellonia była strasznie nierówna. Zaczęła imponująco - od pięciu wygranych z rzędu. W kolejnych ośmiu meczach potrafiła jednak komplet punktów zgarnąć zaledwie dwa razy. Przestoje zdarzały się większości graczy ofensywnych (Roman Bezjak, Przemysław Frankowski, Arvydas Novikovas), a jednak wahań formy głównych rywali do miejsca w podstawowym składzie Lazarević nie potrafił wykorzystać.

Latem w Białymstoku sztab szkoleniowy miał zatem twardy orzech do zgryzienia co zrobić ze Słoweńcem. „Dumę Podlasia” czekały występy w Lidze Europy, zatem każda dodatkowa para rąk i nóg była na wagę złota. Lazarević jednak wkrótce doznał kontuzji, więc do rozgrywek Europa League nawet nie został zgłoszony. Nie wystąpił również w żadnych z sześciu pierwszych meczów nowego sezonu Ekstraklasy, w zasadzie już w połowie sierpnia wiedząc, że jego los w Białymstoku jest przesądzony.

Prezes Jagi, Cezary Kulesza, na łamach Weszło swego czasu tak wyjaśniał przyczyny niepowodzenia Lazarevicia przy ul. Słonecznej: - To nie był zły piłkarz, ale żeby grać dobrze w piłkę, trzeba mieć odpowiedni charakter. Nie za bardzo walczył o miejsce w składzie, choć umiejętności posiadał.

***

3. Alvarinho - 2015-2017, 11 meczów

„Żółto-czerwony Alvarinho!” - z radością w sierpniu informowała oficjalna strona Jagiellonii Białystok sprowadzenie na ul. Słoneczną 25-letniego Portugalczyka angolskiego pochodzenia. Tej ekstazie działaczy Jagi nie ma się co dziwić, bo wychowanek SC Farense w latach 2014-2015  bardzo dobrze poczynał sobie w Ekstraklasie. W sezonie 2013/2014 najpierw poprowadził beniaminka Zawiszę Bydgoszcz do grupy mistrzowskiej (8. miejsce), zaś w pierwszym w historii finale Pucharu Polski na Stadionie Narodowym zdobył z nim trofeum „tysiąca drużyn”, wygrywając z Zagłębiem Lubin. Latem Zawisza z Alvarinho w składzie zdobyła jeszcze Superpuchar Polski po zwycięstwie z Legią Warszawa 3:2, ale w sezonie 2014/2015 z hukiem pożegnała się z najwyższą klasą rozgrywkową.

Portugalczyk został co prawda przy ul. Gdańskiej, ale nie wykazywał większych chęci do pracy, zatem szkoleniowiec Zawiszy Mariusz Rumak grzecznie podziękował mu za współpracę. Widząc jego niechęć do gry na zapleczu Ekstraklasy, do akcji wkroczyli działacze „Dumy Podlasia”, którzy za portugalskiego napastnika wyłożyli ok. 200 tys. złotych.

Poziomu prezentowanego wiosną 2014 nigdy jednak w Białymstoku nie udało mu się osiągnąć. 11 meczów we wszystkich rozgrywkach i zerowa liczba goli to dorobek doprawdy dramatyczny. Zgoda, można powiedzieć, że w zespole Jagi Alvarinho nie miał łatwego życia, gdyż Michał Probierz rzucał go w różnych sektorach boiska. W kampanii 2015-2016 Portugalczyk grywał więc jako: lewy napastnik, prawy napastnik, ofensywny pomocnik, środkowy napastnik i lewy pomocnik. Urodzony w Faro zawodnik nie sprawdził się jednak nigdzie, a przecież białostoczanie wówczas cieniowali jak nigdy. Niby zajęli na koniec sezonu 11. miejsce, ale nad przedostatnim w tabeli Górnikiem Zabrze w ostatecznym rozrachunku mieli tylko pięć punktów przewagi.

