var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: @AlvaroSLB1994

Perfekcyjna prowokacja, czyli jak Portugalczyk z Berlina oszukał cały świat

Autor: Maciej Zaremba
2019-04-20 15:00:53

Przed rewanżowym meczem Eintrachtu Frankfurt z Benfiką Lizbona w ćwierćfinale Ligi Europy zdecydowanie największym bohaterem okazał się niespodziewanie jeden z kibiców portugalskiego klubu, który wyruszył do Niemiec za swoją ukochaną drużyną. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że niejaki Alvaro zamiast do Frankfurtu nad Menem trafił do Frankfurtu nad Odrą. Jego wpis na Instagramie okazał się prawdziwym hitem Internetu. Cała historia okazała się jednak perfekcyjną prowokacją jednego z niemieckich magazynów.

Wystarczyło jedno zdjęcie, aby cały świat uwierzył, że niejaki Alvaro Olivieira naprawdę pomylił Frankfurty. Pogoń za sensacją i niespotykanym newsem wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i po raz kolejny okazało się, jak łatwo rozprzestrzenić w sieci nieprawdziwego newsa. Taki też był cel znanej niemieckiej redakcji „11FREUNDE.de”, która przy okazji promocji kolejnego wydania swojego magazynu chciała zwrócić uwagę na problem dzisiejszego dziennikarstwa internetowego, które coraz trudniej radzi sobie z weryfikacją wiarygodności różnych informacji. Przypadek błądzącego Portugalczyka nie był dla nikogo groźny, ale świetnie pokazuje, jak działa dzisiejsze dziennikarstwo. Liczą się przede wszystkim „lajki” i wyświetlenia, a jakość newsa schodzi niestety na drugi plan.

Pewnie wielu zastanawia się, jak oszukać cały świat? W czwartek redakcja „11FREUNDE.de” sprzedała wszystkim bardzo łatwy przepis: wystarczy znaleźć dwóch odpowiednych ludzi, samochód i telefon z dostępem do Internetu. Resztą zajmą się pseudodziennikarze i użytkownicy mediów społecznościowych, którzy interesującego, ale już po prawdzie na pierwszy rzut oka niewiarygodnego newsa (przyznaję się bez bicia, że sam dałem się nabrać) udostępnią szerszej rzeszy publiczności. Prowokacja niemieckich dziennikarzy była na tyle dobra, że o zagubionym Alvarze mogliśmy usłyszeć m.in. w największych niemieckich mediach, BBC, Le Parisien, Sports Illustrated i wielu, wielu innych serwisach, w tym również największych polskich. Polacy o Alvarze mogli przecież dowiedzieć się m.in. od Mateusza Borka, który komentował mecz Eintrachtu. Siła zasięu jednego fejkowego zdjęcia okazała się naprawdę imponująca i obiegła dosłownie cały świat.

Prowokacja była szczegółowo zaplanowana, a dziennikarze „11FREUNDE.de” dodali jej jeszcze dodatkowego absurdu. Po pierwsze Alvaro ma na sobie zwykła tanią czerwoną koszulkę, która nie ma nawet żadnego herbu Benfiki. Po drugie w jednej z relacji na Instagramie w samochodzie radia gra hymn FC Porto, co w aucie prawdziwego fana Benfiki wydaje się być wręcz nie do pomyślenia. Redaktorzy magazynu zwracają uwagę również na fakt, że konto na Instagramie Alvaro miało zaledwie 14 dni, żadnego osobistego zdjęcia i w dniu meczu zaledwie jednego obserwującego. Już to samo w sobie powinno zapalić czerwoną lampkę u wszystkich promujących tę historię na swoich portalach. Tych detali nie wychwycił jednak żaden z dziennikarzy. Wszyscy dali się złapać i masowo udostępniali nieprawdopodobną przygodę Portugalczyka i jego kompana.

Głównym bohaterem całego zamieszania okazał się Marcelo Rodrigues, czyli Portugalczyk mieszkający na co dzień w Berlinie, zajmujący się aktorstwem i modelingiem. Jak sam przyznaje nie jest fanem piłki i nie śledzi losów Benfiki. Do współpracy został zaproszony przez „11FREUNDE.de”, którego redaktorzy szukali po prostu Portugalczyka. Trzeba przyznać, że wyszło naprawdę znakomicie.

Akcja udała się na tyle dobrze, że redakcja „11FREUNDE.de” przyznała, że gdyby sama tego nie zorganizowała to z pewnością również dałaby się nabrać i udostępniłaby niezwykłą, lecz zmyśloną historię. Promocja popularnego w Niemczech magazynu w tak oryginalny sposób okazała się marketingowym strzałem w dziesiątkę. Przygoda fejkowego Alvaro jest jednak również świetnym przykładem, jak łatwo i błyskawicznie można stać się gwiazdą Internetu. Gorączkowe, jak piszą Niemcy, dziennikarstwo to problem, z którym nie radzą sobie nie tylko bezmyślni odbiorcy, ale również sami dziennikarze. Czy ta prowokacja zmieni cokolwiek w nowoczesnym przepływie informacji, który w dobie tak świetnie rozwiniętych mediów społecznościowych jest po prostu przez nic i nikogo weryfikowany? Nie łudźmy się - na pewno nie, ale być może nauczy chociaż mały promil dziennikarzy i odbiorców, że nie warto wierzyć w każdą absurdalną historię.

O ile zagubiony Portugalczyk w Niemczech nie jest niczym groźnym dla społeczeństwa, to jednak jego zmyślona historia świetnie pokazuje, jak ludzie mogą być łatwo manipulowani przez media i świadomych lub nieświadomych dziennikarzy. W sporcie takie newsy najczęściej nie skutkują poważnymi konsekwencjami. Możemy być jednak więcej niż pewni, że jesteśmy pod ostrzałem podobnych działań już w tych poważniejszych i ważniejszych sferach życia. Wniosek z historii Alvaro jest zatem prosty: zanim w coś w 100% uwierzymy, sprawdźmy najpierw wiarygodność danej informacji, a potem ewentualnie udostępnijmy ją dalej.

W Niemczech cała akcja odbiła się bardzo szerokim echem. Kto wie, czy nie będzie miała ona zdecydowanie większych konsekwencji niż wielu mogłoby się spodziewać. Duże wrażenie prowokacja wywarła zwłaszcza w niemieckiej agencji prasowo-informacyjnej, która również podchwyciła i udostępniła tę zmyśloną historię. Dla najważniejszego ciała dziennikarskiego u naszych zachodnich sąsiadów taka pomyłka, to rzecz niedopuszczalna i wręcz zawstydzająca i podważająca jej wiarygodność. Oficjalnego komunikatu w tej sprawie brak, ale już wiadomo, że wewnątrz „dpa Deutsche Presse-Agentur” cała sytuacja zostanie bardzo szczegółowo przeanalizowana. Oby z korzyścią dla odbiorców.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się