var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Nie obrzydzajmy ludziom piłki. Tylko o to proszę

Autor: Andrzej Cała
2019-04-19 16:38:56

Jak często słyszeliście narzekania, że piłka nożna jest źle odbierana przez ogół społeczeństwa za sprawą zachowań kibiców? Pewnie milion razy. Często zresztą słusznie. Dzisiaj chciałbym jednak zwrócić uwagę na inną stronę medalu.

Nikt trzeźwo patrzący na świat nie powie, że z polskim futbolem jest świetnie. No nie, nie jest. I to na wielu, naprawdę bardzo wielu płaszczyznach. Liga pikuje, rok po roku osuwa się w europejskiej tabeli i coraz mniej osób już dziwi to, że jesienią w pucharach nie możemy kibicować nawet jednemu naszemu klubowi. Reprezentacja? Fajnie, że dobrze wystartowała w eliminacjach Euro 2020, ale też niewielu stwierdzi, że zrobiła to w dobrym stylu. Liga? No cóż. Frekwencja mówi wszystko. To nie przypadek, iż ludziom coraz rzadziej chce się chodzić na stadiony.

 

 

 

Mnie coraz częściej przeraża jednak co innego - to, w jaki sposób o piłce mówi się w mediach i kto to robi. O naszym nieomylnym, najpiękniejszym, wszystkowiedzącym prezesie Bońku napisał wczoraj dobitnie Mariusz Bielski i w zasadzie trudno tu coś jeszcze dodać. Ktoś patrzący z boku na wypowiedzi najwspanialszego, nie mając do niego żadnego stosunku emocjonalnego, po prostu musi po jakimś czasie stwierdzić, że ten facet jak ulał pasuje do polityki. Jego patrzenie na ludzi z wyższością, ton wypowiedzi jest absolutnie niedopuszczalny.

Szkopuł w tym, że za prezesem stoi mnóstwo dziennikarzy. Niewielu stać na odważne postawienie się mu, punktowanie niedorzeczności w głoszonych przez niego “mądrościach”, bo też ryzyko jest spore - można być odciętym od kadry, pewnie można stracić w oczach wielu możnych i ważnych świata polskiej piłki. Zawsze można się też narazić na ripostę w postaci słów “a co ty zrobiłeś futbolu, co w nim osiągnąłeś, żeby krytykować prezesa?”. Ripostę, na którą de facto trudno jakkolwiek odpowiedzieć, bo zwyczajnie odechciewa się po niej jakiejkolwiek rozmowy.

No ale ok, pal licho Bońka, on w końcu nie jest najważniejszym aktorem boiskowych poczynań. Można się od niego odciąć i włączyć mecz albo zapowiadający się interesująco program publicystyczny, czy też nastawiony na rozrywkę quiz o piłce.

Tam czeka często jednak jeszcze większa skucha, mianowicie Pan Tomasz Hajto. Były bardzo solidny obrońca, wielokrotny reprezentant, uczestnik Mundialu, na którym krył Pedro Pauletę oraz skakał do główek z o pół metra niższymi Koreańczykami.

Staram się nie być uprzedzonym do ludzi, akceptować ich takimi, jakimi są, ale są pewne granice. I Hajto, przepraszam Pan Hajto, przekroczył wszystkie z możliwych. Jest równie bezczelny jak Boniek, jest człowiekiem regularnie nieprzygotowanym do współkomentowanych przez siebie meczów, krzywdzi język polski, a co gorsza, jest skrajnie nieobiektywny, chociażby za sprawą swoich menedżerskich interesów.

Obecność Hajty w mediach obrzydza piłkę ludziom o ciut wyższych wymaganiach estetycznych niż absolutnie podstawowe. Jest jawnym obrażaniem widzów, którzy wcale nie wymagają za wiele - chcą po prostu kogoś, kto prawidłowo wypowiada się w ojczystym języku, nie żuje ostentacyjnie gumy jak krowa na pastwisku, podchodzi do futbolu pasjonacko.

Oczywiście nawet Hajtę można wyciszyć, są przecież inne kanały niż te z rodziny Polsatu. Odpalamy więc magazyn ligowy w niedzielny wieczór, a tam pan Sławek. Lotnik. Prezes zarządu Radomiaka. Były sędzia. I człowiek, który notorycznie stara się tak wytłumaczyć przepisy piłkarskie, by zawsze pasowały do jego widzimisię oraz prywatnych sympatii. Stempniewski sprawia sympatyczne wrażenie, zapewne jest wspaniałym kompanem rozmów przy grillu. Tyle że, na Boga Jedynego, nie o to w tym wszystkim chodzi!

Wspomniana trójka to rzecz jasna tylko wierzchołek góry lodowej. Jest masa redaktorów, którzy z zasadami polszczyzny zdają się być na bakier, o terminach sarkazm i ironia chyba nawet nie słyszeli, a ich ego jest wielkości Pałacu Kultury i Nauki. Jest masa ludzi wokół polskiej piłki, którzy ją zwyczajnie obrzydzają. Kierują się niskimi pobudkami, futbol służy im tylko do realizowania partykularnych interesów.

Znajdźmy w końcu zdrowy balans. Nie lukrujmy czegoś, co torcika wedlowskiego bynajmniej nie przypomina, ale też nie sprowadzajmy tego w publicznym dyskursie do rynsztoka. To na dłuższą metę jest mało efektowny samobój.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się