Alvarinho regularnie grywał tylko na początku sezonu. Wystąpił w trzech pierwszych kolejkach z Cracovią, Legią Warszawa i Śląskiem Wrocław, by w kolejnych trzech spotkaniach znaleźć się w głębokiej rezerwie. Szansę dostał jeszcze w październikowym boju z Górnikiem Łęczna, a na kolejny występ musiał czekać aż do lutego, kiedy znów rozegrał trzy mecze z rzędu. Później seria pięciu kolejek obejrzanych z wysokości trybun i znów dwa kolejne spotkania (ze Śląskiem i Górnikiem Zabrze). Następnie ponownie trzy mecze pauzy i występ w zamykającym sezon starciu z Koroną Kielce. Jak widać, Probierz do końca wierzył w możliwości portugalskiego podopiecznego i nie skreślał go do samego końca. Alvarinho nie odwdzięczył się jednak choćby jednym przyzwoitym meczem.

Michał Probierz opowiadał bowiem o Portugalczyku, że to jego największa porażka transferowa w trenerskiej karierze i nie może na niego nawet patrzeć. Gdy więc latem z propozycją wypożyczenia Alvarinho zgłosił się Śląsk Wrocław, Cezary Kulesza nie ukrywał: - Z naszej strony jest zgoda na wypożyczenie z opcją transferu definitywnego.

Wrocław jednak również nie okazał się gościnny dla Portugalczyka, zatem po zakończeniu kampanii 2016/2017 nie chcieli go już ani na Dolnym Śląsku, ani na Podlasiu.

***

2. Luka Gusić - 2012, 11 meczów

Bez dwóch zdań jeden z najsłabszych obcokrajowców w Ekstraklasie w XXI wieku. Pójdziemy nawet o krok dalej i powiemy, że jego transfer do Jagiellonii Białystok był po prostu niewytłumaczalny, zwłaszcza że w zamyśle miał zastąpić Andriusa Skerlę, który wrócił na Litwę.

Za pozyskaniem 22-letniego wówczas chorwackiego środkowego obrońcy stał Tomasz Hajto, ówczesny szkoleniowiec "Jagi". Wypatrzył go w drugiej lidze w tym kraju, w NK Dugopolje. Tam faktycznie był podstawowym obrońcą, jednak opinie płynące wówczas z Chorwacji nie były optymistyczne. Hajto jednak nie zraził się do niego nawet po testach. Co więcej, twierdził, że to zawodnik do podstawowego składu. Na konferencji prasowej przed sezonem pytany o Chorwata komplementował swojego nowego podopiecznego: - Luka to ciekawy chłopak, który przede wszystkim gra bardzo mądrze, dobrze się ustawia.

Rzeczywistość jednak brutalnie zweryfikowała te słowa. W praktyce Gusić okazał się wolny, niepewny, źle się ustawiający, mało przytomny, pokracznie biegający - generalnie posiadał wszystkie atrybuty, jakich nie powinien mieć piłkarz. Nawet sami zawodnicy Jagiellonii podśmiewali się ze swojego nowego kolegi, ponieważ widzieli, że nie reprezentuje on odpowiedniego poziomu, by grać w Ekstraklasie.

Urodzony w Splicie zawodnik nie zanotował ani jednego dobrego spotkania, a zagrał ich w sumie jedenaście. Wypadałoby napisać: aż jedenaście. Prawie zawsze był osłabieniem swojego zespołu. Dość powiedzieć, że Jaga wygrała tylko jeden z dziewięciu meczów, w których wyszedł w podstawowym składzie. Ośmieszał go nawet Łukasz Jamróz w meczu, gdy strzelił swoje dwie jedyne bramki w najwyższej klasie rozgrywkowej. W końcu Hajto doszedł do wniosku, że z Gusicia nic nie będzie i odstawił go od składu.

Niezrozumiały w całej historii Gusicia jest jeszcze fakt, że po tym, jak został przepędzony z Białegostoku przy pierwszej możliwej okazji, wylądował w... Podbeskidziu Bielsko-Biała. Jakby tego było mało, przed podpisaniem kontraktu był tam na testach. I je przeszedł. Doprawdy, historią Chorwata w naszej lidze powinien się zająć Bogusław Wołoszański.

