var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: wsqn.pl

To już raczej definitywny koniec Dawida Janczyka w piłce. Odra Wodzisław zakończyła z nim współpracę

Autor: Bartosz Adamski
2019-04-19 22:31:31

We wrześniu ubiegłego roku wyszła książka Dawida Janczyka, po publikacji której miał grubą krechą odciąć przeszłość i skupić się na powrocie na boiska. Objęliśmy ją nawet patronatem, bo były podstawy, by wierzyć, że tym razem mu się uda. W byłego zawodnika Legii Warszawa wierzyło naprawdę wiele osób. Niestety, znów sytuacja się powtórzyła. Nie pojawił się od poniedziałku na treningach Odra Wodzisław i klub z ligi okręgowej zakończył z nim współpracę.

Dawid Janczyk w książce "Moja spowiedź" miał opowiedzieć o wszystkich swoich błędach z przeszłości, wyciągnąć z nich wnioski, zamknąć całkowicie ten rozdział za sobą i skupić się na powrocie na boisko. Pieniądze zarobione na sprzedaży lektury trafić zaś miały do jego rodziny.

To było we wrześniu. Wówczas podpisał także kontrakt z KTS Weszło, występującym w warszawskiej B klasie. W tej drużynie jednak nawet nie zadebiutował. Wróciły bowiem demony przeszłości. - Dawid ma mnóstwo dobrych chęci, ale tak do godziny 14. Potem przegrywa z alkoholem i nie stawia się na treningach. Do tej pory chciał być na pięciu i nie był na żadnym. Próba przywiezienia go na zajęcia - bo umówiliśmy się na Wilanowie - zakończyła się tym, że przez 15 minut błagał o pieniądze na wódkę i mówił, że jeśli mu nie dam, to będzie musiał ukraść - opowiadał Krzysztof Stanowski, założyciel klubu, na facebookowej grupie Drużyna Totolotka. Podkreślał również, że jeśli Janczyk się nie zmieni, może nie dożyć 35. urodzin.

W październiku wytransferowany został do Odry Wodzisław, gdzie miało być mu łatwiej o powrót do formy. - W Wodzisławiu nikt nie traktuje Dawida jak gwiazdora, który w przeszłości zarabiał wielkie pieniądze. Nie traktujemy go też jak alkoholika, na którym większość postawiła krzyżyk. Przede wszystkim chcemy mu pomóc jako człowiekowi - mówił portalowi Sport.pl w listopadzie ubiegłego roku trener Odry, Ryszard Wieczorek.

Do Wodzisławia trafił jednak w fatalnym stanie. Podobno trener Wieczorek odesłałby go do domu już po pierwszym treningu, gdyby zaistniały "normalne okoliczności". Dostał jednak solidną porcję treningów i zaczynał wyglądać powoli jak piłkarz. Wierzył nawet, że może jeszcze zagra w Ekstraklasie albo nawet wyjedzie za granicę.

Polubili go również koledzy z szatni. Przez długi czas mieszkał nawet z kilkoma z nich w apartamencie, bo bał się być sam, ale ostatnio, jak informuje Sport.pl, wynajął sobie mieszkanie. W klubie stwierdzili bowiem, że nie mogą go dłużej niańczyć. Dostał kredyt zaufania.

Samodzielne lokum to był jednak początek końca 31-letniego napastnika w Odrze. - Drużyna na każdym kroku bardzo mocno wspierała Dawida w wyjściu z nałogu. Gdy przestał pojawiać się na treningach i okazało się, że poszedł w alkohol, w szatni pojawiło się rozczarowanie, ogromny żal i współczucie – mówi portalowi Sport.pl trener Wieczorek.

 

 

 

Kilka dni temu wyjechał do rodziny, ale w poniedziałek miał się stawić na treningach w klubie. Nie uczynił tego do piątku i Odra wydała oświadczenie, że wobec tego się z nim rozstaje. Układ był prosty: jeśli wróci do alkoholu, to koniec ze współpracą.

To zarazem najpewniej definitywne pożegnanie Janczyka z piłką nożną. Bez wątpienia smutna jest ta jego historia, ale chyba nie jest już Dawida nam żal. Zbyt wiele osób próbowało mu pomóc, lecz on sam nie jest w stanie poradzić sobie z nałogiem. Bardziej szkoda po prostu jego rodziny.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się