var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Hamalainen: Powoli żegnam się z Polską. Dziekanowski o finiszu ligi. Marciniak: Wszyscy nam odjeżdżają, a my grzęźniemy w błocie

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2019-04-23 12:05:13

Wtorkowa, poświąteczna prasa w głównej mierze skupia się na podsumowaniu meczów weekendowych. Warto jednak przeczytać chociażby wywiad z Kasprem Hamalainenem, w którym przyznaje, że odejdzie z Legii Warszawa. Ogółem wybraliśmy 23 artykuły z czterech źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Hamalainen: Powoli żegnam się z Polską"

"Robert Błoński, Maciej Kaliszuk: Sądzi pan, że w środę po raz ostatni zagra w meczu Legii z Lechem?
Kasper Hämäläinen:
Wszystko na to wskazuje, dlatego będzie to dla mnie emocjonujący i emocjonalny wieczór. W klubie z Poznania spędziłem trzy lata, w Legii trzy i pół roku. Jeśli to ma być pożegnanie, postaram się, by było przyjemne.

Do meczu w Poznaniu wrócimy, teraz chcieliśmy zapytać, czy zna pan powiedzenie: „Powiedz Panu Bogu o planach, to się uśmiechnie”.
Znam.

Podczas marcowej przerwy na mecze reprezentacji udzielił pan wywiadu fińskim mediom, które brzmiało jak pełne goryczy pożegnanie z Legią.
Wtedy myślałem, że takie będzie.

Chwilę po powrocie do klubu wszystko się zmieniło: z zawodnika niepotrzebnego stał się pan piłkarzem pierwszego wyboru nowego trenera Aleksandara Vukovicia.
W piłce wszystko może się odwrócić jednego dnia. Czasem to zmiana na lepsze, innym razem na gorsze. W moim przypadku wyszło dobrze. Staram się czerpać z zaufania trenera, ile się da i odpłacać dobrą grą."

Więcej TUTAJ

***

"Smolarek: Beenhakker powinien odejść po Euro"

"– Spotkanie poprzedzające nokaut San Marino okazało się koszmarem. I dla pana, i dla reprezentacji prowadzonej wówczas przez Leo Beenhakkera. W Belfaście ulegliście 2:3 Irlandii Północnej, a pan obejrzał mecz z trybun. Był pan wściekły na selekcjonera?
Dziwna historia. W Belfaście przesiedziałem mecz z kibicami, a za chwilę odzyskuję zaufanie u Beenhakkera i wychodzę w podstawowym składzie na San Marino. Bardzo chciałem pokazać, że pomylił się, nie wystawiając mnie do meczu w Irlandii Północnej. Gdy na odprawie usłyszałem, że idę na trybuny, byłem mocno zaskoczony. Beenhakker szukał jakiegoś rozwiązania i uznał, że to będzie dobre... A za chwilę na odprawie przed San Marino znowu dostaję zaskakującą informację, że tym razem wystąpię. Dwa miesiące temu między innymi o tamtych czasach rozmawiałem z Beenhakkerem. W Rotterdamie umówiliśmy się na kawę. Tłumaczył, że na San Marino wystawił mnie, bo po tym, kiedy pominął mnie w składzie na Irlandię Północną, podczas treningów kadry nie zauważył, bym wyrażał niezadowolenie, łaził nadąsany.

– Ale po golach w Kielcach strzelcy rzucali się w ramiona Beenhakkera. Oprócz pana.
To akurat przypadek, że nie pobiegłem. Naprawdę. Po takim czasie mogę więcej powiedzieć, więc nie ma sensu kłamać. Nie należałem do piłkarzy marudzących, a to, by nie obrażać się na trenera, w krew weszło mi już w juniorach Feyenoordu. Lepiej na tym wychodziłem. Pewnie, nie byłem zadowolony, kiedy akurat dla Smolarka brakowało miejsca w składzie, ale tłumiłem to w sobie i zasuwałem na zajęciach, jak gdyby nic. Podczas treningów, widząc lepiej ustawionego kolegę podawałem piłkę, by ten skończył akcję, a nie sam, po złości waliłem na bramkę, starając się za wszelką cenę coś udowodnić trenerowi i wszystkim dookoła.

