var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: acmilan.com

Ostatnie podrygi Gattuso w Milanie. Latem będą zmiany, a mnóstwo zależy jeszcze od obecnego sezonu

Autor: Marcin Długosz
2019-05-01 12:02:12

Półtoraroczny związek Milanu z Gennaro Gattuso w roli trenera dobiega końca. O ile nie nastąpi jakiś spektakularny zwrot akcji, Włoch pozostanie na swoim stanowisku jeszcze tylko do końca obecnego sezonu. A potem na San Siro nadejdzie obrazek tak często powtarzany od lat – nowe rozdanie. A jakie? Na to walny wpływ będzie miała jeszcze końcówka rozgrywek 2018/2019 i to, czy Rossonerim uda się wywalczyć awans do Ligi Mistrzów.

Gattuso przejął mediolański zespół pod koniec listopada 2017 roku. Wówczas drużyna była obrazem nędzy i rozpaczy. Nie wychodziło nic z planów, jakie snuli chińscy właściciele po wyłożeniu ponad 200 milionów euro na transfery. Tak utytułowany klub wystawiał się na pośmiewisko i raz po raz zbierał bolesne ciosy, przez co podjęto decyzję o rozstaniu z Vincenzo Montellą.
Rino początkowo miał być tylko trenerem tymczasowym. A przynajmniej tak wydawało się szeroko pojętej opinii publicznej, bo ówczesny dyrektor sportowy Il Diavolo, Massimiliano Mirabelli, później niejednokrotnie podkreślał, że wcale nie miał intencji powierzenia Włochowi ławki zaledwie na chwilę. Stwierdził nawet: „Mogłem wybrać dowolnego trenera, bez względu na budżet, ale od początku postawiłem na Rino”.

Początek był fatalny – pamiętny remis 2:2 z Benevento po golu strzelonym przez bramkarza, porażki 0:3 z Hellasem Werona i 0:2 z Atalantą Bergamo… Od 2018 roku nadszedł jednak nowy Milan. Rossoneri długo notowali kapitalną serię bez porażki, a wisienkę na torcie stanowił awans do finału Pucharu Włoch i ligowa wygrana na wyjeździe z Romą.

Tempo, jakie narzucili sobie mediolańczycy, było na tyle wysokie, że po kilku tygodniach zaczęli piąć się w górę ze środka tabeli i snuli nawet marzenia o wywalczeniu awansu do Ligi Mistrzów. Tego ostatecznie nie udało się zrealizować, ale jednak rozgrywki zakończono przyzwoicie jak na to, co działo się jesienią – bezpośrednim zameldowaniem się w fazie grupowej Ligi Europy.

Każdy kibic Milanu z pewnością przyzna, że Gattuso jedną z najważniejszych ról podczas swojej przygody w roli trenera Rossonerich odegrał latem pomiędzy poprzednim a obecnym sezonem. Przez kilka tygodni ważyły się losy wyrzucenia klubu z europejskich pucharów, do tego doszła zmiana właściciela z szemranego biznesmena z Chin, Yonghonga Li, na amerykański fundusz finansowy Elliott.

Możemy sobie tylko zwizualizować sytuację, w której w podobnych realiach na San Siro musi się odnaleźć szkoleniowiec bez wyrytych czerwono-czarnych barw w samym środku serca. Prawdopodobnie zakończyłoby się trzaśnięciem drzwiami i rozstaniem w kluczowym momencie przygotowań do sezonu. Włoch potrafił jednak wszystko poukładać, wyciszyć drużynę i popracować z nią przed kampanią 2018/2019.

A ta miała różne oblicza. Mediolańczycy ani razu nie przekonali w niej od początku do końca, tak, aby móc cmoknąć z podziwem i stwierdzić, że wykonywana praca jest na pewno stuprocentowo dobra. Poważną skazą była grudniowa kompromitacja w Lidze Europy, kiedy Milan przegrał w Pireusie z Olympiakosem 1:3 i odpadł z pucharów już po fazie grupowej. Zbiegło się to ze sporą zadyszką w lidze i wiele osób było przekonanych, że Gattuso pożegna się z pracą na zakończenie roku.