***

1. Maycon (na zdjęciu głównym) - 2010, 13 meczów

To była spektakularna akcja, rodem z filmów sensacyjnych. Król strzelców ligi białoruskiej w barwach FK Homel, Maycon wyruszał z Homelu do Wrocławia, aby podpisać kontrakt ze Śląskiem. Tymczasem w połowie drogi do stolicy Dolnego Śląska przechwycili go działacze Jagiellonii i przekonali, aby reprezentował barwy białostockiego klubu. - Jako były piłkarz wiem, jak dotrzeć do zawodników. Przekonywanie Maycona zajęło nam z Darkiem Kowalczykiem, innym współwłaścicielem Jagiellonii, dwa dni. Zawieźliśmy go do Białowieży. Zobaczył tam żubry, pomieszkał w świetnym hotelu, popływał w eleganckim basenie. I już nigdzie nie chciał się ruszać. Co tu dużo mówić, piłkarza przekonuje się odpowiednim podejściem. I oczywiście pieniędzmi - tłumaczył na łamach Przeglądu Sportowego Cezary Kulesza.

Na boisku Brazylijczyk nie zaprezentował jednak absolutnie nic z kina akcji. A przecież wydawało się, że w Białymstoku, Maycon będzie czuł się jak u siebie. Pomóc miała w tym liczna kolonia piłkarzy z Ameryki Południowej w osobach Bruno, Thiago Cionka, Hermesa i Alexisa Norambueny. Umiejętnościami rywala do miejsca w ataku oczarowany był również Tomasz Frankowski. - Maycon? Lewa nóżka ułożona znakomicie - chwalił młodszego kolegę na łamach PS „Franek”.

W sparingach Brazylijczyk jednak nie błyszczał, ale jego agent Marek Citko miał na to jasne i klarowane wytłumaczenie: - On może odegrać dużą rolę w naszej lidze, ale tylko pod jednym warunkiem: musi grać w ataku. Tam najlepiej wykorzystuje swój potencjał. Na Białorusi został królem strzelców grając jako napastnik, a nie pomocnik. To przypadek podobny do Kamila Grosickiego, który błyszczy w ataku, w pomocy nie czuje się zbyt dobrze.

Wiosną 2010 Michał Probierz zatem nie kombinował i wystawiał Maycona na szpicy. Łącznie wychowanek Fluminense FC ośmiokrotnie meldował się na boisku w Ekstraklasie i raz w Pucharze Polski. Bramki jednak nie zdobył.

Mimo tak fatalnego początku, białostoczanie dalej pokładali w Brazylijczyku duże nadzieje. Aby ten otrzaskał się jednak z polskim futbolem, na sezon 2010/2011 król strzelców ligi białoruskiej został wypożyczony do I-ligowego Piasta Gliwice. Na Śląsku Maycon nie próżnował - z sześcioma golami i sześcioma asystami w 25 meczach furory na zapleczu Ekstraklasy może nie zrobił, ale wydawało się, że udowodnił działaczom i sztabowi szkoleniowemu Jagi, że w Białymstoku ponownie może podnieść rękawice, walcząc o pierwszy skład.

Snajperskie osiągi w I lidze spowodowały, że w sezonie 2011/2012 przy ul. Słonecznej dostał drugą szansę. Ledwie dwa występy w Ekstraklasie i oraz dwa spotkania w eliminacjach Ligi Europy sprawiły, że Brazylijczyk znów został wypożyczony, tym razem do BATE Borysów. Jako że Wyszejszaja Liha grała system wiosna-jesień, stąd też na Białorusi Maycon spędził cały 2012 r. Od marca do maja nie mieścił się w meczowej w kadrze, w czerwcu rozegrał dwa spotkania, a od lipca do listopada leczył złamaną nogę.

W styczniu 2013 r. ponownie pojawił się na Podlasiu, ale jasnym było, że jego dni w Jadze są policzone. - Maycon na Białorusi nie grał m.in. z tego względu, że miał jakieś problemy zdrowotne. Teraz trenuje on z zespołem z Młodej Ekstraklasy, a niewykluczone, że odejdzie do innego klubu. Z pierwszym zespołem na obóz nie pojedzie - mówił zaraz po jego przyjeździe Cezary Kulesza.

31 stycznia Brazylijczyk rozwiązał kontrakt z białostockim klubem. Patrząc na zaangażowanie władz „Dumy Podlasia” w sprowadzenie Maycona, a później fatalną postawę w Jadze nowego zawodnika, jego transfer można skomentować słowami Zbigniewa Stonogi: nie warto było robić nic.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się