– Ale właśnie w tamtych eliminacjach pokazał pan różki. W wyjazdowym spotkaniu z San Marino po strzeleniu gola zaprezentował pan holenderskiemu selekcjonerowi „młynek”, sygnalizując, że nie lubi być zmiennikiem...
Zawsze starałem się nie przekraczać granicy dobrego smaku i szacunku wobec szefa. Wtedy jednak przekroczyłem."

Więcej TUTAJ

***

"Zaorski: Laguna uderzył w cwaniaków"

"– W pana „Piłkarskim pokerze” też warto było oglądać ligowe rozgrywki do końca, a nawet później. Zauważył pan, że to w tej chwili już film kultowy?
Przyznam, że tak, bo kultowości nie da się zadekretować. Czas tak działa na film, nadaje mu nowych znaczeń. Zaczyna on funkcjonować w świadomości widzów, którzy po latach recytują z pamięci niektóre dialogi. Oczywiście nie wiedziałem, że tak się stanie, bo tego się nie wie. Żaden reżyser przecież nie powie: „A teraz zrobię film kultowy”.

– W takim razie muszę zapytać o kontynuację. Będzie druga część „Piłkarskiego pokera”?
Wie pan, na to pytanie udzielam różnych odpowiedzi. Jak już mnie tak nagabują, odpowiadam, że nakręcę ciąg dalszy „Piłkarskiego pokera”, jeśli ten pierwszy przestanie być aktualny. I w zasadzie wtedy mam spokój z dalszym odpowiadaniem. Teraz jednak szczerze przyznaję – nigdy nie mów nigdy. Jak mawiał Andrzej Wajda: „Film musi trafić w swój czas”. Nieraz jest tak, że masz wysoki budżet, atrakcyjny temat, w obsadzie gwiazdy, a jednak ludzie do kin nie idą, wolą na przykład niszową produkcję z nieznanymi aktorami, tak naprawdę nie wiadomo, z jakiego powodu. Dlatego coś może się jeszcze wydarzy, ale nie będę mówił jak Marek Piwowski, który od dawna zapowiada „Rejs II”. W końcu ktoś mi powie: „Panie, pan nas z tym filmem oszukujesz, bo lata lecą, a nic nie powstaje”. Co tu dużo mówić, linearnej kontynuacji nie da się już zrobić. Moi aktorzy się postarzeli, niektórzy nie żyją, a widownia chce oglądać młodych ludzi na ekranie. Natomiast tematyka futbolu jest mi bardzo bliska, dlatego pojawia się przy różnych scenariuszach, w formie wątku. No coś tam kiełkuje, coś sobie przygotowuję. Na razie tylko tak enigmatycznie mogę odpowiedzieć."

Więcej TUTAJ

***

"Dziekanowski: Kto miałby się bić o fazę grupową pucharów, jeśli nie Legia?"

"Te Święta Wielkiej Nocy to czas, kiedy mamy chwilę, by nadrobić zaległości rodzinne, spotkać przyjaciół. Trudno jednak uciec od tematów piłkarskich, gdy piłkarze grają bez przerwy. Po sobotnich meczach do świątecznych stołów w znakomitych nastrojach zasiedli kibice Legii i Piasta, w dużo gorszych – Lechii, Cracovii czy Lecha. Jest też spora grupa kibiców, którzy nie są związani emocjonalnie z żadnym klubowym zespołem. Piłkę oglądają regularnie w wydaniu reprezentacyjnym, do ligi nie są aż tak przywiązani, ale postrzegają ją w podobnych kategoriach, jak kadrę – zależy im na tym, żebyśmy dobrze wypadli na arenie międzynarodowej. Od tych neutralnych kibiców usłyszałem kilka pytań, które pozwoliły i mi spojrzeć z dystansu na rodzime rozgrywki.