Tak się jednak nie stało – dyrektorzy klubu, Leonardo i Paolo Maldini, okazali szkoleniowcowi wsparcie i zadecydowali, że dalej idą razem. I początkowo mogli się cieszyć, że wyszło na ich. Milan co prawda nie grał ładnie dla oka, nie zachwycał kibiców, ale był do bólu skuteczny. Punktował, punktował i jeszcze raz punktował. Do tego stopnia, że do derbów Mediolanu w połowie marca przystąpił jako trzecia drużyna tabeli i miał szansę odskoczyć Interowi na dystans ponad jednego meczu.

- My możemy skrzywdzić Inter albo oni mogą skrzywdzić nas. Martwią mnie mecze, które nastąpią później, bo jeśli wygramy, może nam to dodać skrzydeł, ale jeśli nam się nie powiedzie, może się to odbić mentalnie na drużynie – stwierdził szkoleniowiec Milanu przed pierwszym gwizdkiem. I choć na pewno tego nie chciał, to jak wielką miał rację…

Po zaciętym meczu Rossoneri ulegli lokalnemu rywalowi 2:3. I od tej pory wpadli w wielki dołek formy. Przez cały kwiecień zwyciężyli tylko raz – 1:0 z Lazio po golu z rzutu karnego w końcówce spotkania. Ich pozycja słabła z każdym tygodniem, aż doprowadziła do spadku z czwartego od razu na siódme miejsce w tabeli.

Niedzielna porażka 0:2 z Torino była dla mediolańczyków opłakana w skutkach. Oczywiście – pozostają jeszcze cztery kolejki, w przeciągu których wszystko się może zdarzyć i nie da się wykluczyć, że ostatecznie to właśnie ekipa Gattuso wystąpi w kolejnej edycji Champions League. Ale już bez tego trenera na ławce.

Niektóre media spekulowały, że Włoch pożegna się z posadą już po porażce w Turynie. Ostatecznie zadecydowano kontynuować współpracę do końca sezonu i to raczej nie może dziwić. Milan nie miał pod ręką żadnego trenera tymczasowego, a nikt o uznanym nazwisku nie zgodziłby się na przejmowanie ekipy w tak delikatnym momencie.

Los Rino jest już jednak napisany niezależnie od tego, czy mediolańczykom uda się finiszować w pierwszej czwórce, czy też nie. Z tego względu w mediach ruszyła prawdziwa karuzela nazwisk odnośnie tego, kto mógłby przejąć czerwono-czarny zespół i zwiększyć jego poziom.

Kluczowy w tym względzie będzie wynik obecnego sezonu. Awans do Ligi Mistrzów to wabik nie tylko na uznanych piłkarzy, ale także na trenerów z górnej półki. Milanowi pod pewnym względami nie brak niczego – to klub o ogromnej historii, z pięknego kraju, wielkiego i sławnego miasta, ma mnóstwo kibiców, olbrzymi stadion… Tylko cierpi na brak wyników. Bilet do Champions League oznacza zwiększone przychody i możliwość otaczania się coraz lepszymi graczami.

Włoskie media twierdzą, że marzeniem dyrektora sportowego Milanu, Leonardo, jest współpraca z Antonio Conte. Szkoleniowiec ten oglądał nawet na żywo pojedynek Rossonerich z Torino, choć sądząc po tej reakcji nie był do końca przekonany, że z tych graczy da się wycisnąć coś ekstra…

 

 

 

Pomijając kandydatury natury fantastycznej, jak choćby ta Mauricio Pochettino, te najbardziej realne wywodzą się z włoskiego podwórka. Marco Giampaolo, Gian Piero Gaspierini czy – przede wszystkim – Eusebio Di Francesco. Obecnie to właśnie były trener Romy wydaje się faworytem w kwestii podpisania umowy z Milanem, choć takiej niespodzianki jak związanie się z Conte nie można jeszcze wykluczyć. To jednak tylko wróżenie z fusów, bo najpierw musi zakończyć się sezon 2018/2019. Dopiero, gdy nadejdzie pełna jasność, klub poczyni jakieś kroki.

Co to wszystko oznacza dla Krzysztofa Piątka? Na pewno zmiany, oby na lepsze. Polak bez wątpienia pozostanie na San Siro także i na kolejne rozgrywki i jeśli będzie pracował pod okiem szkoleniowca preferującego bardziej ofensywny futbol, to może na tym tylko zyskać.

Jedno jest pewne: w Milanie ponownie nadchodzi lato wielkich zmian. A jak wielkich, zdeterminuje to jeszcze najbliższy miesiąc.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się