Jeśli nie Legia, to kto miałby się w tym roku bić o Ligę Mistrzów albo chociaż fazę grupową Ligi Europy? – to jedno z tych pytań. Zresztą wątek ten powtarza się od kilku lat. I niestety odpowiedź jest podobna – o żadną z polskich drużyn nie można być spokojnym, że cokolwiek w tej Europie zwojuje (czyli awansuje choćby do LE). Największy potencjał ma ekipa ze stolicy, ale dopiero teraz niektórzy piłkarze zrzucili łańcuchy i zaczynają pokazywać, na co ich stać. Ale wciąż nie wiedzą, kto będzie trenerem za kilka tygodni, bo nawet jeśli Aleksandar Vuković doprowadzi ich do mistrzostwa, to nie wiadomo, czy dostanie szansę na dalszą pracę. I nic dziwnego, bo pamiętamy przypadek Chorwata Deana Klafuricia sprzed roku. Wciąż jest to spacer po ruchomych piaskach."

Więcej TUTAJ

***

"Jerzy Bułanow. Rosjanin z polską opaską"

"– Z tego, co udało mi się ustalić, ojciec był skarbnikiem mniejszości rosyjskiej na emigracji w Polsce. Ci ludzie żyli nadzieją, że wrócą do ojczyzny oswobodzonej z rąk bolszewików. Mówię o grupie umiarkowanej socjaldemokracji, która miała w nosie wielką mocarstwową Rosję od morza do morza i rozumiała naszą niełatwą przeszłość polsko-rosyjską. Dobrze myśleli o Polakach, byli im wdzięczni za przyjęcie – opowiada doktor Robert Gawkowski, historyk kultury fizycznej i sportu.

Ale nadzieja na powrót Rosjan w swoje rodzinne strony szybko stała się złudzeniem. Trzeba było zakotwiczyć się w Polsce na stałe. Uczyć się mówić po polsku, chodzić do tutejszych szkół, pracować, próbować żyć normalnie. I ewentualnie grać w piłkę w polskich klubach. Na taki los zdecydował się także Jerzy Bułanow.

W piłkę kopał już w moskiewskich drużynach. W opublikowanych w międzywojennej prasie wspomnieniach pisał, że miał mniejsze predyspozycje do futbolu od swojego o dwa lata starszego brata Borysa. Można się w tym doszukiwać pewnej kokieterii, tym bardziej że takie uwagi przedstawiał, kiedy było już wiadomo, że zrobił zdecydowanie większą karierę."

Więcej TUTAJ

***

"Presja jak strzelba na ścianie"

"Atut Lechii ciągle polega na tym, że ma gwarancję mistrzostwa Polski bez oglądania się na rywali. Wystarczy wygrać sześć ligowych meczów – trzy na wyjeździe i trzy u siebie. Jakie to proste...

W wyścigu kolarskim taka sytuacja wyglądałaby całkiem sensownie: prujący lider na kilka kilometrów przed metą oddaje prowadzenie, ale tylko dlatego, by zebrać ostateczne siły i wyskoczyć zza pleców rywala na samym finiszu. Nigdy jednak nie mamy jasności, czy chodzi o taktyczne odstąpienie przodownictwa przeciwnikowi, czy jednak jest to konieczność spowodowana narastającym zmęczeniem."

Więcej TUTAJ

***

"Całe serce dla Sosnowca"

"Może komuś nie pasuje, żeby Zagłębie Sosnowiec grało w ekstraklasie? – takie podejrzenie wysunął trener Valdas Ivanauskas już dwa miesiące temu. Sugestia była wyraźna – nie pasuje PZPN-owi, niektórym klubom, może ligowej spółce, pewnie jeszcze komuś.

Rzeczywiście może nie pasować ekstraklasie, bo to zespół, który domowych meczów nie gra na porządnym, nowoczesnym stadionie. Takie czasy – zresztą bardzo dobrze – że znaczenie ma nie tylko dyspozycja sportowa, ale też forma pojmowana jako „opakowanie” klubu. Atrakcyjne i funkcjonalne obiekty przyciągają kibiców, sponsorów i inwestorów, a więc generują większe przychody i w związku z tym powinny wpływać na podnoszenie poziomu sportowego. Następuje – jak się dzisiaj modnie określa – efekt synergii. Działa system naczyń połączonych, który zsumowany daje bardzo dobry skutek."

Więcej TUTAJ

***

"Łatanie dziury w ataku. Gytkjaer nie zdąży na Legię"

"Duńczyk zmaga się z urazem stopy i w Białymstoku po raz pierwszy w tym sezonie nie było go w kadrze meczowej. Sztab medyczny robi wszystko, żeby postawić go na nogi, ale wątpliwe, by udało się tego dokonać na środę. Nawet gdyby Gytkjaer był gotów do gry, zasadne wydaje się pytanie, czy warto na niego postawić. Duński snajper nie trafił do siatki od początku marca i ma serię sześciu meczów bez gola."

Więcej TUTAJ

***

"Podwyżka dla twardziela"

"Koniec nerwów w Lubinie. Bartosz Slisz dostał podwyżkę i o dwa lata przedłużył umowę z Zagłębiem. Poprzednia wygasała w czerwcu przyszłego roku. Szefowie Miedziowych odetchnęli, bo za chwilę mogłoby się okazać, że niewiele by na nim zarobili. 20-latek miał zapisaną w umowie niezbyt wysoką jak na skalę jego talentu kwotę odstępnego, wynoszącą około 600 tys. euro. Taka suma dla zagranicznych klubów jest drobnym wydatkiem, a kusiła także Legię i Lecha."

Więcej TUTAJ

***

"Carlitos jest nie do zatrzymania"

"Jego 24 ligowe trafienia przed rokiem nie wystarczyły nawet do tego, by Wisła zagrała w europejskich pucharach. Transfer do Legii za mniej niż pół miliona euro był zaskoczeniem, ale władze krakowskiego klubu nie miały wyjścia, bo Hiszpan u[parł się, by grać w stolicy. Zimą odrzucił propozycję wyjazdu do ligi MLS, choć propozycja z New York City FC była korzystna. – Kraków miał swoje zalety, Nowy Jork też kusił. Ale to w Warszawie mogę po raz pierwszy w karierze zostać mistrzem kraju, dlatego nie zdecydowałem się odejść. W Polsce zdobyłem wszystko, co mogłem, oprócz tytułu – mówił „PS” w marcu.

Po zmianie szkoleniowca w Legii Hiszpan nabrał luzu, świeżości i błyszczy skutecznością. Aleksandar Vuković nie kwestionuje jego umiejętności zdobywania bramek, nie sadza na ławce kosztem Sandro Kulenovicia i pozwala na więcej swobody na boisku. Carlitos często schodzi na skrzydło, wymienia się pozycjami ze skrzydłowymi lub ustawionym za nim Kasperem Hämäläinenem, ale jednocześnie nie zapomina o tym, co najważniejsze: golach."

Więcej TUTAJ

***

"Twierdza Gliwice"

"W rundzie wiosennej przy Okrzei rozegrano pięć spotkań. Bilans jest bardzo korzystny dla gospodarzy – pięć zwycięstw, bramki 13-1. Wcześniej Ślązacy również spisywali się świetnie na gliwickiej arenie. W tym sezonie polegli tylko raz, 12 sierpnia ubiegłego roku w konfrontacji z Legią (1:3). W najbliższych dniach czekają ich dwa mecze z rzędu na własnym stadionie, dzisiaj z Zagłębiem Lubin, a w piątek z Cracovią.

– U siebie jesteśmy bardzo mocni – twierdzi bramkarz František Plach (na zdjęciu), który rozgrywa najlepszy sezon w karierze."

Więcej TUTAJ

***

"Powrót Kawiora. Stokowiec może liczyć na Lipskiego"

"– Przed nami okres prawdy – mówi trener Lechii Piotr Stokowiec, a w tym szczególnym momencie sezonu pomóc ma mu Patryk Lipski.

Siódmy marca 2016 roku. Ruch Chorzów wygrywa w Szczecinie z Pogonią 3:2, dwie bramki zdobywa Patryk Lipski. 12 maja 2018, Portowcy podejmują Lechię, która potrzebuje punktu, by zapewnić sobie utrzymanie w ekstraklasie. Mecz kończy się remisem, gola na 1:1 znów strzela Lipski – wtedy już pomocnik gdańskiego klubu, który żadnego rywala nie pokonywał tak często, jak tego ze Szczecina. W środę 24-latek chce potwierdzić, że nie ma przypadku w tym, że tak dobrze gra mu się w mieście, z którego pochodzi. W tym momencie to niezwykle ważne: po dwóch porażkach z rzędu Lechia, która od 13. kolejki liderowała w ekstraklasie, spadła na drugie miejsce. I choć jej trener uspokaja, to kolejne stracone punkty mogą oznaczać pożegnanie z marzeniami o mistrzostwie Polski."

Więcej TUTAJ

***

"Starcie rekordzistów"

"W Krakowie spotka się dziś dwóch rekordzistów grupy mistrzowskiej. Gospodarz Cracovia ma najmniej strzelonych goli (39), zaś Jagiellonia – do spółki z Pogonią – najwięcej straconych (44). Porażka 0:1 krakowian na boisku Legii i remis 3:3 białostoczan z Lechem w wielkosobotnich meczach doskonale unaoczniły braki obydwu zespołów.

Gdyby sugerować się liczbami, należałoby przyjąć, że konfrontacja słabego ataku Pasów z dziurawą obroną Jagi zapowiada niezbyt porywające widowisko. Wiele wskazuje jednak, że na stadionie przy ulicy Kałuży będzie ciekawie."

Więcej TUTAJ

***

"Diabelska kompromitacja. Manchester United zawodzi"

"Tylko nasi kibice mogą nosić herb Manchesteru United z podniesioną głową. Żaden z nas na to nie zasłużył – powiedział Ole Gunnar Solskjaer. Po meczu z Evertonem zawstydzony podszedł pod trybunę zajmowaną przez fanów MU, żeby podziękować im za doping i przeprosić za kompromitującą grę swoich piłkarzy. Do niego akurat kibice pretensji nie mieli, skandowali imię Norwega i bili mu brawo. Solskjaer ma pełne poparcie publiczności, ale jednocześnie świadomość, że najpóźniej od początku następnego sezonu musi mieć gotowy plan, jak przywrócić świetność Czerwonym Diabłom. Bo to, co ostatnio wyprawiają piłkarze Old Trafford, nie przystoi tak uznanej marce."

Więcej TUTAJ

***

"Kibice Barcelony wygwizdali Philippe Coutinho"

"Więcej niż o kwestiach piłkarskich mówi się o zachowaniu Philippe Coutinho. W Katalonii od dawna narzeka się, że najdroższy zawodnik w historii klubu (160 mln euro) nie gra na miarę swojej ceny, jednak tak gorącej atmosfery wokół Brazylijczyka nie było nigdy.

Wszystko zaczęło się od pozytywnego momentu. W rewanżowym meczu 1/4 finału LM z Manchesterem United (3:0) Coutinho zdobył bramkę, popisując się pięknym uderzeniem z dystansu w okienko bramki Davida De Gei. Zamiast cieszyć się z gola, pomocnik zatkał sobie uszy. To zachowanie było w Katalonii głośnym tematem, tym bardziej że piłkarz po meczu z MU nie porozmawiał z dziennikarzami. Ani razu nie skomentował też sprawy przed sobotnim spotkaniem z Realem Sociedad (2:1), w którym wszedł na boisko w 72. minucie i został wygwizdany najmocniej od czasu przenosin  do Barcelony."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Marciniak: Wszyscy nam odjeżdżają, a my grzęźniemy w błocie"

"Dobrze zaczęliście mecz z Górnikiem. Co stało się potem?
Adam MARCINIAK:
– Co? To z czym mamy problem przez cały sezon, dostajemy bramkę ze stałego fragmentu gry. Zapolnik trafiając do naszej bramki był zupełnie nie pilnowany… To kryminał! Nie można popełnić takiego błędu, tak się zagapić, że człowiek nie pilnowany przez nikogo trafia do naszej siatki z szóstego czy z siódmego metra, kiedy walczy się, jak my o życie. W tej sytuacji piłkarz rywala mógł się jeszcze zapytać naszego bramkarza, w który róg mu strzelić. Każdy walczy, każdy chce, no ale jaki widać same chęci nie wystarczają. Do Zabrza przyjechaliśmy po zwycięstwo, ale z perspektywy tego wszystkiego, to i punkt nie byłyby zły. Niestety, wszyscy nam odjeżdżają, a my grzęźniemy w błocie…"

Więcej TUTAJ

***

"Stefański: Nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której nie będzie emocji"

"Jaki wpływ na liczbę publiczności ma poziom sportowy?
Marcin STEFAŃSKI:
To bardzo dyskusyjny temat. Trzeba pamiętać, że polski kibic jest dosyć chimeryczny. Widać, że kiedy jego klub gra gorzej, to nie przychodzi na mecze. To inna sytuacja niż np. w Niemczech, gdzie ludzie pojawiają się na stadionie bez względu na wyniki. W Polsce są olbrzymie wahania. Jednym z elementów jest fakt, że dopiero buduje się kultura kibicowania i regularnego chodzenia na mecze poszczególnych klubów. Polacy odkrywają, że to jest jeden ze sposobów spędzania wolnego czasu. Stale monitorujemy liczbę nowych kibiców na obiektach. Czasami na jednym meczu potrafi się pojawić nawet tysiąc osób, które przyszły na mecz po raz pierwszy w życiu lub po kilkuletniej przerwie. To pokazuje, że kluby muszą pracować, aby ich zatrzymać na dłużej.

Co można zrobić, aby polskie kluby nie kończyły udziału w europejskich pucharach na wczesnych fazach eliminacji?
Marcin STEFAŃSKI:
Jeżeli chodzi o ligi w środkowej Europie, to kalendarz jest coraz gorszy. Nie mam na myśli tylko naszej 24. pozycji, ale od 15. miejsca w dół. To jest frustrujące. Kluby bowiem po sezonie mają olbrzymi problem, aby utrzymać kadrę i muszą grać w pucharach jeszcze zanim zdążą skompletować skład. Znacznie lepiej byłoby, gdyby eliminacje europejskich pucharów zaczynały się dwa miesiące później. Poza tym nasze kluby często muszą kogoś sprzedać, aby dalej funkcjonować. Komfortem dla nich byłoby utrzymać taką samą kadrę przez dwa lata."

Więcej TUTAJ

***

"Gwilia: Wiedziałem, że Zapolnik będzie wolny"

"Jak skomentuje pan waszą wygraną z Arką?
Walerian GWILIA:
– Najważniejsze było zdobycie trzech punktów. Nie liczył się styl, ani nic innego. Zwycięstwo było w tym spotkaniu najistotniejsze, patrząc na ligową tabelę, tak, że udało się to osiągnąć, więc możemy być zadowoleni.

Dołożył pan swoją cegiełkę do tego, że Górnik wygrał, świetnie dośrodkowując z rzutu rożnego na głowę Kamila Zapolnika…
Walerian GWILIA:
– Mamy taki wariant rozegrania rzutu rożnego przećwiczony na treningach. Teraz udało się to zastosować w meczu i możemy mieć powód do satysfakcji."

Więcej TUTAJ

***

"Brak transmisji z meczu Rakowa to istne jaja"

"Przed świętami istne jaja z abonentów i widzów – po prostu z samych siebie – zrobiła stacja Polsat Sport, nie przeprowadzając transmisji z meczu Bytovia – Raków.

Jak to ktoś napisał: po co posiadać prawa do pokazywania rozgrywek, skoro omija się wydarzenie, mogące okazać się najważniejszym momentem sezonu? Sposób zarządzania tymi prawami przez Polsat – a to już czwarty sezon! – pozostawia wiele do życzenia. Nie można oczywiście przejść obojętnie obok profitów, które przysługują klubom."

Więcej TUTAJ

***

"Wszyscy pomagają mistrzowi"

"Zwolennicy spiskowej teorii sprzyjania Legii chętnie szermują hasłem „gdzie Legia nie może, tam sędzia pomoże”. Sęk w tym, że mistrzowi Polski najczęściej (nie wiem czy najchętniej?) pomagają… ich rywale! W ostatnim meczu z Cracovią tę pomocną dłoń podał warszawianom Michał Helik, bezmyślnie faulując w polu karnym Williama Remy’ego. Trener „Pasów” Michał Probierz nie miał zastrzeżeń do decyzji arbitra, a wiadomo jak cięty język ma ten szkoleniowiec. Nie dalej jak dwa tygodnie temu „pomocnikiem” legionistów był Igor Angulo. Napastnik Górnika Zabrze popisowo zmarnował kilka „setek”, a potem sprezentował przeciwnikowi rzut karny, zamieniony przez Carlitosa na wyrównującą bramkę. To tylko dwa wzięte z brzegu przykłady, że obrońcy mistrzowskiego tytułu nie pomagają siły nadprzyrodzone, tylko błędy i głupota ich przeciwników. Przywykłem jednak już do tego, że fanatycy zawsze we wszystkim przesadzają. A zatem – kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem…"

Więcej TUTAJ

***

"Zmarł Alojzy Jarguz"

"Jeden z dawnych, czołowych sędziów piłkarskich miał 85 lat. Jarguz prowadził mecze mistrzostw świata 1978 w Argentynie i 1982 w Hiszpanii. Był on pierwszym polskim arbitrem, który jako główny poprowadził mecz mistrzostw świata. Później tego zaszczytu dostąpili Ryszard Wójcik (1998) i Szymon Marciniak (2018)."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Lech Poznań wrócił do wychowanków. Trzeci debiut gracza Akademii w tym sezonie. Nie za mało?"

"Po odwołaniu Adama Nawałki nowy trener Dariusz Żuraw podjął decyzję, by w meczu z Jagiellonią w Białymstoku dać szansę kolejnemu wychowankowi. We wzruszających okolicznościach do gry wszedł 18-letni Mateusz Skrzypczak, wyściskany wcześniej przez swego tatę, kierownika zespołu Lecha Mariusza Skrzypczaka. To pierwszy taki rodzinny układ od czasów gry Grzegorza Łazarka w zespole jego ojca, Wojciecha Łazarka, w latach 80. (nie licząc dalekiej koneksji rodzinnej między Wiktorem Pleśnierowiczem a jego wujem Zbigniewem Pleśnierowiczem). Stało się to jednak dopiero w meczu, w którym Lech jest już w jakimś sensie bezpieczny po awansie do mistrzowskiej ósemki.

Trzech wychowanków wprowadzonych do gry w tym sezonie to i tak więcej, niż bywało wcześniej. Na debiut i szansę gry oczekuje jednak wciąż kilku innych młodych lechitów."

Więcej TUTAJ


"FAKT"

"Syn ważniejszy od meczu"

"Na prawej obronie zamiast Marcina Pietrowskiego wystąpił Tomasz Mokwa (26 l.). Defensor pojechał z zespołem nad morze, ale szybko wrócił stamtąd na Górny Śląsk, bo w piątek urodził mu się syn Szymon. - Jestem niesamowicie szczęśliwy – mówił uradowany ojciec, który pochwalił się swoją pociechą na Facebooku."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się